Z kraju

Reakcja po wypowiedzi Andrzeja Dudy n.t. praw litewskich Polaków?

Zdecydowane odniesienie się prezydenta elekta Andrzeja Dudy wobec praw Polaków na Litwie najwyraźniej zaczyna powodować reakcje. Ilekroć czytam zupełnie inne, publiczne wypowiedzi, które jakoś dwuznacznie przyznają, że to na Litwie Polakom „coś nie tak się dzieje”, zazwyczaj towarzyszy im charakterystyczny dodatek. Pojawia się on w postaci deklaracji zrozumienia dla władz litewskich…

 

W innych wypadkach mówi się też o „strachu” bałtyckich Litwinów, którzy „biedni”, z jego powodu reagują tak czy inaczej. Ewentualnie w takiej retoryce pojawia się argument tzw. „błędów obu stron”. Tego u prezydenta na szczęście nie mogliśmy uświadczyć. I chyba z powyższego powodu takie stwierdzenia pojawiły się wkrótce po wywiadzie z Andrzejem Dudą na tym samym portalu. W ustach innego człowieka.

 

W takim duchu Barbara Jundo-Kaliszewska przeprowadziła dla portalu Znad Wilii rozmowę z historykiem i lituanistą Krzysztofem Buchowskim. I trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż nawiązano ją wskutek dość jasnych deklaracji prezydenta elekta, który zaznaczył, że poprawa relacji polsko-litewskich nigdy nie będzie odbywać się kosztem Polaków na Litwie. Nie jest tak abym się ze wszystkim co powiedział historyk-lituanista nie zgadzał. Stanowczo muszę się sprzeciwić jedynie części tego co przeczytałem. Ale może właśnie dlatego po przemieszaniu rzeczy dobrych i złych tekst może stanowić beczkę miodu z łyżką dziegciu, który, jak wiadomo psuje całość. 

 

Można mieć złudną nadzieję, że rozmowa z Krzysztofem Buchowskim nie stanowi jednego z pierwszych sygnałów, że bałtolitewscy dyskryminatorzy Polaków na Litwie chcieliby zamiary prezydenta elekta zneutralizować za pomocą starych numerów. Takie przypuszczenie przychodzi do głowy, choćby w związku z wypowiedziami byłego premiera Andriusa Kubiliusa, który skomentował decyzję Polaków względem wyboru przyszłego prezydenta. By się przypodobać mówił on o ś.p. Lechu Kaczyńskim. Nie wiem w jakiej roli występuje tu historyk-lituanista, lecz czuję się zobowiązany wskazać garść cytatów, które mnie niepokoją i opatrzyć je moim komentarzem. 

 

K.B.: Z drugiej strony, ówczesna inspirowana przez Moskwę działalność niektórych liderów społeczności polskiej na Litwie doprowadziła do konfrontacji, czyli próby powołania autonomii. Rezultat tego przedsięwzięcia był smutny i mocno zaciążył zarówno na późniejszej sytuacji samej mniejszości, jak stosunkach między Polską a Litwą. 

 

Autonomia wcale, wbrew właśnie takim stereotypom nie była atakiem Polaków, wskutek którego nastąpiła dyskryminacja. Odwrotnie wręcz polskie społeczeństwo miało już doświadczenia zwalczania polskości zarówno przez Litwę Kowieńską, jak i towarzyszy z litewskiej SRR. Przeto tendencje dyskryminacyjne na obecnej Litwie są tylko ich kontynuacją. Trzy wymienione okresy łączyły czasami dokładnie te same osoby, piastujące wysokie stanowiska. Próba autonomii była więc formą obrony przed dyskryminacją, nie zaś jej powodem. W sposób niesprawiedliwy Krzysztof Buchowski oskarża wyłącznie „niektórych liderów”, a w efekcie o inspirację ze strony Moskwy, bo nie wspomniał nic o takowych inspiracjach w kwestii bałtolitewskich liderów odradzającej się Litwy. 

 

W sposób kuriozalny obwinia się polską mniejszość o inspirację ze strony sowietów, kiedy jednocześnie zapomina się o wielokrotnie liczniejszej rzeszy bałtyckich Litwinów z nimi współpracujących. Choćby w osobie przykładu czerwonej Dalii Grybauskaite czy rozjeżdżającego się po świecie jako obywatel sowiecki Vytautasa Landzbergisa.

 

Trzeba wziąć pod uwagę, że obietnica autonomii Wileńszczyzny była zapisana w przedwojennej litewskiej konstytucji. Nie wiem na ile była ona uzgadniana z sowietami. Nawet więc jeśli czynniki sowieckie próbowały stymulować dążenie do niej (a jednocześnie co najmniej tak samo agresję nacjonalistów litewskich) to w świetle obecnych wydarzeń, które potwierdziły obawy Polaków, można przyjąć, że w swoim ówczesnym dążeniu do autonomii mieli całkowitą rację. Władze litewskie bowiem w prosty sposób mogły pokazać, że tak nie jest. Jednak nie omieszkały tego zrobić.

 

W odniesieniu do postulatów polskiej mniejszości historyk-lituanista mówi:

Nie uważam, że „wygórowanymi” można nazwać standardy przyjęte w Unii Europejskiej. Z drugiej strony, trudno odmówić uznania argumentów strony litewskiej, która twierdzi np., że sytuacja polskiej mniejszości polskiej jest wyjątkowa, choćby z powodu istnienia sieci polskojęzycznego szkolnictwa, jakiej nie ma w żadnym innym państwie europejskim. I wreszcie, jako historyk zajmujący się sprawami polsko-litewskimi, nie potrafię nie dostrzec obaw strony litewskiej przed Polakami. Obawy te wynikają z atawizmów, które rodziły się tak naprawdę wraz z narodowym ruchem litewskim. 

 

Dziwne to w tym kontekście twierdzenie „i z jednej i z drugiej strony”, w stylu „Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek”. Czy rozwinięte przez Polaków szkolnictwo na Wileńszczyźnie ma usprawiedliwiać politykę dyskryminacji? Czy jakiekolwiek obawy, które korzeniami tkwią w dość haniebnym oparciu budowy swojego państwa na nienawiści do Polaków mają sprawiać, że bałtyccy Litwini powinni robić z litewskimi Polakami co im się żywnie podoba (bo nie mają na czym innym „biedni” budować jak na nienawiści do Polaków? Skądś to znamy). Buchowski wprawdzie tego nie powiedział, ale niedopowiedzenie w tym wypadku pozostawia najprostszą drogę do takiej właśnie interpretacji przez czytelnika.

 

[…] w żaden sposób na Pani pytanie nie potrafię odpowiedzieć w kategoriach przeciwieństw: białe – czarne. Tu, moim zdaniem, są jedynie odcienie szarości. Natomiast każda ze stron jest przekonana, że racja jest tylko jedna – oczywiście nasza. 

 

Zatem jeśli każdy ma trochę racji to zapewne i Polacy na Litwie robią coś adekwatnego, by: zasłużyć na mandaty za używanie języka polskiego, kradzież ich majątku w majestacie prawa, nieustanne poniżanie w mediach, zmianę swoich nazwisk wbrew woli każdego zainteresowanego, stałą próbę niszczenia ich dorobku kulturalnego na Litwie, utrudnianie polskim uczniom nauki. Co zatem takiego ci biedni Polacy robią, by wywodzić, że nikt nie ma „jedynej racji”, a trochę prawdy jest po każdej stronie? 

 

Takie twierdzenia wskazują, że ruchy bałtolitewskie nie tyle są skandaliczne, co może czasami „niepotrzebne” i przy tym „zrozumiałe”.  Pozwalają natomiast zabrać stronie polskiej energię do działania i obrony Polaków. Niby jest tak, ale i tak. Takie wywody dają niestety zasłonę dymną do ciągłych bałtolitewskich działań represyjnych, a w efekcie destrukcji polskości po kawałku. Zawsze bowiem będą takie działania osłaniać twierdzeniami, „trochę jedni, trochę drudzy, i tamtych trzeba zrozumieć”. W efekcie działania ludzi, którzy mają możliwość o litewskich Polaków się upomnieć, będą najdelikatniej mówiąc apatyczne i niewystarczające. Niby taki człowiek trochę racji przyznaje, ale głównie energię działań polskich ma stonować. Tego co wyczyniają władze litewskie, nie usprawiedliwia nic, żaden strach. Takie podejście pozwoliłoby usprawiedliwić wszystko.

 

[…] zamykanie się [AWPL] niemal wyłącznie w kręgu spraw dotyczących własnego narodowego elektoratu jest działaniem krótkowzrocznym. 

 

AWPL wcale nie zamyka się w kręgu spraw wyłącznie narodowych, choć stanowią one w tej partii cały czas istotne miejsce. Nie może nawet tak czynić ze względu na próg wyborczy, który już sam w sobie pchnął tę partię w koalicję wyborczą z Sojuszem Rosjan. Ponadto otworzył się na inne mniejszości oraz elektorat bałtolitewski.

 

Interes polskiej mniejszości został bowiem utożsamiony z przekonaniami jej liderów. A ci działają często według zasady: kto nie z nami, ten jest przeciw nam. Kto ma inne zdanie jest oskarżany o rozbijactwo, albo wręcz narodowe zaprzaństwo. To widać chociażby w reakcjach niektórych działaczy AWPL na powstanie Polskiego Klubu Dyskusyjnego. Odzew jest wyraźnie negatywny, a przecież uczestnikom Klubu chodzi przede wszystkim o to, żeby Polacy z Litwy i Litwini rozmawiali o sprawach polsko-litewskich, a nie obrażali się czy oskarżali. 

 

Czy na pewno będę pisał o tym samym co Krzysztof Buchowski?: Kto ma inne zdanie, np. że decyzje litewskiej administracji i urzędników państwowych, które są ewidentnie dla polskiej społeczności szkodliwe, szkodliwe wcale nie są – po prostu ma inne zdanie? Tylko różni się wizją wobec rozwoju polskości, którą także reprezentuje? Nie można go oskarżyć, o to że szkodzi społeczności ponieważ bezprawnie monopolizuje spojrzenie na dobro polskiej społeczności? Przepraszam, może za dużo pytań, ale Polski Klub Dyskusyjny ma szansę dokonać dokładnie to samo, co mieszana komisja z ministerstw edukacji. Powołali ją premierzy Tusk i Kubilius dla zbadania działania antypolskiej ustawy edukacyjnej. 

 

W efekcie zakończyła ona strajki polskich rodziców i dzieci, dając im nadzieję, że coś się zmieni. Następnie nie wstrzymała wprowadzenia uchwały w życie, bo udowodnienie przez polską delegację szkodliwości pewnych zapisów nie miało dla strony lietuvskiej żadnego znaczenia. Chodziło o zyskanie na czasie i przekierowanie energii Polaków w stronę, która jest ślepą uliczką, a tymczasem marsz przez nią na jakiś czas ich zajmie. W efekcie zyskali tylko dyskryminujący. Nie bez przyczyny Eldoradas Butrimas, korespondent litewski w Polsce, który także pełni rolę dziennikarza relatywizującego w naszym kraju dyskryminację Polaków na Litwie, zatytułował jeden ze swoich artykułów: „Usiądźcie z nami do stołu”. Krzysztof Buchowski powtarza zresztą później po raz kolejny, że powinniśmy rozmawiać czy dyskutować. Tyle, że rozmowy nie podparte działaniami po prostu nie zdały do tej pory egzaminu.

 

Nawet polski sukces z założeniem filii Uniwersytetu Białostockiego w Wilnie, nie był oparty na samych rozmowach, lecz także na odpowiednich argumentach politycznych, których bałtyckim Litwinom po prostu nie opłacało się zignorować. Jego dalsze stwierdzenie, iż powinniśmy się „wzajemnie poznawać” trącą polityczną poprawnością. A konkretnie nie robieniem niczego skutecznego. Puste moim zdaniem hasło „wzajemnego poznawania się” słyszałem już wielokrotnie od osób, które by pomóc litewskim Polakom nic nie robią, a wręcz upominanie się o prawa tych ostatnich jest dla nich niewygodne.

 

Szkoda, że kilka mądrych rzeczy, które w tym wywiadzie z jego strony przeczytałem, musi być wymieszane z innymi. Z jakimi? Ano prosto mówiąc z takimi, jakie do tej pory nie zdały egzaminu a są stale przez ludzi, którym brak dobrej woli powtarzane. Nie znaczy to, że z góry kwalifikuje Krzysztofa Buchowskiego do tej grupy. Jednak zgodzić się na wyciąganie pewnych spraw z worka dogmatów, jakie dla zbywania sprawy ta właśnie grupa przygotowała, bez komentarza zostawiać nie mogę.

 

Aleksander Szycht

 

Fot. Ewa Wielgat

 

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

43 komentarze

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra