Kultura i historia

Czy możemy być dumni z krucjat i walki katolików z Katarami?

Każdego dnia przez cenzurę politycznej poprawności przebijają się informacje o zbrodniach islamistów – mordowaniu chrześcijan, gwałceniu kobiet, niszczeniu zabytków, islamskiej nienawiści do zdobyczy cywilizacji zachodu. Każde z tych doniesień pokazuje jak krucjaty uratowały cywilizacje zachodu przed wrogami zewnętrznymi (jakimi byli islamiści) i wrogami wewnętrznymi (jakimi byli heretycy np. katarzy). Warto zwłaszcza pamiętać o tym, że cywilizacja zachodu to nie tylko wolność i demokracja, ale i rewolucja techniczna, która zapewniła likwidacje epidemii, głodu i dała nam dobrobyt. Bez krucjat nie było by zachodu, nie było by nauki, rewolucji technicznej, dobrobytu, które pozwoliły przetrwać i osiągnąć sukces cywilizacji europejskiej.

W połowie V wieku cały cywilizowany świat, całe cesarstwo Rzymskie, było chrześcijańskie (nie licząc pogańskich plemion Germanów i Słowian, oraz Żydów). W V wieku na Bliskim Wschodzie zaczęli się osiedlać koczownicy, którzy pod wpływem judaizmu i chrześcijaństwa zaczęli swoje bóstwo plemienne Allacha uznawać za jedynego Boga. W 622 roku uznawany przez islamistów za proroka Mahomet rozpoczął historie islamu. Od samego swego początku islam dokonywał swojej ekspansji na drodze militarnych podbojów. Taka militarna ekspansja była nakazana przez Koran (księgę uznawaną przez muzułmanów za świętą). Celem islamu było zniszczenie świata chrześcijańskiego – sukcesy militarne islamistów sprawiły, że groźba niszczenia zachodniej cywilizacji przez muzułmanów była całkiem realna.

Po zdobyciu Palestyny islamiści niszczyli kościoły w Jerozolimie. Siły muzułmanów atakowały Bizancjum. Celem od XI wieku krucjat była obrona przed atakiem i islamską agresją, Krucjaty były pospolitym ruszeniem wszystkich katolików chcących uchronić Europę i zachodnią cywilizacje przed destrukcją. Krucjaty nie dawały okazji do wzbogacenia się, były niebezpieczne i niezwykle kosztowne (rycerze swój udział w krucjatach opłacali z własnego majątku, i często kończyły się dla rycerzy ruiną finansową). Prowadzono je w skrajnie trudnych warunkach.

Tak zwane krucjaty ludowe nie były krucjatami. Pierwszej z nich, w XI wieku, przewodził samozwańczy kaznodzieja Piotr z Amiens, który zebrał wokół siebie chłopów z dziećmi, bezdomnych i kryminalistów, Po drodze hałastra dokonywała gwałtów, grabieży i pogromów Żydów. Z 20.000 uczestników tej awantury przeżyło 3.000.

Słowem krucjaty „określano cale mnóstwo działań zbrojnych mających za zadanie obronę wiary i kultury europejskiej”. Papieże ogłosili też sześć krucjat w obronie Polski.

Krzyżowcy walczyli nie tylko z wrogiem zewnętrznym jakim był islam, ale też z wrogiem wewnętrznym jakim byli w XIII wieku katarzy. Kataryzm powstał z połączenia dwu sekciarskich idei i perskiego zaratustryzmu. Katarzy wierzyli, że świat materialny stworzył zły bóg konkurent dobrego boga. W konsekwencji katarzy potępiali świat materialny i odrzucali wszelkie instytucje społeczne (umowy, przysięgi, własność, małżeństwo, sądy, władze, państwo). Swoja idea uzasadniali napady rabunkowe czy lichwę. Katarzy uważali, że seks (nawet małżeński) i posiadanie dzieci to coś złego, aborcje mieli za rzecz dobrą (gdyż powstrzymywała przed rozprzestrzenianiem się istot materialnych).

„Ruch katarski był śmiertelnym zagrożeniem w obliczu islamskiej inwazji” na Europe. „Pod koniec XI wieku świat chrześcijański został otoczony przez islam – zarówno ze wschodu jak i z zachodu”. Okupujący Hiszpanie islamiści porywali chrześcijan i sprzedawali ich jako niewolników w Afryce. Papież obawiał się, że katarzy, podobnie jak albigensi, sprzymierzą się z islamistami, przeciwko katolikom. Późniejsze współpraca innych heretyków z islamistami w Bułgarii potwierdziła słuszność obaw papieża.

Katarzy w sadystyczny sposób mordowali katolików, rabowali ich mienie i niszczyli kościoły. „Katarscy kaznodzieje formułowali uzbrojone bandy”, mieli pokaźne siły zbrojne i warownie.

Katarzy z ostateczną inicjacją do swojego wyznania czekali aż do śmierci, bo jakikolwiek grzech po inicjacji stawał się dla nich śmiertelny. Po inicjacji pili tylko wodę co doprowadzało ich do śmierci z głodu. Przed inicjacją nie widzieli potrzeby i sensu powstrzymywania się od grzechów – praktykowali więc lichwę, rabunki, mordy i wszelkie perwersje seksualne. Dla katarów wszystko było tak samo grzeszne, czy sex z matka czy seks z niespokrewniona kobietą. Katarzy nie wychowywali swoich dzieci, nie uczyli ich mowy, ani nie okazywali im uczuć.

Przez dwa wieki papieży usiłowali misjami kaznodziejów pokojowo skłonić katarów do porzucenia swoich szkodliwych społecznie wierzeń. Katarzy jednak mordowali kaznodziejów katolickich. Przed anty katarską krucjatą katarzy wywoływali liczne wojny z katolikami.

Więcej informacji na temat wydarzeń z historii Kościoła, które stają się pretekstem (dla lewicy, ateistów i wszelkiej maści wrogów Kościoła) do szkalowania katolicyzmu, szerzenia antykatolickich kłamstw i bredni można znaleźć w opublikowanej przez inicjatywę ewangelizacyjną „Wejdźmy na szczyt” książce „Kościół oskarżony” Marek Piotrowski.

Jan Bodakowski

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

31 komentarzy

31 Komentarzy

  1. klioes vel pislamista

    18 listopada 2018 at 01:08

    Na pomnik Kaczyńskiego

    Kim Ir Sen doskonały!
    Tylko cokolwiek mały…

  2. banita

    18 listopada 2018 at 05:20

    A jednak katarzy przetrwali. Popatrzmy na zachód – obawy były słuszne, sprzymierzyli się z islamem. A w Polsce? popatrzmy na polskie feministki obojga płci. Toż to czyściusieńcy katarzy. Popatrzmy na to całe lgbt, czyż nie są to spadkobiercy katarów?

  3. Agata

    18 listopada 2018 at 07:11

    Mamy teraz w Polsce Krucjatę Różańcową za Ojczyznę, postpolite ruszenie Polaków, które walczy modlitwą za Kraj – przyłączcie się

  4. Marian

    18 listopada 2018 at 08:07

    Autor pisze, że krucjata ludowa Piotra z Amies dokonywała „pogromów Żydów” – hmm, jeśli już to „żydów”, bo nazwy wyznawców religii piszemy z małej litery, niezależnie od stosunku emocjonalnego.
    Po drugie, jaki ten świat dziwny, że wszyscy urządzają pogromy tych niewiniątek żydów, a owi żydzi nigdy żadnego pogromu nikomu nie urządzili. No, może za wyjątkiem rzezi Persów za czasów Esterki. – Ale to był pogrom słuszny. O dziesiątkach milionów ofiar i zbrodniach żydo-komuny też nie wspominajmy…
    Bo jak wiadomo, są pogromy słuszne i niesłuszne. Pogromy słuszne to takie, gdy nasi mordują nienaszych, a pogromy niesłuszne to takie, gdy nienasi mordują naszych. w przypadku pogromów słusznych mówimy, że „żydzi mają prawo się bronić” albo że „tego wymaga postęp”, w w przypadku pogromów niesłusznych, drogie dzieci, mówimy o „fashismie”. Aj, waj.

    • banita

      18 listopada 2018 at 08:21

      Przede wszystkim jak sam wspomniałeś dokonali rzezi niewiniątek, która pod ich patronatem trwa do dziś. „(…) W sprawie aborcji judaizm zajmuje stanowisko pozbawione skrajności charakterystycznych dla współczesnych sporów: życie ludzkie jest wartością, ale w konflikcie pomiędzy życiem matki a życiem płodu, życie w pełni ukształtowanego człowieka jest ważniejsze.

      Embrion i płód nie mają w judaizmie statusu pełnego, ukształtowanego człowieka – bo nimi nie są. Jednocześnie jednak – od momentu zapłodnienia – są potencjalnym życiem i zyskują stale na wartości w procesie przebiegu ciąży. (…) Dopiero od momentu narodzin życie dziecka i matki mają tę samą wartość. (…)” ( http://www.fzp.net.pl/judaizm/aborcja-zydowskie-prawo-religijne-halacha )

      • Marian

        18 listopada 2018 at 09:58

        „niewiniątek”

      • Piotrx

        18 listopada 2018 at 14:44

        Michaela Hoffmana pt. „Judaizm zdemaskowany w oparciu o jego święte księgi”
        /fragmenty/

        „Wartości rodzinne” w judaizmie – aborcja

        Rabbi Elliot Dorjf, rektor i wykładowca filozofii na University of Judaism mówi, że w tradycji żydowskiej płody młodsze niż 40-dniowe traktowane są jako «zwykła woda». (…) Rabbi Yitzchok Adlerstein, wykładowca prawa żydowskiego w Loyola Law School i zarazem rabin, nie zgadza się z twierdzeniami ludzi, którzy uważają badania nad komórkami macierzystymi za wkraczanie w kompetencje Boga. «Teza, że nie mamy prawa ingerować w Boże dzieło stworzenia jest zasadniczo antyżydowska». „Jedną z kluczowych koncepcji w obrębie judaizmu jest «rodef». Idea ta opiera się na twierdzeniu, że w obliczu zagrożenia posiadamy prawo do obrony. Słowo rodef oznacza dosłownie prześladowcę. Rabini, którzy uważają usuwanie ciąży za dopuszczalne, postrzegają płód właśnie jako prześladowcę .

        „(…) Sondaże wykazały, że wśród wszystkich wspólnot religijnych i etnicznych w USA to właśnie Żydzi w największym stopniu popierają prawo do aborcji oraz wyrok w precedensowej sprawie Roe v. Wade. (…) Roni Berkowitz, prezes Chesapeake Jewish Reconstrucionist Federation powiedział: «Nie jest to kwestia wyboru. Talmud uczy nas, że są sytuacje, w których dokonanie aborcji jest obowiązkiem.”

        Rashi, szacowny XII-wieczny żydowski interpretator Biblii i Talmudu tak pisze o płodzie: „lav nefesh hu – nie jest on osobą”. Rabbi Meir Abulafia stwierdzał:’ „Tak długo, jak płód pozostaje w łonie, nie jest on nefesh, a Tora nie okazuje mu żadnych [szczególnych] względów”. Znany żydowski znawca prawa rabbi Isaac Schorr pisał: „Talmud naucza, że płód nie jest osobą” (Responsa, Koah Schorr, 20). Sam Talmud zawiera stwierdzenie: „ubar yerech imo” – płód jest niejako częścią matki, tj. ma by traktowany jako część ciała ciężarnej kobiety. Grecki filozof Arystoteles traktował nienarodzone dziecko w pierwszych siedmiu dniach jego istnienia jako „wydzielinę” (ekrysis).

        W prawie rabinicznym status „wydzieliny’ rozciąga się na pierwszych czterdzieści dni ciąży. W judaizmie kobieta nie jest traktowana jako ciężarna, zanim dziecko w jej łonie nie osiągnie czterdziestu dni.
        Wbrew tym tradycjom judaizmu Bóg nie powiedział bynajmniej, że płód jest istotą ludzką dopiero po okresie czterdziestu dni, ale że jest nią zanim jeszcze dziecko zostaje uformowane w łonie matki (Jer 1, 5). Oczywiście rabini uważają, że znają się na tym lepiej i ustanowili termin czterdziestu dni – przy czym należy pamiętać, że jest on warunkiem niezbędnym do uznania samego faktu ciąży i nie pociąga za sobą automatycznie uznania człowieczeństwa nienarodzonego dziecka.

        Sprawa nie kończy się jednak na tym. Znane nam już rabiniczne wybiegi prawne dostarczają pretekstów do przerwania ciąży w dowolnym jej okresie z każde¬go niemal powodu, jakikolwiek by on nie był dziwaczny i arbitralny. Na przykład jeśli po dokonanej aborcji stwierdzi się, że płód nie wygląda jak dziecko, wówczas nie jest on w ogóle postrzegany jako istota ludzka.

        Od decyzji Sądu Najwyższego w sprawie Roe v. Wade z roku 1973 standardowa amerykańska procedura aborcyjna jest w znacznym stopniu talmudyczna, ponieważ Talmud uczy, iż jeśli nienarodzone dziecko uzna się za rodef, może zostać ono rozczłonkowane w dowolnym czasie: „Rozczłonkowują oni dziecko w jej łonie”.

        Uprzedzimy tu replikę ze strony mistrzów oszustwa, którzy powiedzą zapewne: „Hoffman wyrywa ten ustęp z kontekstu. W całości brzmi on: «Skoro jednak większa jego część wyszła, nie ruszają go, gdyż nie odrzucają jednego życia ze względu na inne».

        Jednak owa „większa część” jest zazwyczaj interpretowana jako główka dziecka. Mishnah Ohalot 7, 6 mówi, że nienarodzone dziecko uważane za rodef może zostać poddane aborcji, byle nie przez poród częściowy. Jeśli nawet przyjmiemy to twierdzenie za dobrą monetę, w dalszym ciągu autoryzuje ono morderstwo nienarodzonego dziecka, które zostało odczłowieczone jako rodef, o ile jego „większa część” (główka) nie wyłoniła się już z kanału rodnego – co czyni zapewnienie „nie odrzucamy jednego ze względu na inne” całkowicie bezwartościowym.

        Prawo rabiniczne dopuszcza cały szereg okoliczności, w których nienarodzone dziecko może zostać poddane aborcji. Komentarz o nie odrzucaniu jednego życia dla innego, będący szczytem hipokryzji ze względu na fakt, że odnosi się to jedynie do aborcji przez poród częściowy, umieszczany jest w tekstach rabinicznych na wypadek, gdyby goje dotarli do wspomnianego fragmentu lub studiowali nieocenzurowaną wersję Talmudu, którą to okoliczność przewidzieli „mędrcy” dawnych wieków.

        Nie obznajomiony z zawiłościami prawa talmudycznego nie-żydowski badacz nie może wiedzieć, iż słowa – „nie odrzucamy jednego życia ze względu na inne” – są oszustwem — jednak rabbonim z pewnością są tego świadomi, ponieważ pełny sens Mishnah Ohalot 7, 6 zrozumiały jest jedynie w kontekście Halachy dotyczącej rodef. Kontekst ów jest kluczem absolutnie niezbędnym do rozszyfrowania tego ustępu.

        Najbardziej charakterystycznym aspektem prawnym koncepcji dotyczącej rodef jest fakt, że rodef zabijany jest bez właściwego procesu, bez procedury dowodowej, bez wysłuchania i możliwości apelacji. W prawie rabinicznym rodef jest złoczyńcą najgorszego rodzaju. Sama natura rodef wyklucza miłosierdzie dla „większej części” dziecka wydobywającego się przez kanał rodny i uniemożliwia odnoszenie do niego wzniosłej retoryki o równej wartości życia wszystkich istot.

        Jeśli wiemy cokolwiek na temat halachicznego statusu rodef wiemy również, że zgodnie z prawem rabinicznym dotyczącym „prześladowców” rodef może zostać zabity bezkarnie w każdym czasie i przy użyciu wszelkich koniecznych środków – a akt taki traktowany jest jako wielka mitzvah. W takim przypadku nic nie może złagodzić przerażającego statusu nienaro¬dzonego dziecka, które zostało sklasyfikowane jako „prześladowca”. Jakakolwiek zmiana kwalifikacji „czynu” czy złagodzenie wyroku są nie do pomyślenia. W ortodoksyjnym judaizmie „prześladowca” nie posiada prawa do życia. Kropka.

        Jak to możliwe, by jakakolwiek religia traktowała niewinne nienarodzone dziecko z takim okrucieństwem? Zobaczmy teraz, do jakiego stopnia ta rabiniczna Halacha wpłynęła na amerykański system prawny od czasu wyroku w sprawie Roe v. Wade.

        Rozważając tę sprawę w świetle prawa talmudycznego zauważamy natychmiast uderzające podobień¬stwa pomiędzy rozporządzeniami rabinicznymi, a prawami dotyczącymi aborcji, wdrożonymi w USA po 22 stycznia 1973. Według Issera Untermana, Naczelnego Rabina Izraela (1964), w stosunku do płodu zaklasyfikowanego jako rodef.

        A oto, jak mistrzowie kłamstwa i oszustwa interpretują okrutne twierdzenie rabbiego Untermana na użytek gojów: „Rabbi Unterman trzyma się ściśle tradycji Majmonidesa (…) «Prawicowe» stanowisko [w tej kwestii] opiera się na twierdzeniu, wyrażonym [również] przez Untermana, że aborcja «podobna jest do morderstwa» i dozwolona jest jedynie w przypadkach odpowiednio poważnych, takich jak ratowanie życia matki. Odchodzą oni [tj. konserwatyści – przyp. tłum] następnie od tego jednoznacznego stanowiska, wprowadzając szerszą interpretację w kwestii sytuacji ratujących życie [matki]”.

        Interpretacja ta jest rzeczywiście nadzwyczaj „szeroka”! Jednak talmudyczny apologeta zatrzymuje się w tym miejscu i nie zagłębia się dalej, pozostawiając szanujących „wartości rodzinne” goyim w przekonaniu, że rabbi Unterman opowiadał się w istocie za życiem i był skłonny odejść od tego jasnego stanowiska jedynie w okolicznościach, w których zagrożone byłoby życie matki. Jego stanowisko jest więc dla konserwatywnego judeochrześcijaństwa akceptowalne – choć wniosek taki jest oczywiście całkowicie błędny. Większość z nas nie posiada stosownej wiedzy, by zrozumieć w pełni zwodniczą naturę judaizmu, jego nieograniczoną zdolność do przeinaczania słów, wykorzystywania wieloznaczności i kruczków prawnych.

        Dajemy się mu zwodzić, ponieważ dla większości z nas jest rzeczą niepojętą, by przywódcy religijni mogli wprowadzać w błąd w sposób tak bezczelny i arogancki, z pełną premedytacją.

        Uwaga poczyniona przez apologetę, iż „odchodzą oni [konserwatyści] następnie od tego jednoznacznego stanowiska, wprowadzając szerszą interpretację w kwestii sytuacji ratujących życie [matki]” jest klasycznym przykładem tego, w jaki sposób działa rabiniczny system zwodzenia. Zobaczmy, jak wygląda to w praktyce, w nauczaniu Naczelnego Rabina Sefardyjskiego (1939) Bena Zion Meira Ouziela:

        „Oczywistym jest, że nie jest dozwolona aborcja bez [uzasadnionego] powodu. Byłoby to niszczenie i tłumienie nowego życia. Jeśli jednak powód istnieje„ nawet jeśli jest on błachy (ta’am kalush) (…) wówczas mamy pretekst i prawo, by na nią zezwolić”. Twierdzenie rabbiego Uziela przypomina zapewnienia polityków pro-aborcyjnych, że mimo iż „osobiście są przeciwni aborcji”, szanować należy prawo kobiety do „wyboru”. Od roku 1973 miliony amerykańskich kobiet zdecydowały się na aborcję swych nienarodzonych dzieci z zaprawdę „błachych powodów”, niekiedy jedynie dla wygody. Jak zaraz zobaczymy, ich „prawo do wyboru” potwierdzają tak znakomite i szanowane autorytety żydowskie jak Rashi, Talmud oraz Naczelni Rabini Izraela.

        Rashi, „wybitny komentator Talmudu’’’ twierdził, że nienarodzone dziecko nie jest istotą ludzką i nie posia¬da duszy (nefesh). Daniel Schiff pisze: „Tak więc według Rashiego, przyznawanie pierwszeństwa życiu matki nie jest wynikiem arbitralnej decyzji, ale wynika Z podrzędnego statusu płodu, który może zostać dowiedziony w oparciu o prawa logiki: jako pozbawiony nefesh, mógł on zostać uśmiercony ze względu na potrzebę posiadającej wyższy status osoby obdarzonej nefesh” . „Wyjaśnienie [Rashiego] (…) bierze pod uwagę zagadnienie, czy mogą istnieć warunki, w których inne, mniej ekstremalne, fizyczne lub emocjonalne cierpienia matki, mogłyby również zezwalać na aborcję płodu. Jeśli status matki, jako istoty posiadającej nefesh oznacza, że jej prawo do życia ma priorytet wobec nie posiadającego tego statusu płodu, czy nie oznaczałoby to również, że jej prawo do zdrowia i dobrego samopoczucia przeważa nad prawem do życia płodu? Stanowisko dotyczy takiej właśnie okoliczności.” (Daniel Schiff, Abortion in Judaism, 2002, s. 59.)
        Pomimo, że Schiff przedstawia tę kwestię dość precyzyjnie, czyni to jednak z naiwnością, typową dla nacechowanej poprawnością polityczną postawy ludzi, którzy odważają się podjąć te drażliwe i potencjalnie „obraźliwe” dla judaizmu tematy.

        W rzeczywistości nietrudno jest znaleźć odpowiedź na pytanie, czy pogląd Rashiego na status nienarodzonego dziecka pozo¬stał jedynie w sferze dociekań. Odpowiedź znaleźć można w praktykach judaizmu: prawda jest taka, że traktowane przez Rashiego jako „możliwość” odczłowieczenie płodu dawno już przybrało formę praktyczną: aborcja z najbardziej nawet trywialnych powodów stała się w judaizmie normą.

        Dowodem na to jest głośna sprawa Roe v. Wede i będąca jej owocem zorientowana na aborcję kultura „wygody”. Wywody Schiffa pełne są sprzeczności, sugeruje on m.in., iż wprowadzona przez Majmonidesa definicja rodef przyczyniła się do zmiejszenia liczby aborcji, przeoczając przy tym fakt, że kategoria rodef jest tak szeroka, iż w istocie zezwala na to samo, co dopuszczał Rashi, jednak pod bardziej konserwatywnym pretekstem, z odrobiną kamuflażu, niezbędnego do podtrzymania prestiżu judaizmu.
        Dotykamy tu ważnego faktu, że poganie jako całość traktowani są przez ortodoksyjny judaizm jako „pozbawieni nefesh” – nie posiadający Neshama Ha Elyonah, w przeciwieństwie posiadających wyższy status Żydów. Poganie, podobnie jak płód, mogą być zabijani „w imię nadrzędnej potrzeby osoby posiadającej pełny status nefesh”. Tak właśnie było w przypadku rosyjskich i wschodnioeuropejskich chrześcijan, mordowanych przez reżim bolszewicki oraz palestyńskich i libańskich Arabów, zabijanych przez Izraelczyków, choć jak do tej pory nie powstały żadne organizacje obrony praw człowieka zajmujące się kwestią osób pozbawionych nefesh, nie powołano też do życia żadnych kompetentnych w tej dziedzinie instytucji, które porównać możnaby do nieskończonego szeregu organów mających na celu analizę zjawiska „antysemityzmu”.

        Nie-Żydzi, którzy zabici zostali z tego tylko powodu, iż nie posiadali statusu nefesh, są zaiste najnędzniejszymi z nędznych, historia nie zachowała bowiem w pamięci ani ich śmierci, ani dowodów wskazujących na talmudyczną inspirację, która do tych zbrodni popychała. W tym sensie, odczłowieczenie ich i uznanie za pozbawionych duszy zostało potwierdzone in extremis.

        „(…) poganie są powszechnie traktowani przez ortodoksyjny judaizm jako «pozbawieni nefesh» – nie posiadający Neshama Ha Elyonah, który posiadają obdarzeni wyższym statusem Żydzi. Poganie, podobnie jak płód, mogą być zabijani «w imię nadrzędnej potrzeby osoby posiadającej pełny status nefesh»”.

        Majmonides ograniczył rygorystyczne (chomer) prawo Rashiego dotyczące aborcji interpretując je w kontekście koncepcji rodef, nie zmieniając go jednak w sposób zasadniczy: „(…) Płód jest jak rodef, co uprawnia ją do jego zabicia (…) Dozwolone jest rozkawałkowanie w niej płodu, czy to przez lekarstwa czy też zabieg chirurgiczny (…)”.

        Szanujący „wartości rodzinne” konserwatyści mogą odwoływać się do wyrwanych z kontekstu, pozornie bardziej umiarkowanych (kal) tez Majmonidesa, podczas gdy zwolennicy aborcji na życzenie czerpać mogą odpowiadające im argumenty z całości nauki rabinicznej, obejmującej również pisma Rashiego. Judaizm posiada niezwykłą zdolność, dzięki której potrafi zadowolić obie strony konfliktu, zajmujące w istocie diametralnie sprzeczne stanowiska.

        Uprawiana przez poskim dialektyka kal va chomer poprzedzała o całe wieki dialektykę heglowską. Tak właśnie wyglądają „wartości rodzinne”, które konserwatywni republikanie dzielą ze swymi rabinicznymi braćmi w janusowej ohydzie, znanej jako „tradycja judeochrześcijańska”.

        To, że liczni aborcjoniści w USA, Kanadzie oraz Europie nie są Żydami, nie pomniejsza bynajmniej znaczenia faktu, że niektóre z najbardziej dochodowych i najgłośniej reklamujących się klinik aborcyjnych kierowane są przez ludzi, będących pod wpływem tradycji judaizmu.

        Przykładem może być tu aborcjonista żydowski dr Henry Morgentaler , który jesz¬cze w roku 2007 był właścicielem sześciu lukratywnych klinik aborcyjnych w Kanadzie. Czytelnicy mogą być ciekawi, ile nienarodzonych dzieci człowiek ten zabił osobiście. W roku 1998 „Canadian Jewish News” podał informację, że Morgentaler „od roku 1968 usunął około 20 tysięcy ciąży

        (…) Morgentaler twierdzi, że inspiracją do zapewnia tej usługi było dla niego połączenie wszystkich elementów filozofii humanistycznej z «tym, co najlepsze w tradycji żydowskiej (…)». Morgentaler rozpoczął studia medyczne w Niemczech (…) pomimo swej antypatii do przedstawicieli tego narodu. Niechęć ta pozostała w nim do dziś. (…) «Mam głęboką niechęć do kontaktów z Niemcami. Traktuję ich jednak na równi z innymi mymi pacjenta- mi» (…) Otrzymywał również wiele antysemickich listów. «Otrzymywałem listy w rodzaju: ‘Ty nieczysty Żydzie, zabijasz chrześcijańskie niemowlęta’». Czy wpłynęło to na niego w jakiś sposób? «Oczywiście było to dla mnie uciążliwe. Dla osoby, która przeżyła Holokaust, listy te musiały budzić skojarzenia z przemocą. Podjąłem jednak decyzję, że się nie ugnę. Wierzę w słuszność mojej sprawy. Nie jestem już bezsilnym Żydem, który mógłby zostać unicestwiony przez nazistowską machinę wojenną». (…) Morgentaler, któremu jego towarzyszka życia Arlene Leibovitch niedawno urodziła czwórkę dzieci, odrzuca oskarżenia, że jest mordercą niemowląt. «Kocham dzieci» – powiedział prowadzącemu z nim wywiad dziennikarzowi”’. W roku 2005 Morgentaler otrzymał doktorat honoris causa na University of Western Ontario i wygłosił mowę dla absolwentów….

        • Piotrx

          18 listopada 2018 at 14:46

          Miało być: Michael Hoffman (moja pomyłka)

    • Tomek

      19 listopada 2018 at 18:21

      Marianie, „za czasów Esterki” to sami Żydzi (tak, piszemy z dużej litery w tym kontekście, niezależnie od stosunku emocjonalnego) mieli zostać wymordowani w trzynastym dniu miesiąca adar przez Persów. Niejako więc, dzięki rezolutności Esterki, która uzyskała na to zgodę perskiego króla, uprzedzili atak i wybili tych, którzy planowali wybić ich. Niemcy w III Rzeszy, ociemniały lud w średniowieczu, zmanipulowany przez UB lud w Kielcach to jakoś się bronił przed jakimś zagrożeniem ze strony mordowanych Żydów, hę?

      Poza tym, wiesz, że Księga Estery bynajmniej nie przedstawia prawdziwych wydarzeń? Akurat ta księga to mniej więcej coś takiego, jak twoje opowieści o Wielkiej Lechii – zbiór legend pozornie nawiązujących do rzeczywistych postaci. W rzeczywistości więc Żydzi wcale nie wymordowali tysięcy Persów.

      A co do żydokomuny – oczywiście, było bardzo wielu Żydów w aparacie bezpieczeństwa i wielu, jak i inni stalinowscy oprawcy, pozostało bezkarnych. Ale, bynajmniej, Żydzi nie byli w NKWD czy UB większością i również przez Stalina byli prześladowani. Przykładowo, na Sybir po 1939 wywieziono 100 tys. Żydów, co daje nie tak odległą liczbę od liczny represjonowanych Polaków (180 tys.).

      • Lewa

        23 listopada 2018 at 12:56

        Pomijając księgę Esterki w biblii jest wiele przykładów, gdy sam yhwh nakazał żydom (tak, piszemy z małej litery w tym kontekście, niezależnie od stosunku emocjonalnego) wymordować całe narody. Poza tym wystarczy spojrzeć co robią przez ostatnie lata z Palestyną. Czy w kierownictwie NKWD, czy UB też nie byli większością? Kim byli Trocki, Beria, Lenin?

        „Niemcy w III Rzeszy, ociemniały lud w średniowieczu, zmanipulowany przez UB lud w Kielcach to jakoś się bronił przed jakimś zagrożeniem ze strony mordowanych Żydów, hę?”

        Może chcieli uprzedzić działania żydów zapisane w Protokołach? Ewentualnie zbrodnia mogła być komunistyczną prowokacją. Skoro mowa o Niemcach III Rzeszy to skąd 150 tys. żydów w armii Hitlera:

        justice4poland.com/2014/09/01/150-000-jews-in-hitlers-army-this-bit-of-history-was-hidden-from-us

        Poszlak na istnienie Wielkiej Lechii jest znacznie więcej niż na istnienie znaczącego państwa Izrael w czasach biblijnych. Wszak nie ma nawet dowodów na wyjście żydów z Egiptu.

      • Lewa

        23 listopada 2018 at 13:07

        Może powiesz coś na temat żydów, którzy zamordowali Polaków w Koniuchach i Nalibokach? Bronili się przed jakimś zagrożeniem, hę?

  5. Piotrx

    18 listopada 2018 at 08:17

    KS. KRZYSZTOF KOŚCIELNIAK: DŻIHAD – ŚWIĘTA WOJNA W ISLAMIE
    https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IR/dzihad_swwojna_02.html

    Chrześcijańska reakcja na dżihad: wyprawy krzyżowe

    …Jeszcze do niedawna political correctness (jako swoista ideologia pewnych tzw. środowisk „dialogicznych”) ganiła lub unikała wspominania faktów, które świadczą, że wyprawy krzyżowe były reakcją chrześcijańskiego świata na militarne podboje islamu. Modne natomiast było krytykowanie krucjat sloganami typu „hańba dla chrześcijaństwa”.

    Tymczasem historycy również krytyczni wobec chrześcijaństwa wskazują wyraźnie na opóźnienie reakcji chrześcijaństwa na zaborczą ekspansję islamu. Jeszcze pod koniec X wieku, tzn. trzysta pięćdziesiąt lat po rozpoczęciu podbojów przez muzułmanów, świat chrześcijański nie zareagował zorganizowaną wyprawą militarną całego chrześcijaństwa przeciw najeźdźcom na ziemie chrześcijańskie(*). Stało się tak z kilku powodów: braku rozbudowanej teologii wojny w nauce Kościoła, rozbicia politycznego Europy, nieznajomości przeciwnika, czyli muzułmanów i ich religii, zagrożenia ze strony Normanów itd.

    Gdyby wojna należała do istoty chrześcijaństwa, już w VII i VIII wieku doszłoby do akcji militarnych, jako sposobu walki z niewiernymi. Tymczasem średniowieczna Europa usilnie szukała teologicznego uzasadnienia przemocy w sytuacjach koniecznej obrony. Co prawda rozważania o wojnie sprawiedliwej pojawiły się już u Ojców Kościoła (np. św. Augustyn wypracował koncepcję wojny sprawiedliwej, która miała przeciwdziałać złu i zniszczyć napastnika), jednak w IV i V wieku chrześcijanie „neutralizowali” ten temat poprzez rozważania, czy rozpoczęcie wojny nie oznacza przypadkiem odrzucenia nauki Chrystusa o miłości nieprzyjaciół(*). Stąd podejmowane przez chrześcijańskich władców wyprawy militarne przed krucjatami były postrzegane raczej jako kontynuacja wojen z barbarzyńcami, które kiedyś zapoczątkowali cesarze Rzymu. Nie były więc traktowane jako wojny święte.

    Niemniej na skutek ekspansji islamu od XI do XIII wieku odżyła idea wojny sprawiedliwej: w 1095 roku papież Urban II (1088-1099) ogłosił na synodzie w Clermont wojnę w celu uwolnienia Wschodu chrześcijańskiego od islamu(*). Była to reakcja m.in. na politykę kalifa Hakima (ok. 985-1021). Władca ten propagował dyskryminację chrześcijan, którym niszczono kościoły, a w 1010 roku dopuszczono się nawet profanacji grobu Chrystusa(*). Wszystko to pokazało wyraźnie, że chrześcijanie są na łasce i niełasce władców muzułmańskich. Seldżucy, którzy założyli państwo w Azji Mniejszej, w 1070 roku zdobyli Jerozolimę(*). W 1076 roku ludność miasta powstała przeciw nim, na co Turcy odpowiedzieli rzezią mieszkańców(*).

    Wraz ze wzrostem siły politycznej Turków seldżuckich okazało się, że dawna swoboda w dostępie do świętych miejsc zaczęła zanikać z powodu rozbojów i wysokich podatków nakładanych na pielgrzymów(*). Równocześnie z ogłoszeniem krucjaty papież podnosił problem jedności Kościoła. Zatem celem wypraw krzyżowych było ratowanie chrześcijaństwa wschodniego przed wrogiem zewnętrznym (islam) i wewnętrznym (podziałami w Kościele).

    Unikając apriorycznego założenia, że zachowania wszystkich krzyżowców były zgodne z postawą prawdziwego chrześcijanina, stwierdza się w oparciu o szczegółowe prześledzenie procesu ruchu krucjatowego(*), że w założeniach oficjalnej nauki Kościoła celem prawdziwych wypraw krzyżowych była Jerozolima. Byt to więc cel ideowy, który określa krótko stwierdzenie: powrót do źródeł chrześcijaństwa. Trzy bowiem spośród pięciu głównych ośrodków chrześcijaństwa, tzn. patriarchaty Jerozolimy, Antiochii i Aleksandrii dostały się pod panowanie muzułmanów, którzy je systematycznie ograniczali i niszczyli. Wszystkie inne przyczyny, które czasem przysłaniały prawdziwe intencje papieża wyrażając się w różnych aspektach politycznych i handlowych, były wtórne(*).

    Wyprawy krzyżowe wyrosły bowiem z entuzjazmu religijnego, a nie z myśli o podboju świata arabskiego(*). Poświadcza to również ówczesne dziejopisarstwo muzułmańskie, które nie traktowało krucjat jako inwazji europejskiej na zasadzie podboju politycznego, ale bardziej jako incydenty graniczne(*) związane z religią. Np. Kitab al-g’Sihad autorstwa Ibn Tahira as-Sulam’uego z 1105 roku, czyli pierwsze muzułmańskie dzieło na temat dżihadu powstałe po przybyciu Franków do Ziemi Świętej, ukazuje inwazję chrześcijan z Zachodu jako przyjście z pomocą miejscowym chrześcijanom i próbę zdobycia Jerozolimy. As-Sulam’u był świadom konfliktu pomiędzy chrześcijaństwem a islamem, którego areną była Hiszpania, Afryka Północna i Sycylia(*). Państwa frankijskie wkroczyły na niewielką i to na obrzeżach areny politycznej islamu część terytorium, które kilka wieków wcześniej muzułmanie odebrali chrześcijaństwu(*).

    Odpowiedź islamu doby krucjat: rozwój doktryny dżihadu

    Chociaż w pierwszych kilkunastu latach krucjat postawa władców muzułmańskich wobec Franków była mało aktywna(*), to jednak w ostatecznym rozrachunku wyprawy krzyżowe pobudziły muzułmanów do jeszcze większego rozbudowania idei świętej wojny. Nie tylko As-Sulam’u postrzegał krucjaty jako zorganizowaną chrześcijańską akcję przeciw islamowi. Działający na początku XII wieku H.amdan Ibn ‚Abd ar-Rah.’um napisał dzieło (które niestety zaginęło) pt. Historia Franków, którzy zaatakowali ziemie islamu. Szkoda, że znamy dziś tylko nieliczne cytaty z tego dzieła w rozprawach innych pisarzy, wspomniany autor bowiem był wyjątkowo odpowiednim pisarzem do napisania tego rodzaju traktatu: najpierw dzierżawił wioskę od frankijskiego pana, a następnie przyłączył się do grupy zwolenników dżihadu.

    • Marian

      18 listopada 2018 at 08:25

      Islam od początku został wymyślony w celu poszczucia świata arabskiego przeciwko chrześcijaństwu. Islam to taki sam ustrój totalitarny jak komunizm. Zapewne ten sam autor.

    • Marian

      18 listopada 2018 at 08:37

      Ameryką rządzi tzw. GAFA, czyli cztery firmy: Google, Amazon, Facebook i Apple.
      Młody człowieku, jeśli dziś używasz technologii Google, kupujesz na Amazonie, wspierasz rozwój Facebooka, kupujesz komputer Apple – jesteś takim samym bydlakiem, jak Niemiec, który w latach 30-tych głosował na Adolfa H.
      Wtedy też JESZCZE nie było obozów, jeszcze nie było komór i krematoriów, jeszcze nie było frontu wschodniego… Jeszcze nie, ale wkrótce będą.
      Podobnie dziś, jeśli za kilka miesięcy/lat będą obozy koncentracyjne dla niepotulnych, jeśli będą takie czy inne maszynydo zabijania miliardów ludzi, jeśli ty sam, albo twoje dzieci będą ginąć na froncie wschodnim w beznadziejnej walce z Chinami – powiedz sobie debilu: mam w tym swój udział.

      • Marian

        18 listopada 2018 at 08:39

        To nie jest komentarz do Piotrax, tylko uwaga na marginesie obserwacji życia gimbusów

  6. Piotrx

    18 listopada 2018 at 08:26

    Jan-Klaudiusz Dupuis „W obronie czystości Wiary. Trybunał Św. Inkwizycji”
    /fragemnty/

    Jan-Klaudiusz Dupuis
    W obronie czystości Wiary. Trybunał Św. Inkwizycji

    Katarzy
    Kataryzm rozprzestrzenił się w Europie pomiędzy XI a XIII wiekiem, szczególnie na południu Francji – w Langwedocji. Stąd, od nazwy miasta Albi, pochodzi określenie „albigensi”, potocznie stosowane również na oznaczenie tej herezji. Nazwa „katarzy” pochodzi od greckiego katharos, co oznacza ‘czysty’. Obecnie kataryzm jest traktowany jako herezja chrześcijańska, a raczej jako inna religia. Jego pochodzenie pozostaje nieznane, a doktryna mocno nawiązuje do filozofii gnozy i manicheizmu, które obiegały Środkowy Wschód w trzecim i czwartym wieku. Do katarów odwołuje się także masoneria, nawiązując do ich obrzędów inicjacyjnych.

    Według katarów istnieją dwie odwieczne zasady, które dzielą stworzenie. Od dobra pochodzi świat duchowy, a od zła – świat materialny, człowiek zaś znajduje się na styku tych dwóch. Jest upadłym aniołem uwięzionym w ciele – jego dusza pochodzi od dobra, a ciało zostało ukształtowane przez zło. Celem człowieka jest uwolnienie się od materii przez duchowe „oczyszczenie”, które często wymaga przeżycia szeregu kolejnych reinkarnacji.

    Jak wszyscy heretycy, katarzy utrzymywali, że ich nauka jest prawdziwym chrześcijaństwem. Zatrzymując chrześcijańską terminologię niszczyli jednocześnie istotę dogmatów. Twierdzili, że Chrystus był najdoskonalszym spośród aniołów, zaś Duch Święty jest stworzeniem niższym od Syna. Przeciwstawiali Stary Testament, jako wyrastający z zasady zła, Nowemu Testamentowi – opartemu na zasadzie dobra. Odrzucali Wcielenie, Mękę i Zmartwychwstanie Jezusa. Utrzymywali, że Zbawienie bardziej wypływało z nauczania Ewangelii niż ze śmierci na krzyżu.

    Katarzy stali na stanowisku, że Kościół jest zepsuty od czasów donacji Konstantyna; odrzucili także wszystkie sakramenty. Ostatecznie kataryzm można określić jako formę pogaństwa, która mimo pozoru chrześcijaństwa w rzeczywistości podobna jest w wielu aspektach do buddyzmu.

    Traktując świat materialny jako zły w swej istocie, etyka katarska potępiała każdy kontakt z materią. Małżeństwo i prokreacja zostały przez nią zabronione, jako że człowiekowi nie wolno współpracować w dziele szatana, który usiłuje uwięzić dusze w ciałach. Skoro śmierć stanowi wyzwolenie, samobójstwo okazuje się wskazane.

    Katarzy stosowali zatem „endurę”, to znaczy pozbawianie pożywienia chorych, a czasami nawet dzieci, w celu przyspieszenia powrotu ich dusz do nieba. Odmawiali składania przysięgi, twierdząc, że Bóg nie powinien być mieszany do doczesnych spraw. Potępiali także każdą formę bogactwa, choć jednocześnie nie przestrzegali chrześcijańskich zasad zabraniających lichwy i nakazujących stosowanie uczciwej ceny. Ponadto odmawiali państwu prawa do prowadzenia wojen i karania przestępców.
    Ostatecznie katarzy – podobnie do hinduskich ascetów – dążyli do osiągnięcia stanu „dezinkarnacji”.

    Oczywiście taki program nie znalazłby wielu zwolenników. Wobec tego ustanowiono dwie klasy wiernych: „doskonałych” i prostych wyznawców. Pierwsi z nich, niezbyt liczni „wtajemniczeni”, żyli w klasztorach w pełni przestrzegając zasad moralnych filozofii kataryzmu. Drudzy zaś – ogromna większość – wiedli życie nie skrępowane żadnymi moralnymi zasadami, zaś pójście do nieba zapewnione było, jeśli wyznawca przed śmiercią otrzymał consolamentum (‘pocieszenie’) – rodzaj ostatniego namaszczenia.

    Rozwiązłość, antykoncepcja, aborcja, eutanazja, samobójstwa, pozbawiony zasad kapitalizm, intensywny materializm i zbawienie dla wszystkich – to zdumiewające, do jakiego stopnia moralność katarów przywodzi na myśl współczesny system liberalny. Katarzy stosowali zatem podwójną moralność: ascetyzm praktykowany przez nielicznych oraz libertynizm, którym kierowali się pozostali, z gwarancją wiecznego zbawienia niewielkim kosztem – dla wszystkich. Pozwala to zrozumieć przyczyny, które doprowadziły do powodzenia tej doktryny.

    Pomimo to zdecydowana większość ludu pozostała wierna katolicyzmowi. Katarzy zasadniczo wywodzili się z miejskich kupców. Choć nie byli zbyt liczni, stanowiąc zaledwie od 5 do 10% mieszkańców Langwedocji, to potrafili przyciągać ludzi bogatych i wpływowych. Niektórzy z nich – jak dla przykładu jeden z potężniejszych panów Langwedocji, jakim był hrabia Tuluzy – praktykowali zabronioną przez Kościół lichwę.

    Tak więc katarzy nie byli biednymi owieczkami, ofiarami fanatycznej Inkwizycji. Wręcz przeciwnie – stanowili wpływową i groźną sektę, propagowali niemoralną doktrynę, prześladowali wierne Kościołowi chłopstwo i szykanowali duchowieństwo. Dopuścili się nawet zamachu na Wielkiego Inkwizytora – św. Piotra z Werony.

    Kościół okazał wielką cierpliwość, zanim zdecydował się przedsięwziąć odpowiednie kroki przeciw katarskiemu zagrożeniu. Herezje albigensów zostały potępione przez regionalny synod w Tuluzie w 1119 r. Jednak aż do 1179 roku Rzym poprzestawał na wysyłaniu do Langwedocji kaznodziejów. Znaleźli się wśród nich między innymi św. Bernard oraz św. Dominik; misje te jednak nie odniosły większego skutku.

    W końcu w 1179 roku III Sobór Laterański zwrócił się do władzy świeckiej z prośbą o interwencję. Królowie Francji i Anglii oraz cesarz niemiecki z własnej inicjatywy wcześniej rozpoczęli działania zmierzające do stłumienia ruchu katarskiego. Stanowił on zagrożenie dla porządku społecznego między innymi poprzez propagowanie zgubnej nauki na temat rodziny, a także sprzeciwianie się składaniu przysiąg. Trzeba mieć na uwadze, że system feudalny opierał się właśnie na przysięgach składanych przez wasali, oddających się pod dożywotnią opiekę seniora.
    Odrzucenie wartości przysięgi było więc śmiertelnym zagrożeniem dla średniowiecznej społeczności, takim jak dla współczesnego społeczeństwa byłoby odrzucenie rządów prawa.

    Katarscy kaznodzieje zachęcali do anarchii, tworzyli uzbrojone grupy, znane w różnych stronach jako routiers, patarins czy cotereaux. Bandy te plądrowały kościoły, dopuszczając się profanacji Eucharystii i zabójstw duchownych. Świętokradztwa i przemoc katarów można porównać do działań protestantów w czasie reformacji, czy też rewolucji z 1793 roku. W roku 1177 król Francji Filip August stoczył bitwę z katarską armią liczącą 7000 ludzi, zaś biskup Limoges zmuszony był stawić czoło dwutysięcznej bandzie. Z kolei w roku 1145 Arnoldowi z Brescii i jego patarins udało się opanować Rzym. Wygnali papieża i proklamowali republikę, utrzymując się przy władzy przez dziesięć lat. Zostali w końcu pokonani przez niemieckiego cesarza Fryderyka Barbarossę.

    Niepokojące wydarzenia prowokujące społeczny zamęt miały miejsce w całej Europie. W roku 1208 ludzie hrabiego Tuluzy, Rajmunda VI, zamordowali w pobliżu Saint-Gilles papieskiego legata – błogosławionego Piotra de Castelnau. Wcześniej wielokrotnie zachowywali się agresywnie wobec św. Dominika. Śmierć papieskiego wysłannika stała się bezpośrednią przyczyną podjęcia przez Innocentego III decyzji o ogłoszeniu krucjaty przeciw albigensom. Poprowadził ją Szymon de Montfort na czele wojsk złożonych głównie z Normanów, od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych. Katarzy stawiali opór przez cztery lata (1209-1213) i powtórnie wystąpili zbrojnie w roku 1221, co pokazuje, jaką stanowili siłę. Ostatnia ich twierdza – Montségur – utrzymała się aż do 1244 roku. Lecz ostatecznie kataryzm nie został zniszczony i przekształcił się w towarzystwo prowadzące działalność w ukryciu.

    Krucjata przeciw albigensom, jak każda wojna, była okazją do nadużyć. Zdobycie Béziers w roku 1209 było w rzeczywistości istną masakrą. Niemożliwością było odróżnienie katarów od katolickich mieszkańców miasta. Papieski legat, Arnold de Citeaux, miał wtedy powiedzieć: „Zabijcie ich wszystkich. Bóg rozpozna swoich”. Wiarygodność tej wypowiedzi jest wątpliwa – wydaje się pochodzić z arsenału antyklerykalnych frazesów. Obrazuje jednak w sposób niewątpliwy fakt, że katarzy, przez długi czas ściągający na siebie gniew z powodu niemoralnego życia oraz praktyk lichwiarskich, w końcu sprowadzili realne zagrożenie dla całej społeczności. Inkwizycja zapobiegała takim wydarzeniom rozróżniając heretyków od prawowiernych katolików, przywódców od ich zwolenników i stosując odpowiednie kary do różnych stopni herezji.

    Inkwizycja wydaje się zatem dziełem humanitarnym. Karząc przykładnie przywódców, Trybunał odpuszczał winy masom zwolenników herezji, które okazały się bardziej jej ofiarami niż sprawcami. Tropiąc działających w ukryciu heretyków, Inkwizycja przeciwdziałała odtwarzaniu się kataryzmu oraz moralnym i społecznym zagrożeniom, które niosła ta herezja.

    Henri-Charles Léa, historyk, choć wrogo nastawiony do Świętego Oficjum, nie zawahał się podsumować krucjaty przeciw albigensom, pisząc:

    „Racje strony katolickiej były oczywiste – obrona cywilizacji i postępu… Gdyby idee katarów zdobyły większą popularność, mogłoby to cofnąć Europę do barbarzyństwa czasów prymitywnych”

  7. Piotrx

    18 listopada 2018 at 08:31

    „Inkwizytor” – Andrzej Solak

    6 kwietnia 1252 r. we włoskiej miejscowości Brianza opodal Medy, w lesie Farga, z rąk najemnych zabójców zginęło dwóch podróżujących dominikanów. Piotr z Werony, papieski inkwizytor Lombardii, wraz z towarzyszącym mu zakonnikiem, padli ofiarą morderców, wynajętych przez tajne sprzysiężenie heretyków – katarów.

    Inkwizytora Piotra dopadł rzezimieszek imieniem Carino, uzbrojony w falcastro – oręż wyglądem zbliżony do kosy. Pierwszy cios przebił serce ofiary. Po drugim – ostrze uwięzło głęboko w czaszce. Umierający dominikanin, ostatkiem sił, zanurzył palce w swych ranach… Kiedy okoliczni mieszkańcy dotarli na miejsce zbrodni, na drodze, obok martwego ciała inkwizytora, widniało wypisane krwią wyznanie wiary…

    Inwazja katarów

    W pierwszej połowie XI w. do Italii dotarła herezja katarów (albigensów). Wojowniczy odłam sekciarzy, zwany patarenami, dążył do krwawej rozprawy z wyznawcami Kościoła. Po zamieszkach w Brescii, kiedy to wypędzono miejscowego biskupa (1146), patareni zaatakowali posiadłości samego Ojca Świętego, przejściowo zdobywając nawet Rzym.

    Agresywne działania kacerzy sprowokowały zbrojną kontrakcję katolików. W walce z herezją Kościół sięgnął po wyjątkowy instrument – Inkwizycję.

    Święte Oficjum

    Trudno znaleźć instytucję równie zajadle atakowaną i oczernianą przez wrogów Kościoła. Świętej Inkwizycji przypisywano najokrutniejsze zbrodnie. Miała ona wysyłać na stosy miliony niewinnych ofiar, rozpowszechniać stosowanie tortur, krępować swobodę myśli. Propaganda protestanckich, potem oświeceniowych i komunistycznych łgarzy dobrze zapadła w tzw. świadomość potoczną.

    Autorzy antyinkwizycyjnych paszkwili na ogół nie zawracają sobie głów faktami. Choćby takim, iż trybunały inkwizycyjne działały wedle rygorystycznych przepisów, utrudniających ewentualne nadużycia (co w ówczesnym sądownictwie stanowiło prawdziwą rewolucję). Prowadzący śledztwo zobowiązany był do drobiazgowego ustalenia prawdy, pod karą równorzędną tej, jaka groziła oskarżonemu. Działania śledcze inkwizytorów zawsze poprzedzał „czas łaski” (15 dni do 1 miesiąca); heretycy mogli ujawnić wtedy swe błędy, mając gwarancję łaskawego potraktowania. Oskarżonym udostępniano treść zeznań świadków, często też dysponowali obrońcami.

    Nie da się zaprzeczyć, iż w śledztwach sięgano po tortury, ale też ich stosowanie ograniczały ściśle określone reguły (co w tamtym, okrutnym świecie stanowiło ogromny postęp). Co ciekawe, zeznanie złożone na torturach zyskiwało moc prawną jedynie wtedy, gdy oskarżony potwierdził je potem dobrowolnie.

    Mało kto pamięta, że zdecydowaną większość wyroków orzeczonych przez inkwizytorów stanowiły kary pokutne – udział w pielgrzymce, odmawianie co pewien czas wybranej modlitwy, noszenie naszytego na ubraniu „znaku hańby”, ufundowanie w kościele świecy. Trybunał mógł też wymierzyć karę chłosty, więzienia lub śmierci. Ogromną część wyroków śmierci wykonano in effigie (w wizerunku) – miast oskarżonego palono na stosie jego portret lub kukłę.

    Skala represji

    Najsroższy z inkwizytorów, Hiszpan Torquemada, przeprowadził w swym kraju, w ciągu 14 lat, aż sto tysięcy procesów; stracono w ich wyniku dwa tysiące oskarżonych. Stanowi to około połowy wszystkich ofiar inkwizycji hiszpańskiej (uznawanej za najsurowszą), zgładzonych na przestrzeni czterech wieków. Nie sposób lekceważyć tych liczb, ale pozostaje też faktem, iż odpowiadający przed sądami świeckimi sami nieraz oskarżali się o herezję, by zapewnić sobie proces przed trybunałem inkwizycyjnym, przebiegający w bez porównania bardziej cywilizowanych warunkach.

    Oprócz herezji przedmiotem inkwizycyjnych dochodzeń były też takie występki, jak bluźnierstwo, złupienie kościoła, niezachowanie tajemnicy spowiedzi, złamanie celibatu, bigamia, rozwiązłość seksualna, sodomia. Przed trybunałami Świętego Oficjum stawali mordercy, koniokradzi i strażnicy więzienni winni zgwałcenia aresztantek; w Hiszpanii – również arabscy szpiedzy. I tak spośród 3.000 osób, ściganych w ciągu trzech wieków przez trybunał w Limie (Peru), jedynie 172 odpowiadały za czary, a za bluźnierstwo – 97; niedyskretnych spowiedników osądzono tam 109, zaś bigamistów – 297. Spośród tych 3.000 podejrzanych skazano na śmierć 30 osób (średnio 10 straconych na każde stulecie).

    We wszystkich hiszpańskich posiadłościach w Ameryce liczba śmiertelnych ofiar Inkwizycji nie sięgała setki. Daje to pewne pojęcie o represyjności Świętego Oficjum, jeszcze dziś oskarżanego czasem o „ludobójstwo” i „masowy terror”

    Nawrócony katar

    Piotr z Werony urodził się we włoskiej rodzinie katarskiej. Podczas nauki szkolnej, jako młody chłopak, doznał łaski nawrócenia. Stał się gorliwym katolikiem, choć wychowujący go stryj – fanatyczny albigens – nie szczędził mu za to upokorzeń i chłosty. W czasie studiów na uniwersytecie w Bolonii Piotr spotkał św. Dominika. Z jego też rąk przyjął dominikański habit (1221).

    Wyświęcony na kapłana Piotr zdobył sławę jako wybitny kaznodzieja. Jego kazania przyciągały tłumy wiernych. Szczególnie owocne wyniki dała mu praca w Mediolanie, wśród ludności zarażonej herezją katarów. Piotr, sam przecież pochodzący z kacerskiego środowiska, znający doskonale doktrynę sekty, potrafił precyzyjnie wykazać jej błędy. W 1250 r. papież Innocenty IV, doceniając kwalifikacje dominikanina, powierzył mu godność inkwizytora Lombardii.

    Inkwizytor Piotr niestrudzenie zwalczał wrogów Kościoła. Wobec szczególnie opornych zdarzało mu się orzekać kary aresztu. Najchętniej jednak wdawał się z kacerzami w dyskusje i publiczne dysputy. Jego nauczanie spowodowało wiele nawróceń. Katarzy poprzysięgli mu zemstę. Zorganizowali zbrodniczy zamach…

    Inkwizytorzy-męczennicy

    Piotr z Werony nie był jedynym inkwizytorem, poległym za Wiarę. Nieco wcześniej, w 1241 r., francuscy katarzy z twierdzy Montségur zamordowali inkwizytora Tuluzy Wilhelma Arnaud (potem beatyfikowanego) oraz dwóch jego towarzyszy.

    15 września 1485 r., u stóp głównego ołtarza katedry w Saragossie, podczas odmawiania Ave Maria, zginął z rąk hiszpańskich Żydów inkwizytor Aragonii św. Pedro de Arbués de Épila. Cztery lata wcześniej w Sewilli aresztowania rozbiły żydowski spisek, zawiązany w celu zgładzenia dwóch miejscowych inkwizytorów.

    W 1593 r. na Sycylii ciężko raniono w zamachu inkwizytora Luisa de Pàramo, a w 1657 zamordowano tam inkwizytora Cisnerosa.

    Kanonizacja

    Zwłoki Piotra przewieziono do Mediolanu, by złożyć je w kościele św. Eustorgiusza. Na wiadomość o śmierci dominikanina tłumy mieszkańców wyległy na ulice, by uroczyście pożegnać swego inkwizytora. Przy grobie Piotra wkrótce zaczęły dziać się cuda. To tutaj nawrócił się kacerski „biskup” Daniel z Giussano, który wstąpił potem w szeregi dominikanów.

    Przysłana przez papieża Innocentego IV specjalna komisja wydała werdykt, na podstawie którego 9 marca 1253 r. inkwizytor Lombardii uznany został za męczennika, a następnie ogłoszony świętym.

    Ostatnie zwycięstwo

    Czterdzieści lat po kanonizacji Piotra z Werony, w klasztorze w Forli umierał starszy wiekiem zakonnik. Tylko nieliczni znali jego przeszłość. Brat Carino, dawny najemny morderca w służbie heretyków, pokutował w klasztornej celi za zbrodnię popełnioną niegdyś w lesie Farga.

    Dzięki protekcji wysoko postawionych osobistości, skrycie wspierających spiskowców, Carino uszedł świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości. Nie potrafił jednak uciec przed dręczącymi go wyrzutami sumienia. Z czasem nawrócił się, wstąpił do zakonu dominikanów, stając się w ten sposób współbratem swej ofiary. W klasztornych murach kajał się za przelaną kiedyś niewinną krew. Zakończył żywot w dominikańskim habicie, pojednany z Bogiem, po wielu latach pełnej wyrzeczeń, gorliwej służby Kościołowi.

    Było to ostatnie zwycięstwo świętego inkwizytora.

  8. banita

    18 listopada 2018 at 08:45

    Czy gg to teraz pyjter iksiński? Kolejny spam??

    • Piotrx

      18 listopada 2018 at 14:18

      Muszę jednak rozczarować użytkownika o ksywce „banita” , niestety nie wiem kto to jest gg

      Nie rozumiem też co ma znaczyć stwierdzenie „kolejny spam” – a gdzie i kiedy był z mojej strony poprzedni?

      „spam” to niechciane informacje rozsyłane drogą internetową (pytanie czy przez wszystkich niechciane?) no chyba, że użytkownikowi „banita” tego typu informacje z jakichś względów wyraźnie przeszkadzają?

      moim zdaniem wpisy są jak najbardziej związane z tematem artykułu i go poszerzają , może kogoś innego to zainteresuje a jak nie interesuje, to niech nie czyta.

      A co mam pisać w komentarzach banalne teksty w rodzaju „fajny artykuł” lub „niefajny artykuł”, „autor to …” itp ? Konkretne informacje są moim zdaniem bardziej wartościowe od tego typu wpisów.

  9. Piotrx

    18 listopada 2018 at 08:46

    SPISEK PRZECIWKO KOŚCIOŁOWI (The Plot Against The Church) Maurice Pinay 1962
    /fragmenty/

    Tajne żydostwo i średniowieczne herezje. Albigensi

    Istotne jest potwierdzenie, że w średniowieczu, szczególnie w regionach chrześcijańskiego świata, w którym dużą część populacji stanowili Żydzi, a Izraelici byli najbardziej wpływowi ze wszystkich, bez wątpienia największą siłę zdobyły najważniejsze herezje i ruchy heretyckie.

    Przeważnie zaczynały się one jako ruchy protestu przeciwko pozornej niemoralności duchowieństwa, przeciwko świętokupstwu i gromadzeniu bogactw przez duchownych. Żądali powrotu do ubóstwa i ascezy pierwszych chrześcijan i atakowali pozorny ucisk i tyranię papieży, królów i szlachty. Hierarchia kościelna powinna zostać zniesiona. Ponieważ byli przeciwko księżom, ich przywódcy religijni bardzo przypominali rabinów w judaizmie, którzy nie są faktycznie księżmi, lecz przywódcami religijnymi i politycznymi, którzy prowadzą takie samo życie jak inni Żydzi, od których odróżnia ich jedynie nazywanie ich rabinami. W kilku ruchach heretyckich aspekt społeczno-rewolucyjny był szczególnie ważny, gdyż ujawniały one również tendencję do uwalniania ubogich, i często wykazywały dążenia do utworzenia komunistycznego rządu.

    Ale we wszystkich ruchach heretyckich daje się zauważyć to, że rozpoczęły się programami, które są bardzo kuszące dla ludu, ale stopniowo są one pomniejszane w kierunku nie mającym w ogóle nic wspólnego z pierwotnymi, korzystnymi dla włączenia w nie początkujących. Krótko mówiąc, na dnie było oszustwo, co jest charakterystyczne dla wszystkich ruchów rewolucyjnych żydowskiego pochodzenia.

    Arcybiskup, biskup Port-Louis, jezuita Leon Meurin, mówi w pracy „Innocenty” cytując Hurera (s. 50):

    „W 1184 roku we Francji, cieśla o imieniu Durad, udawał, że miał wizję Dziewicy Maryi. Z tego powodu zebrał wokół siebie dużą liczbę współobywateli i nazwał ich Braćmi Białej Czapki [Brothers of the White Cap]. Udawał, że chce ustanowić państwo równości prymitywnych ludzi, w którym wszyscy muszą być na zewnątrz równi. Każdą władzę ziemską lub duchową uznali za szkodliwą. Jego zwolennicy opracowali pakt braterstwa, w celu przygotowania natychmiastowej władzy ich sekty. Nowością w tej sekcie, do której przyłączyły się wszystkie elementy przeciwne porządkowi, był fanatyczny zapał zwolenników i promotorów. Jednak poparcie udzielone jej przez Żydów nie było niczym nowym”.

    To jest szczyt wszystkiego! Wykorzystać wizję Dziewicy Maryi żeby wpływać na lud, a później żeby ten wpływ był widoczny w założeniu sekty, która chce za jednym zamachem zlikwidować istniejący porządek i założyć nowy o podobnych zasadach, jak te we współczesnym komunizmie.

    Biskup Lucas de Tuy, kronikarz z XIII wieku, pisze, że „poprzez żydowskich krewnych i przyjaciół, heretyckie nauczanie dochodziło do książąt i sędziów miejskich”. [258] Nie bez powodu Synody Laterańskie III i IV i papież Innocenty NI wydali nakaz, który separował Żydów od chrześcijan, tak żeby Żydzi nie infekowali chrześcijan buntowniczymi naukami.

    Rabin Louis Izrael Newman pisze na s. 135 we wspomnianej już i cennej pracy „Jewish Influence on Christian Reform Movements” [Wpływ Żydów na chrześcijańskie ruchy reformatorskie]: „Obecność Żydów w południowej Francji sprzyjała pojawieniu się myśli liberalnej”, a na s. 136 stwierdza: „jednocześnie ze wzrostem myśli liberalnej w południowej Francji stopniowo rozwijało się bardziej liberalne postępowanie wobec Żydów. . . . Ta sytuacja sprzyjała Żydom w Prowansji i nie tylko dała herezji tendencję wzrostową, ale umożliwiła także udział Żydów i judaizmu w rozwoju ruchów heterodoksyjnych, i spowodował to, że tam gdzie rozwijała się herezja, powstawały różne żydowskie tendencje i grupy”. [259] Na s. 137 jest napisane: „Nie tylko badacze chrześcijańscy, ale także żydowscy – wśród nich Levy – zauważyli, że spadek wrogości wobec Żydów szedł w parze z opozycją wobec ubliżającym rozsądkowi ‚tajemnicom’ Kościoła i zauważalnym nadużyciom w środowiskach kościelnych”.

    Później ten interesujący rabin Newman przedstawia dowód na swoje fakty i wspomina, że żydowski pisarz Leeb, w pracy „La Controverse Religieuse” [Kontrowersje religijne] na s. 25-26, również nawiązuje do tego, że istnieje związek „między działalnością żydowską i ruchem religijnym w Langwedocji”. [260] Św. Bernard w liście nr 241 opisuje swój pobyt w Langwedocji i lamentuje, że „Kościoły uważane są za synagogi, a sanktuarium Pana nie jest już święte”. [261]

    Monumentalne dzieło hiszpańskiego żydostwa, „Encyklopedia hiszpańsko- żydowska”, stwierdza wyraźnie: „Od XI do XIII wieku, południowe regiony Francji najbardziej dotknięte przez herezje, cieszyły się takim dobrobytem materialnym i duchowym, jaki nigdy nie występował w świecie chrześcijańskim, porównywalnym z rozwojem kulturowym w mauretańskiej Hiszpanii. Tam Kościół katolicki stawał się coraz bardziej skorumpowany, i kler coraz bardziej zainteresowany życiem doczesnym. We wszystkich warstwach społecznych stworzyło to wielką liczbę bogatych społeczności żydowskich, respektowanych przez władców i lud. . . Ponadto praktykowano wzajemną tolerancję, która w Europie nie była już możliwa aż do oświecenia. Żydzi mieli dostęp do urzędów publicznych, działali w samorządach ziemskich i społecznych, i szanowano ich w akademiach i szkołach. Żyli razem spokojnie z poganami (Goje), którzy często siadali z nimi do wspólnego stołu, a nawet razem świętowali szabas. Żydowscy rabini, lekarze, uczeni, bankierzy, kupcy i rolnicy mieli bliski kontakt z chrześcijańskimi kolegami i wzajemnie wpływali na sferę kulturową. Było więc rzeczą naturalną, że Żydzi, ze swoją oryginalną Biblią, mocno wspierali ruchy anty-papieskie, i pomimo różnic w naukach, byli zjednoczeni w walce z fałszowaniem i zniekształcaniem przez Kościół wczesnego chrześcijaństwa”. [262]

    Jest dziwne jak Żydzi postrzegają wzajemną tolerancję Hebrajczyków i chrześcijan, która, jak zapewniają, panowała w regionach gdzie duże wpływy mieli Żydzi, porównywalna tylko z tolerancją w czasie oświecenia. Fakt ten należy wiązać z żydowsko-chrześcijańskim braterstwem i wzajemną tolerancją, które wtedy przerodziły się w potężne poparcie dla ruchów anty-papieskich, krwawe rewolucje i mordy chrześcijan, w czasach oświecenia były także preludium francuskiej rewolucji do mordów katolickiego kleru i świeckich, dokonanych przez masońskich jakobinów pod kontrolą Żydów – jak już wykazaliśmy. Dzięki pozornej tolerancji i pokojowemu współistnieniu, jak teraz to nazywają, Żydzi pragną nie tylko osiągnąć swobodny przepływ ludności, aby móc kontrolować chrześcijan i ich instytucje polityczne i religijne. Straszna rewolucja, nie tylko wobec Kościoła, ale także istniejącego porządku społecznego w ogóle, którą można było przygotować w cieniu tej pozornej tolerancji w XVII i XVIII wieku, wyraźnie pokazała, co te sprytne, kuszące żądania oznaczały dla Żydów.

    Pisarz dr Hesekiel Teyssier, opierając się m.in. na podręczniku masonerii Condorceta, ważną rewolucję albigensów opisał następującymi słowami: „Stworzyli gigantyczną grupę, do której należeli obywatele i żołnierze, a nawet tak ważne osobistości jak król Aragonii, książę Tuluzy, książę Toix, wicehrabia Beziers i Carcassone. . . oni rzekomo zdobyli wielką władzę publiczną. Ich teorią teologiczną był śmiertelny dualizm. W sferze społecznej dążyli do anarchii, co miało miejsce w XIII wieku. Wkrótce papież i królowie dowiedzieli się o tym. . . Ponieważ poczuli się zdemaskowani i uważali się za potężnych, wezwali do buntu i wywołali rewolucję, która w cień usunęła tę z 1792 roku. Jej ośrodkiem było miasto Albi, stąd nazwa ‚albigensi’. Ich bronią były terror, wspólna własność, wyzwolenie spod wszelkiej władzy, nienawiść do instytucji społecznych, szczególnie do Kościoła.

    „Swoje tajemnice ujawniali tylko tym, których wcześniej poddali długim i nudnym przesłuchaniom, i zobowiązali ich do zachowania tajemnicy nawet względem członków rodziny. Ich przywódcy byli nieznani ludowi, tak jak ich znaki rozpoznawcze, słowa i sposób porozumiewania się. (Condorcet, “Manuel Maçonnique” [Podręcznik masonerii].

    „Albigensi mieli ochronę potężnych magnatów; wszczynali pożary, dokonywali zniszczeń i licznych ohydnych zbrodni. Z pomocą tysięcznej armii grabili miasta, a przede wszystkim niszczyli kościoły i klasztory. Był im znany każdy rodzaj zbrodni i to ich zachwycało. Lud był ogarnięty terrorem”. [263]

    W ten sposób zakończyła się pokojowa koegzystencja chrześcijan i Żydów w południowej Francji. W celu stłumienia tej powszechnej rewolucji zagrażającej zniszczeniem całego chrześcijaństwa, papieska inkwizycja musiała postanowić o wielkiej krucjacie zorganizowanej przez papieża Innocentego NI. Ta armia pół miliona żołnierzy, należących wtedy do najpotężniejszych, po długiej i krwawej wojnie mogła pokonać rewolucję. Rewolucjoniści z najbardziej radykalnych regionów dążyli do kolektywizacji własności, czyli do komunizmu. Poza tym dobrze rozumieli i rozumieją jak dla własnej korzyści wykorzystać wszystkie niedociągnięcia rządu i niemoralność szanowanych duchownych i polityków, aby później uważano ich za reformatorów tych niedociągnięć i naprawiaczy tej niemoralności. W ten sposób uzyskali poparcie ludu, który później oszukali. Jeśli faktycznie zostaje zniesiony istniejący porządek, żydowscy wyzwoliciele zazwyczaj powodują gorsze niedociągnięcia i większą niemoralność niż ta, którą mieli poprawić.

    Hiszpańska encyklopedia „Espasa Calpe” pisze, że, między innymi, niemoralne zachowanie wielu księży sprzyjało rozwojowi herezji albigensów:

    „Jednym z pierwszych aktów tych heretyków był solidny sprzeciw wobec duchowieństwa, na które mogli skierować nienawiść ludu, gdyż niektórzy duchowni pozostawiali wiele do życzenia pod względem wiedzy i uczciwości. . . lud stanął po stronie heretyków”. [264]

    Potwierdza to anty-katolicki historyk Henry Charles Lea i pisze: „Z drugiej strony słyszymy, że główne argumenty opierały sie na dumie, próżności i nieczystym stylu życia kleru i biskupów”. [265] Nawet jeśli te ataki są przesadzone, to niemniej wszyscy wiedzą o tym, że w stosunku do stylu życia różnych duchownych, były z pewnością uzasadnione. Również w tym przypadku, jak zawsze, żydowscy spiskowcy umiejętnie wykorzystali te wady, złe zachowanie czy niemoralność osobistości świeckich czy kościelnych, a nawet rządowych, żeby podżegać lud przeciwko nim i rządowi. Dlatego w celu niedopuszczenia do zwycięstwa żydowskich buntów, konieczne jest moralizowanie naszych własnych szeregów, żeby nie doprowadzić do tego, by wróg prawdziwymi niedociągnięciami mógł uzasadniać swoje bunty i oszukiwać lud.

    Taka również była opinia świętych Bernarda, Franciszka z Asyżu, Santo Domingo de Guzman i papieży , którzy wtedy ostro walczyli z korupcją kleru, i dzięki tej naprawdę oczyszczającej pracy pokonali ówczesne herezje, odbierając im jedno z głównych haseł zdobywających im zwolenników i szerzących ich herezje.

    W oficjalnej publikacji szacownego żydowskiego historyka N Levena na wewnętrzny użytek żydostwa, „Fifty Years History. The Universal Jewish Alliance” [Pięćdziesiąt lat historii. Powszechny sojusz żydowski] (25 egzemplarzy na japońskim papierze i 50 na holenderskim , ponumerowanych 1-75), przeznaczonych dla cenionych przywódców żydowskich, pisze dokładnie, słowo w słowo:

    „Na początku XIII wieku Kościół stanął przed powstałą w południowej Francji herezją albigensów. Nie są oni jedynymi chrześcijanami atakującymi Kościół i jego dogmaty. Są również niewierzący. Za to obwinia się Żydów; albigensi dostawali od nich instrukcje, i wielu z nich przyznaje, że żydowska doktryna bardziej odpowiada chrześcijanom. Żydzi są założycielami herezji. Kościół to uznaje, i dlatego niepokoją się Żydzi. Zniszczono ich w aspekcie materialnym, ale nie skrzywdzono ich siły duchowej. . . Papież Innocenty III, który dążył do zdominowania Europy, w tym małym narodzie (Izrael) napotkał utrudnienie, które musiał pokonać. Na początku swojego urzędowania ani nie chciał śmierci Żydów, ani ich przymusowej konwersji. Miał nadzieję pokonania ich przez upokorzenia i łagodność. Papież skierował swój atak na albigensów. Południowa Francja jest podbijana krwią i ogniem. Żydów wrzuca się do jednego worka z albigensami i giną razem z nimi. . .
    Kiedy w 1197 roku objął pontyfikat, zakazał krzyżowcom rabowania Żydów i nawracania ich siłą. W 1209 roku mylono ich z albigensami i poniżano. . . Później Synod w Awinionie zobowiązał wszystkich baronów i wolne miasta, pod przysięgą, do usuwania Żydów ze wszystkich stanowisk i zmuszania ich do praktykowania religii chrześcijańskiej”. [266]

    To ostatnie odnosi się do fałszywych chrześcijan, potajemnie praktykujących judaizm. Wprawdzie później Święty Kościół zabronił siłowej konwersji Żydów na religię chrześcijańską, to chrześcijanie pochodzenia żydowskiego potajemnie wyznający religię żydowską byli na pewno mocno zmuszani do skończenia z tym i szczerego wyznawania swojej oficjalnej religii. W ten sposób chciano wytępić „piątą kolumnę”. Z drugiej strony nie jest niezwykłe to, że wraz z albigensami, wielu Żydów straciło życie, bo byli rzeczywiście inicjatorami i założycielami tej herezji, i dlatego mieszkali razem z heretykami . Ponadto zauważa się w tym ważne działania Żydów, że Żydzi byli również inicjatorami innych herezji i niewiary.

    Historyk Vincente Risco ujawnia, że „W Prowansji i Langwedocji, za rządów hrabiów, Żydzi mieli dobrobyt i wpływy. Zajmowali stanowiska i urzędy publiczne, a nawet byli włodarzami i wywierali realny wpływ na chrześcijan w kwestii filozofii i religii. Dlatego kilku żydowskich autorów twierdzi, że oni odpowiadali za herezje katarów i albigensów”. [267]

    Wykształcony rabin i pisarz, Lewis Browne, pisze: „Gdyby poznano prawdę okazałoby się, że wskazani Żydzi w Prowansji byli częściowo odpowiedzialni za istnienie albigeńskiej sekty masońskiej. Przez stulecia szerzone przez Żydów doktryny wśród wszystkich narodów muszą w pozytywny sposób osłabiać władzę Kościoła”. [268]

    Ale wiadomo jest, że herezja albigeńska stanowiła poważne niebezpieczeństwo dla chrześcijaństwa, gdyż popierała ją liczna szlachta z południowej Francji, a nawet kierowała tym olbrzymim ruchem rewolucyjnym, który spowodował strumienie krwi, i mordy prawdziwych chrześcijan i pobożnych księży.

    Jukes Michelet, wybitny galijski historyk z ubiegłego wieku, jeden z dyrektorów francuskiego archiwum duchowego, mówi w swej monumentalnej pracy „French History” [Historia Francji]: „To u szlachty z Langwedocji albigensi znaleźli główne wsparcie. Ta „Judea z Francji”, jak ją nazwano, zaludniona była przez składankę mieszanych ras, iberyjskiej, galijskiej, rzymskiej i semickiej”.

    Tamtejsza szlachta, bardzo różniąca się od pobożnego rycerstwa z północy, straciła wszelki szacunek do tradycji, i Michelet wyraźnie stwierdza: „Niewielu było takich, którzy w swojej genealogii nie napotkali kilku Saracenów czy żydowskiej babci”. [269]

    Nie przywiązuje się szczególnej wagi do istnienia saraceńskiej babci, bo muzułmanie we Francji generalnie szczerze przechodzili na chrześcijaństwo. Natomiast sprawa żydowskiej babci w drzewie genealogicznym jest bardzo poważna, bo wszyscy Żydzi traktują to jako obowiązek do spełnienia w sposób fanatyczny, wprowadzenia swoich dzieci do synagogi, nawet jeśli potajemnie, jeśli jest to publicznie niemożliwe. W rzeczywistości hrabiego Rajmunda VI z Tuluzy i hrabiego Comminges i innych, wielokrotnie oskarżano w czasie tej strasznej rewolucji o to, że byli tylko pozornymi chrześcijanami, a potajemnie praktykowali żydowską religię. Obaj hrabiowie bardzo gorliwie poparli herezję.

    Ostrożny angielski historyk, Nesta H. Webster, potwierdza twierdzenia Micheleta, i dodaje, że wtedy: „Południowa Francja była ośrodkiem gdzie powstała większość podstawowego okultyzmu żydostwa, jak również jego marzenia teozoficzne”. [270] Pisze ona ponadto: „Hrabia Comminges praktykował poligamię, i jak mówią kroniki kościelne, Raymond VI, hrabia Tuluzy, jeden z najgorliwszych wyznawców albigeńskich, miał własny harem. Ruch albigeński fałszywie przedstawiano jako zaledwie protest przeciwko tyranii Kościoła rzymskiego, faktycznie podnosił się przeciwko fundamentalnym doktrynom chrześcijańskim, co więcej, przeciwko wszystkim zasadom religijnym i moralnym. Bo kiedy część sekty otwarcie deklarowała, że woli prawa żydowskie od chrześcijańskich (Graetz, Historia Żydów, III, s. 517), dla innych Bóg Starego Testamentu był tak odrażający jak ‚fałszywy Chrystus’, który cierpiał na Golgocie; stara nienawiść gnostyków i manichejczyków dla demiurgów odżyła w tych buntownikach przeciwko porządkowi społecznemu.

    Prekursorzy XVII-wiecznych libertynów i XVIII-wiecznych iluminatów, albigeńska szlachta, pod pretekstem walki z klerem, starała się odrzucić wszystkie nałożone przez Kościół ograniczenia”. [271]

    Znany rabin Louis Israel Newman wspomina pewne anty-biblijne doktryny katarów, prekursorów albigensów, i tak pisze w książce “The Jewish Influence on the Christian Reform Movements” [Żydowski wpływ na chrześcijańskie ruchy reformacyjne] na s. 173 i 174: „Główny dogmat kataryzmu, dualizm Boga, ma odpowiednika w pewnych aspektach tradycji żydowskiej. . . Pomimo ścisłego monoteizmu, w judaizmie istniał oryginalny dualizm, oparty na deklaracjach Haggadah, a nawet na apokaliptycznych aluzjach Starego Testamentu. . . W okresie rozkwitu kataryzmu widzimy zaostrzenie żydowskiej dyskusji o dualizmie, we współczesnej „kabale”. I na s. 176 mówi: „Między ideami katarów i kabały można znaleźć dokładnie takie same teksty”.

    Nie należy zapominać o tym, że herezja albigensów nie tylko datuje się do katarów, ale także katarowie zachowują teologiczny dualizm. [272]

    Wybitni pisarze żydowscy uznają wpływ żydowskich kabalistów na katarów i albigensów oraz ich teologiczny dualizm. Natomiast wydaje się oczywiste, że żydostwo bez skrupułów wprowadziło do ruchu albigensów, a zwłaszcza wśród ich szeregowców, widoczną ideologię antyżydowską, w której strasznie oczerniano Jehowę, tak jak dziś nie wykazują żadnych skrupułów w szerzeniu ateizmu w krajach komunistycznych.

    Ale to jest zrozumiałe. Ponieważ wtedy w Europie wielka masa chrześcijan była mocno nastawiona przeciwko Żydom, nie można było ich obudzić przez ruch pro-semicki, ale, żeby ich zdobyć, trzeba było otoczyć ich sektami, szczególnie w niższych warstwach, atmosferą, która spowodowałaby to, żeby nieostrożni uwierzyli, że Żydzi nie uczestniczyli w tym ruchu. Najlepszym tu środkiem było to, żeby oczernić Jehowę, odnowić gnostyckie teorie identyfikujące go ze zbrodniczym Demiurgiem, i przejąć nauki manichejczyków. Ponieważ przywódcami sekt byli potajemni Żydzi, którzy udawali, że są chrześcijanami, nie było łatwo rozpoznać na pierwszy rzut oka – tak jak wieki później z masonerią i konspiratorami – że wielu z nich było Żydami, gdyż oni bardzo dobrze udawali, przybierali chrześcijańskie pochodzenie i chrześcijańskie nazwiska na chrzcie, zgodnie z religią.

    Kościół Święty nie tylko odkrył żydowskie kierownictwo sekt, lecz także to, że ich ideologia, oczywiście anty-żydowska w niższych warstwach, była stopniowo przenoszona do wyższych warstw, do takiego punktu, że prawo żydowskie, czyli żydowską religię, uznano za lepszą od chrześcijańskiej.

    Również w masonerii w XVIII wieku stopniowo zmieniano ideologię założycieli, zawsze w zależności od różnych stopni. Wstępowali do oficjalnego chrześcijańskiego stowarzyszenia, które pozornie odmawiało Żydom wstępu w jego szeregi. Jednak stopniowo ideologia została zmieniona poprzez wykłady, wystąpienia, liturgię, instrukcje ceremonialne i specjalne na różnych stopniach, zawsze zgodnie z awansem masona, a antysemityzm, który panował w ówczesnym społeczeństwie, przekształcono w pro- semityzm.

    W ten sposób udało się tajnym Żydom, pozorującym chrześcijan, stworzyć legiony sojuszników wśród masonów, gotowych do organizacji liberalnych rewolucji, ustanawiania praw zrównujących publicznych Żydów, i lokowania ich na równi z resztą populacji pod względem politycznym i społecznym, i do zlikwidowania kościołów, jak również praw obywatelskich, które od wieków stanowiły główny bastion chrześcijańskiego społeczeństwa. Kiedy w XVIII i XIX wieku tajni Żydzi przez masonerię i liberalizm społeczny doprowadzili do uciszenia postaw anty-żydowskich, porzucili pozory i z konstytucji masońskiej usunęli artykuły zakazujące Żydom wstęp do organizacji. Wkrótce potem główne stanowiska zajmowali w nich Żydzi, którzy otwarcie przyznawali się do swojej religii. Kilka wolnych osób, jak Benjamin Franklin, ta inwazja zdumiała i zaniepokoiła.

    Na zakończenie dodamy interesujące odkrycie dotyczące zasad herezji albigeńskiej, podane w pracy rabina Jakuba S Raisina “Gentile Reactions to Jewish Ideals” [Gojowskie reakcje na żydowskie pomysły]: „Rewolucja przeciwko hierarchii była szczególnie silna wśród albigensów. Po raz pierwszy pojawili się oni w Akwitanii w roku 1010, a w 1017 mamy dowód na istnienie tajnego stowarzyszenia w Orleanie, do którego należeli dziesięciu księży kościoła i spowiednik królowej. Wkrótce potem spotykamy je w Lüttich i Arras, w Soissons i Flandrii, we Włoszech, a także w Rzymie, gdzie entuzjastycznie dołączyła do nich liczna szlachta i lud. Nazywano ich dobrymi ludźmi (Bonhommes)”.

    I rabin ten kontynuuje: „Pomimo nakazanej przez Kościół represji, heretycy trwali w uporze, nadal głosili swoje doktryny i mogli zdobyć dla siebie kilku arcybiskupów i szlachciców”. [273] Bardzo interesujące są szczegóły podawane przez gorliwego rabina i umożliwiają nam odnieść się do jednej z taktyk użytych przez Żydów w ustanawianiu ruchów rewolucyjnych w chrześcijaństwie. Ruchy te najpierw składają się z grupy tajnych Żydów podających się za chrześcijan. Dlatego wygląda na to, jakby w tych kręgach nie było żadnych Żydów, lecz w rzeczywistości byli w nich tylko oni. Ponadto do tajnych stowarzyszeń zwykle wprowadzają księży katolickich, protestanckich czy prawosławnych, zawsze zgodnie z religią obowiązującą w kraju, w którym żyją. Dla nich jest to łatwe, bo poprzez „piątą kolumnę” wśród kleru mają do dyspozycji księży, prebendarzy czy wysokiego szczebla duchownych. Ta metoda powinna umożliwiać to, żeby prawdziwi chrześcijanie poprzez swoją obecność w stowarzyszeniu mają myśleć, że jest to w dobrej sprawie, do którego należą naprawdę pobożni prebendarze czy szanowani kardynałowie.

    Duchowni z „piątej kolumny” są więc w tym przypadku wykorzystywani jako przynęty, żeby złapać nieostrożnego. Dlatego herezja albigeńska zaczęła się od prebendarzy a nawet spowiednika jej Królewskiej Mości. Następnie biskupi zaszczycali tajne zgromadzenia swoją obecnością, żeby umożliwić im myśleć, że są one w dobrej sprawie, a tym samym łatwiej zdobywać naiwny lud. Taką samą metodę wykorzystano wieki później z masonerią, która w rezultacie na najniższych stopniach wydawała się być instytucją chrześcijańską i stowarzyszeniem humanitarnym. W ich lożach zasiadali księża, prebendarze, a nawet duchowni najwyższego szczebla. W ten sposób Żydzi mogli przez długi czas wprowadzać w błąd Kościół i chrześcijan i przyciągać do sekty tysiące rozczarowanych. Za to oszustwo odpowiedzialni byli głównie tajni żydowscy duchowni. Byli agresywnymi masonami, służącymi za przynętę do zdobywania nieostrożnych.

    Kiedy Stolica Apostolska i monarchowie zauważyli ten szwindel, papież ekskomunikował masonów. Ale braterstwo wszędzie zdobyło tak wielką siłę, że ani Kościołowi, ani monarchom, nie udało się zatrzymać wywołanego oburzenia, kiedy pierwsze związki ujawniły rezultaty końcowe…

  10. Masław

    18 listopada 2018 at 09:16

    A czy Bodakowski wie, za czyim pośrednictwem Europa Zachodnia poznała Arystotelesa? Do pewnego momentu, islam był wyższy cywilizacyjnie. Dopiero jak Turcy stali się głównym mocarstwem muzułmańskim, to cywilizacja islamska się zatrzymała. Zresztą, nie ma czegoś takiego. Bo do religii dochodzi kultura.
    Co do katarów, to gdy ich zwalczano, to tereny na których dominowali, były dużo bardziej ucywilizowane niż reszta Europy.Z krucjaty przeciwko katarom, nie ma co się chwalić. Zwłaszcza, że jednocześnie wymordowano mnóstwo katolików, bo przecież „Bóg swoich rozpozna”.
    Bodakowski niech zajmie się relacjami z marszów, na historii to on się nie zna. A nawet jak coś przeczyta, to nie zrozumie.

    • Marian

      18 listopada 2018 at 10:05

      Dla ścisłości, panie Masławie, Arabowie poznali Arystotelesa za pośrednictwem chrześcijańskich Koptów. – Edessa i Homs w Syrii to były ośrodki intelektualne, gdzie pielęgnowano starożytną naukę.
      Cywilizacja muzułmańska załamała się wskutek rozwoju uniwersytetów muzułmańskich m.in. w Kordobie – zaczęli krytykować błędy logiczne w Koranie i zabroniono uprawiać filozofię muzułmańska.
      Arystotelesa znano na Zachodzie, ale traktowano nieufnie z powodu niebezpieczeństwa naturalizmu. Dopiero św. Tomasz z Akwinu znalazł porozumienie miedzy Arystotelesem i Ewangelią.

  11. Masław

    18 listopada 2018 at 09:20

    Bodakowski nie ma pojęcia o ideologii katarskiej. Do tego błędy i wychodzi ktoś, kto nie powinien się chwalić swoją ignorancją. O ile posiada jakieś poczucie wstydu.

  12. semperparatus

    18 listopada 2018 at 09:51

    Większość nadużyć i błędów KK i ortodoksyjnego chrześcijaństwa wywodzi się z nieodcięcia się od dziedzictwa Starego Testamentu i zawartych w nim treści…zgodnych z judaizmem a obcych prawdziwemu i pełnemu chrześcijaństwu „duchowemu”…czyli gnozie. Doktryna Kościoła łączy łączy w sobie dwie ,sprzeczne ze sobą narracje : czysto duchową właśnie(gnoza)i doczesno-materialistyczną…przejętą wprost ze Starego Testamentu…
    Natomiast doktryna i działalność masonerii(wolnomularstwa)…nie jest kontynuacją myśli gnostyckiej…tylko jej oszukańczym przekształceniem i zmanipulowaniem…ponieważ u gnostyków zły demiurg…władca tego upadłego świata-jest utożsamiony z żydowskim , plemiennym jahwe…natomiast u masonów-z Bogiem chrześcijańskim…Z tej manipulacji i oszustwa wynika nienawiść masonerii do chrześcijaństwa i jej związek z żydami…

  13. Ares

    18 listopada 2018 at 09:59

    Wiele tez w artykule jest sprzecznych. Na przykład cały pierwszy akapit. Nie ma żadnej tezy ani podsumowania. Szmatławiec

  14. Kopiuj wklej czyli to co robi się na prawy pl

    18 listopada 2018 at 11:33

    14
    Rodzicielstwo osób LGBT
    • poprzez sądowe ustalenie ojcostwa
    (art. 84 § 1 Kodeksu rodzinnego i opie-
    kuńczego), które stwierdza pochodzenie
    dziecka od danego mężczyzny; w tym
    przypadku domniemany ojciec dziecka
    wytacza powództwo o ustalenie ojcostwa
    przeciwko dziecku i matce, a gdy matka
    nie żyje – przeciwko dziecku (art. 84 §
    3 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego);
    również w tym przypadku matka dziecka
    musi być znana, aby możliwe było sądowe
    ustalenie ojcostwa.
    Zasady te nie budzą wątpliwości i znajdu-
    ją powszechne zastosowanie w odniesieniu
    do rodziców różnej płci. Wystarczy zatem,
    aby przynajmniej jedno z nich, tj. ojciec
    albo matka, posiadało obywatelstwo polskie,
    aby również ich dziecko posiadało takie
    obywatelstwo.
    Sytuacja staje się jednak bardziej skompli-
    kowana w odniesieniu do rodziców będących
    osobami pozostającymi w związku osób
    tej samej płci metrykalnej. W niektórych
    państwach zastosowanie metod medycznie
    wspomaganej prokreacji lub umowy o ma-
    cierzyństwo zastępcze może bowiem prowa-
    dzić do sytuacji, w której dziecko – w zna-
    czeniu prawnym – będzie pochodzić od
    dwójki rodziców tej samej płci. Co więcej,
    w niektórych sytuacjach dziecko może być
    dodatkowo genetycznie powiązane z jednym
    z rodziców13, co również powinno ułatwiać
    wykazanie (np. za pomocą testów DNA),
    że dziecko pochodzi od osoby posiadającej
    obywatelstwo polskie.
    Niemniej jednak dotychczasowa praktyka
    polskich organów administracji oraz sądów
    przemawia za przyjęciem, że tacy rodzice nie
    będą uznawani za rodziców w świetle pol-
    13 Taka sytuacja może mieć miejsce np. gdy jedna z matek
    dziecka jest dawczynią komórki jajowej albo gdy jeden
    z ojców dziecka jest dawcą nasienia.
    Potwierdzenie posiadania polskiego
    obywatelstwa
    Zgodnie z art. 34 ust. 1 Konstytucji
    RP12 obywatelstwo polskie nabywa się przez
    urodzenie z rodziców będących obywatelami
    polskimi. Oznacza to, że w polskim prawie
    obowiązuje tzw. zasada prawa krwi, zgodnie
    z którą każde dziecko, którego przynajmniej
    jeden rodzic posiada obywatelstwo polskie,
    również nabywa z mocy prawa polskie
    obywatelstwo.
    W tym kontekście ważne jest wskazanie,
    że polskie prawo precyzyjnie określa również,
    w jaki sposób nabywa się status matki lub
    ojca dziecka.
    W odniesieniu do matki dziecka obo-
    wiązuje zasada, że jest ona zawsze znana,
    bowiem jest nią kobieta, która urodziła
    dziecko (art. 619
    Kodeksu rodzinnego
    i opiekuńczego).
    W odniesieniu zaś do ojca dziecka w pol-
    skim prawie przewiduje się trzy sposoby
    uzyskania takiego statusu, tj.:
    • poprzez domniemanie pochodzenia
    dziecka od męża matki (art. 62 § 1
    Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego)
    lub mężczyzny, który obcował z matką
    dziecka nie dawniej niż w trzechsetnym,
    a nie później niż w sto osiemdziesiątym
    pierwszym dniu przed urodzeniem się
    dziecka (art. 85 § 1 Kodeksu rodzinnego
    i opiekuńczego);
    • poprzez uznanie ojcostwa przez męż-
    czyznę z jednoczesnym potwierdzeniem
    tego faktu przez matkę dziecka (art. 73 §
    1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego),
    przy czym matka dziecka musi być znana,
    aby możliwe było tego rodzaju uznanie
    ojcostwa;
    12 Ustawa z dnia 2 kwietnia 1997 r. Konstytucja Rzeczy-
    pospolitej Polskiej (Dz. U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483, ze
    zm.).
    15
    V. Sytuacja prawna dzieci urodzonych za granicą
    taką samą moc dowodową jak polski akt
    stanu cywilnego. Potwierdza ten fakt uchwa-
    ła Sądu Najwyższego16, w której stwierdzono,
    że akt stanu cywilnego sporządzony za grani-
    cą stanowi wyłączny dowód zdarzeń w nim
    stwierdzonych także wtedy, gdy nie został
    wpisany (tj. transkrybowany) do polskiego
    rejestru stanu cywilnego.
    Na czym w takim razie polega tran-
    skrypcja i dlaczego się ją przeprowadza?
    Transkrypcja polega na wiernym i lite-
    ralnym przeniesieniu treści zagranicznego
    dokumentu stanu cywilnego (zarówno
    językowo, jak i formalnie, bez żadnej
    ingerencji w pisownię imion i nazwisk osób
    wskazanych w zagranicznym dokumencie
    stanu cywilnego) do polskiego rejestru stanu
    cywilnego (art. 104 ust. 2 ustawy Prawo
    o aktach stanu cywilnego17).
    Jak zostało to wskazane powyżej, co do
    zasady w polskim porządku prawnym nie
    ma obowiązku uprzedniego dokonania
    transkrypcji, aby można było powoływać
    się np. w kontaktach z organami admini-
    stracji lub sądami na zagraniczny akt stanu
    cywilnego dziecka.
    Dokonanie transkrypcji stanowi jednak
    praktyczne ułatwienie dla osoby posiadającej
    zagraniczny akt stanu cywilnego. Pozwala
    uniknąć konieczności każdorazowego wyka-
    zywania wystąpienia zdarzenia wskazanego
    w zagranicznym akcie stanu cywilnego.
    Transkrypcja umożliwia bowiem wpisanie
    tego zdarzenia do polskiego rejestru stanu cy-
    wilnego, który staje się wówczas (w szczegól-
    ności dla polskich sądów i organów admini-
    stracji) wyłącznym dowodem na zaistnienie
    tego zdarzenia (art. 3 ustawy Prawo o aktach
    stanu cywilnego). Transkrypcja
    16 Uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 20
    listopada 2012 r., sygn. akt III CZP 58/12.
    17 Ustawa z dnia 28 listopada 2014 r. Prawo o aktach sta-
    nu cywilnego (tekst jedn.: Dz. U. z 2016 r. poz. 2064).
    skiego prawa, a tym samym nie będą mogli
    potwierdzić posiadania polskiego obywatel-
    stwa przez swoje dzieci. W dwóch wydanych
    przez Naczelny Sąd Administracyjny wyro-
    kach dotyczących macierzyństwa zastępczego
    (surogacji)14 sąd ten wskazał, że dla stwier-
    dzenia posiadania obywatelstwa polskiego
    przez dzieci dwóch mężczyzn (z których
    w tamtych sprawach jeden – Polak – był
    jednocześnie rodzicem genetycznym) nie
    ma znaczenia ustalenie genetycznego po-
    chodzenia tych dzieci. Nawet wyniki badań
    DNA wskazujące w sposób jednoznaczny na
    genetyczne pochodzenie dzieci od obywatela
    Polski nie wystarczyły do potwierdzenia
    posiadania przez nie polskiego obywatel-
    stwa. Naczelny Sąd Administracyjny uznał
    bowiem, że pojęcie rodzica w rozumieniu
    przepisów ustawy o obywatelstwie polskim15
    (w szczególności jej art. 14 pkt 1) ma cha-
    rakter prawny. Tym samym uznano, że dla
    nabycia obywatelstwa polskiego decydujące
    znaczenie mają opisane powyżej zasady
    polskiego prawa rodzinnego (dotyczące spo-
    sobu ustalenia pochodzenia dziecka), które
    wykluczają możliwość prawnego ustalenia
    pochodzenia dziecka od dwójki rodziców
    tej samej płci.
    Możliwość posługiwania się zagranicz-
    nym aktem urodzenia dziecka w Polsce
    Przy załatwianiu różnych spraw dotyczą-
    cych dziecka w Polsce nie ma przeszkód do
    posługiwania się jego zagranicznym aktem
    urodzenia potwierdzającym m.in. pocho-
    dzenie dziecka od rodziców tej samej płci.
    Zagraniczny akt stanu cywilnego (jeżeli
    w państwie wystawienia jest uznawany za
    dokument stanu cywilnego) posiada w Polsce
    14 Zob. wspomniane wyroki Naczelnego Sądu Admini-
    stracyjnego z dnia 6 maja 2015 r., sygn. akt II OSK
    2372/13 oraz II OSK 2419/13.
    15 Ustawa z dnia 2 kwietnia 2009 r. o obywatelstwie
    polskim (Dz. U. z 2012 r. poz. 161, ze zm.).
    16
    Rodzicielstwo osób LGBT
    o wydanie temu dziecku polskiego doku-
    mentu tożsamości (np. paszportu lud dowo-
    du osobistego) lub o nadanie mu numeru
    PESEL. Mimo zatem istnienia „ryzyka” uwi-
    docznienia w polskich aktach stanu cywilne-
    go dziecka dwóch osób posiadających taką
    samą płeć metrykalną (jako rodziców dziecka
    wskazanych w jego zagranicznym akcie uro-
    dzenia), polskie organy administracji mają
    prawny obowiązek dokonania transkrypcji
    takiego aktu stanu cywilnego.
    W praktyce rodzice tej samej płci ubiega-
    jący się o wydanie swojemu dziecku polskie-
    go dokumentu tożsamości lub o nadanie
    mu numeru PESEL spotykają się z odmową
    dokonania transkrypcji zagranicznego aktu
    urodzenia ich dziecka. Kierownicy urzędów
    stanu cywilnego oraz sądy uzasadniają odmo-
    wy dokonania takiej transkrypcji wskazując,
    że byłaby ona sprzeczna z podstawowymi za-
    sadami porządku prawnego Rzeczypospolitej
    Polskiej (art. 107 pkt 3 ustawy Prawo o ak-
    tach stanu cywilnego)19. Przy ustalaniu treści
    podstawowych zasad porządku prawnego
    obowiązującego w Polsce – na użytek zasto-
    sowania tzw. klauzuli porządku publicznego
    w tej kategorii spraw – organy administracji
    oraz sądy biorą pod uwagę przede wszystkim
    brzmienie art. 18 Konstytucji RP, wskazując,
    że z przepisu tego wynika obowiązek trakto-
    wania małżeństwa wyłącznie jako związku
    między kobietą a mężczyzną. Ponadto,
    wskazują, że we wzorze polskiego aktu
    urodzenia znajdują się rubryki zatytułowane
    „matka” oraz „ojciec”, przez co wykluczona
    jest zarówno możliwość wpisania żeńskiego
    imienia i nazwiska w rubryce dotyczącej ojca,
    jak i wpisania męskiego imienia i nazwiska
    w rubryce zatytułowanej „matka”.
    Uniemożliwianie w takich sytuacjach
    transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia
    19 Zob. np. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego
    z dnia 17 grudnia 2014 r., sygn. akt II OSK 1298/13.
    mogłaby stanowić ułatwienie dla par osób tej
    samej płci, które nie musiałyby przy każdej
    urzędowej czynności wykazywać np. faktu
    pozostawania w ważnie zawartym za gra-
    nicą związku małżeńskim lub partnerskim.
    Niestety dotychczasowa praktyka polskich
    sądów i organów administracji przemawia
    za przyjęciem, że transkrypcja jest niemoż-
    liwa w sytuacjach, w których prowadziłaby
    do uwidocznienia w polskim rejestrze stanu
    cywilnego zdarzenia potwierdzającego
    pozostawanie w sformalizowanym (za grani-
    cą) związku przez dwie osoby tej samej płci18.
    Czy polskie prawo przewiduje sytuacje,
    w których dokonanie transkrypcji jest
    obowiązkowe?
    Tak, dokonanie transkrypcji jest koniecz-
    ne w trzech przypadkach. Taki obowiązek
    pojawia się, gdy osoba posiadająca obywa-
    telstwo polskie, której dotyczy zagraniczny
    dokument stanu cywilnego:
    • posiada akt stanu cywilnego potwierdza-
    jący zdarzenia wcześniejsze sporządzony
    na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej
    i żąda dokonania czynności z zakresu
    rejestracji stanu cywilnego lub
    • ubiega się o polski dokument tożsamości
    lub
    • ubiega się o nadanie numeru PESEL
    (art. 104 ust. 5 ustawy Prawo o aktach
    stanu cywilnego).
    Oznacza to w praktyce, że obowiązkowa
    jest np. transkrypcja zagranicznego aktu
    urodzenia dziecka w razie ubiegania się
    18 Zob. przykładowo wyrok Wojewódzkiego Sądu Admi-
    nistracyjnego w Gdańsku z dnia 14 stycznia 2016 r.,
    sygn. akt III SA/Gd 835/15, w którym sąd potwierdził
    prawidłowość decyzji organu administracji odmawia-
    jącego wpisania do polskiego rejestru stanu cywilnego
    zagranicznego aktu małżeństwa zawartego przez dwie
    kobiety.
    17
    VI. Sprawy związane ze szkołą
    VI. Rodzic
    społeczny
    jako osoba
    zajmująca
    się sprawami
    dziecka
    związanymi
    ze szkołą
    Wprowadzenie
    Rodzice tej samej płci metrykalnej, którzy
    decydują się na wspólne wychowywanie
    dziecka w Polsce, muszą zaakceptować fakt,
    że w świetle polskiego prawa tylko jeden
    z rodziców może być opiekunem prawnym
    dziecka (najczęściej jest nim rodzic biolo-
    giczny). Drugiemu z rodziców nie przysłu-
    gują w tej sytuacji żadne prawa do dziecka.
    Ten z rodziców, który nie posiada władzy
    rodzicielskiej nad dzieckiem (najczęściej jest
    to rodzic, który nie jest genetycznie spo-
    krewniony ze swoim dzieckiem), określany
    jest niekiedy mianem rodzica społecznego.
    Posługiwanie się tym pojęciem jest przydatne
    właśnie w tych sytuacjach, gdy konieczne jest
    wskazanie różnic w sytuacji prawnej rodzi-
    ców tej samej płci, z których tylko jeden jest
    rodzicem w sensie prawnym.
    Ważne jest również podkreślenie, że
    opiekun prawny dziecka nie ma możliwo-
    ści upoważnienia rodzica społecznego do
    sprawowania takiej samej opieki prawnej nad
    wspólnym dzieckiem. Możliwe jest jednak
    upoważnienie rodzica społecznego
    dziecka skutkuje brakiem możliwości uzy-
    skania dla niego numeru PESEL, który jest
    konieczny m.in. do korzystania z systemu
    publicznej opieki zdrowotnej w Polsce. Inną
    konsekwencją tego rodzaju odmów jest
    pozbawienie możliwości uzyskania przez
    dziecko polskiego paszportu lub dowodu
    osobistego, które stanowią podstawowe
    dokumenty potwierdzające posiadanie
    polskiego obywatelstwa. Ponadto doku-
    menty te stwierdzają tożsamość dziecka,
    a także uprawniają je do przekraczania
    granic państwowych (choć w odniesieniu
    do dowodu osobistego dotyczy to jedynie
    niektórych państw).
    Wnioski
    Obecną praktykę działania organów
    administracji oraz sądów należy uznać za
    skrajnie niekorzystną dla dzieci pochodzą-
    cych z rodzin tworzonych przez osoby pozo-
    stające w związku tej samej płci. W swoim
    wystąpieniu20 do Ministra Spraw Wewnętrz-
    nych i Administracji Rzecznik Praw Oby-
    watelskich wskazał, że odmowa transkrypcji
    aktu urodzenia dziecka wyłącznie z powodu
    statusu prawnego jego rodziców – tj. pozo-
    stawania w jednopłciowym związku – stano-
    wi przejaw dyskryminacji, zakazanej przez
    Konwencję o prawach dziecka21. Rzecznik
    podkreślił również, że odmowa transkrypcji
    aktu urodzenia i odmowa wydania decyzji
    w sprawie potwierdzenia obywatelstwa może
    prowadzić do faktycznej bezpaństwowości
    dzieci, które nie nabyły jednocześnie obywa-
    telstwa innego państwa. Jak dotąd, interwen-
    cja Rzecznika nie przyniosła jednak rezultatu
    w zakresie zmiany prawa ani praktyki jego
    stosowania.
    20 Wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich do Ministra
    Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 24 sierpnia
    2016 r., znak pisma: XI.534.4.2016.AM.
    21 Konwencja o prawach dziecka z dnia 20 listopada 1989
    r. (Dz. U. z 1991 r., Nr 120 poz. 526, ze zm.).
    18
    Rodzicielstwo osób LGBT
    rodzica społecznego, a także wyjaśnienie
    specyfiki sytuacji danej rodziny.
    Upoważnienie do zastępowania opieku-
    na prawnego dziecka podczas szkolnych
    wywiadówek 
    Opiekun prawny dziecka może również
    upoważnić rodzica społecznego do zastę-
    powania go podczas szkolnych wywiadó-
    wek dotyczących wspólnego dziecka.
    Ważne, aby taki dokument zawierał:
    • datę i miejsce jego sporządzenia;
    • wskazanie, że dana osoba jest upoważnio-
    na do zastępowania opiekuna prawnego
    dziecka podczas szkolnych wywiadówek;
    • imię i nazwisko dziecka, osoby upoważ-
    nionej oraz opiekuna prawnego, a także
    ich numery dowodów osobistych;
    • ew. wskazanie okresu ważności upoważ-
    nienia;
    • podpis opiekuna prawnego.
    Także to upoważnienie może być sporzą-
    dzone w formie aktu notarialnego (przed
    notariuszem). Jest to forma szczególna
    dokumentu, która w większym stopniu
    zapewnia o autentyczności wyrażonego
    w nim upoważnienia.
    Z informacji przekazanych przez klien-
    tów i klientki Grupy Prawnej KPH wynika,
    że również w tym przypadku dobry wpływ
    na sprawne załatwienie ze szkołą sprawy
    upoważnienia ma wcześniejsze umówienie
    się przez rodziców dziecka na rozmowę
    z dyrekcją placówki oraz ew. z wychowawcą
    dziecka. Podczas takiej rozmowy, poza prze-
    kazaniem samego upoważnienia, możliwe
    jest bowiem przedstawienie rodzica społecz-
    nego, a także wyjaśnienie specyfiki sytuacji
    danej rodziny.
    do dokonywania (zamiast opiekuna praw-
    nego) pewnych czynności dotyczących ich
    dziecka. Dotyczy to w szczególności nie-
    których spraw związanych z realizacją przez
    dziecko obowiązku szkolnego.
    Upoważnienie do odbioru dziecka
    ze szkoły
    Wiele szkół posiada gotowe formularze,
    za pomocą których opiekun prawny może
    upoważnić inną osobę do odbierania jego
    dziecka z placówki. Takie upoważnienie
    powinno być podpisane przez opiekuna
    prawnego dziecka.
    Jeśli dana placówka nie dysponuje od-
    powiednim wzorem upoważnienia, można
    sporządzić je samodzielnie. Ważne, aby taki
    dokument zawierał:
    • datę i miejsce jego sporządzenia;
    • wskazanie, że dana osoba jest upoważnio-
    na do obioru dziecka z placówki;
    • imię i nazwisko dziecka, osoby upoważ-
    nionej oraz opiekuna prawnego, a także
    numery ich dowodów osobistych;
    • ew. wskazanie okresu ważności upoważ-
    nienia, a także
    • podpis opiekuna prawnego.
    Tego rodzaju upoważnienie może być
    również sporządzone w formie aktu nota-
    rialnego (przed notariuszem). Jest to forma
    szczególna dokumentu, która w większym
    stopniu zapewnia o autentyczności wyrażo-
    nego w nim upoważnienia.
    Z informacji przekazanych przez klientów
    i klientki Grupy Prawnej KPH wynika, że
    zazwyczaj dobry wpływ na sprawne zała-
    twienie ze szkołą sprawy upoważnienia ma
    wcześniejsze umówienie się przez rodziców
    dziecka na rozmowę z dyrekcją placówki oraz
    ew. wychowawcą dziecka. Podczas takiej roz-
    mowy – poza przekazaniem samego upoważ-
    nienia – możliwe jest bowiem przedstawienie
    19
    VII. Sprawy związane z udzielaniem świadczeń zdrowotnych
    Upoważnienie do złożenia oświad-
    czenia o wyrażeniu zgody na dokonanie
    zabiegu medycznego małoletniego dziecka
    Mimo braku zabezpieczenia uprawnień
    rodzica społecznego na poziomie przepi-
    sów prawa, polskie orzecznictwo poszerza
    w pewnym zakresie możliwość uczestnictwa
    rodzica społecznego w sprawowaniu opieki
    zdrowotnej nad jego dzieckiem. Zgodnie
    bowiem z uchwałą Sądu Najwyższego23
    przedstawiciel ustawowy małoletniego
    dziecka może udzielić innej osobie (a więc
    również rodzicowi społecznemu) upoważ-
    nienia do wyrażenia w imieniu opiekuna
    prawnego zgody na wykonanie konkretnego
    zabiegu operacyjnego albo zastosowania
    metody leczenia lub diagnostyki stwarza-
    jącej podwyższone ryzyko dla dziecka jako
    pacjenta (art. 34 ust. 3 ustawy o zawodach
    lekarza i lekarza dentysty). Co jednak ważne,
    tego rodzaju upoważnienie nie może mieć
    charakteru blankietowego (tj. nie może być
    upoważnieniem ogólnym upoważniającym
    do decydowania o wszystkich sprawach
    związanych z leczeniem dziecka), albowiem
    tak szerokie uprawnienie do decydowania
    o leczeniu dziecka przysługuje wyłącznie
    opiekunowi prawnemu dziecka. Upoważnie-
    nie to powinno mieć zatem charakter rodza-
    jowy, a więc ściśle określać zabieg operacyjny,
    a także metody leczenia lub diagno-
    23 Uchwała trzech sędziów Sądu Najwyższego z dnia 13
    maja 2015 r., sygn. akt III CZP 19/15.
    Wprowadzenie
    Zgodnie z obowiązującą w polskim
    prawie zasadą udzielenie świadczeń zdrowot-
    nych jest możliwe wyłącznie po wyrażeniu
    zgody przez samego pacjenta, za wyjąt-
    kiem sytuacji wymagających niezwłocznej
    pomocy lekarskiej, gdy nie ma możliwości
    uzyskania takiej zgody (art. 32 ust. 1 ustawy
    o zawodach lekarza i lekarza dentysty22).
    W imieniu dziecka (które nie ukończyło
    16 lat) takiej zgody musi udzielić jego rodzic,
    przedstawiciel ustawowy, a jeśli pacjent nie
    ma przedstawiciela ustawowego lub porozu-
    mienie się z nim jest niemożliwe, konieczne
    jest zezwolenie sądu opiekuńczego (art. 32
    ust. 2 ustawy o zawodach lekarza i lekarza
    dentysty). Od momentu ukończenia 16 lat
    również sam pacjent musi wyrazić zgodę na
    świadczenie medyczne (art. 32 ust. 5 ustawy
    o zawodach lekarza i lekarza dentysty).
    Mając na uwadze literalne brzmienie
    powyższych przepisów, należy wskazać, że
    rodzic społeczny nie posiada w zasadzie żad-
    nych uprawnień do decydowania o leczeniu
    swojego dziecka.
    22 Ustawa z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza
    i lekarza dentysty (tekst jedn.: Dz. U. z 2017 r., poz.
    125).
    VII. Rodzic społeczny jako osoba
    zajmująca się sprawami dziecka
    związanymi z udzielaniem
    świadczeń zdrowotnych
    20
    Rodzicielstwo osób LGBT
    26 ust. 1 i ust. 2 ustawy o prawach pacjenta
    i Rzeczniku Praw Pacjenta24). W przypadku
    osób niepełnoletnich tego rodzaju upo-
    ważnienie powinien udzielić jego opiekun
    prawny. Obecnie standardem jest, że każda
    placówka medyczna posiada wzór tego
    rodzaju upoważnienia.
    Mając jednak na uwadze, że niekiedy
    problemy zdrowotne pojawiają się nieocze-
    kiwanie, warto rozważyć sporządzenie tego
    rodzaju upoważnienia z wyprzedzeniem.
    Dokument ten powinien zawierać:
    • datę i miejsce jego sporządzenia;
    • wskazanie, że dana osoba jest upoważ-
    niona do uzyskiwania informacji o stanie
    zdrowia dziecka i udzielonych mu świad-
    czeniach zdrowotnych, a także uzyskiwa-
    nia jego dokumentacji medycznej, w tym
    również po śmierci dziecka;
    • imię i nazwisko dziecka, osoby upoważ-
    nionej oraz opiekuna prawnego, a także
    ich numery dowodów osobistych;
    • ew. wskazanie okresu ważności
    upoważnienia;
    • podpis opiekuna prawnego.
    Dobrą praktyką jest sporządzanie tego ro-
    dzaju upoważnienia w formie aktu notarial-
    nego. Jest to forma szczególna dokumentu,
    która w większym stopniu zapewnia o auten-
    tyczności wyrażonego w nim upoważnienia.
    Jak wynika z doświadczeń klientów
    i klientek Grupy Prawnej KPH, warto
    w treści takiego upoważnienia wskazać, że
    osoba je udzielająca zwalnia jednocześnie
    podmioty przekazujące informacje o stanie
    zdrowia lub udostępniające dokumentację
    medyczną z obowiązku zachowania w tajem-
    nicy danych osobowych w zakresie objętym
    upoważnieniem.
    24 Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta
    i Rzeczniku Praw Pacjenta (tekst jedn.: Dz. U. z 2016 r.
    poz. 186, ze zm.).
    styki, na przeprowadzenie których zgodę
    może wyrazić rodzic społeczny. Można także
    upoważnić rodzica społecznego do wyrażenia
    zgody na zabiegi, a także metody leczenia lub
    diagnostyki, które są powtarzalne i którym
    dziecko poddawane jest regularnie.
    Ważne, aby takie upoważnienie zawierało:
    • datę i miejsce jego sporządzenia;
    • wskazanie, że dana osoba jest upoważ-
    niona do wyrażenia w imieniu opiekuna
    prawnego zgody na wykonanie konkret-
    nego zabiegu operacyjnego lub zastoso-
    wanie metody leczenia lub diagnostyki
    dziecka;
    • imię i nazwisko dziecka, osoby upoważ-
    nionej oraz opiekuna prawnego, a także
    ich numery dowodów osobistych;
    • ew. wskazanie okresu ważności upoważ-
    nienia;
    • podpis opiekuna prawnego.
    Także to upoważnienie może być sporzą-
    dzone w formie aktu notarialnego (przed
    notariuszem). Jest to forma szczególna
    dokumentu, która w większym stopniu
    zapewnia o autentyczności wyrażonego
    w nim upoważnienia.
    Uprawnienia rodzica społecznego
    w zakresie uzyskiwania informacji o stanie
    zdrowia dziecka oraz dostępu do jego
    dokumentacji medycznej
    W dość ograniczonym zakresie rodzic
    społeczny może również zapewnić sobie
    część uprawnień o charakterze informacyj-
    nym, a dotyczących zdrowia dziecka.
    Przepisy polskiego prawa przewidują
    bowiem możliwość upoważnienia dowolnej
    osoby do uzyskiwania informacji o stanie
    zdrowia pacjenta i udzielonych mu świadcze-
    niach zdrowotnych, a także uzyskiwania jego
    dokumentacji medycznej, w tym również
    po śmierci pacjenta (art. 9 ust. 3 oraz art.22
    Rodzicielstwo osób LGBT
    osoba, pod której opieką dziecko podróżuje,
    była jego prawnym opiekunem.
    2. Upoważnienie
    Mimo, że nie jest to konieczny wymóg
    zagranicznych podróży rodzica społecznego
    z jego dzieckiem, zalecane jest jednak rów-
    nież posiadanie przy sobie upoważnienia
    w formie pisemnej od jego opiekuna lub
    opiekunów prawnych. Takie upoważnienie
    ma na celu potwierdzenie posiadania przez
    rodzica społecznego zgody na odbycie po-
    dróży zagranicznej z dzieckiem oraz sprawo-
    wania nad nim w tym czasie opieki.
    W treści samego upoważnienia warto
    zawrzeć:
    • datę i miejsce jego sporządzenia;
    • wskazanie, że dana osoba jest upoważnio-
    na do przekraczania granicy wraz z dziec-
    kiem oraz sprawowania nad nim opieki
    w czasie pobytu dziecka za granicą;
    • imię i nazwisko dziecka, osoby upoważ-
    nionej oraz opiekuna prawnego, a także
    ich numery dowodów osobistych;
    • ew. wskazanie okresu ważności upoważ-
    nienia lub informacji na temat upoważ-
    nienia do jednokrotnego lub wielokrot-
    nego przekraczania granicy przez dziecko
    razem z upoważnioną osobą;
    • podpis opiekuna prawnego.
    Dobrą praktyką jest również udzielanie
    tego rodzaju pełnomocnictwa w formie aktu
    notarialnego. Jest to forma szczególna doku-
    mentu, która w większym stopniu zapewnia
    o autentyczności wyrażonej w nim zgody.
    Warto także rozważyć sporządzenie lub
    przetłumaczenie (przez tłumacza przysięgłe-
    go) takiego upoważnienia na język angielski
    (lub język urzędowy ew. krajów podróży).
    • dokument paszportowy (paszport lub
    paszport tymczasowy), który uprawnia
    do przekraczania granicy i pobytu za
    granicą (art. 4 ustawy o dokumentach
    paszportowych26).
    Prawo do uzyskania tych dokumentów
    posiada każdy obywatel Rzeczypospolitej
    Polskiej, bez względu na wiek. Wniosek
    o wydanie dowodu osobistego dla dziec-
    ka, które nie jest pełnoletnie, składa jego
    opiekun prawny. Złożenie takiego wniosku
    w imieniu dziecka, które ukończyło 5 lat,
    wymaga jego obecności.
    Wniosek o wydanie dokumentu paszpor-
    towego dla niepełnoletniego dziecka mogą
    zaś złożyć:
    • opiekunowie prawni;
    • jeden z opiekunów dołączając pisemną
    zgodę drugiego opiekuna, poświadczoną
    za zgodność podpisu przez organ paszpor-
    towy lub notariusza.
    Również przy składaniu wniosku o wy-
    danie dokumentu paszportowego konieczna
    jest obecność dziecka, jeśli ukończyło 5 lat.
    Tym samym, do uzyskania przez niepeł-
    noletnie dziecko dowodu osobistego wystar-
    czy zgoda jednego z jego rodziców. Jednakże
    wydanie paszportu dla osoby pozostającej
    pod władzą rodzicielską jest już uzależnione
    od zgody obydwojga rodziców (jeśli dziecko
    posiada dwóch opiekunów prawych). Jeśli
    zaś jeden z opiekunów nie wyraża zgody na
    wydanie dokumentu paszportowego lub nie
    można uzyskać jego zgody, taka zgoda może
    zostać zastąpiona orzeczeniem sądu.
    Dziecko posiadające dowód osobisty lub
    paszport może zgodnie z prawem przekro-
    czyć granicę Polski. Nie jest konieczne, aby
    26 Ustawa z dnia 13 lipca 2006 r. o dokumentach paszpor-
    towych (tekst jedn.: Dz. U. z 2016 r. poz. 758).

  15. Piotrx

    18 listopada 2018 at 18:03

    Donos do arcybiskupa na ks. prof. Guza! Żydzi chcą ocenzurować niewygodny temat …
    http://dzienniknarodowy.pl/donos-arcybiskupa-ks-prof-guza-zydzi-chca-ocenzurowac-niewygodny-temat/

    Nie ustaje atak na wybitnego filozofa księdza profesora Tadeusza Guza, który jest wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po tym, jak uderzyła w niego „Gazeta Wyborcza”, teraz Polska Rada Chrześcijan i Żydów napisała list do Wielkiego Kanclerza KUL – ks. arcybiskupa Stanisława Budzika – metropolity Lubelskiego. Gremium to skarży się fakt, że kapłan w swoim wykładzie powiedział, że żydowskie mordy rytualne miały miejsce w przeszłości i są dowody i dokumenty popierające tę tezę.

    – Z rosnącym niepokojem śledzimy narastającą w tym roku aktywność wykładową ks. prof. Tadeusza Guza dotyczącą Żydów i judaizmu. Niektóre wygłaszane przez niego tezy są całkowicie niezgodne z prawdą i absolutnie niedopuszczalne. Dlatego zwracamy się do Księdza Arcybiskupa i Księdza Rektora z prośbą o podjęcie stosownej interwencji – czytamy na początku listu.

    Potem cytowany jest fragment dostępnego od miesięcy w Internecie wystąpienia duchownego, w którym wspomniał o mordach rytualnych, które zdarzały się w przeszłości:

    – My wiemy, kochani państwo, że tych faktów, jakimi były mordy rytualne, nie da się z historii wymazać. Dlaczego? Dlatego, że my, polskie państwo, w naszych archiwach, w ocalałych dokumentach, mamy na przestrzeni różnych wieków – wtedy, kiedy Żydzi żyli razem z naszym narodem polskim – my mamy prawomocne wyroki po mordach rytualnych – mówił.

  16. Piotrx

    18 listopada 2018 at 18:06

    Arcybiskup i KUL natychmiastowo dyscyplinują ks. profesora Guza! Pałka antysemityzmu znów skuteczna …
    http://dzienniknarodowy.pl/arcybiskup-kul-natychmiastowo-dyscyplinuja-ks-profesora-guza-palka-antysemityzmu-znow-skuteczna/

    Po tym, jak Polska Rada Chrześcijan i Żydów zaatakowała wybitnego filozofa i wykładowcę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zarzucając mu głoszenie kłamstw nt. żydowskich mordów rytualnych oraz antysemityzm oraz domagając się od jego zwierzchników z uczelni i archidiecezji lubelskiej podjęcia kroków przeciw duchownemu, pojawiła się odpowiedź zarówno lubelskiej Kurii, jak i KUL.

    Według oświadczenia sygnowanego przez ks. dr. Adama Jaszcza – rzecznika archidiecezji lubelskiej oraz dr Lidię Jaskułę – rzeczniczkę KUL, wypowiedzi ks. profesora są „niedopuszczalne”. Co ciekawe, przełożeni księdza profesora uderzają w niego bez jakiejkolwiek rozmowy, a jedynie po naciskach środowisk żydowskich:

    – Arcybiskup Metropolita Lubelski i Rektor KUL uznają przytoczone w piśmie wypowiedzi ks. prof. Guza za niedopuszczalne. Podkreślają jednocześnie, że pozauniwersytecka działalność wykładowa ks. prof. Guza jest aktywnością podejmowaną i prowadzoną przez niego na własną rękę i własną odpowiedzialność, a głoszone tezy nie są stanowiskiem jego przełożonych – piszą rzecznicy KUL i Kurii.

    Podważane są również kompetencje naukowe duchownego oraz padają zarzuty o tym, że głosi on poglądy niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego

  17. Piotrx

    20 listopada 2018 at 20:11

    Złość żydowska przeciw Bogu i Kapłanom. Podpisz w obronie Ks.prof. Tadeusza Guza!

    https://www.citizengo.org/pl/166776-zlosc-zydowska-przeciw-bogu-i-kaplanom-podpisz-w-obronie-ksprof-tadeusza-guza?m=5&tcid=52241838

  18. Comprar Dólar Neteller

    4 grudnia 2018 at 04:18

    Artigo de boa qualidade

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra