Michalkiewicz: Demokracja kierowana zwycięża (FELIETON)

Po wyroku niezawisłego francuskiego sądu, nakazującego Marynie Le Pen powstrzymanie się przez najbliższe 5 lat przed obejmowaniem jakichkolwiek funkcji publicznych, nie możemy już mieć żadnych wątpliwości, że jedyną dopuszczalną formą rządów w IV Rzeszy będzie demokracja kierowana.
Bo Maryna Le Pen nie tylko kandydowałaby w wyborach prezydenckich w roku 2027, ale – kto wie? - może by je nawet wygrała? Do tego Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje dopuścić nie może, bo w IV Rzeszy wszystko musi być przewidywalne, aż do bólu. Ponieważ we Francji też nie brakuje niezawisłych sędziów, podobnie, jak i u nas, to z wymiksowaniem złowrogiej Maryny nie było problemów. Czy to oficer prowadzący, czy wielki mistrz wielkiej masońskiej loży, wziął takiego sędziego na stronę i powiedział mu mniej więcej tak: wiecie, rozumiecie sędzio, w waszych rękach spoczywają losy Republiki, więc znajdźcie jakiś sposób, żeby tę całą Marynę zablokować – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.
Tymczasem w naszym bantustnie też mają się odbyć wybory prezydenckie i chociaż kandyduje jedyny zatwierdzony przez wszystkie sanhedryny kandydat, nasza Umiłowana Duszeńka Rafał Trzaskowski, to przecież widać, jak na dłoni, że koło pióra robią mu dwaj ekstremiści, a zwłaszcza jeden taki w osobie Sławomira Mentzena. Toteż padł rozkaz, żeby za tego całego Mentzena zabrali się funkcjonariusze Propaganda Abteilung, poumieszczani na posadach w niezależnych mediach głównego nurtu. I zaraz notowania zaczęły mu spadać, no bo kto to widział, żeby sprzeciwiać się zatwierdzonym polądom i na giewałt i na studia, czy mają być płatne, czy nie – co mi przypomniało akcję działaczy Solidarności w 1989 roku. Rząd chciał ustanowić ceny minimalne na produkty rolnicze, ale działacze zażądali, aby ustanowione zostały cenu maksymalne. Najwyraźniej wydawało się im, że jużci – maksymalne ceny będą lepsze od minimalnych – a czy od tamtej pory cokolwiek się zmieniło? Nadal nie tylko lud prosty, ale i patentowani ekonomiści stoją na nieubłaganym stanowisku, że głównym twórcą bogactwa kraju jest rząd, któremu w przepastnych piwnicach kocą się pieniądze i chodzi tylko o to, żeby wymyślić pretekst, by trochę ich od rządu wydoić. Takie zbawienne prawdy wykładają w wyższych szkołach gotowania na gazie rozmaici obłąkani docenci, co to ostrogi zdobywali rozpamiętując ekonomię polityczną socjalizmu.
Więc w tej sytuacji rada w radę uradzono, jak zabezpieczyć ostateczne zwycięstwo zatwierdzonego kandydata Rafała Trzaskowskiego. Najwyraźniej obradującym musiała przyświecać rzymska sentencja, że omne trinum perfectum, co się wykłada, że wszystko, co potrójne, jest doskonałe. Toteż – po pierwsze – zastępczyni Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje zapowiedziała zwołanie „okrągłego stołu” w sprawie wyborów prezydenckich w naszym bantustanie. Przy tym okrągłym stole na pewno coś tam zostanie uradzone i Rafał Trzaskowski „i tak” wygra wybory – bo wiadomo, że próżno jest wierzgać przeciwko ościeniowi. Jakże tedy inaczej rozumieć – po drugie - niedawny cyberatak na komputery sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego, w ramach którego zimny ruski czekista Putin razem ze swoim pomagierem Łukaszenką, próbowali „wpłynąć” na wyniki wyborów w naszym bantustanie. Tak w każdym razie wynika z tajnych raportyów „służb”, które ze smakiem powtarzają, podając je do wierzenia, członkowie vaginetu obywatela Tuska Donalda. Wszystko to być może, zwłaszcza, gdyby z Berlina nadeszła do warszawskich „służb” iskrówka: wiecie, rozumiecie, sprokurujcie no cyberriadę w sztabie Rafała Trzaskowskiego – że to niby ją udaremniliście i w ogóle – a my się zastanowimy, jak was za to wynagrodzić. Tylko niczego nie spartolcie, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. W tej sytuacji „służby” nawet nie musiały niczego markować – i bardzo dobrze, bo jeszcze przypadkowo mogłoby dojść do nieszczęścia – tylko ogłosiły, że „wschód” przypuścił na Rafała Trzaskowskiego cyberiadę, ale energiczne przeciwdziałanie służb tubylczych operację udaremniło. Tak samo było w przypadku „Operacji Menora”, którą w swoim czasie ABW prowadziła przeciwko prof. Jerzemu Robertowi Nowakowi, Waldemarowi Łysiakowi i mnie. Chodziło o to, że na rocznicę powstania w getcie warszawskim przygotowywaliśmy coś tak okropnego, że nawet między sobą utrzymywaliśmy to w tajemnicy – i dopiero energiczna akcja ABW udaremniła te bezeceństwa. Pieniądze, którymi bezpieczniacy się podzielili, były już oczywiście prawdziwe, tak samo, jak w przypadku wspomnianej cyberiady w sztabie Rafała Trzaskowskiego. Ale cyberiada to jedno, a Putin do rzecz osobna. Skoro mamy wierzyć ABW i dygnitarzom z gabinetu obywatela Tuska Donalda, że Putin wkręca się w prezydenckie wybory w naszym bantustanie, to warto zapytać – na czyją korzyść? Jakiego ma tu faworyta? Rafał Trzaskowski chyba odpada, bo został namaszczony na tubylczego prezydenta przez przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów Ronalda Laudera i młodego Sorosa, któremu stary grandziarz przekazał klucze do kasy i który futrował organizowane przez Rafała Trzaskowskiego widowiska Neues Kukiełkes, czyli Campusy Polska Przyszłości. W ramach koordynacji polityki żydowskiej z polityką niemiecką, Rafał Trzaskowski jest raczej faworytem Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, a nie Putina. A kto jest w takim razie faworytem Putina? Komu mają służyć te cyberiady na sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego? Mój Honorable Correspondant twierdzi, że marszałkowi Szymonowi Hołowni. Wprawdzie pan marszałek jest wynalazkiem amerykańskim, ale obecnie – kiedy nawet pani red. Krystyna Kurczab-Redlich, od 1978 roku współpracująca z SB, a od 1982 roku – z wojskowym Razwiedupr-em – demaskuje prezydenta Trumpa, jako ruskiego agenta, to wszystko – jak powiedzialiby gitowcy - „gra i koliduje”. Taka to ci, panie, kombinacja!
Nigdy jednak nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej, toteż na wszelki wypadek (strzeżonego Pan Bóg strzeże) rozpoczęta została kombinacja operacyjna z panem Ryszardem Cybą. Jak wiadomo, za zamordowanie pana Rosiaka w Łodzi został on skazany na dożywocie. Ostatnio jednak, pod pretekstem demencji, został wypuszczony z turmy, a niezawisły sąd umieścić go kazał – no właśnie; nie bardzo wiadomo gdzie. Jedni powiadają, że w psychuszce, inni – że w DPS-ie, a jeszcze inni – że siedzi sobie w domu. W tej sytuacji jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się! Ja na przykład się domyślam, że prowadzący bezpieczniak przekazać mógł panu Cybie wiadomość następującą: wiecie, rozumiecie, Cyba. Załatwiliśmy wam żółte papiery i kazaliśmy wypuścić z turmy – ale coś za coś. Jak przyjdzie co do czego, to zastrzelicie kogo tam wam wskażemy. Nic wam nie będzie, bo przecież macie wariackie papiery. Tylko nie próbujcie nic kombinować, bo inaczej będzie z wami bardzo brzydka sprawa.
Stanisław Michalkiewicz