SBU zaczęło ganiać… kijowskie instagramerki i tiktokerki, bo psują narrację o niezwykłej skuteczności obrony przeciwlotniczej (FELIETON)

0
0
1
zrzut ekranu
zrzut ekranu / Internet

Jak podały ukraińskie media z „Ukraińską Pravdą” na czele (która ma taką samą wiarygodność, jak moskiewska, sowiecka „Pravda”: „Służba Bezpieczeństwa Ukrainy rozpoczęła składanie wizyt u osób publikujących materiały z ostatnich ataków powietrznych i działania obrony przeciwlotniczej w Kijowie”. Jak widać SBU zaczęło ganiać… kijowskie instagramerki i tiktokerki. Ponieważ publikując rozmaite nagrania psują rządową narrację i propagandę o niezwykłej skuteczności ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

Jakby ktoś nie widział to filmowanie pracy ukraińskiej obrony przeciwlotniczej to jedno z ulubionych zajęć youtuberek, instagramerek i tiktokererek (oraz innej internetowej swołoczy rodzaju samiczego) na/w Ukrainie ze szczególnym uwzględnieniem Kijowa na który leci najwięcej rosyjskich rakiet. Dlatego SBU, czyli ukraińska ubecja rozpoczęła „składanie wizyt u osób publikujących materiały z ostatnich ataków powietrznych i działania obrony przeciwlotniczej w Kijowie”. Ponoć do tej pory, choć nie potwierdził tego żaden ukraiński „czynnik oficjalny” zatrzymano kilkanaście osób które relacjonowały w mediach społecznościowych ostatnie rosyjskie ataki i jego odpieranie. Po licznych i silnych rosyjskich atakach rakietowych i dronowych na początku maja ukraińcy rozpoczęli masową nagonkę na tego typu osoby i przygotowali oraz wdrożyli rozwiązania prawne mające „zmusić obywateli do publikowania tego typu materiałów”.

Wliczając w to wieloletnie kary pozbawienia wolności, ponieważ za tego typu zbrodnie grożą kary włącznie z pozbawieniem wolności na okres nawet do 8 lat. 

O co chodzi?

Złośliwi twierdzą, że w Kijowie to jest łatwiej zginąć od NATO-wskiej obrony przeciwlotniczej, niż od rosyjskich dronów i pocisków manewrujących. Przynajmniej takie opinie zaczęły krążyć po tym, jak pocisk od Patriota, który nie trafił w ruska rakietę i rąbnął w auto na jednej z kijowskich ulic. W sumie za powiedzenie prawdy, że w Dnipro w blok rąbnęła rakieta ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, a nie ruska rakieta, czy dron poleciał ze stanowiska nawet jeden doradca Zełeńskiego. 

Czy tylko chodzi o względy bezpieczeństwa?

Faktem jest, że opublikowanie zdjęcia zawierają konkretne lokalizacje. Niektórzy specjaliści twierdzą, że właśnie przez nadgorliwego dziennikarza, który opublikował zdjęcia z Jaworowa ruscy przywalili jedną, czy dwiema rakietami. I do dzisiaj nie wiadomo, ilu zagranicznych ochotników zginęło w wyniku tego ostrzału. Ponoć także coś takiego doprowadziło do uszkodzenia baterii Patriotów broniących Kijowa. A także niedawny atak na szpital gdzie byli leczeni ukraińcy żołnierze został przeprowadzony i był tak skuteczny dlatego, że jakaś laska na Instagramie udostępniła stories z lokalizacją tego miejsca, gdy odwiedzała swojego rannego „bohatyra”.

Czy o podważanie propagandy niezwyciężonej obrony przeciwlotniczej?

Niektórzy internauci komentując zdarzenie szydzą, że wszystkie drony i rakiety zostały zestrzelone, więc czego to się boi ukraińska władza? Przecież dla dobra Wielkiej i Samoistnej powinni publikować jak najwięcej, zniechęcając ruskich do strzelania rakietami, bo i tak to nic nie daje. Chyba, że skuteczność obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, jest znacznie niższa, niż publikowana wtedy reżim z Kijowa.. I się jeszcze może okazać, że i dojdzie do opinii publicznej, że nie zestrzeliwują 15 rosyjskich rakiet na każde 10 wystrzelonych antyrakiet. 

 

Co by nie powiedzieć, a nie skłamać – „zawód” instagramerki jest równie potrzebny, jak zawód dojarki chomików domowych. I ma mniej więcej taką samą wartość dodaną dla gospodarki. 

 

Zdzisław Markowski

 

 

Źródło: ZM

Sonda

Wczytywanie sondy...

Polecane

Wczytywanie komentarzy...
Przejdź na stronę główną