Przywileje dla funkcjonariuszy aparatu represji PRL. Zbrodniczy system kontratakuje?
Już 15,6 tys. prawomocnych wyroków sądowych na kwotę ponad 2,6 mld zł zobowiązało do wypłaty byłym funkcjonariuszom aparatu represji PRL przywilejów emerytalnych, jakie uzyskali za służbę dla zbrodniczego systemu.
W myśl ustawy uchwalonej za czasów rządów PiS, funkcjonariuszom aparatu represji PRL zrównano emerytury do poziomu, na jaki może liczyć przeciętny Polak. To wywołało historyczną reakcję, falę wniosków do sądów i zapowiedzi ekipy Donalda Tuska, że po powrocie do władzy przywrócą nienależne przywileje. Są one nienależne nie tylko dlatego, że działanie w aparacie represji PRL była dobrowolna, choć warto o tym przypominać.
Nikt w organach siłowych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie znalazł się tam z przymusu. Nikt nie był siłą wcielany do Służby Bezpieczeństwa. Ci ludzie podejmowali decyzję świadomie, bo tak chcieli - podkreśla Tadeusz Majchrowicz, były wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.
Jednak nawet, gdyby pominąć ten aspekt, to nadal trudno znaleźć zasadne argumenty za tezą, że tacy funkcjonariusze mieliby zasługiwać na emerytury wyższe, niż zwykli ludzie. Bo niby dlaczego służba aparatowi represji PRL ma takie przywileje wywoływać, a jakiekolwiek inne zajęcie nie? W postępowaniach przed sądami i w narracji obecnego MSWiA jest podnoszony argument niedopuszczalności odpowiedzialności zbiorowej. Byłby to argument sensowny, gdyby funkcjonariuszom PRL odbierano jakieś świadczenie, na które może liczyć każdy, zwykły obywatel. Tymczasem wpraktyce to wobec zwykłych obywateli sądy i ekipa Donalda Tuska stosuje zasadę odpowiedzialności zbiorowej, traktując ich jako osoby drugiej kategorii, nie zasługujące na świadczenia emerytalne tak wysokie, jak ludzie służący systemowi komunistycznemu.
Trzeba było zacząć od oczyszczenia sądów, prokuratury, wymiaru sprawiedliwości, od wyrzucenia osób zakorzenionych w dawnym systemie. Dopiero wówczas oczyszczanie kraju byłoby możliwe - podnosi Bartosz Kownacki, poseł PiS, wiceminister obrony narodowej w latach 2015-2018.
Nie jestem zaskoczony tym, że ustawa dezubekizacyjna dziś przegrywa w sądach. Jeśli ten proces miał się udać, należało zacząć w zupełnie innym miejscu. Naszym zasadniczym błędem była kolejność. Najpierw należało oczyścić sądy z naleciałości minionej epoki – z ludzi i sposobu myślenia ukształtowanego w realiach systemu, który z państwem prawa miał niewiele wspólnego, a następnie wprowadzać kolejne rozwiązania legislacyjne - stwierdza.
Jednocześnie Kownacki zastanawia się, czy nie można było ustawy dezubekizacyjnej napisać lepiej.
Być może należało pójść inną drogą: wprowadzić realną, pogłębioną weryfikację, przyjrzeć się konkretnym życiorysom, zakresowi obowiązków i faktycznej aktywności poszczególnych funkcjonariuszy, a dopiero potem przypisywać ich do jasno określonych kategorii wraz z precyzyjnym wskaźnikiem obniżenia świadczeń - mówi.
Być może wysokość emerytur dla wyłych funkcjonariuszy PRL powinna rzeczywiście zależeć od pogłębionej weryfikacji ich działań. Tym niemniej, nadal nie sprawia to, aby pojawiły się powody, żeby ktokolwiek z nich zasługiwał na emeryturę wyższą, niż przeciętny Polak, za uczciwą pracę.
Źródło: Radio Maryja