PRAWOŚĆ 

 

Król ogłosił, że mężem jego córki może być tylko książę szlachetny, sprawiedliwy i prawy…”-Helenka zrobiła przerwę na oddech i przy okazji zerknęła, ile zostało jeszcze kartek do końca bajki. Maluchy siedziały na dywanie i z niezwykłą uwagą wsłuchiwały się w tekst.                   Do Helenki przyszły dziś trzy koleżanki z klasy, chciała spokojnie z nimi porozmawiać, ale musiała również pilnować Zosi i Stasia. Rodzeństwo dogadało się ze sobą: maluchy będą bawić się grzecznie podczas wizyty koleżanek, a w zamian Helenka przeczyta im średnio długą bajkę. Dziewczynka westchnęła ciężko. Miała ciekawsze  pomysły na spędzanie wolnego czasu, ale umowa jest umową. Nawet nie pomyślała, żeby wykręcić się od obietnicy. Nie ma innego wyjścia, trzeba czytać dalej.

- Poczekaj, jaki ma być ten książę? – zapytała Zosia.

- Szlachetny, sprawiedliwy i prawy – odpowiedziała z rezygnacją starsza siostra, czując wyraźnie, że zaraz zaczną się pytania i całe czytanie przedłuży się okropnie.

- Jak to „prawy”? – dociekała Zosia.

- No taki, sprawiedliwy, dobry, który postępuje zgodnie z prawem, chyba – Helenka zwątpiła we własne wyjaśnienia.

- I oczywiście ten prawy używa prawej ręki? A jeśli jest leworęczny, to nie może być prawy? – Zosia zasypała siostrę pytaniami, zwłaszcza, że temat osobiście jej dotyczył jako, że sama była leworęczna. Rodzice i babcia długo rozmawiali z Zosią, która nie mogła pogodzić się z tym, że jej rodzeństwo jest praworęczne, a ona nie. Myślała nawet, że jest gorsza od innych, bo posługuje się lewą ręką. Na szczęście wytłumaczono jej, że o wartości człowieka nie decyduje prawo, czy leworęczność, tylko serce i dobre uczynki.

- Oj, Zosia, zlituj się! Przecież mówiliśmy ci, że to nie ma żadnego znaczenia. Osoba leworęczna też może być prawa – Helenka poczuła, że zaczyna się powoli gubić.

W tym momencie Saba rozszczekała się radośnie, uszczęśliwiona, że Mikołaj  wrócił do domu i otrzyma swoją porcję głaskania i zabawy.

- Jak tam? – rzucił Mikołaj i pochylił się nad labradorem, który niezdarnie usiłował wskoczyć w ramiona chłopca. Jednak było to zbyt dużym wyzwaniem, zarówno  dla psa, jak i Mikołaja, gdyż Saba  zrobiła się ostatnio trochę ciężka, nawet jak na labradora.

- No co Saba, pewnie znów jesteś  głodna? Jak ja cię dobrze rozumiem piesku. – Mikołaj westchnął i przytulił rozbrykanego psiaka. Dziewczynki wpatrywały się przez chwilę w ten psi taniec radości, a potem również westchnęły: Helenka przypomniała sobie o bajce, a Zosia – o swoich pytaniach.

- Może wystarczy na razie tych pytań i dokończę bajkę? – Helenka była już lekko zniecierpliwiona, zwłaszcza, że to całe czytanie może jeszcze trwać i trwać. Zosia nie odpuści przecież żadnej niejasności.

- No nie wiem, na razie czytaj – łaskawie zezwoliła Zosia.                                                          Helenka wróciła do bajki i razem z siostrą i braciszkiem przenieśli się na chwilę do zaczarowanego świata  królów i prawych książąt, starających się o rękę pięknej królewny. Ponieważ w bajce nie pojawiły się żadne niezrozumiałe określenia, bez problemu udało się dotrzeć do końca.

Wkrótce do domu wróciła babcia. Zajrzała do pokoju i powiedziała:- Helenko, możesz już zająć się swoimi sprawami, a ja pójdę z maluchami do sklepu.

Wnuczka poderwała się błyskawicznie i z uśmiechem na twarzy wybiegła z pokoju. Maria pokręciła głową, tempo poruszania się jej wnuków nieodmiennie wprawiało ją w zdumienie. Pewno dlatego, pomyślała, że sama porusza się wolno. A jeszcze nie tak dawno biegała razem z  wnukami. Niestety, bolący kręgosłup potrafi skutecznie zniechęcić do biegania, a tym bardziej do błyskawicznego wstawania.

- Babciu, z czego się śmiejesz? – zapytał Staś, próbując na lewą stopę włożyć prawy but.

- Z niczego takiego. Rozbawiła mnie prędkość, z jaką Helenka wymknęła się z pokoju – odpowiedziała babcia i zamierzała właśnie pomóc wnukowi, ale uprzedziła ją Zosia:

- Staś, ale ty jesteś głuptas! Nie odróżniasz buta prawego od lewego?

- Nie – wyznał szczerze chłopczyk. – Przecież są prawie takie same.

- A właśnie, że nie są! Prawy jest ważniejszy od lewego! – krzyknęła Zosia.

- Co ty mówisz, Zosieńko? – zdziwiła się Maria. – O ile dobrze wiem, obie nogi, stopy, czy ręce są tak samo ważne. I zupełnie nie liczy się, czy ktoś woli używać prawej czy lewej strony ciała – dodała babcia, przeczuwając, że może znów chodzi o leworęczność Zosi.

- No to mnie oszukaliście! – zdenerwowała się dziewczynka.

- A mogę wiedzieć, w jakiej sprawie cię oszukaliśmy, wnusiu?

- W bajce było, że tylko prawy książę zostanie mężem królewny, czyli jaki?

- Prawy, czyli sprawiedliwy, uczciwy, szlachetny, taki, który…

- No właśnie! Helenka też tak mówiła! – wojowniczo przerwała Zosia. – I dlatego mnie oszukaliście. Mówiliście, że leworęczni, czy praworęczni są tacy sami!

- Bo są –  wtrąciła babcia.

- Ha! Jak są tacy sami, to dlaczego o dobrych ludziach mówi się „prawy”, a nie „lewy”?!

Zosia z błyskiem w oku zakończyła swoją wypowiedź, a Maria pomyślała, że nawet dobrze się stało, że do tego sklepu jest niezły kawałek drogi. Przynajmniej ma dużo czasu na sprostowanie zupełnie poplątanego myślenia wnuczki. Może zdąży jeszcze powiedzieć  wnuczętom, że chociaż bycie prawym człowiekiem jest czasem naprawdę bardzo trudne, to jednak dla tych, którzy chcą pięknie przeżyć swoje życie, nie ma innej drogi, jak prawość.