Felieton

Kolejny plan wakacyjny dla PO: Jedziemy na Woodstock!

Sekta hare kriszna miała od lat taką tradycję tanecznych przemarszów wzdłuż polskiego wybrzeża i werbowania ludzi w swoje sidła. Tańczyli, śpiewali, wciskali książeczki, a po ‚robocie’ siedzieli w tamtejszych wynajętych szkołach, jedli ‘prześwięcone’ odpowiednio jedzonko, słuchali w salach gimnastycznych konferencji amerykańskich guru, i dokładnie amerykańskich(sic!), dając sobie do końca wyprać resztki zdrowego rozsądku.

 

Nieustannie też ludzie ci, którzy wcale nie byli tam szczęśliwi, mantrowali. W kółko i w kółko, kilkaset razy dziennie to samo zaklęcie. Od czasu do czasu ktoś popadał w odmienny stan świadomości i wybuchał czymś w rodzaju emocjonalnego spazmu i podobno to nie było przegrzanie mózgu, ale ekstaza. W sumie można mieć takową każdego dnia, po takiej diecie i tak intensywnych mantrach na miarę narkotycznych omamień… Pod wieczór całkiem już dosłownie jak naćpani chodzili zadżumieni…

Tym wszystkim nie deprecjonuję samego problemu i tak naprawdę nieszczęśliwych historii ludzkich, każda z nich jest trudna. Cały ten obraz posłużył mi jedynie do pewniej refleksji, gdyż…

Powstaje więc w linii prostej logicznego myślenia pytanie: Jakie zaklęcia mantrują członkowie PO, że tak ochoczo zasuwają w koszulach i długich spodniach po plażach w ponad trzydziestostopniowym upale? W sumie ten ubiór, wyróżniający ich spośród innych, to rzeczywiście jak sekciarski mundur, czy… obligatoryjnie nadany ton, w którym jakieś „ja” – ledwo zipiące i zalane potem, ale mające wciąż przewagę bo ubrane, mówi czyjemuś, półnagiemu „ty”, co ma myśleć!

Do jakiego stopnia człowiek musi mieć sprany mózg, żeby w wakacje pojechać do odpoczywających na plaży ludzi i naganiać ich do swojego brudnego kosmosu?

A może jednak w tym przypadku to jednak kwestia diety?

W sektach ma ogromne znaczenie to, co się je, ponieważ dieta ma wkalkulowany wpływ na pracę mózgu człowieka, który dał się nabrać… Tylko, że w polityce zdaje się musi chodzić o jakąś dietę-cud! I to dietę w konkretnych liczbach, wizualizującą się przed zmysłami takimi zerami, że się członkowie zgodnie biorą, pakują i ze wszech miar zmotywowani, łażą po polskich plażach!

A jak się komuś na plaży to nie podoba i naprawdę w końcu daje im mocno do zrozumienia, jakich idiotów z siebie robią, im to wcale nie przeszkadza. „Nie na plaży? Dobra!” – mówi pan Budka! – „To dopadniemy cię w hotelu! He! He!”

I teraz Polaku weź wynajmij pokój nad morzem! Już słyszę ten drżący głos potencjalnego klienta, który półszeptem podpytuje podczas telefonicznej rezerwacji: „A… ‘tamci’ … u was… są?” I dalej: „Ale nie wiecie… czy są… gdzieś w pobliżu?…”

A w owym hotelu, normalnie strach na śniadanie zejść, zwłaszcza że może zabraknąć wody sodowej, bo ta, co uderzyła do głowy członkom PO, już się chyba wyczerpała i trzeba dokupywać! Dla wszystkich!

Wyobrażają więc sobie Państwo obecnie planowanie sierpniowego urlopu nad morzem? Przecież strach pojechać! Idzie sobie człowiek popływać w Bałtyku, a tu nagle okazuje się, że nie może wydostać się z fal, bo rekiny PO czatują na niego na brzegu. Albo kładzie się człowiek za parawanem, a tu PO przemierza nadbałtycki szlak, a wtedy takowemu przeciętnemu obywatelowi wszystkimi myślami nagle przypomina się cały gnojownik układów, przez który na ten jeden jedyny wyjazd w całym roku musiał ów turysta powolnie zbierać pieniądze przez kilka miesięcy swojej ciężkiej pracy!

I tak to się kręci, ale w sumie mogłoby kręcić się jeszcze lepiej! Oto kilka propozycji:

Mogłyby na przykład szanowne członkinie PO popląsać po plażach w hinduskim sari, kadzidełkami trochę by podymiły, zioła i olejki eteryczne z przyprawami porozdawały…, no bo jakież inne argumenty mogą jeszcze zadziałać?…

Na koniec przypomnijmy! Każda szanująca się sekta hare kriszna, honorowo po wszystkich nadbałtyckich agitacjach wyruszała zawsze na przystanek Woodstock!

Także ten… jest plan! Idźcie za ciosem! Woodstock czeka drodzy Państwo z PO!

Zbudujecie sobie tam miasteczko indoktrynacji i hipokryzji, a jak ludzie nie będą chcieli rozmawiać – to znaczy słuchać Was – podczas koncertów, nie dajcie się! Atakujcie ich pod TOI-TOI’ami!

Powodzenia!

 

Kasia Chrzan

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

1 komentarz

1 Komentarz

  1. Marian

    1 sierpnia 2017 at 03:08

    Bardzo ładnie napisany tekst i trafny.
    Rzeczywiście, bardzo prawdopodobna jest sytuacja, gdy ktoś oszczędza przez wiele miesięcy po to, aby ten jeden raz w życiu pojechać nad morze z dziećmi, choćby po to, żeby zrobić pamiątkowe zdjęcia, może jakiś filmik do oglądania na starość… A tu przypełza mu jakiś pajac i uosabia sobą cały ten gnój, od którego raz jeden w życiu chciałoby się odpocząć.
    To jest właśnie istota lewactwa…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra