PRZYKAZANIA BOŻE

Helenka zajrzała do pokoju. Babcia pakowała swoje rzeczy.

- Idziesz do domu?- zapytała.

- Tak, Staś wyzdrowiał i wraca do przedszkola. Już nie jestem tak potrzebna.

- Ale babciu, zawsze jesteś potrzebna, przecież tu jest  miejsce dla ciebie – dodała wnuczka. Maria spojrzała z czułością na najstarszą wnuczkę, na jej szczupłej buzi malował się najprawdziwszy smutek. Pogłaskała dziewczynkę po długim i grubym warkoczu.

  Z rozbawieniem zauważyła, że wszelkie wysiłki Helenki, aby utrzymać włosy w porządku, były daremne – czarnym lokom udało się wymknąć z warkocza.

- Wiem, skarbie, ale mam przecież swoje mieszkanie. Zostaję u was, gdy młodsze dzieci chorują – tłumaczyła babcia. Usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie, wnuczka siadając próbowała przekonać babcię: - A kto nam będzie wszystko wyjaśniał?

- No jak to kto: mama i tata!  Przecież zawsze możecie do nich pójść z każdym problemem. Poza tym, widzimy się prawie codziennie.

- Tak, ale oni nie mają tyle czasu dla nas, co ty, babciu.

- Kochanie, to naturalne, rodzice pracują, a ja jestem na emeryturze, więc muszę mieć więcej czasu – odpowiedziała Maria i przytuliła wnuczkę. Dobrze wiedziała, że tempo życia jest teraz bardzo niezdrowe dla ludzi, zbyt dużo godzin w pracy i obowiązków. Dzieci czują, że tak nie powinno być, że mają prawo do częstszej obecności rodziców. Syn i synowa byli dobrymi rodzicami, ale nie spędzali zbyt wiele czasu w domu: Iza była lekarką, pracowała w trzech miejscach, a Łukasz pracował na budowach jako inżynier. 

- No, ale rodziców nie ma, a ja mam problem. Kuba na religii powiedział, że przykazania Boże nie są nikomu potrzebne, bo ograniczają wolność. No i zrobiła się afera, każdy mówił, co innego. Wreszcie pani katechetka stwierdziła, że dobrze się stało. Skoro poruszyliśmy ten temat, to teraz napiszemy wypracowanie pod tytułem: „Po co nam przykazania Boże?”

- No i w czym problem, wnusiu? – nie zrozumiała babcia.

- Wiem, że przykazania są potrzebne i nawet nie zastanawiam się nad tym, tak samo, jak nad myciem zębów. Po prostu wiem, że trzeba myć zęby i trzeba przestrzegać przykazań. Ale przecież nie mogę tak napisać – narzekała Helenka. To prawda, tak raczej nie powinno się pisać, pomyślała rozśmieszona Maria i spróbowała pomóc wnuczce:

- Widzisz, Helenko, przykazania Boże są jak znaki postawione na drogach. Teoretycznie ograniczają naszą wolność, ale praktycznie dają nam poczucie bezpieczeństwa i prawdziwą wolność. Bo, jak wiesz, swojej wolności nie można zdobywać za cenę czyjegoś nieszczęścia. A tak się dzieje, gdy łamiemy przepisy drogowe lub  nie przestrzegamy  przykazań Bożych. Zawsze kończy się to nieszczęściem i szkodą na ciele lub duszy. Pamiętaj, kochanie, że dzięki przykazaniom nie możemy się pogubić. One dają odpowiedź na wszystkie nasze pytania i wątpliwości. Pan Bóg tak bardzo nas kocha, że dał nam przykazania po to, żeby nam ułatwić nasz pobyt na ziemi, a nie utrudnić. Przykazania są taką liną, której możemy się mocno chwycić, gdy w naszym życiu pojawią się burze i sztormy. Maria zamilkła, przyszło jej do głowy, że w wieku 13 lat nie myśli się o życiowych burzach, ale Helenka, mimo wszystko, powinna zrozumieć. Do pokoju wszedł Staś z ciężarówką, rozejrzał się i usiadł  obok Zosi.

- Babciu, a ja wiem, ile jest przykazań – tyle ile Antek ma lat! – przerwała ciszę Zosia.

- Zgadza się, kochanie. Mamy 10 przykazań- potwierdziła Maria.

- A które mogę sobie wybrać? 10 to dla mnie za dużo – wymyśliła mała spryciara.

- Zosiu, wszystkie przykazania są ważne, nie można wybrać sobie tylko jednego – wyjaśniła babcia, zastanawiając się, skąd wnuczka bierze takie pomysły. Dziecko westchnęło rozczarowane, więc babcia dodała:

- Ale z tych wszystkich przykazań, dwa są najważniejsze – trzeba z całego serca kochać Pana Boga i drugiego człowieka. A miłość sprawi, że nie będziemy nikogo okradać, zabijać oraz robić tych wszystkich złych rzeczy, których Pan Bóg zabrania. Chociaż w dwóch przykazaniach, wyraźnie nas o coś prosi…

- Tak, o świętowanie dnia świętego i o to, żeby czcić ojca i matkę – Helenka błysnęła wiedzą.

- A wiesz, skarbie, że ci, którzy czczą, czyli szanują swoich rodziców, sami kiedyś zasłużą na szacunek ze strony swoich dzieci? Tak działa właśnie miłość – ofiarowana innym, zawsze do  nas wraca. Maria zamyśliła się nad niesamowitą mądrością Bożych Przykazań. Spojrzała na Helenkę i spytała:  - czy masz jeszcze jakieś pytania?

Nastolatka zastanawiała się przez chwilę, pokręciła głową i podsumowała:   

- Można powiedzieć, że myjemy zęby, gdyż chcemy, żeby były zdrowe. A przykazania przestrzegamy, gdyż chcemy mieć zdrową duszę.

- Świetne porównanie, chociaż może mało górnolotne – zaśmiała się babcia.

Siedząca na dywanie Zosia wydawała się całkowicie pochłonięta przebieraniem lalek, nagle 

 podniosła głowę i pochwaliła się: - A ja wiem, co jest górnolotne!

- Cóż takiego, Zosieńko? – zaciekawiła  się Maria.

- To są duże ptaki, które bardzo latają w górze, takie, jak orzeł, sokół, czy jastrząb – poinformowała uprzejmie. Ponieważ zarówno babcia, jak i Helenka zaniemówiły na tę dziwnie brzmiącą wypowiedź, Zosia wytłumaczyła: - No, skoro latają bardzo w górze, to są górnolotne, no nie? I wiem to z przedszkola – dodała bardzo z siebie zadowolona.

No tak, z dziećmi wszystko jest możliwe. Zaczynamy o  poważnych Przykazaniach Bożych, a kończymy na górnolotnych orłach, sokołach i jastrzębiach – pomyślała zadziwiona Maria i porządnie ucałowała wnuczęta. A wieczorem, Staś (przejęty niezmiernie, nie wiadomo, czemu akurat przykazaniem – Nie kradnij) postanowił się pomodlić:

- O zdrowie dla sytkich, (wszystkich), którzy nie są złodziejami.