WYTRWAŁOŚĆ

Maria sięgnęła po druty i włóczkę. Helenka zgubiła szal, to zrobi nowy. Mimo południa  zimowe światło było jakieś niewyraźne, wkrótce włączy lampkę. Dobrze, że zdążyli wrócić do domu z niedzielnej mszy świętej, bo chyba nadciąga śnieżna zawierucha. Jak miło w taką pogodę siedzieć w ciepłym i cichym domu. Z tym ”cichym,” to chyba trochę przesadziłam, zreflektowała się Maria po uważnym wsłuchaniu się w odgłosy dobiegające z mieszkania.

W kuchni Iza szykuje obiad, pomaga jej Helenka chichocząc jak nakręcona. Mikołaj i Antek grają w jakąś grę, pewnie wyścig (słychać wycie, piski i huk zderzających się aut oraz płaczliwy protest Stasia). Łukasz z telefonem w ręku krąży po przedpokoju i ze śmiechem relacjonuje jakieś zdarzenie na budowie. Zosia z zapałem uczy lalki śpiewu, ale dobiegające dźwięki świadczą, że powinna szybko zrezygnować. No tak, tam jest głośno, tu jeszcze nie, pocieszyła się Maria i pochyliła się nad robótką. Ale nagle do pokoju wpadła mała, czarna kulka, czyli Staś.

 - Babciu, oni nie chcą bawić się ze mną! – ryknęła kulka do ucha babci, dzięki czemu  wzdrygnęła się wystraszona. No i po spokoju, mruknęła do siebie Maria.

- Ale to nic! Tu zrobię wyścig! – zagroził Staś i tak zrobił. Po chwili mknęła po podłodze karetka, wyjąc przeciągle i dwa autka, hałasujące odrobinę ciszej. Pościg za karetką zaskoczył Filemona, który zjeżony i wystraszony, wskoczył do pokoju usiłując się gdzieś ukryć. Ponieważ karetka ruszyła w jego stronę, zjeżył się jeszcze bardziej, prychnął wściekle i uciekł.  Leżąca na dywanie Saba podniosła łeb, ale zaraz wróciła do drzemki. Zupełnie jakby wiedziała, że nie warto wychodzić, bo wszędzie jest głośno. Cisza kiedyś znów się pojawi, wystarczy na nią poczekać. Póki co, pojawiła się Helenka, a za nią reszta dzieci.

- Babciu, proszę naucz mnie robić na drutach. Jak znów zgubię szalik, to sama sobie zrobię.

- Chętnie, ale wiesz, że to wymaga wytrwałości? – Marię  zdziwiła prośba wnuczki, która już kiedyś próbowała się nauczyć, ale szybko się zniechęciła.

- Wiem, ale może teraz wykrzesam z siebie  trochę więcej wytrwałości – zaśmiała się Helenka.

- „Wykrzesam”? To po polsku? – zdumiał się Mikołaj. Jego ścisły umysł gubił się przy takich określeniach.

- A ta „wytfałoś”, co to znów? Ciągle mówicie takie straszne słowa – narzekała Zosia.

- Właśnie – potwierdził oburzony Staś. Nie wiedział, czy bardziej się oburzyć, bo i tak był już niezadowolony. Starsi bracia przepędzili go z pokoju, a teraz wszyscy się kręcą i koniec z wyścigiem. I na dodatek mówią niezrozumiale.

- Zosiu, Stasiu, wytrwałość to inaczej cierpliwe trwanie w swoich zamierzeniach – Marię nieodmiennie bawiło oburzenie maluchów, gdy słyszały nieznane zwroty. - Dawniej wymagano od dzieci i młodzieży, aby uczyły się  cierpliwości i wytrwałości. Dziś coraz trudniej zdobyć się na cierpliwość, nie chcemy czekać, tylko wszystko mieć od razu. A wytrwałość jest zupełnie niemodna, jak wszystko, co jest trudne i wymaga  pracy nad sobą. Nawet Helenka nie nauczyła się robić na drutach, bo zabrakło jej wytrwałości…

- A ja nauczyłam się rysować! Bo nie zabrakło mi tej tfałości! – przerwała Zosia.

- To prawda. Miałaś dużo wytrwałości, więc dużo ćwiczyłaś i wreszcie byłaś zadowolona ze swoich rysunków. O wiele łatwiej nauczyć się prostych rzeczy. Wtedy zapominamy o wytrwałości. Ale kiedy osiągnięcie celu jest bardzo trudne i wymaga długiej nauki, to bez wytrwałości nic nie zdziałamy. Popatrzcie na swoich rodziców: mama marzyła, żeby zostać lekarką, ale zanim to nastąpiło, czekało ją dużo pracy. Kiedy jej znajomi chodzili do kina, teatru czy na wycieczki, ona musiała się uczyć. Nieraz było jej ciężko, ale wytrwała, bo nagrodą był dyplom lekarski. A teraz jest szczęśliwa, bo robi to, o czym zawsze marzyła.

- A tata? – spytał Antek.

- Tata też zrealizował swoje marzenie. Chciał być inżynierem i pracować na budowie. Wiedział, że dzięki wytrwałości można osiągać cele, które wydają się niemożliwe. Dlatego nie zniechęciły go ciężkie studia, czyli ciągła nauka i projekty. Kiedy jego koledzy korzystali z wesołego życia studenckiego, on uczył się.

- Ale teraz jest szczęśliwy, bo robi to, co lubi – podsumowała Helenka. – No dobra, maluchy, dosyć tych wyjaśnień. Druty i włóczka czekają na mnie, no i moja wytrwałość też.

- Obawiam się, że wszystko musi poczekać, bo czas na obiad – wtrąciła mama. Wśród radosnych komentarzy dzieci usłyszała nagle, co Mikołaj mówi do Antka:

- Patrz i ucz się od starszego brata, który wypracował sobie niespotykaną wytrwałość. Tylko dzięki niej udaje mi się przetrwać od posiłku do posiłku! – wyznał z dumą i podejrzanie szybko oddalił się na obiad.

 Możliwe, że nawet tak niespotykana wytrwałość też czasem słabnie i Mikołaj musi ją wzmocnić porządnym jedzeniem, zauważyła mama i z uśmiechem na ustach podążyła za rodziną.