Polskość

Czy czeka nas rewizja polityki wschodniej

Wszędobylski minister spraw zagranicznych – Witold Waszczykowski – przyzwyczaił już Polaków do swojego dosyć oryginalnego sposobu prowadzenia dyplomacji. Pamiętamy, jak prawie rok temu internet aż huczał od śmiechów i plotek o rozmowach pana ministra z przedstawicielami egzotycznego San Escobar. Podejrzewam, że sam Witold Waszczykowski do tej pory nie wie, z kim wówczas negocjował poparcie polskich aspiracji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Jak się okazało, taka wiedza nie zawsze jest w dyplomacji potrzebna, gdyż pan minister osiągnął to, co zamierzył – Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Inną sprawą jest to, ile i czy w ogóle na tym zyskaliśmy… Przejdźmy jednak do sygnalizowanej wyżej rewizji polityki wschodniej.

 

Jeżeli chodzi o odcinek ukraiński to polityka ministra Waszczykowskiego całkowicie wpisuje się w schematy post-PRL-owskiej dyplomacji. III Rzeczpospolita postępuje wobec Ukrainy niczym lekkomyślna pannica z dobrego domu, która przez okno wpuszcza przypadkowego absztyfikanta i rozkłada przed nim nogi, mówiąc: „jestem twoja, bierz, co chcesz”. Szczęśliwy zalotnik śmiało korzysta z okazji, myśląc sobie: „skoro już jesteś taka głupia, to czemu nie”. Przy tym na prawo i lewo rozpowiada, że owa dziewczyna nie grzeszy już ani czystością, ani tym bardziej rozumem. Wyśmiewa się z głupiej, rozpuszczonej i uległej pannicy, gdzie tylko może. Warszawa od dawna leży przed czerwono-czarnym Kijowem plackiem, patrząc przez palce na jego banderowskie fanaberie, które są finansowane właśnie z warszawskich pożyczek. Natomiast Kijów skrzętnie korzysta z lekkomyślności naszych polityków. Znając ukraińską słowność, możemy domniemywać, że wyjdziemy na tym interesie jak Zabłocki na mydle – nie zobaczymy ani kopiejki.

 

Minister Witold Waszczykowski odwiedził niedawno (4-5 XI) Lwów, gdzie wreszcie wyraził niezadowolenie strony polskiej z postępowania Ukraińców. Nasz minister wydawał się być szczerze zdumiony sytuacją Polaków mieszkających we Lwowie. Nie wiedział, że są oni za swoją polskość i wierność Kościołowi Katolickiemu dyskryminowani (np. brak zwracania Kościołów), a polskie zabytki niszczone i bezczeszczone. Bardzo dobrze, że wysoki przedstawiciel naszych władz powiedział kilka słów prawdy odnośnie stosunków polsko-ukraińskich. Szkoda tylko, że stało się to tak późno. Chciałbym wiedzieć, dlaczego pan minister dopiero teraz zauważył, że Ukraińcy nie chcą współpracować ze stroną Polską. Czyżby wcześniej nie wiedział on, co się dzieje za naszą wschodnią granicą? Jeśli rzeczywiście tak było, świadczy to jak najgorzej o podległym mu personelu lub odpowiadającym za rozpoznanie wywiadowcze wszystkowiedzącym służbom, które winny dostarczać Ministerstwu Spraw Zagranicznych rzetelnych informacji. A może Witold Waszczykowski już wcześniej doskonale zdawał sobie sprawę z rzeczywistego stanu relacji polsko-ukraińskich, ale z jakichś powodów nie zabiegał o realizację polskich interesów?

 

Ciekawych informacji na ten temat mógłby nam dostarczyć wicemarszałek senatu – Adam Bielan, który kilka dni temu, goszcząc w jednej z komercyjnych telewizji, stwierdził, że Ukraina może się spodziewać kłopotów międzynarodowych, gdyż wpływowym środowiskom żydowskim w Stanach Zjednoczonych nie podoba się gloryfikowanie banderowców. Czyżby zatem w proukraińskiej, jeśli jeszcze nie probanderowskiej, polityce zagranicznej III Rzeczpospolitej miał nastąpić zwrot prawie o 180 stopni? Zwróćmy przy tym uwagę, że jego przyczyną może nie być samodzielna ocena rzeczywistości politycznej, ale nacisk naszego najważniejszego – waszyngtońskiego – sojusznika. Chyba, że Prawo i Sprawiedliwość próbuje w ten sposób zagrać na alibi – pokazać, iż „dobra zmiana” tak naprawdę nie chce zaostrzać polityki wobec Kijowa, ale, idąc za radą sojusznika, musi to zrobić. Niestety, wnioskując z dotychczasowej uległości obecnego rządu wobec strategów znad Potomaku, myślę, że pierwsze wyjaśnienie lwowskiego zachowania ministra Waszczykowskiego będzie bliższe prawdzie. Oczywiście antybanderowski zwrot w naszej polityce zagranicznej byłby krokiem w dobrą stronę, jednak, biorąc pod uwagę wymienione motywacje, mógłby być krokiem niesamodzielnym, a przez to niepewnym, z którego można się w razie nacisku ze strony Departamentu Stanu wycofać.

 

Celem polskich władz powinna być obrona Polaków i realizacja polskich interesów. Dlatego nie wolno ulegać naciskom obcych państw, nawet, a może zwłaszcza tych, które Warszawa uważa za swoich sojuszników. Niestety nasze elity od dawna nie myślą o tym, aby samodzielnie wypracowywać pewne koncepcje polityczne umożliwiające realizację polskich interesów i próbować wcielać je w życie w zmieniających się okolicznościach, ale z upodobaniem bezwiednie podporządkowują się kolejnym centrom politycznym. Kiedyś była to Moskwa, a dziś są to Bruksela i Waszyngton. Jeżeli to się nie zmieni, to możemy przestać marzyć o obronie niepodległości. Historia wielokrotnie demonstrowała nam, że Polska jako państwo, które, zamiast budować własną siłę, przesadnie liczy na sojuszników, nie może istnieć zbyt długo. W końcu nasi miłujący pokój i demokrację sąsiedzi robią z nami porządek. Trzeba się wreszcie oduczyć myślenia o Polsce kategoriami profesora bez matury, który pouczał na kiedyś, że Polska jest brzydką panną bez posagu, więc nie powinna wybrzydzać. Jest to fałszywa narracja mająca podtrzymać Polaków w bezsilności, na którą liczą nieprzychylne nam mocarstwa.

 

Jeśli minister Witold Waszczykowski zechce zrewidować politykę zagraniczną na odcinku ukraińskim, kierując się interesem Polski, a nie wskazaniami niezmiennie lojalnych sojuszników, to powinien załatwić z Kijowem kilka podstawowych spraw. Przede wszystkim musimy uzyskać od Ukrainy uznanie rzezi wołyńskiej za ludobójstwo. Kijów powinien umożliwić polskim agendom z Instytutem Pamięci Narodowej na czele podjęcie badań naukowych na swoim terytorium. Musimy też osądzić żyjących jeszcze zbrodniarzy i pochować ich ofiary. Dopóki ludzie, których bestialsko pomordowano nie zostaną pochowani, a ich oprawcy potępieni, to nie możemy mówić o żądnym pojednaniu. Gdyby po II wojnie światowej Niemcy kultywowali swoje hitlerowskie tradycje, to polscy biskupi nie napisaliby do nich słynnego listu, w którym wzywali do pojednania.

 

Należy też unormować status mniejszości narodowych. Są dwie możliwości rozwiązania tego problemu – albo Kijów zacznie traktować Polaków tak jak Warszawa traktuje Ukraińców w Polsce, albo Warszawa obniży status mniejszości ukraińskiej nad Wisłą do poziomu mniejszości polskiej nad Dnieprem. Osobiście jestem zwolennikiem drugiej opcji. Nasze władze powinny wreszcie potraktować poważnie często jawnie antypolską działalność Ukraińców w Polsce. Ludzi, którzy propagują banderyzm należy postawić w stan oskarżenia, skazać i nagrodzić więzieniem za propagowanie totalitarnego systemu. Byłaby to odpowiednia przestroga dla wszystkich organizacji w Polsce. Żadne ukraińskie organizacje nie powinny być dotowane z pieniędzy polskiego podatnika. Jeżeli Ukraińcy chcą się uczyć w swoim języku lub wydawać w nim pisma, to powinni móc to robić za własne, a nie państwowe pieniądze. Podobnych uregulowań oczekiwałbym od Kijowa. Niezależnie od tego nasz rząd musi wspomagać finansowo naszych rodaków na Ukrainie, aby kultywowali polskość i wzmacniali ją, a nie ulegali wynarodowieniu. Warszawa powinna również prześwietlić wszystkich Ukraińców przebywających w Polsce, kładąc szczególny nacisk na tych, którzy studiują nad Wisłą za nasze pieniądze. Polski rząd musi się upewnić, że będą oni a) integrować się z Polską, a nie próbować nam narzucać obce wzorce kulturowe, jak ma to miejsce w Zachodniej Europie b) promować naszą ojczyznę wśród swoich rodaków c) dochowywać Polsce wierności w przypadku konfliktu interesów. Polacy powinni też móc odzyskać od Ukrainy będącej spadkobierczynią Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej swoją własność, którą odebrali im komuniści i Niemcy. Stosunek „dobrej zmiany” do wyżej zasygnalizowanych zagadnień będzie doskonałym wskaźnikiem rewizji polityki wobec Kijowa.

 

Daniel Patrejko

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

27 komentarzy

27 Komentarzy

  1. Leszek1

    6 listopada 2017 at 22:18

    „Celem polskich władz powinna być obrona Polaków i realizacja polskich interesów.”
    Rzecz w tym, ze od 1944 roku az do tej pory, celem „polskich wladz” nie jest obrona Polakow i polskich interesow, tylko wypelnianie rozkazow otrzymywanych z roznych stron swiata.

    • kwal

      7 listopada 2017 at 08:30

      Dokładnie tak to wygląda. Bardzo dobrze Pan to ujął. Polska nigdy nie posiadała własnej Dyplomacji…

  2. olo

    6 listopada 2017 at 23:44

    Tak, umowa ponad nami pt. „Polska,ale WARUNKOWO” cały czas obowiązuje, to widać po blokadach najważniejszych reform uwalniających rzeczywistą suwerenność, niezależnie od rządzącej akurat strony

  3. Marian

    7 listopada 2017 at 05:23

    Zadam przekornie proste pytanie: Czy wolelibyście mili Państwo, aby zamiast 2 mln. Ukraińców w Polsce, mieszkało 2 mln. Rosjan? A może 2 mln. Somalijczyków albo Pakistańczyków?

    • Marian

      7 listopada 2017 at 05:26

      Język i sposób myślenia Autora felietonu sugeruje, że albo jesteśmy mocarstwem atomowym z 200 mln ludności, albo to zdjęcie Autora to po starszym bracie.

    • klioes vel pislamista

      7 listopada 2017 at 17:03

      Odpowiedź, panie Marianie, jest prosta.
      Wolimy, aby zamiast 2 milionów Ukraińców, zamieszkało w Polsce spowrotem 3 miliony Polaków, którzy wyemigrowali!

      • wiesscar

        7 listopada 2017 at 21:01

        z powrotem

  4. myślący

    7 listopada 2017 at 06:01

    @Marian
    Ani my Polacy nie oczekiwaliśmy od rządu tzw. dobrej zmiany, ani rząd tzw. dobrej zmiany nie obiecywał, że w pierwszej połowie pierwszej kadencji sprowadzi do Polski 2 miliony Ukraińców (ani tym bardziej Somalijczyków albo Pakistańczyków) oraz następne 2 miliony w drugiej połowie pierwszej kadencji!
    Zarówno my Polacy oczekiwaliśmy, a rząd tzw. dobrej zmiany obiecywał, że zacznie się wielka akcja repatriacyjna Polaków do Ojczyzny tak ze wschodu, jak i z zachodu.
    A tymczasem w polityce migracyjnej wielkie PO-PIS-oszustwo…

    • myślący

      7 listopada 2017 at 06:06

      PS. Każdy kraj może stać się mocarstwem, także atomowym, tylko trzeba sprawić by Naród chciał takie zbudować. Nasprowadzanie imigrantów, żeby nam coś tu zbudowali to nawet nie jest naiwność, to zwykła głupota. Obcy nic dla nas nie zbudują. Co najwyżej dla siebie samych.

    • Lublinianka

      7 listopada 2017 at 08:15

      Polacy na Kresach są u siebie i tam powinni móc zostać, a my powinniśmy im pomagać na miejscu. Da Bóg, że Rzeczypospolita wróci do Lwowa i Wilna, bo bez Kresów jesteśmy okaleczeni. Drenaż Polaków ze Wschodu oznacza, że ta nadzieja nigdy się nie ziści. nie po to ginęli nasi dziadkowie i bardziej odlegli w czasie przodkowie, broniąc Kresów przed Tatarami, Turkami, Moskalami i czernią kozacką. Nie potrzebujemy imigracji, to bzdura. Zamiast nastawiania się na utrzymywanie Polski w kategorii montowni, ktora potrzebuje tanich i nisko wykwalifikowanych pracownikow, państwo powinno dbać o rozwój nauk technicznych i wdrożenia polskich wynalazków – co stało się z grafenem i tyloma innymi, świetnymi wynalazkami? Przecież Polska nie wygra potencjałem ludnościowym z Wietnamem, czy Bangladeszem sprowadzając 5 a nawet 10 milionów Ukraińców i do tego pozwalając na niekontrolowany napływ Azjatów, których przybywa. Owszem, może swoje porachunki załatwiają między sobą (jakiś czas temu głośno było o zamordowaniu i spaleniu w lesie pod Warszawą wietnamskiej burdelmamy, o przepraszam, bizneswoman) ale podatków nie płacą i trudnią się przemytem, produkcją i dystrybucją narkotyków, i tym podobnie. Oczywiście, nie wszyscy ale, en masse, bilans tej imigracji do Polski jest dla nas ujemny a jacyś „dyplomaci” wydają na przykład wizy młodym mężczyznom z najniższych kast w Indiach, którzy w liczbie kilku tysięcy pracują juz w Warszawie. Indie to dziki kraj, gdzie mordowani są chrześcijanie (i muzułmanie zresztą tez, bo są w mniejszości po rozwodzie Indii z Pakistanem) a kobiety i dziewczynki masowo gwałcone, bo podróżujące po Indiach busy z aparatura USG pozwalają Hinduskom abortować dzieci płci żeńskiej wiec kobiet brakuje, zresztą, kobieta to w tamtych kulturach prawie zwierzę domowe bez żadnych praw. Po co nam jacyś analfabeci z subkontynentu indyjskiego, sprowadzani do rozwożenia pizzy i dan azjatyckich. Taka to korzyść dla innowacyjnej gospodarki ministra Morawieckiego, a może sa tu dlatego, że mają nas „ubogacać”?

      • Marian

        7 listopada 2017 at 19:20

        Ukraińcy nie są Polsce potrzebni. To Ukraińcy potrzebują Polski.
        Bo dla nich jest to jedyne realne okno na świat inny niż Rosja. Wpuszczanie do Polski Ukraińców, to sianie ziarna, które może wyda plon za 50 albo i 100 lat. Trzeba myśleć szerzej niż tylko o swoim domku z ogródkiem.

  5. kwal

    7 listopada 2017 at 08:28

    Polska dyplomacja w ogóle nie istnieje i to od wielu lat, a tzw. dyplomacja istniejąca nie reprezentuje Polskiej Racji Stanu tylko żydowską…Jest to wynikiem braku Polskich Elit, które mogły by pełnić taką rolę…

  6. podolak

    7 listopada 2017 at 08:39

  7. Itamar Serp

    12 listopada 2017 at 11:20

    WOW just what I was looking for. Came here by searching for hello

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra