SPRAWIEDLIWOŚĆ

 

- Babciu, dlaczego mamy tylko jednego dziadka? To niesprawiedliwe, inne dzieci mają dwóch dziadków – Zosia spytała z wyraźną pretensją w głosie.                                                                     Maria odłożyła na stolik książkę i ściereczkę. Jeszcze trzeba wytrzeć z kurzu całą półkę książek. Ale to musi poczekać, bo Zosia ma najwidoczniej problem i trzeba się nim zająć. Usiadła na fotelu, gdyż trudne rozmowy najlepiej prowadzić na siedząco. Mała przylepka Zosia natychmiast wpakowała się na kolana babci.

- Kiedyś mieliście obu dziadków, ale 3 lata temu dziadek Krzysztof ciężko zachorował i …

- I zmarł – cicho dokończyła Helenka. Weszła do pokoju, żeby poskarżyć się babci, że znów ona musi wypakować zmywarkę, bo Mikołaj i Antek wyszli. A to przecież niesprawiedliwe, że bracia wciąż wymigują się od tego obowiązku. Jednak, gdy usłyszała rozmowę babci z siostrą, zupełnie zapomniała po co przyszła.

- Ja go wcale nie znałam- zakomunikowała z wielkim żalem Zosia.

- Oczywiście, że nie. Byłaś za mała. Najlepiej poznało go twoje starsze rodzeństwo. Prawda, Helenko?

- Prawda. Dziadziuś był bardzo fajny, dużo z nami rozmawiał i wciąż nas rozśmieszał – wspominała Helenka.

- Tak, zgadza się. To był dobry i mądry człowiek – wtrącił Łukasz, chociaż wydawało się, że jest  całkowicie pochłonięty wyliczeniami w projekcie. – Mieliśmy szczęście z bratem i siostrą, że trafili się nam tacy świetni rodzice.

Maria uśmiechnęła się ciepło do syna, ale pogroziła palcem: - Nie podlizuj się, lepiej powiedz od razu, co ci tam chodzi po głowie?

Łukasz zaśmiał się i odsunął projekt: - To naprawdę niesprawiedliwe, że zawsze wyczujesz, że coś chcę. Faktycznie, mamy z Izą propozycję. Chcemy, żebyś została z nami na zimę. I nie jeździła tak w kółko, od siebie do nas.

- Ale…

- Tak! Babciu, zgódź się! – ucieszyła się Zosia i z radości podskakiwała niecierpliwie.

Maria mimochodem zauważyła, że podrygująca wnuczka za chwilę wyląduje na głowie Saby. Pies zapadł w tak głęboki sen, że nawet nie drgnął, a przecież powinien ratować się ucieczką. Z pewną trudnością oderwała się od psiego kłopotu i wróciła do tematu.                                      -  Mam swoje mieszkanie, a wy powinniście mieszkać sami. Nie macie za wiele miejsca, a moje mieszkanie stoi puste – przekonywała Maria z naciskiem, powstrzymując jednocześnie łzy wzruszenia napływające do oczu. Westchnęła zażenowana, że tak łatwo się roztkliwia i dodała: - Będzie wam wygodniej beze mnie.

- Ale my nie chcemy wygodniej, my chcemy przyjemniej, a tak będzie z tobą, babciu – stwierdziła Helenka.

- No, dobrze, pomyślę o tym – obiecała Maria i przypomniała sobie o rozmowie z Zosią.           - Kochanie, chcesz jeszcze dowiedzieć się czegoś o dziadku?

- Tak, chcę. Co robił?

- Był profesorem na uniwersytecie. Wykładał, czyli inaczej uczył studentów f i l o z o f i i.   

- Uczył o Zofii, czyli Zosi? – wyjąkał zszokowany Staś. Od kilku minut leżał obok Saby na dywanie i przyglądał się jak śpi. Krążąca wokół Zosia, szczęśliwie ich ominęła i Staś postanowił poczekać, aż pies łaskawie się obudzi. Było to trochę nudne zajęcie, ale to co usłyszał niechcący bardzo go zaciekawiło i oburzyło. Nie uważał, że jego siostra jest tak interesująca, żeby od razu się o niej uczyć. Jednym uchem usłyszał, że wszyscy się śmieją, a on przez te rozmyślania nie zorientował się, co ich tak rozbawiło. Na wszelki wypadek zaprotestował: - To niesprawiedliwe, dlaczego o mnie nikt się nie uczy? I w ogóle to nie wiem, o co wam chodzi!

- Synku, nikt nie uczy się o Zosi. Filozofia to nauka o różnych interesujących ludziach i ich ciekawych, a czasem bardzo mądrych poglądach na świat i życie – wyjaśnił tata. – Wasz dziadek był lubiany przez studentów, bo opowiadał ciekawie i sprawiedliwie oceniał.

- Pamiętam, że dziadek często opowiadał o sprawiedliwości – nagle zabrał głos Mikołaj. Niespodziewanie pojawił się z laptopem w objęciach, bo potrzebował pomocy taty w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Odstawił laptop na stół, usiadł na sofie i wyjaśnił: - Kiedyś nie wiedziałem zbyt dobrze, czym jest ta sprawiedliwość. Wtedy dziadek powiedział, że   sprawiedliwie to nie to samo, co równo. Naszykował na kolację jedną kanapkę dla Antka, dwie dla Helenki i trzy dla mnie. Powiedział, że nie dostaliśmy tyle samo, czyli po równo, bo każde z nas jest w innym wieku i ma inne potrzeby. Mówił, że nie można szanować człowieka, jeśli nie traktuje się go sprawiedliwie. Ten, kto postępuje sprawiedliwie, nie skrzywdzi drugiego człowieka – dokończył Mikołaj. Widać było, że wspomnienia przeniosły go do czasów dzieciństwa, kiedy cieszył się miłością i uwagą dziadka. Smutek malujący się na twarzy chłopca sugerował, że brakuje mu tego wyjątkowego człowieka.

Maria westchnęła bezradnie. Dobrze wiedziała, że nieobecność męża jest przykra nie tylko dla niej. Spojrzała na swoich bliskich i zrozumiała, że czas się odezwać:

- Kto by pomyślał, że tyle dziś będziemy mówić o sprawiedliwości. Stasiu, jak myślisz, czy to będzie sprawiedliwe, jeśli ty pierwszy pójdziesz spać? W końcu jesteś najmłodszy, prawda?