Kościół

Generalna reformacja całego świata – wspólny projekt masonów i protestantów

W. Cegielski, zdeklarowany mason, pisał nie tylko o luterańskich korzeniach Różokrzyża, ale także o zbieżności celów, jakie występowały między różokrzyżowcami i protestantami:

 

 

 

 

 

 

 

Reinterpretując, zarazem syntetyzując w jeden system rozliczne wątki myśli Renesansu: filozofii neoplatońskiej, hermetyzmu, filozofii przyrody i w końcu reformacji luterańskiej, starsze, to znaczy pierwsze pokolenie Różokrzyżowców ogłosić mogło swój program generalnej reformacji całego szerokiego świata. Anonimowe wystąpienia organizatora ruchu, pastora z Tybingi Johanna Valentina Andreaego miały miejsce w latach 1614–1616; spotkały się z silnym i szerokim oddźwiękiem wskazującym, iż program zaprezentowany w manifestach Fama i Confessio oraz w powieści Chymische Hochzeit dotknął ważnych problemów współczesności. Enuncjacje rzekomego tajnego bractwa uczonych, czytane i komentowane nie tylko w Niemczech, lecz także we Francji, Anglii, Holandii, Polsce i Czechach, wywołały szeroki ruch intelektualny, przez współczesnych nazwany manią Różokrzyżowców1.

Wspomniany Johann Valentin Andrea był autorem fundamentalnych dzieł dla różokrzyżowców i to wraz z jego pojawieniem się datuje się oficjalne początki Różokrzyża. Nieprzypadkowo był on zresztą nazywany „Lutrem z Wirtembergii”. Będąc pastorem, synem pastora i wnukiem rektora protestanckiego uniwersytetu w Tybindze, zabiegał o dokonanie „generalnej reformacji całego szerokiego świata”. Uważał, że przyczyni się do tego tajne stowarzyszenie różokrzyżowców. Takie dzieła różokrzyżowców, jak „Fama fraternitas” i „Conffesio” powstały w latach 1614–1615 w kręgu luterańskich intelektualistów z Tybingi, do którego należał między innymi Tobias Hess (1568–1614), Christoph Besold (1577–1638) oraz oczywiście sam Johann Valentin Andreae.

Ich idee nie mogłyby się rozprzestrzenić gdyby nie pomoc czołowych wydawców protestanckich Niemiec, Anglii czy Holandii. W dzieło to zaangażowali się tacy wydawcy, jak Johannes De Bry, właściciel domów wydawniczych i drukarni we Frankfurcie nad Menem i w Oppenheimie, czy Wilhelm Wessel ze stolicy heskiej Cassel.

Wiele o związkach J. V. Andrea z protestantami mówi nam także następujący cytat:

Najbliższy Andreaemu był bezspornie krąg przyjaciół i współpracowników z luterańskiego uniwersytetu w Tybindze, także grupa uczonych i polityków z Palatynatu (m.in. z fakultetu teologicznego w Heidelbergu), wreszcie wydawcy De Bry i Jennis, obydwaj wyznania luterańskiego, działający w Oppenheim, a po zajęciu Palatynatu przez wojska katolickie i przyłączeniu elektoratu do Bawarii (1623) – we Frankfurcie nad Menem Andreae wraz ze swym wirtembersko-palatynackim otoczeniem posiadał liczne kontakty z protestantami w Czechach (w dobie Rudolfa II, 1576-1612), pośrednio także na Śląsku i w Rzeczypospolitej; kontaktował się również ze środowiskiem włoskim, szczególnie w Wenecji i Neapolu. W okresie wojny trzydziestoletniej i po jej zakończeniu zacieśnieniu uległy więzy niemieckich przyjaciół Andreaego z Holandią, między innymi dlatego, że w Hadze znalazł schronienie pozbawiony swego państwa elektor palatyn reński. Poglądy w dziedzinie filozofii i religii Andreae zawdzięczał głównie starszemu o dziewięć lat profesorowi prawa z Tybingi, Christophowi Besoldowi (1577-1638), człowiekowi o szerokich horyzontach, który inte­resował się kulturą Antyku, dziejami chrześcijaństwa, a także – co znalazło odbicie w manifestach Fama i Confessio — kulturą i historią islamu oraz krajów arabskich. Besold reprezentował w swej naukowej twórczości charak­terystyczne dla epoki tendencje: encyklopedyzm i antykwaryzm, w połączeniu z dążeniem do tworzenia eklektycznych systemów filozoficznych. Znamie­niem czasów były także rozterki uczonego w kwestii religijnej ; zniechęcony do luteranizmu (i protestantyzmu w ogóle), pod koniec życia Besold konwertował na katolicyzm, po to jednak, aby powrócić na łono wyznania augsburskiego. Jak wynika z autobiografii Andreaego, niespodziewana dla otoczenia apostazja duchowego przywódcy była wstrząsem, nie pociągnęła wszak potępienia. Podobnie ostateczna konwersja na luteranizm przyjęta została spokojnie; widać duchowe rozdarcie i kryzysy wiary stanowiły problemy na tyle powszednie, że nawet tak żarliwi wyznawcy luteranizmu jak Andreae nie mogli potępiać ludzi dotkniętych wątpliwościami2.

Jak pisze dalej W. Cegielski: „W sferze promieniowania idei oświecenia Różokrzyżowców znaleźli się wybitni przedstawiciele protestantyzmu z Europy Środkowej, wśród nich Comenius, Samuel Hartlib i Jacob Böhme. Comenius, czyli Jan Amos Komensky (1592-1670), urodzony na Morawach, wychował się w tradycji husyckiej. Obrał karierę duchownego i teologa kalwińskiego, ale sławę zdobył jako nauczyciel i biskup braci czeskich”3.

Autorem ważnych prac dla różokrzyżowców był także Michael Maier (1568–1622), działający w Niemczech, który do końca życia był luteraninem. Podobna sytuacja była w Anglii: „Drugi z przykładów związany jest z angielskimi początkami ruchu wolnomularstwa spekulatywnego i powstaniem systemu ukonstytuowanej w 1717 r. Wielkiej Loży Londynu (tzw. The Premier Grand Lodge), która obejmowała trzy loże londyńskie i lożę w Westminster. Podstawę organizacyjną i ideową tej części ruchu stanowiły opublikowane w 1723 r. The Constitutions of the Free and Accepted Masons autorstwa pastora prezbiteriańskiego Jamesa Andersona. Konstytucje Wielkiej Loży Londynu uzupełnione zostały i zmienione w edycji drugiej z 1738 r. – tworząc kanon trójstopniowej brytyjskiej masonerii zwanej błękitną lub świętojańską”4.

Poza wspomnianym Jamesem Andersonem (1680–1739), który był pastorem i masonem warto wspomnieć choćby Johna Theophilusa Desaguliersa (1683–1744), pastora kalwińskiego, który był asystentem Isaaca Newtona. Ten angielski fizyk także jest oskarżany o przynależność do różokrzyżowców. Mogłyby na to wskazywać jego deistyczne poglądy, według których Bóg ma być jak wielki zegarmistrz, który stworzył świat i jego prawa, ale w niego nie ingeruje. Twierdzenia te inspirowały oświeceniowych masonów. Wśród angielskich fizyków, członków królewskiego kolegium fizyków, było zresztą więcej różokrzyżowców. Przykładem jest Robert Fludd. Masonem był także John Dee (1574–1637), angielski okultysta, nadworny astrolog Elżbiety I, alchemik, kabalista, badacz wiedzy tajemnej5.

Podobna sytuacja była w innych krajach:

Kolejny z proponowanych przykładów to loże nowego, tzw. szkockiego typu, powstałe we Francji ok. 1740 r. Masoneria szkocka (jej związek z lożami w Szkocji pozostaje wciąż kwestią otwartą, zwłaszcza po ukazaniu się w 1988 r. cytowanej już pracy Stevensona, wskazującej nowy ślad szkocki) dodawała do trzech stopni wtajemniczenia, znanych masonerii angielskiej, stopnie wyższe – przepojone duchem ezoterycznego, mistycyzującego chrześcijaństwa. Systemy stopni wyższych zrobiły zawrotną karierę w następnym ćwierćwieczu, majoryzując wolnomularstwo w większości krajów Europy kontynentalnej. Szczególną popularność zdobyły we Francji – gdzie się narodziły w znanej nam formie – oraz w Niemczech i Skandynawii6.

To „mistycyzujące chrześcijaństwo” to nic innego jak Różokrzyż wyrosły na gruncie protestantyzmu. W przytoczonym cytacie W. Cegielski pokazuje ścisły związek duchowości protestanckiej, różokrzyżowej i masońskiej.

O tym, że protestanci byli otwarci na doktrynę Różokrzyża świadczą następujące słowa: „W kręgu najbliższych przyjaciół Andreaego – o czym pisarz donosił w swej autobiografii – zrodził się właśnie pomysł założenia tajnego bractwa, na wzór stowarzyszeń Giordanisti, powołanych przez Bruna [Giordano Bruno – mag spalony na stosie – dop. M. K.] w czasie jego pobytu w Niemczech i popularnych zwłaszcza wśród luteran. Stowarzyszenia te dążyły do mistycznego pogłębienia chrześcijaństwa i jako takie otwarte były na hermetyzm – główne źródło ezoterycznej inspiracji nowożytnego protestantyzmu”7.

W. Cegielski sugeruje zresztą, dlaczego protestanci skłaniali się do Różokrzyża:

Rozpad chrześcijańskiego uniwersalizmu (ograniczonego już, co prawda, do obrządku łacińskiego) w wyniku wyodrębnienia się Kościołów i sekt protestanckich, oraz niekończące się konflikty między Kościołami postawiły na porządku dziennym kwestię rzeczywistych podstaw religii. Nie burząc wszystkich chrześcijańskich dogmatów można było – po odrzuceniu średniowiecznej scholastyki, nauki soborowej i pism Ojców Kościoła – szukać ich bezpośrednio w Biblii. Odwoływanie się stron sporu (zwłaszcza w obrębie Protestantyzmu) właśnie do Biblii uniemożliwiło jednoznaczne i trwałe rozstrzygnięcia teologiczne. W tej sytuacji zrodziła się myśl, iż oryginalnym źródłem chrześcijaństwa musi być religia starsza od starotestamentowej, różna od judaizmu i chrześcijaństwa razem wziętych, na przykład religia Egipcjan lub mistyczna tradycja Żydów (kabała). Równocześnie znużenie coraz bardziej jałowymi dysputami teologicznymi zrodziło postawy eskapistyczne, względnie indyferentne wobec oficjalnych doktryn i oficjalnych form kultu. Owocowały one ucieczką w sferę indywidualnego przeżycia religijnego, często mistycznego (jak w alchemii) lub religię prywatną8.

Faktem jest, że wielu różokrzyżowców wywodziło się z protestantyzmu. Wszystko wskazuje na to, że działo się tak, ze względu na to, że sam protestantyzm był tworem Różokrzyża. Prawdą jest, że J. V. Andrea działał sto lat po wystąpieniu Marcina Lutra. Już w XV w. działały jednak różne loże różokrzyżowe. O tym, że tak było, świadczą zresztą choćby następujące słowa W. Cegielskiego: „Wspólnym celem reprezentantów trzech różnych, skądinąd skłóconych ze sobą kierunków protestanckich, była duchowa regeneracja, którą obiecywała swym adeptom religijna alchemia. Tak jak niemieckim luteranom, tak i brytyjskim anglikanom i kalwinom alchemia dostarczyła filozoficznych i religijnych pojęć i instrumentów, umożliwiających indywidualną, metaforyczną interpretację Biblii, zwłaszcza Starego Testamenu. Anonimowy tekst angielski z pierwszej połowy XVII w., który porównuje zasady odnowy duchowej przyjęte w kalwinizmie z ideą transmutacji alchemicznej, dowodzi, iż głębsze struktury obydwu systemów były – przynajmniej w niektórych materiach – zbliżone”9.

Powtórzmy zresztą raz jeszcze: jeśli masoni czerpali z protestantyzmu to tylko dlatego, że zdawali sobie sprawę, że nie jest to chrześcijaństwo. Powiedzieliśmy już, że Luter zmierzał do stworzenia nowej religii. Co to mogła być za religia? Czy słuszność mają ci, którzy twierdzą, że był to system jednego człowieka opracowany tylko po to aby przełamać swoje wątpliwości w wierze?10. Czy za jego powstaniem stali jedynie władcy, którzy chcieli uniezależnić się od papieża lub sytuacja ekonomiczna?

Te sugestie coś wyjaśniają, ale nie odsłaniają najgłębszych przyczyn. Jeżeli J. V. Andrea zmierzał, wraz z innymi różokrzyżowcami, do generalnej reformacji całego szerokiego świata, tzn. do tego, żeby protestantyzm objął cały świat i pragnął zjednoczenia wszystkich chrześcijan, to dlatego, że wierzył w powstanie nowego, ezoterycznego chrześcijaństwa. Luteranizm czy kalwinizm był tylko krokiem do urzeczywistnienia tego planu.

O tym, że wśród samych protestantów były oczekiwania daleko idących zmian, świadczy następujący cytat:

Odmalowane tu nastroje, dominujące w środowiskach protestanckich – od Londynu po Gdańsk, od Sztokholmu po Pragę, – rodziły potrzebę radykalnych i generalnych zmian. Renesansowa tradycja hermetyczna oferowała wąskim elitom nadzieję duchowego wyzwolenia dzięki samopoznaniu, studiom nad Naturą i tajemnicami starożytnego Egiptu. Program ten, obliczony na wieloletni wysiłek i ograniczony społecznie, nie stanowił jednak rozwiązania w szerokiej, ogólnoludzkiej skali. Inna jeszcze sprawa, że właśnie z początkiem XVII stulecia zaczęła kruszyć się niezachwiana dotąd wiara w skuteczność nauk tajemnych – alchemii, astrologii, magicznej medycyny, kabały. W tej sytuacji zasady rozpropagowane w manifestach niewidzialnego bractwa zdawały się oczekiwanym od dawna rozwiązaniem. Wychodząc od wartości dobrze znanych ogółowi chrześcijan, sugerując mniej lub bardziej jednoznacznie związek z tajemną wiedzą kapłanów Wschodu, biblijnych mędrców i proroków, program obiecywał gruntowne zmiany nie tylko w życiu jednostek, lecz całej chrześcijańskiej społeczności. Generalna reformacja nie wyłączała przy tym katolików, którzy dzięki likwidacji ciemiężącej ich władzy papieży mogliby uczestniczyć w powszechnym braterstwie wiary, braterstwie umocnionym potęgą naukowego rozumu11.

Mówią o tym także następujące słowa: „W protestanckiej części Rzeszy głośno więc było o planach obalenia Prymatu Habsburgów i o likwidacji Papiestwa; w wielkiej liczbie pamfletów przewidywano zjednoczenie wszystkich chrześcijan i powstanie nowego uniwersalnego cesarstwa z ewangelickim władcą na czele. Plany te otrzymały profetyczną i mistyczną otoczkę”12.

Niezwykle znamienny jest także następujący cytat: „Jak wynika z tekstów Fama i Confessio, zażegnanie tak religijnego, jak i społeczno-politycznego kryzysu może nastąpić jedynie dzięki dokończeniu reformacji luterańskiej, to znaczy dzięki harmonijnemu połączeniu obu wielkich intelektualnych ruchów minionego, XVI stulecia: reformacji i filozofii przyrody. Hasło generalnej reformacji całego szerokiego świata wpisane zostało w wizję definitywnego zjednoczenia ludzkości poprzez zjednoczenie wszystkich chrześcijan”13.

Warto pamiętać, że XVI-wieczna filozofia przyrody była w dużej mierze przykrywką dla okultyzmu. Takim „filozofem” był Giordano Bruno, który został spalony na stosie. Takimi „filozofami przyrody” byli tacy protestanci, jak Johann Arnd, czy słynny Jakub Böhme. Różokrzyżowcy zresztą chętnie wykorzystywali naukę i technikę do swoich celów. Stąd Renesans, jako odrodzenie pogaństwa, z jednej strony kładł nacisk na magię i okultyzm, a z drugiej strony właśnie na nauki praktyczne, które miały wybranym bogom dać władzę nad światem. Właśnie w tym czasie porzucono średniowieczny katolicki model nauki, w którym w centrum było zainteresowanie prawdą, na rzecz pragmatyzmu. Postacią, która wyznawała idee utopijne, właściwe dla Różokrzyża i była zwolennikiem nauki, był protestant Franciszek Bacon.

Tak o nim pisze prof. Cegielski:

Z Różokrzyżowcami łączyła Bacona idea zbawienia poprzez wiedzę. Również angielski filozof pojmował zbawienie jako ogólnogatunkowe wyzwolenie od plag stanowiących następstwo grzechu pierworodnego. Dla Bacona środkiem powszechnego oświecenia miała być nie religia, lecz nauka i technika; nie znaczyło to przecież, że nie doceniał on roli religii. Lord kanclerz pojmował religię w sposób równie daleki od chrześcijańskiej ortodoksji jak hermetyści. Pomimo deklarowanego dystansu wobec zasad filozofii hermetycznej, system wierzeń mieszkańców Nowej Atlantydy opisany przez Bacona żywo przypomina ezoteryczną religię mieszkańców Christianopolis [mityczne miasto Andrea’go – dop. M. K.]. Atlantydzi – jak Christianopolitanie – byli pobożnymi chrześcijanami; cechowała ich tolerancja (obejmująca również Żydów), wiara w boskie objawienie w księgach Natury14.

O tym, że różokrzyżowcy rzeczywiście wierzyli w przemianę całego świata, ale ich plany zostały pokrzyżowane, świadczą następujące słowa:

Małżeństwo kalwińskiego władcy Palatynatu z anglikańską księżniczką wzbudziło wielkie nadzieje i plany ze strony protestanckich społeczności Niemiec, Holandii i Czech. Plany te skonkretyzowały się już kilka lat później, w chwili wybuchu wojny trzydziestoletniej, kiedy to Fryderyk V interweniował w konflikt między stanami czeskimi i cesarzem i na krótko (jako król zimowy) zajął Czechy, koronując się na ich króla. Klęska pod Białą Górą zakończyła protestancki sen o potędze, czy też o generalnej reformacji całego szerokiego świata. Fryderyk utracił nie tylko koronę królewską, ale i swoje palatynackie dziedzictwo. Elektorat wraz z opiewanymi w Chymische Hochzeit skarbami Heidelbergu obrócony został w ruinę, a książęca para udała się na emigrację do Holandii15.

Podsumowując wiele wskazuje na to, że sami różokrzyżowcy zainspirowali Lutra do wystąpienia. Być może zresztą on sam był różokrzyżowcem, o czym mógłby świadczyć choćby jego herb – krzyż wpisany w różę o siedmiu płatkach – który jest znakiem Różokrzyża. Ostrożnie można jednak uznać, że Luter został przynajmniej wykorzystany przez różokrzyżowców, aby doprowadzić do zniszczenia Kościoła katolickiego. Różokrzyżowcy wierzyli bowiem, że kiedy reformacja obejmie cały chrześcijański świat, sam protestantyzm, jako twór przejściowy, przemieni się we właściwe ezoteryczne chrześcijaństwo.

1   W. Ciegielski, Ordo ex Chao, Warszawa 1994, 18.

2Tamże, 75-76.

3Tamże, 90.

4Tamże, 18.

5Niektórzy uważają dzisiaj, że jednak Isaac Newton nie był deistą, a błąd ten popełnili myśliciele oświecenia.

6W. Cegielski, Ordo…, dz. cyt., 18-19.

7Tamże, 76.

8Tamże, 51.

9Tamże, 115-116.

10Tak głosił Jaques Maritain w książce „Trzej reformatorzy”.

11Tamże, 68.

12Tamże, 79.

13Tamże, 58.

14Tamże, 97.

15Tamże, 62.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

2 komentarze

2 Komentarzy

  1. Piotrx

    30 czerwca 2018 at 22:45

    OD PLATOŃSKIEGO HUMANIZMU RENESANSU DO HEREZJI PROTESTANCKIEJ
    /fragmenty/

    …Kolejny krok uczynił Luter, czerpiąc obficie z systemów neopitagorejskich i neoplatońskich. Dla potrzeb swej doktryny korzystał szczególnie z dzieła „Liber XXIV philosophorum” mitycznego Hermesa Trismegistusa (zbiór pism okulty-styczno – astrologicznych przetłumaczony w roku 1471 przez Marsilio Ficino).

    Warto przypomnieć, że koncepcja usprawiedliwienia wyłącznie przez wiarę jest myślą gnostycką, według której prawdziwe zbawienie osiąga się jedynie poprzez drogę poznania, podobnie, jak głoszą talmudyści i Islam. Nie dziwi więc następujące stwierdzenie autentycznego źródła hebrajskiego:

    „Gdy rozważamy historię Reformacji, koniecznie trzeba odwołać się do dogłębnej znajomości Biblii […]. Bez języka hebrajskiego nie byłoby Reformacji, więc nie byłoby jej bez Żydów, bo to oni jedynie byli ekspertami w tym języku”

    Ateista i syjonista Bernard Lazare, który głęboko nienawidził Rzymu i chrześcijaństwa, mówił, że to Żydzi stworzyli egzegezę biblijną, co było ideologiczną pomocą dla Reformacji.

    Prostestantyzm, będący w dziedzinie religijnej naturalną konsekwencją myśli humanistycznej, przystąpił z miejsca do walki z ludzkim rozumem, do którego wydoskonalenia przyczyniły się wieki Patrystyki i Scholastyki. Im to zawdzięczamy oparcie na solidnych podstawach imponującego gmachu teologii katolickiej. wzbogaconej o pogłębione spekulacje na temat dogmatów, a także pełne finezji rozważania i komentarze do Pism. Otóż cały ten gmach został przekreślony jednym pociągnięciem pióra przez Reformację. Zaczęto głosić, że Biblia może być interpretowana prywatnie, bowiem umysł człowieka, który pragnie sięgać po Pismo Święte, jest już skierowany ku Bogu, co więcej, jest w bezpośrednim kontakcie z Bóstwem.

    Z powyższego założenia wynika, że interpretacja będzie tym pełniejsza i właściwsza. im lepszą znajomość oryginalnych języków Biblii i wiedzę na temat historii starożytności będzie posiadał czytelnik. W ten sposób zrodziło się krytyczne podejście do Pism, które przestały być czytane z namaszczeniem i w świetle teologii katolickiej, a stały się poniekąd wolną areną, na której każdy mógł stanąć, by formułując dowolne hipotezy wszczynać dyskusje interpretacyjne.

    Szczelina, poprzez którą Gnoza „wsączyła się” do Reformacji jest nam już dobrze znana; chodzi oczywiście o to, że doktryna gnostycka widziała zawsze w ludzkim umyśle „bożą iskrę” – cząstkę „Duszy Świata”, albo innymi słowy Boga będącego „Wielką Całością”, który jest immanentnie obecny we Wszechświecie.

    Doktryna wypracowana przez Mistrza Eckharta została właściwie bez zmian włączona w dorobek umysłowy ojców Reformacji. Znaleźli w niej potwierdzenie swoich intuicji, że dusza utrzymuje bezpośredni kontakt z Bogiem, że w świadomości każdego człowieka występuje „pewność”, bowiem głos sumienia jest głosem Boga w nas. Stąd już tylko krok od stwierdzenia, że człowiek jest biernym instrumentem w rękach Boga; że nie istnieje wolna wola; a skoro tak. Bóg ponosi odpowiedzialność za to, czy przyczynia się w nas do Dobra, czy do Zła. Tak czy inaczej, Bóg zostaje zdetronizowany i zastąpiony – za sprawą tez gnostyckich -przez indywidualne sumienia, które współtworzą jedną, uniwersalną świadomość. Tak oto na panteistycznym gruncie wyrasta Reformacja, która dwa wieki później upatrzyła sobie godnego filozofa w osobie Immanuela Kanta. W swym dziele „Religia w granicach zwykłego rozumu” na początku rozdziału „O nici przewodniej sumienia w sprawach wian” daje się on nam poznać jako wyznawca determinizmu, wykluczającego wolną wolę człowieka: sumienie jednostki staje się „bezwzględnym imperatywem” – a rozumieć należy przez to samego Boga, który działa suwerennie, z pominięciem jakiegokolwiek elementu woli jednostki. Konsekwencje tej doktryny są tragiczne. W obliczu bezwzględnego nakazu nie ma już miejsca na wybór. A to oznacza, że nie istnieje ani obiektywne prawo, ani jedyny prawodawca. Prawda i Sprawiedliwość są na łasce i niełasce sumienia jednostki. Coś, co w oczach jednego jest Dobrem, innemu może jawić się jako Zło. A skoro nie ma jasnego rozróżnienia między Dobrem, a Złem, trudno mówić o odpowiedzialności.

    Człowiek taki staje się wyobcowany i daleki od swego naturalnego stanu, kiedy jako stworzenie Boże posiadał wolność wychwalania swojego Boga i poddania się z dziecięcą ufnością Jego prawom. Zostaje zdegradowany do roli nikłej iskierki, nieokreślonej cząstki Wielkiej Całości i pozostaje mu już tylko oddać pokłon wizerunkowi Ludzkości, której jest częścią. Zamieszkuje on miasto Utopię, którego staje się więźniem. Utopia to Republika Platona, bądź państwo technokratycznego socjalizmu doby współczesnej, gdzie każda przyjemność, choćby najmniejsza, staje się jego prawem, mającym potwierdzać przynależność do ludzkiej rodziny. Mowa tu – przypomnijmy o mieście zbudowanym na fundamencie wolności religijnej, która w istocie jest raczej wolnością od prawdziwej religii, ostatecznie zaś od Boga i od Jego Prawa. To dokładnie tak. jak zapowiedział Wąż: „eritis sicut Dei” (=Będziecie jako Bogowie), z tym, że zapomniał on dodać: „będziecie moimi sługami, sługami Pana Świata”, Niestety, nic nie wskazuje na to, by człowiek był dziś przebóstwiony. Natomiast zniewolenie stało się jego udziałem każdego dnia, i ma ono w sobie przedsmak Piekła….

    RÓŻOKRZYŻOWCY
    Pod niejasnym terminem „globalizmu synarchicznego” rozumie się doktrynę opracowaną potajemnie przez bardzo wąskie, bliżej nieokreślone gremium, a następnie rozpropagowaną na różnych szczeblach władzy. Zadziwiające jest to, z jaką konsekwencją była ona wdrażana przez trzy ostatnie stulecia. Stopniowo rozszerzała swe oddziaływanie na sferę religii. polityki i ekonomii, aż zdominowała całą ludzkość, dążąc do tego, by rządzić niepodzielnie i totalitarnie. Tajniki tej doktryny nie są szerzej znane, pomimo usilnych dociekań i przenikliwych analiz kilku badaczy (zwłaszcza francuskich), dzięki którym zostały przynajmniej zarysowane jej kontury. Dziś, na progu ery rządów światowych – ery, która przecież już się rozpoczęła na płaszczyźnie ekonomicznej za sprawą bezprecedensowej koncentracji środków i dóbr – złowieszcza wizja zawarta w tych wiekowych doktrynach zaczyna przybierać realną postać na różnych płaszczyznach naszego życia, i to w sposób tak „naturalny”, że współczesny człowiek nawet nie zwraca na to uwagi, czemu sprzyja dodatkowo tendencja, by rezygnować z poszukiwania wyjaśnień dla owych zjawisk poza dziedziną socjologii i sferą publicystyki.

    Źródeł pęknięcia między Chrześcijaństwem a antropocentryzmem (czyli światem współczesnym) upatruje się tradycyjnie w myśli humanistycznej i w Reformacji. Jednak główny trzon globalizmu synarchicznego zdaje się sięgać swym korzeniami kabalistycznych doktryn XVII-wiecznych Różokrzyżowców, które zostały rozwinięte w tajnych towarzystwach mistycznych, wywodzących się z protestantyzmu, których członkowie, tworzący bractwa „uczonych”, mieli posiadać wiedzę tajemną.

    Ich znakiem rozpoznawczym byt emblemat Lutra: czerwona róża, w której środek wpisany był krzyż. Według masońskiego historyka Serge’a Hutin znak ten nawiązywał do drzewa Kalwarii, zroszonego krwią Chrystusa. Pojawiały się też inne interpretacje, ale najbardziej trafia do przekonania wyjaśnienie jednego z największych specjalistów katolickich zajmujących się synarchią, Pierre’a Virio-na, który w swej książce „Mystère d’iniquité” objaśnia różę jako znak wiedzy
    magów, a w jej połączeniu z krzyżem widzi znak Chrześcijaństwa gnostyckiego, „naukowego”.

    W 1614 r. w niemieckim Kassel ukazał się manifest, którego długi tytuł poprzedzony był ryciną przedstawiającą kotwicę z oplatającym ją wężem. Ów tytuł brzmiał:

    „Uniwersalna i powszechna reforma całego świata. „Fama Fratemitatis” honorowego bractwa Różo-Krzyża skierowana do wszystkich uczonych i władców Europy oraz krótka odpowiedź przesłana przez pana Haselmeyera, który z tej przyczyny został aresztowany przez jezuitów, wtrącony do więzienia i zakuty w łańcuchy na galerze. Teraz wydana drukiem do wiadomości wszystkich ludzi o szczerych sercach”.

    René Alleau, jeden z czołowych współczesnych przedstawicieli oraz znawców myśli Guénona zauważył, że słowo FAMA jest słowem greckim, jednak autorzy manifestu, uciekając się do znanego alchemikom zabiegu kryptograficznego, ukryli jego prawdziwe znaczenie pod słowem łacińskim. Zatem tylko wtajemniczonym dane jest rozumieć jego znaczenie, czyli (z greckiego): „objawienie”, „przesłanie bogów”, ale też „tradycja”.

    Manifest składa się z trzech części. Pierwsza zawiera posłanie do cesarza Justyniana od siedmiu mitycznych mędrców Grecji oraz od Seneki i Katona, w którym przedstawione są remedia na problemy, z którymi boryka się ludzkość. Tak oto cesarz powinien sporządzić:

    „plan redystrybucji dóbr, [a ponadto] znieść złoto i pieniądz oraz wydać walkę hipokryzji. Pragnie się zbudować społeczeństwo na zasłudze, cnocie i wierności. Ale wielkość zadania przerasta i zniechęca. Przeto Katon proponuje, by po prostu upraszać Boga o jeszcze jeden potop albo inną, podobną plagę, która wytraci za jednym zamachem niegodziwców”.

    To Anty-Kościół, pracujący nad swoją doktryną całkowitego spustoszenia Tronu i Ołtarza, która zostanie przejęta właściwie bez zmian przez komunizm Iluminatów bawarskich, a w następnym stuleciu przez loże jakobińskie.

    W drugiej części streszczony jest żywot mitycznego maga, Christiana Rosenkreuza żyjącego ponad sto lat, między 1378 a 1484 r., który po długim pobycie w Damaszku, gdzie miał zostać wtajemniczony w zagadki przyrody i astrologii, powrócił do Niemiec, gdzie założył ezoteryczne koło „Społeczność i Braterstwo”. Mniej więcej od tego czasu zaczął rozsyłać po świecie misjonarzy, by głosili nową wiarę.

    „Wiemy, na jakie zanosi się zmiany i jesteśmy gotowi szczerym sercem objawić je uczonym, którzy dostąpili poznania Boga; przekonają się oni, że nasza filozofia nie jest nowa, tę bowiem otrzymał już Adam po swoim upadku, tę również praktykowali Mojżesz i Salomon”.

    W trzeciej części manifestu – „Teozofowie Różo-Krzyża”, skierowanej do mitycznego Adama Haselmayera, zarzucono hermetyczny język, by otwarcie oznajmić:

    „Owe czasy, które nastąpią po nadejściu Boga, będą czasami wielkich przemian: Bóg przyspieszy upadek papieża – nieprzyjaciela Chrystusa, oraz jego „konnicy babilońskiej”, tj. księży i jezuitów. Potępi bezbożnych, a wywyższy małe stadko sprawiedliwych. Poprzedzi go Lew Północy – Jezus tryumfujący, aby „znowu uczynić żywym to, co jest martwe”.

    Tak oto, znosząc na moment zasłonę dymną alegorii i metafory, Alleau daje wgląd w tajemnicę: pod pojęciem „żywego” rozumie się adepta – wtajemniczonego – zaś „martwa” jest pozostała część ludzkości, którą wtajemniczeni magowie będą mieli za zadanie obudzić do nowego życia za pomocą alchemii, której uprawianie w służbie tej świętej walki „[…] katalizuje niejako często gwałtowne reakcje wynikające z uczucia religijnego, a skierowane przeciwko ortodoksji”.

    Za zasłoną mglistych sformułowań skrywa się Wróg odwieczny, który przywdziawszy chrześcijańskie szaty w sposób bezprawny i opaczny szermuje imionami Boga, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Pod inicjałami słowa Rosa-Crux (Różo-Krzyż) można dostrzec Resurrectio Christi – Zmartwychwstanie Chrystusa, ale rozumiane jako osiągnięcie przez upadłego człowieka boskości o własnych siłach, jakby w prometejskim zrywie, gdzie cała ludzkość występuje przeciwko Bogu. W ten sposób owa ludzkość ma zastąpić Boga i – co jest logiczną konsekwencją takiego myślenia – nadać sobie samej prawo.

    Kwintesencja myśli różokrzyżowców zawiera się w twierdzeniu: „Człowiek jest Bogiem, synem Boga i nie ma innego Boga poza człowiekiem”. Jest to nic innego, jak odkurzone przez kabałę dawne herezje gnostyckie pierwszych wieków n.e., idealnie wpisujące się w sprzeciw pogan wobec Dobrej Nowiny. Widać tu również charakterystyczny rys strategii różokrzyżowców: ubrać ten element pogański w szaty chrześcijańskie.

    W 1610 r. w ślad za manifestem Fama ukazała się w Strasburgu książeczka opatrzona osobliwym tytułem: „Chemiczne gody Chrystiana Rosenkreuza w roku 1459”, dziełko ezoteryczne i alegoryczne, gdzie została opisana droga mitycznego maga ku oświeceniu, rozumianemu jako głębokie poznanie natury i jej tajemnic przy pomocy magii.

  2. Piotrx

    30 czerwca 2018 at 22:53

    cd..

    JOHANN VALENTIN ANDREAE

    Biorąc pod uwagę przesłanki historyczne wydaje się pewne, że oba przytoczone wyżej dzieła zrodziły się w żarliwym umyśle tego samego autora, Johanna Valentina Andreae, bratanka Jakuba Andreae (rektora uniwersytetu w Tiibingen -tego, na którym działał Melanchton), syna Marii Moser i Johanna Andreae, również alchemika i okultysty. Johann V. Andreae przyszedł na świat 17 sierpnia 1586 r. w Harrenbergu (Wirtembergia). W roku 1614 został diakonem. Jemu to przypisuje się autorstwo samej idei różokrzyżowców, idei która dojrzewała w „kręgu Tilbingen”, gdzie diakon spotykał Austriaka Tobiasa Hessa i poznał swego wiernego przyjaciela Christopha Besolda. pitagorejczyka i kabalistę. oraz wybitnego radcę prawnego na Uniwersytecie. W 1617 r. Andreae przystąpił do działania, zakładając wraz z wybitnymi luterańskimi osobistościami „Związki Chrześcijańskie” – ruch, który bazował na tezach obu manifestów, ukierunkowując swoją działalność na „przygotowanie powtórnego przyjścia Chrystusa”

    Wrogość „Związków Chrześcijańskich” wobec jezuitów i św. Roberta Bellarmina nie była skrywana. W tamtym okresie Andreae pozostawał pod dużym wpływem utopijnej wizji „De ciritate solis poetica” Tommasa Campanelli, dzieła znajdującego się wówczas w Neapolu, którego rękopis przekazał Johannowi zaufany Tobias Adami, tłumaczący je na język niemiecki. W 1619 r. Andreae opublikował swój „Opis republiki kosmopolickiej”, który dedykował swemu duchowemu mistrzowi, pastorowi Johannowi Arndtowi (1568-1639), autorowi dzieła „Kolonia Jeruzalem”, którym się zresztą zainspirował. W 1632 r. schorowany J.V. Andreae wysłał list do biskupa Braci Morawskich, Jana Amosa Komeńskiego (zwanego Komeniuszem), wyznaczając go swoim duchowym spadkobiercą.

    NA TEMAT ISTNIENIA RÓŻOKRZYŻOWCÓW
    Masoński historyk Antoine Faivre zajmujący się w swoim studium na temat chrześcijańskiego ezoteryzmu od XVI do XX w. XVII-wiecznymi różokrzyżowcami wysunął tezę, wedle której J.V. Andreae wraz z gronem przyjaciół praktykował podczas owych spotkań jedynie swego rodzaju zabawy literackie czy grę intelektualną. Kwestionuje on, jakoby te sprawy miały jakiś związek z organizacją ezoteryczną. Sam Andreae w swoich dziełach – takich, jak „Menippas sive Dialogorum Sahrico-rum Centuria” (1617) – określa Bractwo Różokrzyżowców mianem „ludibrium curiosarum”, usiłując zapewne w ten sposób ograniczyć ekspansję swoich doktryn, których sukces miał zależeć od zachowania ich w tajemnicy. W rzeczywistości – na co zwraca uwagę masoński historyk Serge Hutin -już w 1663 r. idee różokrzyżowców przeniknęły do Anglii i rozprzestrzeniały się w błyskawicznym tempie, a to głównie za sprawą medyka kabalisty Roberta Fludda (1574-1637). Hutin dodaje, że w 1650r. Konfrateria posiadała już „silną organizację”.

    Obecnie uważa się, że krąg inicjatyczny jest zorganizowany wówczas, gdy posiada doktrynę, której towarzyszą ryty inicjacyjne, a także hierarchię. Cenne jest świadectwo innego masońskiego pisarza, które wydaje się autorytatywne; chodzi o Ernesta Nysa. Na początku XX w. stwierdził on;

    „Niezależnie od tego, czy Różokrzyżowcy pozostali wyizolowani, czy utworzyli jednolite stowarzyszenie, czy wreszcie powołali do życia szereg towarzystw w Niemczech, we Włoszech, w Szwajcarii, w Zjednoczonych Prowincjach oraz w Anglii, jedno jest pewne: ich oddziaływanie było znaczne” – na tyle, że autor wywodzi od nich nawet samą ideę „postępu”, przejętą następnie przez wolnomularstwo”.

    Pauwels i Bergier, z których pierwszy był masonem, drugi zaś martynistą o wysokim stopniu wtajemniczenia, stwierdzają bez ogródek w swym dziele ezoterycznym „Poranek magów”:

    „Powiedzmy raczej, że legenda Różokrzyżowców posłużyła jako oparcie dla rzeczywistości: stałego, tajnego sprzysiężenia oświeconych, znamienitych ludzi,
    konspiracji dokonującej się w pełnym świetle”. Konspiracji uknutej przez wyższe umysły, posiadające „całość wiedzy i mądrości”, a złączone „siłą rzeczy” w tajne związki. Związki, w porównaniu z którymi „wszystkie inne tajne organizacje – a jest ich niemało – jakie zdołano odkryć, mniej lub bardziej potężne lub malownicze, są w naszych oczach jedynie imitacjami. igraszkami dzieci próbujących naśladować dorosłych”

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra