Felieton

Małe ofiary i historia Wojtka

I znów dociera do nas za pośrednictwem mediów kolejna informacja o katowanym, zakatowanym dziecku. Kilka miesięcy, półtora roczku, dwa, trzy, pięć latek. Mali chłopcy i małe dziewczynki – bez wyjątku. Nie poznali uroków dzieciństwa; już u wejścia w nie spotkało ich niewyobrażalne cierpienie. Tym okrutniejsze, że zadane ręką mamy lub taty, jedynych wszak opok w ich maleńkim życiu.

Nie każdy rodziciel-kat tłumaczy się ze swoich postępków np. zamroczeniem przez alkohol czy narkotyki. W wielu przypadkach katowania dzieci alkoholu ani narkotyków nie było. Bito malców na zimno, z zapalczywą wściekłością, bo płacze, sika do łóżka, brudzi, przeszkadza w oglądaniu telewizji. Wyratowani z łap oprawców trafiają do rodzin zastępczych albo domów dziecka. Wydaje się, że zostały uratowane. Jednak piętno zła będzie z nimi wędrowało długie lata. Po jakimś czasie siniaki i rany znikną, zagoją się. Ale te psychiczne pozostaną. Szczęśliwe ofiary, które były za małe by pamiętać…

Nie podejmuję się tłumaczyć tej fali zła. Bo jest to zło w najczystszej postaci. Czy jednak zdarza się częściej niż kiedyś? Być może nie. Może po prostu częściej się o tym mówi, i takie sprawy zgłasza. A ile jest jeszcze tych tragedii ukrytych przed oczami otoczenia? Cichych cierpień katowanych malców, którzy już nawet boją się płakać. Boję się, że dużo.

Swego czasu odwiedzałam różne domy dziecka w całym kraju. Kilka z nich zapadło mi na zawsze w pamięć. Czasem wstrząsająco. Bo jak nie uronić łzy, kiedy nagle chwyta cię za rękę albo czepia się nogi malec rzucający pytanie: Mama? To ty mamusiu?– i krzyczący wniebogłosy gdy wychowawczyni usiłuje go od przypadkowego gościa oderwać. Dlaczego to robią? Odpowiedź nie jest skomplikowana. Szukają matki. Potrzebują miłości. Tej osobnej, tej tylko dla niego. Nie umieją przestać, nie potrafią. Potem na swój sposób z tego wyrastają. Ale czy na pewno?

Wśród wielu spotkań w domach dziecka jednego nie mogę wykreślić z pamięci. Był to ośrodek na Opolszczyźnie, położony na skraju niedużego miasta. Spory gmach otoczony bujnym ogrodem. I te panie, ustawicznie oblegane przed gromadki dzieciaków, tłumaczące im cierpliwe jakieś zawiłości. Siedziałyśmy z dwoma z nich w ogrodzie, kiedy jedna wskazała na przechodzącego obok nastolatka. Potoczyła się opowieść.

Chłopiec ten, Wojtek, przeżył w swoim krótkim życiu i bicie, i głód, i sprawę sądową odbierającą jego rodzicom-katom wszelkie prawa rodzicielskie. Do tego domu dziecka trafił jako kilkulatek. A że był ładnym spokojnym chłopczykiem, już po roku znalazła się rodzina zastępcza. Wkrótce wyjechał do nowych rodziców. Nie minął miesiąc, kiedy zgłosili zaginięcie chłopca. W kilka dni potem wychudzony i brudny pojawił się w domu dziecka. Co tam było, dlaczego odrzucił nową rodzinę – niesposób było dociec. Po kolejnym roku wzięła go inna rodzina. Uciekł. Za trzecim razem tak samo. Podjęto więc decyzję, że chłopiec zostanie tu, dokąd wraca – w domu dziecka. Wojtek stał się odludkiem, zamknął się w sobie, sposępniał.

Któregoś dnia, było to przed dwoma laty, do placówki przywieziono czteroletniego Stasia. Jego rodzice zginęli w wypadku; dalszej rodziny nie miał. Malec ciągle płakał i wołał mamę. Trwało to trzy dni. Trzeciego wieczora płacz ucichł. Wychowawczyni poszła sprawdzić co się dzieje. Ale łóżeczko było puste. Przeszukano pokoje. Stasio się znalazł. Spał w łóżku Wojtka, mocno do niego przytulony. Uśmiechał się przez sen.

Wojtek wyjaśnił to prosto: Nie mogłem znieść, że tak rozpacza, więc go zabrałem. Jest taki malutki, jeszcze nic nie rozumie. Co tam moja bieda. Jego straszniejsza. Ale teraz będzie miał starszego brata. Mnie. I będzie mógł kogoś kochać.

Następnego dnia ulokowano ich w jednym pokoju. Wojtek wziął na siebie całą opiekę nad malcem. Kochanym młodszym bratem. I robi to doskonale.

Zuzanna Śliwa

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

4 komentarze

4 Komentarzy

  1. tomek

    23 kwietnia 2017 at 13:49

    Smutne a czy zauważyliście jak na forach internetowych na maluchy mówi sie gowniaki?

  2. Egzorcysta

    23 kwietnia 2017 at 14:39

    Zastanawiam sie dlaczgo na prawym.pl nie ma miejsca na informacje o tym jak w piatek odbyly sie starcia rzadu z ludzmi ktorzy cos wiedza o GMO i jak skorumpowana banda zydokomunistow planuje tym swinstwem kramic Narod Polski, jak to sie dzieje ,ze nie ma miejsca na poinformowanie Narodu Polskiego skupionego na prawym.pl o dzisiatkach tysiecy dzieci rocznie oddanych do adopcji jakmis mamusiom burdelowym albo chirurgom amatorom na narzady.Taki prawy zamiast wspierac takie organizacje ktore walcza o prawosc,jak np „dobrypasterz” ktory ujawnil caly proceder handlu dziecmi, w ktry jest zamieszany rzad i episkopat polski.Dla tych bardzo waznych dla Narodu Polskiego informacji nie ma miejsca na lamach stron prawy.pl a jest miejsce dla takich jednostkowych oczywiscie takze zlych i haniebnych, ale mimo wszystko uwazam ze priorytety prawosci sa inne.Zaczyna powoli wylazic na prawym.pl inny sens istnienia, bardziej zblizony do bolkowizmu niz do prawosci.jak to uczyl Jezus: „Po owocach ich poznacie”. https://www.youtube.com/watch?v=ttE4iyVL2HU

  3. Olrob

    24 kwietnia 2017 at 03:59

    Przyczyną spadku dzietności, niechęci do rodzicielstwa, przemocy wobec dzieci, jest socjalizm zwany też solidaryzmem. Jeżeli współczesne państwo bierze całą odpowiedzialność za życie obywateli, to po co komu rodzina i dzieci.

    Mój ojciec porzucił mnie moje siostry i moją matkę, bo nie byliśmy mu do niczego potrzebni. Pod koniec życia mawiał że dostanie emeryturę i będzie żył jak Pan. Liczył też na Zakład Opieki Społecznej w którym miał zamiar zamieszkać. Pod koniec życia dostawał pomoc opieki społecznej. Dotowane obiadki i opiekę pielęgniarki. Po co więc komu rodzina i dzieci, skoro państwo zapewnia mu opiekę ?

    Rodzina jest potężnym ryzykiem zwłaszcza dla mężczyzny. Kobieta w każdej chwili może odejść zabierając ze sobą dzieci. Jako samotna matka dostanie pomoc państwa, a mężczyzna będzie musiał płacić alimenty w ogóle nie widząc swoich dzieci, bo kobiety zazwyczaj uniemożliwiają kontakt dzieci z ich ojcami. W mojej firmie połowa pracowników płaci alimenty nie mając żadnego kontaktu z dzieckiem.

    Przyczyną tych wszystkich zjawisk jest państwo opiekuńcze, które sprawią że zwyczajnie nie opłaca się zakładać rodziny i wychować dzieci. A gdy już się założy rodzinę, to opłaca się ją zniszczyć, bo jako samotny rodzic dostaje się zasiłek. Wielu ludzi żyje na tzw kocią łapę bo jako samotni rodzice mogą liczyć na opiekę państwa.

    Socjalizm czy też solidaryzm to istne przekleństwo naszych czasów.

  4. Macie Hastie

    8 maja 2017 at 00:32

    alkaline water benefits

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra