ODWAGA

 

„Kochani Rodzice!

Nie martwcie się o mnie, jestem zdrowa. Całe dnie uczymy się jak udzielać pierwszej pomocy. Bardzo mi się to podoba. Może po wojnie zostanę pielęgniarką?

Harcerzy jest naprawdę dużo i wszyscy chcemy walczyć. Mamy nadzieję, że uwolnimy Warszawę. Ucałujcie babcię i dziadka. Wkrótce się zobaczymy, ale teraz muszę być tu – w stolicy. Nawet, gdyby miało się coś stać… Wiem, że mnie rozumiecie. Bardzo Was kocham. Gienia”.

Maria odłożyła list z wielką czułością, należał do najcenniejszych rodzinnych pamiątek. Pomyślała ze smutkiem o babci Eugenii i jej niespełnionych marzeniach, że powstanie warszawskie zakończy wojnę.

- Babciu, wszystko w porządku? – rzucił niespokojnie Mikołaj.

- Tak, skarbie. To tylko stary list z przeszłości. Pamiętasz jak opowiadałam wam o mojej babci Eugenii? Napisała ten list tuż przed powstaniem. Chcesz przeczytać?

- Chętnie – Mikołaj delikatnie dotknął listu. – Babciu, to jest świetne i przyda mi się!

- Co jest świetne i przyda się? – spytała Zosia, która, jak zwykle, zjawiła się nie wiadomo skąd.

- Podsłuchujesz, wścibska siostro? – zdziwił się Mikołaj.

- Nie podsłuchuję, tylko za dobrze słyszę, ale to przecież nie moja wina – obruszyła się dziewczynka i przycupnęła przy babci. – No to co jest świetne?

- Ten list pomoże mi w dyskusji na polskim. Będziemy mówić o odwadze dawniej i dziś. Trzeba będzie podać przykłady odwagi, ale nie wymyślone, tylko prawdziwe. A nasza praprababcia była naprawdę odważna.

- Ale po co? Odważni mają być chłopcy, a dziewczynki nie muszą. Wystarczy jak są grzeczne – Zosia uprzejmie wyjaśniła zdumionej babci i bratu.

- Ależ, kochanie, odwaga potrzebna jest wszystkim…- zaczęła Maria gorączkowo szukając właściwych słów, ale Zosia przerwała niezbyt grzecznie:

- Wcale nie! Od tej całej odwagi trzeba się zmęczyć i spocić i ubrudzić, brr – wstrząsnęła się z obrzydzeniem mała czyścioszka.

- Jak to ubrudzić? – babcia osłupiała.

- Żołnierze są odważni. I co? Ciągle muszą biegać, czołgać się i brudzić – Zosia wzruszyła ramionami, chyba na znak, że zakończyła wypowiedź. Maria spojrzała na wnuczkę, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo Mikołaj huknął znienacka:

- Ale głuptas z ciebie! Bez odwagi nic nie zrobisz! Nie przyznasz się do winy, nie staniesz w obronie koleżanki, nie sprzeciwisz się innym, kiedy będą źle postępować, ani nawet… nie wejdziesz do ciemnego pokoju, nie uratujesz pieska przed agresywnym rottweilerem i …- Mikołaj rozpędził się niepokojąco, więc Maria postanowiła się wtrącić - Bardzo dobrze powiedziane, wnusiu, choć z tym ratowaniem piesków, to mam nadzieję, nie dotyczy Zosi, przynajmniej na razie? – babcia uśmiechnęła się do wnuka, a potem zerknęła na wnuczkę. Dziewczynka siedziała nieruchomo, z przerażeniem na twarzy.

- No widzisz? Gdybyś była odważna, to teraz nie trzęsłabyś się ze strachu – stwierdził brat i dumnym krokiem wymaszerował z pokoju, unosząc ze sobą liścik praprababci.

Maria objęła wnuczkę i szepnęła jej do ucha:

- Co powiesz na kakao lub budyń?

- Powiem, że chcę i kakao i budyń! – ożywiła się Zosia i w podskokach dotarła do kuchni. Babcia pomyślała, że przysmaki są dobre na wszystko, nawet na rozmowy o złych rottweilerach. Kiedy Zosia jadła, Maria postanowiła wrócić do odwagi. Nie była przekonana, czy Zosia wszystko zrozumiała.

- Wiesz, Zosieńko, odwaga to taka cecha, która jest tak samo ważna w czasie pokoju jak i w czasie wojny. Moja babcia Eugienia walczyła w powstaniu jak żołnierz i to była taka odwaga żołnierska. Dziś takiej odwagi wymaga się od żołnierzy. Ale jest też inna odwaga, taka na zwykły czas pokoju. I takiej odwagi powinien nauczyć się każdy człowiek, chociaż czasem to bardzo trudne. Rozumiesz, skarbie?

 Zosia z zapałem pokiwała głową, przełknęła budyń i mruknęła:

- No teraz rozumiem. Ta pokojowa odwaga to łatwizna, bo nie trzeba się ubrudzić. 

 Po chwili dokończyła deser i pobiegła do Stasia, żeby poinformować go, że mają dużo pracy, bo trzeba nauczyć się pokojowej odwagi, a skoro ona ma jej za mało, to co dopiero Staś. Maria roześmiała się do siebie. Kiedy za parę minut zawołała Stasia, usłyszała, że nie może przyjść do kuchni, bo pokojowej odwagi trzeba się uczyć w pokoju a nie w kuchni. Tym razem Marii nie było do śmiechu. Pomyślała w popłochu, że chyba przesadziła z tłumaczeniem, gdy usłyszała Zosię:

- Oj Staś, jaki dzieciak z ciebie! Pokojowa odwaga to inna niż w czasie wojny, a nie taka, której możesz nauczyć się tylko w pokoju, a nie np. w kuchni! Jasne?

Maria odetchnęła z ulgą. Cóż, z czasem Zosia przekona się, że ta codzienna odwaga to nie łatwizna i bywa najtrudniejsza.