- Niektóre osoby wcześniej biorą ślub cywilny, a kościelny odkładają w czasie z różnych powodów. – ujawnia ks. Łukasz Michalczewski, rzecznik krakowskiej Kurii, tłumacząc tym fakt, że związków cywilnych jest więcej niż kościelnych. A my przecieramy oczy. To znaczy co, dalej żyją w grzechu, pewni, że go zalegalizowali? Dalsza część wyjaśnienia jest jeszcze gorsza:

- Przed pandemią było to spowodowane np. kredytami. W czasie pandemii zaś uroczystości kościelne były odwoływane… m.in. z powodu niemożności organizacji dużego przyjęcia, jakie się planowało, a jakie z powodu obostrzeń nie mogłoby się odbyć.

Nie koniec na tym. Ks. Michalczewski próbuje …usprawiedliwić tych, którzy żyją w związku cywilnym, ze względu na przeszkody kanoniczne – i nazywa ich praktykującymi katolikami. Powołuje się przy tym na słynny kontrowersyjny dokument Amoris Laetitia, wyraz zamętu w sprawach wiary i moralności dotyczących małżeństwa i rodziny.

Z całym szacunkiem dla różnych dramatów ludzkich, to jest wprowadzanie ludzi w błąd. Oczywiście, możemy się pocieszyć, że jeden Kraków nie oznacza całej Polski, ale gdzieś doszło do pomieszania pojęć. A propos mikstur, to PAP podaje statystyki związków mieszanych i cudzoziemczych: polsko-ukraińskich, polsko-włoskich, polsko-francuskich, etc. Wśród związków cudzoziemczych prym wiedzie jednorodna mikstura: Ukraina-Ukraina, następnie Belgia-Rumunia, Belgia-Ukraina, Białoruś-Białoruś, Białoruś-Nigeria, Białoruś-Rosja, Białoruś-Ukraina, Bułgaria-Turcja, Chorwacja-Hiszpania, Finlandia-Senegal, Francja-Rosja, Gwatemala-Iran, Rosja-USA.

Wobec tego, należy postawić pytanie: kto nam sekularyzuje kraj?