Taki sposób uprawiania inżynierii społecznej przypomina trochę amerykańskie „melting pols”, co było zakamuflowaną formą asymilacji emigrantów w kulturze anglosaskiej z jej liberalnym i materialistycznym przesłaniem. Choć bardziej bliskie prawdy byłoby bolszewickie |tworzenie „człowieka sowieckiego” u samego początku powstania CCCP, kiedy nacjonalizm wielkoruski był jeszcze zwalczany. Pozwalał on wielonarodowościowej kaście bolszewików miłować „ojczyznę proletariatu”, rozszerzającą się wraz z podbojami, bez nachalnego wypierania się swego etosu.

Tego typu eksperymenty prowadzono w Czechosłowacji i Jugosławii, choć z uwzględnieniem lokalnych warunków. Po propagandzie sowieckiej, czechosłowackiej i jugosłowiańskiej zostały sieroty „inter-nacjonały” po tych nieistniejących już państwach.

 

Ciekawy przykład internacjonała w wersji „jugo” była Josip Broz ps. „Tito”. Komunista z ojca Chorwata, matki Słowenki, oskarżany nie bez racji przez serbskiego dominanta w Jugosławii, o działanie antyserbskie. I rzeczywiście, brak zgody na powrót po II wojnie światowej uchodźców serbskich z Kosowa zmieniło proporcje etniczne, a autonomia dla Kosowa w ramach Serbskiej Republiki Socjalistycznej w 1963 r., stworzyło fundamenty kosowskiej państwowości.

 

W EU chodzi oczywiście o nowy „internacjonalizm”. Wymieszanie narodów i stworzenie nowej kasty zarządzającej prowincjami, nowej arystokracji. Program, pod nazwą Erasmus+ wdrożono już na poziomie klas szkół podstawowych i średnich w myśl zasady „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”.

 

Sam program Erasmus, z uwagi na upadek moralności doczekał się licznych memów i wulgarnych rymowanek, co tylko potwierdza powyższe. Bóg jeden wie, ile aborcji z tego „miłego” się dokonało.