Kościół

Bp Andrzej Siemieniewski opowiada się za pentekostalną rewolucją w chrześcijaństwie

By MNG – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32215141

Na naszych oczach toczy się religijna wojna hybrydowa (określenie ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego). Niestety nawet nie wszyscy biskupi to rozumieją.

 

 

 

Andrzej Siemieniewski, biskup pomocniczy wrocławski, w tekście pt. „Pentekostalizacja: znak czasów” wyjaśnił: „Szybkie przejmowanie początkowo protestanckich, pentekostalnych obyczajów i stylu modlitwy przez chrześcijan wielu tradycyjnych wspólnot i Kościołów – w połączeniu z gwałtowną ekspansją nowych kościołów pentekostalnych – to właśnie jest proces pentekostalizacji”[1].

Nie jest to formuła zbyt precyzyjna. Co znaczy bowiem „początkowo protestancki”? Na czym polegają te pentekostalne obyczaje i styl modlitwy? Definicja ta niewiele wyjaśnia, a wręcz może wprowadzać w błąd.

Po pierwsze mianem pentekostalizmu określa się w pierwszym rzędzie Ruch Zielonoświątkowy. To prawda, że narodził się on wśród protestantów, a jego założycielem był m.in. John Parham, pastor metodystyczny. Od początku jednak sami protestanci odcinali się od tego ruchu i do dzisiaj robią to ci, którzy chcą pozostać wierni myśli Lutra i Kalwina.

Po drugie od początku obyczaje i styl modlitwy zielonoświątkowców były skażone pogańskim myśleniem: teologią sukcesu, przekonaniem o boskiej naturze i możliwościach człowieka, pojmowaniem wiary jako pozytywnego myślenia w duchu New Age, praktykami para-magicznymi, spirytualizmem, modernistycznym sprowadzaniem wiary do doświadczenia. Aby się o tym przekonać wystarczy zajrzeć do kazań Smitha Wiggleswortha, jednego z pionierów tego ruchu.

Po trzecie Ruch Zielonoświątkowy jest dużo bardziej protestancki niż myślą o tym ortodoksyjni protestanci. Wyraża on bowiem protestancką mistykę, którą głosiło wielu heterodoksyjnych myślicieli protestanckich, u podstaw której jest magia i duchowość Różokrzyża czyli masonerii. Kiedy jednak duchowość pentekostalna przeniknęła do „wielu tradycyjnych wspólnot i Kościołów”, nie straciła swojego zasadniczego charakteru. Oznacza to, że wciąż pozostała protestancka, pogańska i zielonoświątkowa.

Po czwarte „przejmowanie początkowo protestanckich, pentekostalnych obyczajów i stylu modlitwy przez chrześcijan wielu tradycyjnych wspólnot i Kościołów” to eufemistyczne wyrażenie tego, że zwolennicy tego ruchu dążą do stworzenia ezoterycznego chrześcijaństwa przyszłości.

Niezwykle delikatna i ostrożna charakterystka bpa Siemieniewskiego pozwala mu stwierdzić: za ks. Gómezem, że „Pentekostalizacja chrześcijaństwa jest oczywistym faktem” i pozostaje nam tylko ocena tego faktu, a także odpowiedź na pytanie: „Na ile jest to wołanie Ducha Świętego?”. Takie postawienie sprawy sugeruje, że pentekostalizacja to jakiś proces naturalny, konieczny i nieodwracalny, który możemy różnie oceniać, ale którego nie możemy odwrócić.

Tymczasem w świetle tego, co napisałem wcześniej, łatwo wysnuć wniosek, że jest to celowe działanie podjęte przez ludzi, którzy chcą zniszczyć Kościół katolicki, sfałszować Objawienie i zastąpić je swoją pseudonauką, która może tylko pochodzić od szatana. Rację ma ks. Andrzej Kobyliński, który w kontekście pentekostalizacji nie boi się pisać o „hybrydowej wojnie religijnej”.

Dziwi dlaczego Biskup zadaje tylko pytanie: „Na ile jest to wołanie Ducha Świętego?”, a nie ma odwagi zapytać: „A czy przypadkiem nie jest to wołanie szatana?”, który przecież jest małpą Pana Boga, potrafi udawać Ducha Świętego i chce odciągnąć ludzi od prawdziwej wiary?

Biskup nie zadaje tego pytania, bo jego zdaniem za sukcesem pentekostalizacji stoi jej duchowość, która jest urzeczywistnieniem na nowo tego, co znamy z Dziejów Apostolskich. Biskup pisze wprost:

„Wszystkie centralne punkty duchowości pentekostalnej to nic innego jak aplikacje kolejnych scen z Dziejów Apostolskich do realiów Kościoła XX i XXI wieku. Pentekostalizm polega na przekonaniu, że można żyć scenami z Dziejów tu i teraz. Zasadność tego przekonania może być oczywiście miejscami dyskusyjna. Ale jego istnienie dyskusji nie podlega, jest naocznym faktem. Wróćmy do wymienianych wyżej cech duchowości pentekostalizmu i znajdźmy odpowiedniki w tekście Dziejów:

– dosłowne rozumienie tekstu biblijnego (Dz 2,15-16)
– chrzest w Duchu (Dz 1,7-8)
– modlitwa w językach (Dz 2,4; Dz 10,46; Dz 19,6)
– dzielenie się wiarą (Dz 18,24-25)
– misja idąca ‚od dołu’ (Dz 8,4)
– historia osobistej wiary opisana w konwencji nawrócenia (Dz 22,3-10)
– możliwość opętania (Dz 16,16-18)
– modlitwa o uzdrowienie i uwolnienie (Dz 19,11-12)
– doświadczanie uzdrowienia Bożego (Dz 5,16)
– misja transformacji Kościoła (Dz 13,1-3)
– trwanie w bezpośrednim kontakcie z Biblią (Dz 17,11)
– zdrowe braterstwo (Dz 2,42)
– intensywna opieka pasterska (Dz 20,20-21)”.

Omawiany tekst „Pentekostalizacja: znak czasów” bpa Andrzeja Siemieniewskiego jest skonstruowany w taki sposób, że można mu zarzucić podwójną manipulację.

Po pierwsze, Biskup teoretycznie unika osobistych sądów i jedynie relacjonuje głosy innych, co sprawia wrażenie obiektywnego tekstu, pisanego bez uprzedzeń ale i bez wcześniejszych założeń. Tak do końca nie jest, bo Autor powołuje się głównie na zwolenników pentekostalizacji, którzy jako oczywistość traktują ją jako przejaw działania Ducha Świętego.

Po drugie biskup Siemieniewski przeciwstawia sobie rozwijający się ruch pentekostalny z kurczącym się Kościołem na Zachodzie. W ten sposób sugeruje, że pomimo wszystkich problemów z tym ruchem pozostaje nam jedynie go zaakceptować. Gdyby natomiast zestawił ze sobą pruch pentekostalny i pobożność katolicką odwołującą się do Tradycji, która także się odradza (choć z pewnością nie w tym tempie) to wnioski mogłyby być inne. Pozostaje zresztą jedno pytanie: od kiedy statystyka jest najważniejszym sprawdzianem, czy coś pochodzi od Ducha Świętego?

Jeśli rzeczywiście najbardziej zależy nam na tym, żeby więcej ludzi przychodziło do kościoła zamieńmy kościoły w dyskoteki. To zresztą już proponuje nam wielu liderów charyzmatycznych.

Kontrowersyjny jest też opis cech samej duchowości pentekostalnej, której dokonuje Biskup. Stwierdza bowiem, za innymi autorami, że jej skuteczność bierze się stąd, że reprezentuje ona:

– misję idącą ‚od dołu’,
– misję transformacji Kościoła,
– religijną kulturę ludową,
– właściwe sobie ludowe postrzeganie świata,
– wyostrzony zmysł potrzeb ludu,

– doświadczenie mocy uzdrowienia Bożego w codziennym życiu,
– bezpośredni kontakt z Biblią,
– zdrowe braterstwo,
– nieustanną i intensywną opiekę pasterską

Mamy tu do czynienia z całą gamą pozytywnych i bardzo pozytywnych zjawisk. Brak jest natomiast krytycznej refleksji, że przecież za praktycznym sukcesem może stać coś innego. W dzisiejszym świecie obserwujemy bardzo dynamiczny rozwój wszelkiego rodzaju sekt (Świadkowie Jehowy stoją już w Polsce na prawie każdym skrzyżowaniu), myślenie magiczne wyznają już miliony ludzi (pod postacią New Age), ideologia państwa islamskiego trafia do tysięcy młodych ludzi, którzy traktują ją tak poważnie, że w jej imię potrafią zabić i poświęcić swoje życie.

Powyższe, mocno ogólnikowe cechy można odnieść także do ISIS. Tam też mamy do czynienia z:

– misją idącą ‚od dołu’,
– misją transformacji świata i religii,
– religijną kulturą ludową,
– ludowym postrzeganiem świata,
– wyostrzonym zmysłem potrzeb ludu,
– bezpośrednim kontaktem z Koranem,
– braterstwem,
– nieustanną i intensywną opieką ze strony działaczy islamskich

Nie ma co prawda mowy o „doświadczeniu mocy uzdrowienia Bożego w codziennym życiu”, ale jest za to obietnica wiecznego życia. Także w sektach tworzy się poczucie wspólnoty, „bombarduje się miłością”, realizuje psychiczne i społeczne potrzeby członków. Tylko co z tego wynika? Wszystko to jest w służbie złej sprawy i dlatego jest godne potępienia, a nie pochwały.

Jeśli Kościół katolicki sięgnie po metody właściwe dla sekt zapewne zwiększy liczbę swoich członków. Nie znajdą się oni w nim jednak z własnej woli, pociągnięci przez Chrystusa, ale tylko na skutek manipulacji i zniewolenia. Czy naprawdę chcemy, by Kościół stał się jedną wielką sektą, nawet jeśli dzięki temu odniesie sukces w tej kulturze i w tym świecie?

[1] http://www.siemieniewski.archidiecezja.wroc.pl/?q=node/179.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

14 komentarzy

14 Komentarzy

  1. Marian

    5 lipca 2018 at 19:42

    Charyzmaty, czyli dary nadprzyrodzone były ZAWSZE w Kościele cenione i pielęgnowane. Zielonoświątkowcy nie odkryli nic nowego, okryli charyzmaty tak samo dary Ducha Świętego, jak żołnierz radziecki odkrył rower na strychu u Niemca.
    Niestety, obawiam się, że wielu „młodych gniewnych” pseudo-inkwizytorów będzie łazić po polu Kościoła i wyrywać chwasty razem z pszenicą.
    Obawiam się też, że na przekór protestantom dary duchowe będą lekceważone w Kościele zubażając Kościół i czyniąc go bardziej ślepym i głuchym. – Znałem kiedyś pewnego mistrza nowicjatu, z doktoratem z psychologii, który nie przepuścił żadnej okazji, aby dokopać tzw. charyzmatykom. Po kilkunastu latach ponad połowa z jego nowicjuszy przeszła do stanu świeckiego. Czegoś zabrakło…
    Św. Paweł Apostoł nie pisał do Koryntian: zabraniam wam mówić w językach – tak nie napisał. Za to napisał „mówię językami lepiej od was wszystkich”, i „starajcie się o większe dary” …
    Nie napisał: zabraniam wam mówić językami, ale „gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał…” nic bym nie zyskał.
    Charyzmaty bez życia chrześcijańskiego, bez podejmowania wyzwań codzienności, bez dobrych uczynków, bez podejmowania duchowej walki o dusze nieśmiertelne – to kocia muzyka.

    • michu

      5 lipca 2018 at 19:49

      Charyzmaty zawsze były, ale najczęściej były one wśród ludzi autentycznie dążących do świętości za cenę wielu wyrzeczeń, no też sztuką jest właściwie rozeznać charyzmaty, czy są nimi rzeczywiścieie, czy też jest to nadprzyrodzoność innego typu 🙂

      • Marian

        5 lipca 2018 at 19:57

        To prawda.

        • Kol-Thun

          14 lipca 2018 at 12:09

          Arcybiskup Metropolita Warszawski, Prymas Polski Kardynał Józef Glemp pochodzenie żydowskie,
          jego brat nazywa się Glemb, komunista, partyjny pułkownik LWP (w 1989 r. kandydował z listy PZPR);
          Arcybiskup Warszawski Bronisław Dąbrowski pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Tadeusz Gocłowski pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Józef Kowalczyk pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Kardynał Franciszek Macharski Finkelstein pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Józef Michalik pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Henryk Muszyński Jaks pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Edmund Piszcz pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Marian Przykucki pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Bolesław Pylak pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Jerzy Stroba pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Ignacy Tokarczuk pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Wojciech Zięba pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Damian Zimon pochodzenie żydowskie;
          Arcybiskup Władysław Ziółek pochodzenie żydowskie;
          Biskup Roman Andrzejewski pochodzenie żydowskie;
          Biskup Bohdan Bejze pochodzenie żydowskie;
          Biskup Jan Chrapek Kohn pochodzenie żydowskie;
          Biskup Bronisław Dembowski Winkiel pochodzenie żydowskie;
          Biskup Czesław Domin pochodzenie żydowskie;
          Biskup Edward Frankowski narodowość polska;
          Biskup Stanisław Gądecki Hartmann pochodzenie żydowskie;
          Biskup Sławoj Leszek Głódź Izaak Nowin pochodzenie żydowskie;
          Biskup Kazimierz Górny pochodzenie żydowskie;
          Biskup Władysław Jędruszów pochodzenie ukraińskie;
          Biskup Zygmunt Kamiński narodowość polska;
          Biskup Piotr Libera pochodzenie żydowskie;
          Biskup Edward Malerski pochodzenie żydowskie;
          Biskup Jan Mazur narodowość polska;
          Biskup Wiesław Mering pochodzenie żydowskie, Tajny Współpracownik SB Lucjan;
          Biskup Stanisław Napierała narodowość polska;
          Biskup Alfon Nossol pochodzenie niemieckie;
          Biskup Stanisław Nowak pochodzenie żydowskie;
          Biskup Alojzy Orszulik pochodzenie żydowskie;
          Biskup Juliusz Paetz pochodzenie żydowskie;
          Biskup Tadeusz Pieronek Mosze Michlis pochodzenie żydowskie (członek antypolskiej,
          powiązany z masonerią i światową finansjerą żydowską Fundacji Stefana Batorego);
          Biskup Tadeusz Rakoczy pochodzenie żydowskie;
          Biskup Kazimierz Rakoczy pochodzenie żydowskie;
          Biskup – Kazimierz Romaniuk pochodzenie żydowskie;
          Biskup Tadeusz Rybak pochodzenie żydowskie;
          Biskup Edward Samsel pochodzenie żydowskie;
          Biskup Andrzej Suski pochodzenie żydowskie;
          Biskup Jan Szlaga pochodzenie niemieckie;
          Biskup Stanisław Szymecki narodowość polska;
          Biskup Andrzej Śliwiński pochodzenie żydowskie;
          Biskup Adam Śmigielski narodowość polska;
          Biskup Jan Drutwa pochodzenie ukraińskie;
          Biskup Marian Świerzawski narodowość polska;
          Biskup Szczepan Wesoły pochodzenie żydowskie;
          Biskup Jan Wieczorek pochodzenie żydowskie;
          Biskup Wojciech Zięba pochodzenie żydowskie;
          Biskup Józef Życiński Reitfstein pochodzenie żydowskie;
          ks. Franciszek Cybula pochodzenie żydowskie (ks. kapelan i spowiednik w Kancelarii
          byłego Prezydenta (Wałęsy), agent SB, TW pseudonim Franko;
          ks. prof. Romuald Weksler-Waszkinel Jakub Weksler pochodzenie żydowskie;
          ks. prof. Józef Tischner Blumstein pochodzenie żydowskie
          ks. Adam Bijak Klotzer pochodzenie żydowskie (polonofob);
          ks. Adam Boniecki Aaron Ajngold pochodzenie żydowskie (polonofob);
          ks. Michał Czajkowski pochodzenie żydowskie (, wieloletni agent UB/SB Tajny Współpracownik pseudonim Jankowski
          o. Jan Góra (ten od Lednicy) Griemschpann pochodzenie żydowskie;
          ks. Roman Indrzejczyk pochodzenie żydowskie;
          ks. Zbigniew Kamiński pochodzenie żydowskie (członek KOR);
          ks. Leon Kantorski pochodzenie żydowskie (proboszcz z Podkowy Leśnej,
          ks. Wiesław Lauer pochodzenie żydowskie, wikariusz generalny kurii gdańskiej, Tajny Współpracownik pseudonim Szwejk:
          ks. Stanisław Musiał pochodzenie żydowskie, (członek rady Fundacji Judaica, członek redakcji „żydokomunistycznego”(oryginalna pisownia) Tygodnika Powszechnego,

          OTO HIERARCHOWIE ŻYDOWSCY POLSKIEGO EPISKOPATU

  2. Piotrx

    5 lipca 2018 at 19:45

    Źródła współczesnego ekumenizmu i Trybalizm – ks. prof. Michał Poradowski
    /fragmenty/

    ŹRÓDŁA WSPÓŁCZESNEGO EKUMENIZMU

    Kościół Katolicki zawsze szukał pojednania z odpryskami, które powstawały z najrozmaitszych przyczyn już nawet za czasów apostolskich. Wystarczy czytać Dzieje Apostolskie i Listy Apostołów, a przecież nawet jeszcze w okresie nauczania Chrystusa Pana ukazywały się małe grupki niezadowolonych, jak świadczą o tym Ewangelie.

    Natomiast słowo „ekumenizm” zdaje się iż pojawia się dopiero pod koniec wieku XIX w Stanach Zjednoczonych i to głównie wśród protestantów, ale z inicjatywy rabinów amerykańskich. Ciekawe na ten temat studia znajdują się w żydowskim czasopiśmie naukowo-historycznym, które od przeszło pół wieku ukazuje się regularnie pod tytułem „American Jewish Archives „, zajmującym się głównie historią imigracji żydowskiej do Stanów Zjednoczonych oraz jej działalnością…….

    ….Autor głównego na ten temat artykułu, zatytułowanego: „Toward Better Understanding: The Rise of the Interfaith Movement in America” (Ku lepszemu porozumieniu się; Powstanie Międzywyznaniowego Ruchu w Ameryce) – Lance J.Sussman podkreśla, że chodziło im głównie o wypracowanie jednej powszechnej religii („a new universal religion”). Poza wspomnianym już brakiem pastorów dla zborów sekt protestanckich i z tego powodu ułatwienia rabinom zastępowania pastorów, a stąd też i wpływów religii judaistycznej na religię protestancką, proces ten umożliwia zjednoczenie judaizmu z protestantyzmem, a nawet proces wypracowania jakiejś nowej religii uniwersalnej. Do tego także przyczyniła się ówczesna w sytuacja prawna, gdyż deizm Jeffersona, wprowadzony do konstytucji Stanów Zjednoczonych, deklaruje, że wszystkie religie są sobie równe. Nadto, tak zwana „korespondencja” między Jerzym (Georgiem) Washingtonem ze stowarzyszeniami żydowskimi i z lożami masońskimi w latach 1789-1790, utwierdza zasadę, że w Stanach Zjednoczonych panować powinna absolutna wolność religijna i całkowita tolerancja. Dzięki Ruchowi Międzywyznaniowemu zostało uznane w owym czasie, że religia chrześcijańska powinna utożsamiać się z religią żydowską do tęgo stopnia, aby między nimi nie było żadnej różnicy(!).

    Optymizm rabinów w tej sprawie był niebywały. I tak, na przykład, rabin Joseph Krauskopf prorokował:

    „Jezus judaistyczny powoli zdobędzie utracony grunt. Etyka judaizmu zastąpi gnostycyzm Pawła. Kiedy Żydzi zerwą całkowicie z ekskluzywnym ceremoniałem, chrześcijanie z Chrystologią, Żydzi i poganie zjednoczą się”.

    „Idea a zasadniczej wspólności między wszystkimi religiami otrzymała aurę naukowej wartości w ciągu XIX wieku”. Także i w XIX wieku, w Ameryce i w Europie, powstały z inicjatywy Ruchu Międzywyznaniowego na Uniwersytetach katedry „religii porównawczej”, co zdaniem rabina Krauskopfa, przyczyniło się do desmifikacji Pisma Świętego. A co najważniejsze – według autora tego artykułu, Lance J.Sussmana – ów Ruch Międzywyznaniowy, szybko doprowadzi do usunięcia wszystkich „religii i w ich miejsce wprowadzi wszędzie jedną religię uniwersalną obowiązku według zasad Kanta”.

    Z artykułu tego także dowiadujemy się, że wszystkie te idee i projekty zostały już przyjęte przez judaizm i przez synkretyzm sekt protestanckich na zjeździe w Pittsburghu w roku 1885, a potwierdzone to zostało w Chicago w roku 1893 przez tak zwany „the World Parliament of Religions” (s. 40), a nieco później przy okazji Międzynarodowej Wystawy w Nowym Yorku w roku 1939-1940. w formie „Świątyni Religii” (the Temple of Religion) i w rok później przez Światowy Parlament Religii z okazji Wystawy Kolumbijskiej. Autor przypomina także poprzednie ważne spotkania ekumeniczne, jak np. w roku 1908 założenie Federalnej Rady Kościołów (the Federal Councii of Churches-FCC), która to Rada unowocześnia dawną instytucję z roku 1905, zwaną” pan Christian coalition” (s.40) i ustanowienie Krajowej Konferencji Chrześcijańsko-Żydowskiej z roku 1928, Ale co najważniejsze, że w tymże roku „Ruch Międzywyznaniowy” (the Interfaith Movement) nawiązuje ścisłe stosunki z masonerią żydowską, a więc z B’nai B’rith i z Centralą Konferencji Rabinów Amerykańskich. Niestety, ten „Ruch Międzywyznaniowy” został poparty przez szereg organizacji katolickich w Stanach Zjednoczonych, a mianowicie przez Calvert Association, the Kinghts of Columbus, the National Cathoilic Welfere Conference, a nawet przez czasopismo księży jezuitów Commonweal.

    Autor przypomina, że ten ekumenizm żydowsko-masoński spotkał się z odrzuceniem ze strony Watykanu, a nawet papież Pius XI wydał specjalną encyklikę, „Mortalium Animos”(1928), w której kategorycznie zabrania katolikom jakichkolwiek stosunków z tym „Ruchem Międzywyznaniowym” i potępił ów ekumenizm, jako heretycki i synkretyczny, i to dopiero Drugi Sobór Watykański uznał istnienie wspólnego dziedzictwa Żydów i chrześcijan. Autor także przyznaje, że antykatolicyzm był drożdżami owego „Ruchu Międzywyznaniowego. ”

    (…)

    Tak to ekumenizm, jak również „inkulturacja”, przeszły do nas, a więc do Europy, dzięki współpracy i współżyciu wspólnot żydowskich z sektami protestanckimi w Stanach Zjednoczonych, w ciągu prawie dwustu lat. Niektóre z tych sekt same to wyznają i na to się powołują, jak zobaczymy później. Przypominany powyżej „Ruch niedzieli-sabatu” jest tutaj przedstawiony na podstawie studium rabina Kerry M. Olitzky, który jest dyrektorem szkoły wychowania religijnego Kongergacji Beth Israel, West Hartford, Connecticut. Praca tego autora opublikowana w czasopiśmie American Jewish Archives, Aprii 1982, s.75-88, a więc w tym samym . czasopiśmie co i poprzednie tematy.

    Otóż jedna z sekt, które najściślej były związane z The Interfaith Movement, czyli z „Ruchem Międzywyznaniowym”, który jak widzieliśmy, był dziełem rabinów-pastorów w Stanach Zjednoczonych głównie w wieku XIX , jest tzw.”Nowa Pięćdziesiątnica”.

    Sekta ta działała w Polsce od dawna poza Kościołem Katolickim aż do czasów Drugiego Soboru Watykańskiego i była znana raczej jako Ruch Charyzmatyczny. Kiedy jednak po Drugim Soborze Watykańskim przyszła moda w Kościele Katolickim na ekumenizm, w niektórych krajach, także i Polsce, niektóre sekty zostały „przygarnięte” przez Episkopat i odtąd działają wewnątrz Kościoła , korzystając z kaplic, sal, a nawet kościołów parafialnych, a jedną z takich sekt jest właśnie „Ruch Charyzmatyczny”, który otrzymał nową nazwę „Odnowy w Duchu Świętym”.

    Rozprowadzane książki, wydane przez ów Ruch Charyzmatyczny (dawniej zwany Ruchem Pentakostalnym, a obecnie „Odnową w Duchu Świętym”), podają wiele ciekawych informacji. I tak np. Monique Hebrard, w swej książce „Charyzmatycy” (Kraków 1994), pisze, że grupa studentów w Stanach Zjednoczonych, w roku 1967 „modliła się żarliwie o odnowienie wiary. Zostali wysłuchani w sposób nieoczekiwany : modlący się wraz z nimi zielonoświątkowcy włożyli na nich ręce i zstąpił na nich Duch Święty” (s. 10). Ciekawe, że ci Wszyscy studenci teologii protestanckiej, prawie wszyscy pochodzenia żydowskiego (widać to z ich nazwisk), tak niespodziewanie otrzymali Ducha Świętego i zaraz zaczęli żyć jak pierwsi chrześcijanie: „Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (D.A.4,32), cytuje autorka (s. 10). Ale czy w tym wypadku nie pachnie to nieco komunizmem ?

    Przypomina też autorka, że Ruch OCh (Odnowy Charyzmatycznej) nie jest czymś nowym wśród protestantów, bo już w roku 1703, a więc w początkach wieku XVIII, Wesley, pastor anglikański, doświadczył daru Ducha Świętego (według niego) i tak powstał Ruch Metodystów, a z ich inicjatywy powstał Ruch Charyzmatyków w roku 1901 w Illinois (Stany Zjednoczone). Autorka też stwierdza, że to pod wpływem Ducha Świętego powstały nowe Kościoły, czyli nowe sekty protestanckie, czyli według niej to rozbicie na tysiące sekt w Stanach Zjednoczonych jest dziełem Ducha Świętego. Co do katolików, to według autorki „wylanie Ducha Świętego” nastąpiło dopiero w czasie Drugiego Soboru Watykańskiego, a to głównie dzięki kard. Suenens (s. 14), który – jak wszyscy pamiętamy – z radością nazwał DSW rokiem 1789 w Kościele, czyli Rewolucją Francuską w Kościele. Trudno mi jest pogodzić się z tą opinią autorki, gdyż Rewolucja Francuska miała charakter zdecydowanie antychrześcijański, czego nie można przypisać Duchowi Świętemu, lecz raczej szatanowi. Niemniej jednak autorka uważa kardynała Suenensa za głównego twórcę Odnowy Charyzmatycznej.

    Według autorki, socjolog misyjny David Barrett obliczył, że już 332 miliony osób otrzymały dary Ducha Świętego i przewiduje, że w roku 2 tysięcznym będzie ich 562 miliony, nadto, jeśli brać pod uwagę osoby, które nie przynależą do żadnego Kościoła , cyfra ta dojdzie do 619 milionów osób(s.l5). Takich obliczeń podaje na kilku stronnicach. Czy można brać na serio taką publikację chociaż ma Imprimatur Kurii Metropolitanej w Krakowie? A także i długi „wstęp” jednego z biskupów polskich. Jeszcze trudniej jest uwierzyć, że – jak twierdzi autorka – „Bóg podpisał pakt (convent) z Ameryką, by uczynić z niej państwo teokratyczne”(s.l6). Autorka także stawia na równi objawienia Matki Bożej w Fatimie z wydarzeniami w Medjugorie, a przecież objawienia w Fatimie zostały urzędowo uznane przez Kościół jako autentyczne, a co do Medjugorie jeszcze się Kościół nie wypowiedział, a jednak charyzmatycy pielgrzymują do Medjugorie, a nie do Fatimy.

    Autorka uznaje, że Ruch Charyzmatyków ma powiązania z Żydami w Stanach Zjednoczonych, a zwłaszcza z organizacją „Jews for Jesus” i z około piętnastoma innymi organizacjami przynależnymi do Union of Messianic Jewish Congregation, które także uważają się za charyzmatyczne(s. 18).

    Autorka pisze .”Wylanie Ducha Świętego może nastąpić albo przez modlitwę i wyłożenie rąk osób trzecich (jakich „trzecich” : chrześcijan, żydów czy pogan ? ), albo spontanicznie” (s. 19). „Zasadniczymi owocami są: „smak” Słowa Bożego? „Smak” to przecież zmysłowość, a nie duchowość. Jakie to dalekie od katolickiego „fides quaerit intellectum;intellectus ąuaerit fidem”; umysł, duchowość, a nie zmysły.

    Także według autorki, istnieją „…charyzmaty bardziej widowiskowe: mówienie językami, dar proroctwa lub uzdrawiania”(s.20). Co do tego „mówienia językami”, to moi znajomi, którzy od wielu lat uczestniczą w zebraniach charyzmatycznych, twierdzą, że chodzi tutaj tylko o jakieś „mruczenie”, którego nikt nie rozumie, nawet owa osoba mrucząca. O otrzymaniu daru proroctwa jeszcze nie słyszałem.

    Natomiast dar uzdrawiania jest bardzo dyskusyjny, bo w wyjątkowych warunkach, gdzie zbierają się wielkie tłumy ludzi, mogą zachodzić zjawiska uzdrowień, które nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością, nie mówiąc już o zbiorowej histerii, lub jakiś oszustwach, co zresztą nie wyklucza, że mogą także zdarzać się uzdrowienia nadprzyrodzone. Że cudowne, a więc nadprzyrodzone uzdrowienia istnieją jest to fakt niezaprzeczalny, o czym świadczą uzdrowienia w Lourdes i innych cudownych miejscach, gdzie ukazywała się Matka Boża, ale są one surowo kontrolowane przez ekipy lekarskie, czego jednak nie ma jeśli chodzi o wspólnoty charyzmatyczne. Ktoś tam w tłumie krzyczy, że został uzdrowiony, ale nie wiadomo, czy był uprzednio rzeczywiście ciężko chorym.

    Autorką wspomina jako wielki cud przypisywany działaniu Ducha Świętego odnośnie opactwa benedyktyńskiego w Meksyku, a to dzięki jak pisze „harmonijnemu współistnieniu pomiędzy duchowością kontemplacyjną i psychologią Junga” (s. 26).

    Otóż sprawa tego klasztoru była bardzo głośna, gdy po zastosowaniu psychoterapii Junga wszyscy benedyktyni pożenili się i tak skończyło się owe opactwo i jego problemy. Było to wydarzenie sensacyjne dla prasy meksykańskiej i nie potrzeba przypisywać tego wydarzenia Duchowi Świętemu.

    Autorka informuje, że od roku 1984, główna centrala kierownictwa katolickiego Ruchu Charyzmatycznego, który oficjalnie nazywa się International Catholic Charismatic Renewal Office, znajduje się w Sekretariacie Stanu w Watykanie, będąc pod opieką bpa Cordesa. Dowiadujemy się także, że w roku 1993 Ruch ten otrzymał osobowość prawną w Kościele Katolickim. Ta „gałąź” katolicka Ruchu Charyzmatycznego jest bardzo skromna, w porównaniu z „gałęziami” protestanckimi. To przyłączenie się owej „gałęzi” katolickiej formalnie do Kościoła Katolickiego i oddanie się pod opiekę nastąpiło w roku 1975, a to z polecenia papieża Pawła VI.

    Autorka przypomina też, że jednym z najgorliwszych promotorów ruchu Charyzmatycznego w Kościele Katolickim jest ks. kardynał Lustiger, arcybiskup Paryża, oddając do jego dyspozycji jeden z największych kościołów w Paryżu – kościół Trójcy Przenajświętszej. Kościół ten znam doskonale od czasów moich pięcioletnich studiów w Paryżu i miałem wówczas zwyczaj w nim się spowiadać, gdyż zawsze, o każdej godzinie, od rana do późnej nocy, było wielu księży spowiedników, tak iż nigdy nie było potrzeba czekać w „ogonku” przed konfesjonałem, jak w innych kościołach. Otóż niedawno będąc w Paryżu także poszedłem do tego kościoła w nadziei, że szybko się wyspowiadam. Niestety, kiedy wszedłem do wewnątrz z przerażeniem spostrzegłem, że wszystkie konfesjonały zostały wyrzucone i nie było ani jednego księdza-spowiednika, natomiast szybko zbliżyła się do mnie jakaś panienka w krótkiej spódniczce i zapytała czego sobie życzę, na co odpowiedziałem, że przyszedłem, aby się wyspowiadać.

    Jej zdumienie było ogromne i powiedziała mi, że przecież po Drugim Soborze Watykańskim spowiedź została zniesiona, a raczej zastąpiona przez psychoanalizę, stąd też nie ma już konfesjonałów, ale są biurka i psychoanalityczki. I rzeczywiście cała lewa nawa kościoła była zajęta biurkami, gdzie siedziały owe psychoanalityczki. Na jej zaproszenie, abym także skorzystał z ich usług, odpowiedziałem że jestem tradycjonalistą i mam zwyczaj spowiadać się, a do psychoanalityków nie mam zaufania, gdyż uważam się za człowieka normalnego, a nie za psychopatę. Tak to ta wspaniała świątynia parafialna została zamieniona na przychodnię dla neurasteników, czy też osób „umysłowo chorych” bo jeszcze wierzących w sakrament pokuty.

    Ale wróćmy jeszcze do książki „Charyzmatycy”. Autorka, Monique Herbard pisze: „Wszyscy twierdzą, że to właśnie księża stawiali największy opór wobec Odnowy Charyzmatycznej. Owszem, istnieją wyjątki: włoski klerykalizm, spowolniona tolerancja Szwajcarów, aktywna rola Anglików czy zdolność do ewolucji u Belgów. Jednakże niemal wszędzie już dzisiaj biskupi żałują, iż kapłani nie chcą szerzej towarzyszyć charyzmatykom, pozostawiając ich czasami w konieczności szukania podpory duchowej w innych Kościołach” (s.52).”Ken Metz zgłasza pewien niepokój wobec dążenia niektórych charyzmatyków, zniechęconych powolnością zmian w Kościele” (s. 54).

    A więc o to chodzi, aby Kościół Katolicki dostosował się do Ruchu Charyzmatycznego, a nie odwrotnie. Co więcej, autorka pisze: „jeden z jezuickich charyzmatyków irlandzkich, O’Donnell, stwierdza ze swej strony, iż niepokoją go ostatnie objawy niezdrowego rozwoju mariologii, co z czasem może doprowadzić Odnowę Charyzmatyczną do oddalenia się od właściwej jej roli w Kościele”(s.54).

    Czyli, że Ruch Charyzmatyczny jest przeciwny kultowi Matki Bożej i pragnie go wyrugować z Kościoła. Odnową Charyzmatyczna jest często nazywana „Odnową w Duchu Świętym”, czyżby Duch Święty był przeciwny mariologii ? Przecież mariologia katolicka twierdzi, że Najświętsza Dziewica Maria jest świątynią Ducha Świętego, a skoro Odnowa Charyzmatyczna jest antymaryjna, nie można jej nazwać „Odnową w Duchu Świętym”, bo jest to sprzeczność. Autorka uznaje przestrogę Jana Pawła II w dokumencie „Christifideles”, że „charyzmaty mogą siać zamęt”(s.56).

    Także niektórzy biskupi uważają, że „przyznanie sobie charyzmatu znaczy przyznanie sobie niezależności wobec Jurysdykcji biskupa „(s. 57). Powstaje też obecnie problem pogodzenia owych rozmaitych ruchów charyzmatycznych i innych z odnowioną Akcją Katolicką, co omawiał Synod w Rzymie w roku 1987.

  3. Piotrx

    5 lipca 2018 at 20:02

    Ks. prof. dr hab. Andrzej Kobyliński z UKSW krytycznie o ruchach charyzmatycznych, a zwłaszcza o pentekostalizacji, czyli „uzielonowiątkowienie” Kościoła katolickiego, oraz „spoczynku w duchu”.
    http://isakowicz.pl/krytycznie-o-ruchach-charyzmatycznych/
    ele mówi się obecnie o duchowości charyzmatycznej. Szturmuje ona polskie kościoły, ruchy i wspólnoty katolickie. Przyciąga efektownymi modlitwami, podczas których mają miejsce niewytłumaczalne zdarzenia – uzdrowienia, manifestacje szatańskie, spoczynki w Duchu Świętym. Zupełnie jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – powiedzą entuzjaści. A co powiedzą sceptycy?
    Tomasz Reczko: Co Ksiądz Profesor sądzi o spoczynkach w Duchu Świętym?
    Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński*: Mówimy, jak rozumiem, o sytuacji, w której podczas spotkań modlitewnych – w różnych kościołach chrześcijańskich w Polsce i na świecie – ludzie upadają na ziemię, tracą świadomość częściowo lub całkowicie, niektórzy doznają drgawek lub konwulsji.
    Tak.
    Zjawisko dotyczy milionów chrześcijan na całej planecie. Czy na pewno działa w tym przypadku Duch Święty? A jeśli nie? Niestety, nie ma zbyt wielu rzetelnych opracowań naukowych na ten temat. Zastanawiają mnie przede wszystkim radykalne formy tej praktyki religijnej, typowe dla wielu wspólnot chrześcijańskich w Ameryce, Azji czy Afryce. Oceniam je z punktu widzenia takich dyscyplin filozoficznych jak antropologia, etyka czy filozofia religii.
    Co sądzę o upadkach czy spoczynkach w duchu? Mnie to przeraża. Najgroźniejszą formą jest Toronto Blessing czyli tzw. Błogosławieństwo z Toronto.
    Co jest w nim takiego niebezpiecznego?
    Pytanie podstawowe dotyczy przyczyny. W jaki sposób ludzie tracą świadomość? Czy jest to działanie naturalne czy nadprzyrodzone? Czy to naprawdę Bóg wyłącza funkcjonowanie naszego umysłu i wprowadza nas w stan nieświadomości? Pamiętajmy o tym, że w takim stanie – podobnie jak w hipnozie – jesteśmy bezbronni, nie chroni nas nasz rozum, do naszej świadomości i podświadomości można wprowadzić, z pominięciem naszej woli, wiele różnych treści. Jeśli przyjmujemy, że rozum, wolność i świadomość są wielkimi darami Boga, które wyróżniają nas spośród wszystkich innych stworzeń na ziemi, to czemu miałyby służyć sytuacje, w których Bóg nam te dary chwilowo odbiera?
    Ludzie, którzy mają za sobą takie przeżycia, mówią o doświadczeniu wielkiej miłości, pokoju w sercu, czasem nawet uzdrowień.
    Oczywiście należy uszanować osobiste doznania i przekonania ludzi. Trudno z nimi polemizować. Obecnie w przeżywaniu religijności zwycięża podejście skrajnie subiektywne. Warto zauważyć, że w wielu religiach istnieją różnego rodzaju dziwne praktyki, które trudno wytłumaczyć naukowo. Chociażby lewitacja joginów – jest wiele informacji dotyczących tego, że w Indiach niektórzy z nich unoszą się w powietrze jak ptaki.
    Jak to wytłumaczyć?
    Nasz umysł kryje ciągle wiele tajemnic. Ostatnio wiele ciekawych informacji na ten temat dostarcza nam neuronauka – nowa dziedzina wiedzy zajmująca się badaniem układu nerwowego, leżąca na pograniczu wiedzy medycznej, biologicznej, biochemicznej, psychologicznej.
    Wprawdzie wiedziałem, z kim umawiam się na wywiad, ale mimo to i tak się dziwię. Mówimy o lewitujących joginach i słyszę wytłumaczenie naukowe, a nie sugestię działania diabelskiego.
    Każde zjawisko może mieć zawsze trzy przyczyny: naturalną, Boską i szatańską. Zawsze trzeba uwzględniać te trzy możliwości. Dobrym przykładem jest tutaj sanktuarium maryjne w Lourdes. Istnieje od 150 lat, każdego roku pielgrzymuje tam około 5-6 mln ludzi. Pewnie tysiącom pielgrzymów wydaje się, że wracają stamtąd zdrowi lub że czują się lepiej – mają do tego prawo, szanujemy ich doświadczenia, to są ich subiektywne odczucia. Jeśli chodzi natomiast o potwierdzone autentyczne cuda, to mamy ich tylko 70 na przestrzeni 150 lat. To nam pokazuje potrzebę pewnej ostrożności przy ocenie uzdrowień czy innych tego typu zjawisk.
    Ale gdy ktoś upada podczas modlitwy w kościele i słyszy, że to może jednak nie Bóg, pierwszym wytłumaczeniem, jakie przyjdzie mu do głowy, będzie działanie diabelskie.
    Owszem, ale to nonsens. Dzisiaj takie myślenie jest w naszym kraju powszechne. W wielu wspólnotach katolickich zwycięża wizja świata, w której wszystko zależy albo od działania Boga, albo od działania szatana. Albo duchy dobre, albo duchy złe. A gdzie świat natury? Gdzie ludzka wolność? Wolna wola? Wśród katolików zwycięża dualistyczna wizja rzeczywistości.
    Skąd się wzięło tego typu myślenie?
    Jest ono skutkiem przede wszystkim ogólnoświatowego procesu pentekostalizacji chrześcijaństwa. W 2014 roku stworzyłem w naszym języku pojęcie synonimiczne „uzielonoświątkowienie”. Pentekostalizacja to uzielonoświątkowienie.
    Przez dwa tysiące lat katolicyzm bronił racjonalności doświadczenia religijnego. Tymczasem ostatnio chrześcijaństwo staje się coraz bardziej zielonoświątkowe, wśród wiernych zaczyna dominować podejście bardziej emocjonalne niż rozumowe.
    W konsekwencji tego procesu, w wielu wspólnotach katolickich, także w Polsce, rozumienie cudu, grzechu, darów Ducha Świętego, wolności, szatana, opętania, egzorcyzmu, uzdrowienia, interpretacji Pisma Świętego, relacji łaski i natury może być czasami bardziej zielonoświątkowe niż katolickie. Niektórzy publicyści pisali ostatnio o Egzorcyzmie Narodowym, który został odprawiony na Jasnej Górze 15 października 2016 roku.
    On też był bardziej zielonoświątkowy niż katolicki?
    Zdaje się, że tradycja katolicka nie zna takiego rozumienia egzorcyzmu. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Owszem, przez 2000 lat katolicy odprawiali egzorcyzmy w przypadku konkretnych osób, ale nie w odniesieniu do całych wiosek, miast czy państw – jak czynią chrześcijanie zielonoświątkowi, uwalniając kolektywnie całe regiony a nawet kraje z mocy złego ducha.
    Poprzez zbytnią wiarę w rozum można natomiast odejść od wiary zupełnie.
    Rozumu trzeba używać, żeby w religii nie pobłądzić. „Jeśli rozum śpi, to budzą się demony” – to jest duża przestroga. Widzimy, co się dzisiaj dzieje w islamie czy hinduizmie, jeśli religia wymyka się spod kontroli rozumu. To prowadzi do fanatyzmu, fundamentalizmu i jest naprawdę niebezpieczne. Oczywiście istnieje też ryzyko, że przesadnie podkreślimy rolę rozumu i sprowadzimy religię do kategorii mitu czy bajki. Jedyną słuszną drogą, którą my, jako katolicy, proponujemy od dwóch tysięcy lat, jest zdrowy umiar, harmonia. Owszem, trzeba dowartościować rozum, ale należy także dowartościować wiarę, emocje, ludzką wolność.
    Co w takim razie z zagrożeniami duchowymi? Czy od czytania „Harrego Pottera” mogę zostać opętany?
    Rozumiem, że jest to pytanie trochę retoryczne. Mamy obecnie na świecie tysiąc ważniejszych problemów niż ta książka. Owszem, szatan istnieje, ale szukajmy jego działania w zjawiskach naprawdę poważnych, które mają realny wpływ na losy świata i człowieka. Zdumiewa mnie wielka banalizacja czy wręcz infantylizacja diabła w wielu kręgach katolickich w Polsce. Kategoria zagrożeń duchowych ma pochodzenie zielonoświątkowe, przyszła do naszych wspólnot katolickich pod koniec XX wieku.
    Skoro nie jest zagrożeniem, to może chociaż furtką?
    W ostatnich latach niektórzy księża katoliccy przekształcili zagrożenia duchowe w furtki złego ducha lub szczeliny złego ducha. Dodano do tego koncepcję grzechów pokoleniowych i uzdrowienia międzypokoleniowego. To zupełnie absurdalne przekonanie, ograniczające naszą wolność. Nie jest tak, że bez udziału naszej wolnej woli złe duchy mogą wchodzić do naszego życia i o nim decydować.
    Niektórzy egzorcyści mają na ten temat nieco inne zdanie.
    Wiem o tym. Konferencja Episkopatu Polski wydała w 2015 roku specjalny dekret, który zakazuje tzw. spowiedzi furtkowej i negatywnie ocenia koncepcję furtek złego ducha. Niestety, część duchownych i świeckich nie akceptuje tej decyzji polskiego Episkopatu. Twierdzenie, że złe duchy przychodzą do nas z pominięciem naszej woli, jest po prostu irracjonalne. Wyrasta z mitycznej wizji świata i religii. Warto pamiętać, że w epoce globalnej wioski także religie podlegają procesowi globalizacji. Mamy dzisiaj na świecie różne demonologie, kosmologie, antropologie – to wszystko wlewa się do Polski i my przyjmujemy je bezkrytycznie. Tworzy się u nas swego rodzaju koktajl religijny.
    A może to przenikanie się różnych praktyk wśród chrześcijan, przyniesie owoc w postaci końcowej jedności?
    Niestety, na razie mamy rozłam i nowe konflikty. Nazywam obecną sytuację hybrydową wojną religijną. W oparciu o prywatne wizje i proroctwa, co 10 godzin gdzieś na świecie jest zakładany nowy kościół chrześcijański. Dzisiaj chrześcijaństwo podzieliło się na 45 tys. denominacji – czyli kościołów, związków wyznaniowych i sekt. Powtarzam: 45 tysięcy! Na razie nie zmierzamy ku jedności, ale w stronę coraz większych podziałów, fragmentaryzacji i polaryzacji……………

    • michu

      5 lipca 2018 at 22:19

      Coś takiego jak grzechy pokoleniowe chyba jednak jest. Np Biblia mówi o błogosłąwieństwie, czy przekleństwie do jakiegoś pokolenia, ponadto teologia katolicka zna np grzech pierworodny, który jest dziedziczony, niejako wbrew woli człowieka.

  4. Piotrx

    5 lipca 2018 at 20:11

    https://rzymski-katolik.blogspot.com/2015/04/ks-andrzej-siemieniewski-rozam.html

    Gdynia

    Rozpoczynamy nasz przegląd od Gdyni. Oto co się tam wydarzyło 10 lat temu:
    „Kościół Chrześcijański „Nowe Przymierze” – wyodrębnił się po ostrym konflikcie liderów świeckich z hierarchią Kościoła katolickiego w 1995 r. […]. Liderzy postanowili zerwać swoją zależność od Kościoła i wraz ze swoimi zwolennikami opuścili jego struktury. Od tego czasu grupa nieprzerwanie działa na terenie Trójmiasta. Członkowie kościoła organizują chrześcijańskie festyny, imprezy w domach dziecka, w szpitalach dziecięcych, prowadzą działalność wśród młodzieży”[1].
    Kościół został zarejestrowany w 1996 r.[2].
    „[Zaproszony na początku lat dziewięćdziesiątych przez katolików w ramach współpracy z ruchem Młodzież z Misją] Jerry Dean pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. W Polsce mieszka od 11 lat. Założyciel „Misji Barnaba” [niekatolickiej organizacji w Gdyni], autor książek i nauczyciel słowa Bożego”[3].
    „Organizacja ekumeniczna „Barnaba” z Gdyni organizowała w różnych miejscach Polski spotkania, których szczytnym celem było zjednoczenie rozproszonych chrześcijan w Duchu Świętym niezależnie od wyznania. Czas pokazał, że wielu katolików poprzez te spotkania skłoniło się ku Kościołowi zielonoświątkowemu, a rzekomy ekumenizm okazał się prozelityzmem. Ofiarą tak pojętego „ekumenizmu” padła grupa z [dzielnicy Pabianic] Bugaju”[4].
    Kalisz

    Szczególnie interesujący jest przypadek Kalisza, a to ze względu na niezwykła liczbę ludzi, którzy odeszli od Kościoła katolickiego (początkowo podawano nawet liczbę 500 osób):
    „Kaliska wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Emmanuel” w czerwcu 1997 r. opuściła Kościół rzymskokatolicki”. Lider grupy od 1995 r. był etatowym pracownikiem Odnowy w Duchu Świętym[5]. Lider mówi: „Moje poglądy religijne zawsze różniły się od doktryny katolickiej, ale na początku nie wiedzieli o tym ani członkowie Odnowy, ani księża nią kierujący”[6].
    „Teraz [wspólnota] odprawia nabożeństwa w sali wynajmowanej od Kościoła zielonoświątkowego. Liczy blisko 500 osób. Zarejestrowała się [14 stycznia 1998 r.] w departamencie wyznań MSW jako Kościół Chrześcijański „Miecz Ducha”[7].
    Obecnie kongregacja liczy 352 członków, w spotkaniach zboru uczestniczy około 450 osób[8].
    „Miecz Ducha” reprezentuje nurt ruchu wiary związany z Ulfem Ekmanem z Upsali”[9].
    Kamienna Góra

    To przykład mniejszej miejscowości: odejścia od Kościoła zdarzają się nie tylko w metropoliach!

    Z grupy Odnowy w Duchu Świętym w Kamiennej Górze w połowie lat dziewięćdziesiątych doszło do dwóch odejść członków tej grupy: raz do Kościoła zielonoświątkowego, drugi raz założono „wolny kościół”. W końcu były duszpasterz grupy sam został pastorem Kościoła zielonoświątkowego[10].

    Kielce

    Przypadek kielecki jest szczególnie ważny ze względu na nadzwyczajną aktywność w następnych latach powstałej tam w 1992 roku grupy.
    „Od 1992 roku działa i ewangelizuje w Kielcach wspólnota religijna nosząca dziś nazwę „Wieczernik”. Członkowie tej wspólnoty odłączyli się od Kościoła katolickiego i pozostają poza Kościołem. Wyrośli ze wspólnoty modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym. Wykorzystują istniejące struktury Kościoła. Wchodzą do wnętrza wspólnot modlitewnych i najbardziej aktywnych wprowadzają do swojej wspólnoty”[11].
    Jeden z liderów „Wieczernika”
    „przez wiele lat związany był z Ruchem Światło-Życie i Odnową w Duchu Świętym. Przez 12 lat był liderem wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Od samego początku istnienia Kościoła Chrześcijańskiego „Wieczernik” jest jego członkiem i współzałożycielem. Obecnie jest starszym Kościoła Chrześcijańskiego „Wieczernik” w Kielcach”[12].
    Koszalin

    Także w Koszalinie działa z wielką aktywnością wspólnota powstała wskutek odejścia od Kościoła Katolickiego:
    „Centrum Chrześcijańskie „Woda Życia” wyłoniło się z katolickiego ruchu oazowego przy kościele św. Krzyża w Koszalinie. Inicjatorem wyjścia z grupy z Kościoła katolickiego był obecny pastor wspólnoty”[13].
    A oto wrażenia z wizyty w Koszalinie:
    „[…] odwiedzamy w Koszalinie zaprzyjaźniony Kościół. Siedziba imponująca – w odremontowanym pofabrycznym baraku wspaniały kompleks konferencyjny. Sala na 200 osób ze sceną, księgarnia, bilard. Plus profesjonalny zespół muzyczny”[14].
    Kraków

    Dzisiejszy pastor niezależnego kościoła wolnych chrześcijan w Krakowie wyznaje:

    „Należałem do takiej właśnie grupy, która powstała w 1985 roku na bazie wspólnoty dominikańskiej. „Miriam” na początku była wspólnotą w pełni katolicką. Przeszła przez cztery różne parafie – kiedy była usuwana z jednej, szła do drugiej – aż do momentu, kiedy w 1991 roku wyszła z Kościoła katolickiego, bo nie mogła znaleźć opiekuna kościelnego.

    Gdy pada pytanie do pastora: „Czy kiedy wspólnota charyzmatyczna, do której Pan należał, znalazła się na zewnątrz Kościoła katolickiego, przekształciła się ona w obecny Kościół Jezusa Chrystusa?” – pastor wyjaśnia:
    „Rozeszła się w trzech kierunkach. Jedna grupa po latach wróciła do Kościoła katolickiego. Druga grupa przyłączyła się do Kościoła zielonoświątkowego. Trzecia to ta, w której jestem obecnie pastorem [Kościół Jezusa Chrystusa w Krakowie]”[15].
    Skutek duchowych przemian tego typu jest następujący:
    „Kościół Wiary z siedzibą w Krakowie (dawniej Kościół Jezusa Chrystusa, zarejestrowany w 1996) tworzy obecnie 7 zborów. Kościół ten zainicjowała grupa osób z Odnowy w Duchu Świętym, która w 1991 roku podjęła decyzję o wyjściu z Kościoła rzymskokatolickiego”[16].
    „Kościół Jezusa Pasterza” z Krakowa [należy do wspólnot], które poddane swoim „charyzmatycznym” liderom opuściły Kościół, by stworzyć własne, niezależne struktury organizacyjne oraz własną doktrynę wiary”[17].
    Kuźnia Raciborska

    Miejscowy duszpasterz katolicki wspomina:
    „Kiedy przyszedłem do Kuźni [w 1996 r.], świeży był u nas problem wystąpienia z Kościoła grupy parafian, którzy wcześniej należeli do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Osoby te założyły własną grupę religijną i spotykają się do dziś. Jest to tragedia i wielka rana na naszej wspólnocie parafialnej, ale ona zmobilizowała nas do jeszcze intensywniejszej pracy duszpasterskiej, zwłaszcza z młodzieżą na terenie szkoły i parafii”[18].
    Kwidzyń

    Kwidzyń może reprezentować liczne mniejsze miejscowości, gdzie wydarzyły się odejścia od Kościoła katolickiego, których nikt na piśmie nie odnotował. Tu jednak można znaleźć notkę, w której opisano „Kościół w Kwidzynie [zarejestrowany w 1998 r.], którego twórcy wywodzili się z ruchu oazowego”[19].

    Lublin

    W Lublinie istnieje jedna z najstarszych wspólnot utworzona przez byłych katolików zaangażowanych w ruch odnowy Kościoła, którzy później opuścili swój Kościół:
    „Wspólnota Chrześcijańska „Pojednanie” ma swoje korzenie w Ruchu Światło-Życie, działającym od 1982 przy kościele akademickim w Lublinie. Animatorzy ruchu nawiązali kontakt z protestancką grupa misyjną Campus Crusade for Christ. […]
    W Polsce Campus został zarejestrowany jako Ruch Nowego Życia w 1992 r. Początkowo, nim uzyskał samodzielność legislacyjną, wspomagał działalność katolickiego Ruchu Światło-Życie”[20].
    „Zalążek Wspólnoty Chrześcijańskiej „Pojednanie” w Lublinie stanowiły osoby należące do Ruchu Światło-Życie działającego przy duszpasterstwie akademickim. W 1989 roku część grupy odeszła od Kościoła rzymskokatolickiego i założyła niezależną wspólnotę religijną [zarejestrowaną w 1991 r.]. W 1996 roku ze wspólnoty „Pojednanie” wyłonił się Kościół Nowego Przymierza”[21].
    Nowy Sącz

    W diecezji krakowskiej dochodziło do odejść nie tylko w stolicy diecezji:
    „Nowosądecka wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Filadelfia” […] w ciągu 20 lat istnienia przechodziła różne koleje – od entuzjastycznego rozwoju, gdy na spotkania modlitewne przychodziło ok. 400 osób, po bolesne doświadczenie rozłamu, gdy duża część grupy w 1992 r. odeszła do Kościoła zielonoświątkowego”[22].
    „Grupa „Nowe Jeruzalem” z Nowego Sącza [należy do wspólnot], które poddane swoim „charyzmatycznym” liderom opuściły Kościół, by stworzyć własne, niezależne struktury organizacyjne oraz własną doktrynę wiary”[23].
    Pabianice

    Przykład wspólnoty pabianickiej stał się ostatnio głośny, po tym jak trafił na łamy prasy ogólnopolskiej:
    „Chrześcijański Kościół „Dobra Nowina” – [został] zapoczątkowany przez ośmioosobową grupę wiernych z Pabianic, wywodzących się z Ruchu Światło-Życie oraz wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Grupa ta rozpoczęła działalność w roku 1993. […] Ostateczna rejestracja nastąpiła w 1997 roku. Obecnie grupa liczy około 50 osób”[24].
    „Pastor Mariusz – dziesięć lat temu jako młody kleryk prowadził przy pabianickiej parafii grupę oazową. Tuż przed święceniami zrzucił sutannę i odszedł z Kościoła katolickiego. Pociągnął za sobą całą grupę – ok. 30 osób. Część została z nim do dziś […]. Przez trzy lata przez „Dobrą Nowinę” przeszło ok. 100 osób. Zostało ok. 50 […]. Pabianicka „Dobra Nowina” współpracuje z bliźniaczymi [wspólnotami] w Kaliszu i Koszalinie”[25].
    Byli członkowie grupy wspominają:
    „25 marca 1992 r. założyliśmy grupę Odnowy w Duchu Świętym w Pabianicach, nadając jej nazwę „Zwiastowanie” […]; odbyło się pierwsze seminarium Odnowy w Pabianicach w październiku 1992 […]. Pojawił się [animator], który wyszedł z inicjatywą utworzenia grupy Odnowy na [pabianickim osiedlu] Bugaju w parafii p.w. Miłosierdzia Bożego. Nowa grupa szybko zdobyła popularność. Niektórzy chodzili równocześnie na dwa spotkania. Cała grupa uczestniczyła w spotkaniach Kościoła zielonoświątkowego bez żadnych konsultacji ze swoim proboszczem. To sprawiło, że fałszywy ekumenizm zniszczył katolicki charakter tej grupy. Zaczęło się od odrzucenia kultu obrazów, a później również dogmatów katolickich. Grupa coraz bardziej skłaniała się ku Kościołowi zielonoświątkowemu. […] Po latach założyli jeden z tzw. wolnych kościołów, któremu nadano nazwę Dobra Nowina”[26].
    Racibórz

    Sytuacja wspólnoty z Raciborza jest o tyle nietypowa, że problemy tu występujące sygnalizowane są w pismach sąsiedniej diecezji:
    OŚWIADCZENIE METROPOLITY KATOWICKIEGO

    DOTYCZĄCE DZIAŁALNOŚCI TZW. GRUPY RACIBORSKIEJ

    (Katowice, 5 czerwca 2001 r.)
    „Od dłuższego czasu w kilku miastach archidiecezji katowickiej działają wspólnoty związane z tzw. grupą raciborską wywodzące się z grup Odnowy w Duchu Świętym. Z wypowiedzi osób odpowiedzialnych, które brały udział w tych spotkaniach, wynika, że nie wszystko tam odbywa się zgodnie z nauką Kościoła katolickiego. Spotkania te mają miejsce w pomieszczeniach niesakralnych, takich jak szkoły, akademiki, teatry, kina i domy prywatne w niedzielne przedpołudnie bez udziału duszpasterza. Niektórym zastępują niedzielną Mszę świętą. Jest to nie do przyjęcia w Kościele katolickim. Przestrzega się wiernych przed działalnością tej grupy.
    Katowice, 5.06.2001 rok, VA I-6482/01, oświadczenie przesyła się do wiadomości duszpasterzy archidiecezji katowickiej”[27].
    Dnia 5 XII 2003 r. odczytano w diecezji katowickiej dodatkowy list w sprawie grupy raciborskiej[28]:
    „Przed Bożym Narodzeniem 2003 roku wydział duszpasterstwa ogólnego kurii katowickiej polecił „odczytać z ambony tam, gdzie ten problem istnieje”, następujący tekst: „[…] Powiadamiam, że świadome, dobrowolne i czynne zaangażowanie się w działalność tzw. grupy raciborskiej w obecnej sytuacji prowadzi do zerwania więzi z Kościołem katolickim”[29].
    „Różne mniejsze wspólnoty związane z tzw. grupą raciborsko-krapkowicką [należą do grup], które poddane swoim „charyzmatycznym” liderom opuściły Kościół, by stworzyć własne, niezależne struktury organizacyjne oraz własną doktrynę wiary”[30].
    Rzeszów

    W tym przypadku informacja jest krótka, choć nie mniej ciekawa:
    „Kościół Jezusa Chrystusa Syjon w Rzeszowie (zarejestrowany w 1997 r.) został utworzony przez grupę osób spotykających się w ramach Wspólnoty Modlitewno-Ewangelizacyjnej. W 1996 roku podjęto decyzję o „zalegalizowaniu działalności” poza Kościołem katolickim”[31].
    Strzelce Krajeńskie

    W przypadku Strzelc Krajeńskich cofamy się aż do końca lat osiemdziesiątych, a więc do początków sygnalizowanego tu problemu:
    „W latach 1988-89 […] miasteczko Strzelce Krajeńskie przeżyło miniprzebudzenie, gdzie około setki młodych ludzi przyjęło Pana Jezusa Chrystusa do swego serca. Wielu z nich zostało wypełnionych Duchem Świętym. Inni doświadczyli Bożego uzdrowienia czy też dotknięcia. W tej grupce ludzi, spotykającej się wpierw w „salkach” jako Odnowa w Duchu Świętym upadanie pod mocą Ducha Świętego, mówienie językami czy prorokowanie nie było czymś nadzwyczajnym. […] Przejdźmy do roku 1991 – wtedy to około 20-osobowa grupka ludzi poczuła prowadzenie, by założyć niezależny kościół. Dziś członkowie tej społeczności są aktywnymi członkami rozwijających się kościołów (m.in. Kościół Chrześcijański „Arka” w Poznaniu; Wspólnota „Słowo Życia” we Wrocławiu; Kościół „Słowo Życia” w Szczecinie; Kościół Chrześcijański w Warszawie)”[32].
    Warszawa

    Oto jak wyglądało pewne warszawskie „przebudzenie charyzmatyczne” widziane oczami późniejszego krytyka Kościoła katolickiego:
    „Kilka lat temu w [katolickiej] parafii warszawskiej przy ulicy Gwiaździstej wybuchło przebudzenie, które zanim zdążyło się rozwinąć, zostało zgaszone przez biskupów i księży […]. Kilkanaście młodych osób, które zdążyły zasmakować, jak dobry jest Pan, odeszło od „kościoła katolickiego”. Co się działo w parafii przy ulicy Gwiaździstej? […] Ksiądz w czasie mszy modlił się w językach i wypędzał demony. Usługujący do mszy leżeli pod mocą Bożą tuż pod ołtarzem. Obecność Boża zatrzymywała uwielbiających aż do nocy. Na te zgromadzenia zaczęli przychodzić zielonoświątkowcy, którzy pod wrażeniem tego, co widzą, zaczęli przystępować nawet do sakramentów. Kochającym tradycję bardziej niż Jezusa zaczęło się to nie podobać. [Obecny pastor] został oskarżony o bycie członkiem sekty „Jezus jest Panem”, chociaż wówczas był naprawdę lojalnym katolikiem, tyle że kochającym Jezusa. Został wyłączony z kościoła [katolickiego]. […] [Założony przez niego] Kościół dziś liczy ponad 100 osób”[33].
    Inaczej wspomina tę sytuację była uczestniczka tych spotkań:
    „Zaczęłam również chodzić na spotkania Odnowy w Duchu Świętym. Raz w tygodniu, ale stamtąd czerpałam najwięcej. Bardzo często klękałam na środku, żeby inni się nade mną pomodlili, w różnych moich intencjach. […] Na początku byli jedną z katolickich wspólnot charyzmatycznych działających przy warszawskich parafiach. Może tylko wyróżniali się swoim wyjątkowym zaangażowaniem i tym, że głosili słowo Boże ze szczególną mocą. Dlaczego odeszli z Kościoła katolickiego?”[34].
    Jeszcze inaczej oczywiście opisuje to ówczesny duszpasterz:
    „W mojej wspólnocie zjawił się pewien człowiek, który stopniowo angażował do swego sposobu myślenia inne osoby. Jego kontakt z tzw. wolnymi kościołami sprawił częściowe przejęcie przez pewną część członków grupy założeń tych instytucji. Nie zdawałem sobie sprawy z ich przekonań i nie reagowałem od razu. […] Rozumowanie moje okazało się całkowicie błędne, ponieważ milczenie kapłana było uważane za przyzwolenie i duża część wspólnoty modlitewnej zaczęła żyć w chaosie. […] Wtedy dopiero zdecydowałem się na ostre cięcia i […] podkreśliłem znaczenie jedności z Kościołem i posłuszeństwa biskupowi. Wówczas u ludzi tych pojawił się straszny bunt. […] Zawiązali inną wspólnotę poza Kościołem. Wzajemnie umacniali się tam w nauczaniu, które totalnie burzy jedność”[35].
    I dodatkowe spojrzenie na tę sytuację sprzed lat:
    „W końcu 1996 roku zaprosiliśmy do naszej wspólnoty Andrzeja Stepanowa, studenta wydziału teologii ATK […]. Przewodniczył modlitwom i bardzo często prowadził nauczania. Od początku byliśmy właściwie grupą modlitewną. Z chwilą pojawienia się Andrzeja różnorodność wcześniejszych form modlitwy praktycznie znikła na rzecz spontanicznie odmawianych dziękczynień i uwielbień. […] W trakcie tych „modlitw” wiele osób doznawało „spoczynku w Duchu”. Posługa Andrzeja tym charyzmatem polegała na dmuchaniu, krzyczeniu i tym podobnych praktykach. Na spotkaniach Andrzej wielokrotnie dokonywał (wspólnie z dowolnymi osobami) „egzorcyzmów”. Zachęcał do tego wszystkich uczestników. […] Dostrzeżone owoce ich działania wśród nas to: młodzież przygotowująca się do bierzmowania, a będąca pod ich wpływem, zaniedbała spotkania formacyjne; widoczny jest proces odchodzenia od Kościoła części osób; w kilku przypadkach nastąpiło rozbicie relacji rodzinnych; zmniejsza się możliwość konstruktywnego dialogu z Kościołem; osoby uczestniczące w tych spotkaniach przyznają się, iż ich stan duchowy i psychiczny uzależniony jest od uczestnictwa w intensywnej modlitwie. […] Pragniemy przedstawić kilka faktów, aby wzmóc naszą czujność co do działania tej i podobnych osób w ramach Odnowy czy innych grup naszego Kościoła”[36].
    Wrocław

    Spojrzenie na Wrocław zaczniemy od wspomnień uczestnika jednej z grup modlitewnych:
    „Przez blisko pięć lat wzrastałem duchowo we wspólnocie Ruchu Światło-Życie, działającej przy kościele: tu oddałem po raz pierwszy swe życie Jezusowi – przyjmując Go jako Pana i Zbawiciela, tu stawiałem pierwsze kroki na drodze wiary, umacniany w tym przez wiele sióstr i braci. Nigdy nie sądziłem, iż będę musiał opuścić tę wspólnotę… Niestety, jednak dokładnie dwa lata temu dokonał się tu rozłam, w wyniku którego powstała „wspólnota Syjon”, i tam też się znalazłem […]”[37].
    Posłuchajmy głosu jednego z duszpasterzy:
    „[Rozłam:] dosyć bolesny temat. W przypadku [ul.] Stysia [we Wrocławiu, gdzie znajduje się parafia o. jezuitów] nie są to pojedynczy ludzie, ale cała grupa. Co gorsza, ta grupa staje się powoli sektą. […] Okazuje się, że raz zerwana więź z Kościołem powoduje coraz większy ruch odśrodkowy, tzn. coraz większe odejście – najpierw niezależna wspólnota, później nowy chrzest, następnie jakieś dziwne wieczerzowanie, a co będzie dalej? […] Przyznam, że ciężko przeżyłem tamto odejście młodzieży, tym bardziej że byli to ludzie, z którymi byłem na oazie w Twardogórze i których bardzo lubiłem”[38].
    We Wrocławiu istnieją cztery zarejestrowane tak zwane wolne kościoły wywodzące się ze wspólnot katolickich liczące w sumie wiele setek osób:
    Kościół Boży w Chrystusie powstał kilkanaście lat temu – w dużej części z byłych oazowiczów, na bazie współpracy ekumenicznej diecezjalnych diakonii Ruchu Światło-Życie. Jedną z pierwszych grup Faith Movement w Polsce „była założona w 1983 roku przez Amerykanina polskiego pochodzenia wspólnota „Słowo Życia” we Wrocławiu, która obecnie znajduje się w strukturach Kościoła Bożego w Chrystusie”[39]. (Amerykanin ten rozpoczynał działalność we Wrocławiu w latach osiemdziesiątych przy diakonii Ruchu Światło-Życie).
    Kościół „Wrocław dla Jezusa” liczący ponad 100 osób, animowany jest przez pastora, absolwenta teologii katolickiej, byłego animatora Ruchu Światło-Życie. Ten „wolny kościół” powstał na bazie dwóch wspólnot postoazowych (jedną z nich była grupa „Syjon”), a jego początki sięgają połowy lat dziewięćdziesiątych. „Wrocław dla Jezusa” [zarejestrowany w 1995 r.] to dawniejszy „Adonai”, Kościół Chrześcijan we Wrocławiu, [po połączeniu] z działającą niezależnie charyzmatyczną wspólnotą „Syjon” z Odnowy w Duchu Świętym. To ostatnie wydarzenie po raz kolejny dowodzi silnych powiązań między światem ewangelicznych chrześcijan z ewangelikalnymi środowiskami katolickimi”[40].
    Kościół Wolnych Chrześcijan „Kanaan” ma za pastora byłego animatora przyparafialnej, charyzmatycznej grupy postoazowej. Kościół powstał na bazie części tej wspólnoty 8 lat temu[41].
    Kościół „Vineyard” to grupa również ze sprawującym funkcję pastora byłym liderem przyparafialnej charyzmatycznej grupy postoazowej i również absolwentem teologii katolickiej. Kościół powstał na bazie części tej samej wspólnoty postoazowej kilka lat temu[42].
    O Kościele „Kanaan” można było ostatnio przeczytać w prasie wrocławskiej:
    „Kościół Kanaan powstał we Wrocławiu w 1996 roku z grupy wiernych należących do katolickiej wspólnoty odnowy w Duchu Świętym […]. Na początku jego członkowie mówili o sobie „Wolni Chrześcijanie”. Na spotkania modlitewne kościoła użyczają im zielonoświątkowcy. […] Według podobnych nauk co Kościół Kanaan działają inne protestanckie wspólnoty, np. Wrocław dla Jezusa czy Kościół Wolnych Chrześcijan i Kościół Boży w Chrystusie […]; zdaniem prowadzonego przez dominikanów ośrodka informacji o sektach niektóre z tych grup charakteryzuje też silna nienawiść do Kościoła katolickiego i naśmiewanie się z kultu maryjnego”[43].
    A oto pewne wspomnienie dotyczące działalności misyjnej Kościoła „Kanaan”:
    „Problemy zaczęły się w 1997 roku, […] gdy przyjechała grupa młodzieży z gitarami. Zatrzymali się u księdza na plebani, śpiewali podczas mszy. Potem wynajęli willę, do której zapraszali młodzież na spotkania biblijne”[44].
    Opisane trudności pogłębia fakt, że nie zawsze można doradzić katolickim wiernym bezwarunkowe opieranie się w tej kwestii na duszpasterzach. W diecezji legnickiej w latach ’90 dwóch księży – opiekunów grup Odnowy charyzmatycznej odeszło od Kościoła katolickiego do zboru zielonoświątkowców. Jeden z nich, ks. Dariusz był wikarym parafii w Kamiennej Górze. Kiedy osoby z grupy Odnowy odeszły do zboru zielonoświątkowego, on poszedł za swoimi owieczkami – i został w zborze. Dziś jest pastorem Kościoła zielonoświątkowego. Odejścia księży z grup Odnowy do wspólnot zielonoświątkowych (lub innych, im pokrewnych) zdarzyły się też w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej w roku 2004. Jeden z tych księży, ks. Jarosław zaczynał w 1998 r. jako wikary w Zielonej Górze, potem był Głogów, wreszcie Żary. Stworzył grupę Odnowy Charyzmatycznej, nazwali się Misericordia. Dziś chce założyć własny kościół[45].

    Wymienione wyżej odejścia od Kościoła katolickiego z grup charyzmatycznych lub oazowych zostały wybrane z wielu innych na podstawie jednego tylko kryterium: zostały udokumentowane w druku lub w sieci. Obok nich od lat dziewięćdziesiątych wydarzyło się wiele odejść nigdzie nie opisanych, jak np. na Dolnym Śląsku i w okolicach: odejścia w Gliwicach, Legnicy, Polkowicach, Trzebnicy, Boguszowie-Gorcach, Ząbkowicach, Żarach oraz inne (nie wspomniane tu) odejścia ze wspólnot wrocławskich. A przecież także w innych regionach Polski były takie rozłamy…..

  5. Piotrx

    5 lipca 2018 at 20:20

    Ruch charyzmatyczny – czy to jest katolickie? – ks. Karl Stehlin
    /fragmenty/

    CZYM JEST CHARYZMATYZM?

    Odnowa Charyzmatyczna postrzegana jest jako ożywienie wiary w różnych kościołach i tradycjach chrześcijańskich.

    Chodzi tutaj o różne ruchy, wspólnoty, zgromadzenia, w których każde ma swój własny regulamin, swoją własną strukturę. Najogólniej można określić charyzmatyzm jako ruch duchowego pobudzenia w grupach modlitewnych i w zgromadzeniach życia wspólnego.

    Podstawowa struktura organizacyjna

    Ruch charyzmatyczny istnieje wśród bardzo licznych grup modlitwy działających w parafiach, na uniwersytetach, w miejscach pielgrzymek, w klasztorach. Grupa modlitwy jest podstawową jednostką organizacyjną ruchu. Obecnie grupy te mają w swoich rękach prawie całe duszpasterstwo młodzieży na całym świecie, kierują większością świątyń i pielgrzymek Kościoła Katolickiego (np. Paray le Monial, Lourdes, Santiago de Compostella, Rzym, Jerozolima); Grupa modlitewna często bierze swój początek z działalności charytatywnej i duchowej (prowadzenie lub praca w szpitalach, posługa ubogich i chorych). Monique Hebrard w swojej książce pt. „Charyzmatycy, Zarys Historii Odnowy w Duchu Świętym”, z wielkim zadowoleniem opisuje rozprzestrzenienie się Odnowy Charyzmatycznej na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych w grupach modlitewnych działa milion katolików a w grupach charyzmatycznych około 10 milionów. W Sao Paolo (Brazylia) w roku 1987 i 1991 na tzw. Zesłanie Ducha Świętego przybyło około 150 000 ludzi.

    Rozszerza się działalność ruchów charyzmatycznych w Afryce. Afrykańska Odnowa Charyzmatyczna liczy 705 grup modlitwy w Rwandzie, 60 grup (złożonych często z dwu lub trzech tysięcy członków) w Kinszasie, 30 grup w Abidżanie… W Europie krajem wiodącym pod względem pomysłów wspólnotowych jest Francja. Przez długi czas około 2000 grup modlitewnych pozostawało w cieniu charyzmatyków .

    Grupy modlitwy są zależne od wspólnot charyzmatycznych mających każda z nich, własne reguły, struktury, działania i dyscyplinę (często bardzo surową). Oto kilka przykładów takich wspólnot.

    Neokatechumenat. Założony został w Hiszpanii około 1970 roku przez Kiko Arguello i Carmen Hernandez. Początkowo był jedynie ruchem charytatywnym działającym na przedmieściach Madrytu niosąc pomoc ubogim. Taki charytatywny ruch spotkał się natychmiast z uznaniem tamtejszego arcybiskupa. Jednak z biegiem czasu z ruchu charytatywnego neokatechumenat przekształcał się w ruch religijny typu sekciarskiego. Władze kościelne nie dostrzegły na czas tej zmiany i popierały rozwój neokatechumenatu jako ruchu charytatywnego. Właśnie dzięki działalności dobroczynnej prowadzonej wśród najuboższych neokatechumenat zapewnił sobie poparcie Kościoła w Hiszpanii a później i w innych krajach na które zaczął się rozprzestrzeniać. Za tym przyszła sympatia papieża Pawła VI, który wychwalał i zalecał ten ruch. W miarę rozwoju ruchu przybywało mu zwolenników i opiekunów, tak iż z ruchu dobroczynnego przekształcił się ostatecznie w rodzaj religijnej grupy ezoterycznej wewnątrz Kościoła.

    Le Chemin Neuf (Nowa Droga) Narodziny: W 1971 roku powstała w Lyonie grupa modlitewna w ramach ruchu Odnowy charyzmatycznej. Grupa przeżyła doświadczenie wylania darów Ducha Świętego. W 1973 roku siedem osób zapragnęło w większym stopniu oddać się do dyspozycji Kościoła i Ewangelii. Rozpoczęli wspólne życie na wzgórzu starego Lyonu, niedaleko katedry. Dziś fraternie Nowej Drogi (fraternia Kana, fraternia lekarzy, fraternia młodych i inne) liczą około 2000 osób, a sama wspólnota około 700 osób (300 dorosłych i 400 dzieci). Skład: rodziny, małżeństwa, księża, celibatariusze. Powołanie: Nowa Droga jest wspólnotą apostolską w służbie ludzi i Kościoła. Naszym zdaniem największą przeszkodą w ewangelizacji są podziały między chrześcijanami. Dlatego czujemy się wezwani, by pracować na rzecz jedności. Status Kanoniczny: Nowa Droga – wspólnota katolicka o powołaniu ekumenicznym – przyjmuje tez członków innych Kościołów (reformowanego, ewangelickiego i prawosławnego). Kościół uznał nas za „publiczne stowarzyszenie wiernych”. Wielu z nas przyjęło święcenia kapłańskie w Kościele Katolickim (diakonat, prezbiterat), czy też urząd pastora w Kościele reformowanym. Funkcjonowanie: Nie mieszkamy oczywiście razem, lecz we fraterniach 7-12 osobowych w różnych miejscach Francji, w Szwajcarii, w Jerozolimie, w Afryce… Wszyscy mamy do wyboru, zależnie od powołania i od rodzaju pracy, dwa modele wspólnego życia:

    – fraternia mieszkańców tego samego domu

    – fraternia mieszkańców tej samej dzielnicy.

    Możliwe są zmiany jednego rodzaju życia na drugi. Obecnie w każdym z nich żyje mniej więcej połowa członków wspólnoty. Życie i praca: Wszyscy pracują. Niewielka część osób pracuje stale na potrzeby wspólnoty, inni w swoich zawodach lub dla dzieł wspólnoty: centrum formacyjnego, księgarni, serwisu audiowizualnego, przy prowadzeniu bezpłatnych przychodni i ośrodków medycznych oraz warsztatów pracy chronionej. Własność: We wspólnotach życia wszystkie dochody są wspólne, we wspólnotach dzielnicy – częściowo .

    L’Emmanuel

    Narodziny: 12 i 13 lutego 1972 roku w czasie weekendu u o. Caffarela w Troussures, dwójka założycieli przeżywa wylanie darów Ducha Świętego i postanawia spotykać się co wieczór na modlitwie. Począwszy od 1974 roku powstają pierwsze grupy modlitewne w Paryżu; niektórzy decydują się na życie we wspólnotach. Skład: rodziny i celibatariusze, księża i świeccy konsekrowani. Wspólnota Emmanuel grupuje wszystkie powołania, zawody i środowiska. Aktualnie 3500 osób jest zaangażowanych lub w trakcie angażowania się we Francji, Europie i w wielu krajach rozwijających się. Funkcjonowanie: Moderator wybierany przez Radę. Rada wybierana jest co 3 lata, na 3 lata przez członków zaangażowanych we wspólnocie Emmanuel. Status Kanoniczny: 8 grudnia 1982 roku wspólnota została erygowana kanonicznie jako „prywatne stowarzyszenie wiernych” przez kardynała Lustigera, arcybiskupa Paryża. Zaangażowanie członków: wspólnota Emmanuel to przede wszystkim wspólnota w służbie ewangelizacji. Zaangażowanie jest w pierwszym rzędzie duchowe (dłuższy czas modlitwy dziennie, jeśli to możliwe – codzienna Eucharystia), życie w „domkach” stałych lub tymczasowych, udział w pracach apostolskich lub charytatywnych wspólnoty .

    Wspólnota Błogosławieństw Lew Judy i Baranek Paschalny

    Narodziny: Wspólnota Lwa Judy i Baranka Paschalnego („Le Lion de Juda et L’Agneau Immole”) zrodziła się w 1975 roku podczas spotkania dwóch małżeństw protestanckich pragnących podzielić się odkryciem Boga. W 1991 roku wspólnota zmieniła nazwę na Wspólnota Błogosławieństw. Skład: księża, zakonnicy, zakonnice, małżeństwa i ich dzieci. W sumie 400 członków (nie licząc dzieci) w 24 domach. Mniej więcej połowa zaangażowanych członków to celibatariusze, druga połowa to małżeństwa. Funkcjonowanie: Brat Efraim jako założyciel sprawuje kierownictwo duchowe. Pomaga mu Philippe Mądre -główny moderator oraz odpowiedzialny za „prowincje”, ponadto każdy dom ma swego „pasterza”. Odpowiedzialni raz do roku odbywają wspólne rekolekcje, w czasie których podejmują istotne decyzje. Status Kanoniczny: l stycznia 1985 roku wspólnota została erygowano przez biskupa Coffy jako prywatne „stowarzyszenie wiernych”, zaś księża należą do bractwa kapłańskiego wspólnoty Lwa Judy i Baranka Paschalnego. Powołanie: apostolat na rzecz jedności chrześcijan i żydów .

    Oprócz tego działa wiele innych wspólnot (np.: Święty Krzyż, Word of God, Światło-Życie, Arka, Młodzi Światła). W wielu z nich członkami są katolicy i protestanci. Wszystkie te wspólnoty są ze sobą powiązane poprzez ICO (Międzynarodowe Biuro Komunikacji) założone w 1972 roku w USA, działające od 1976 r. w Brukseli. W 1984 roku ICO zostaje przekształcone ICCRO (International Catholic Charismatic Renewal Office) i przenosi swoją siedzibę do Rzymu.

    Działalność wspólnot charyzmatycznych

    Ruch Charyzmatyczny prowadzi działalność, która jest charakterystyczna dla wielu innych grup czy stowarzyszeń działających obecnie w Kościele (np. ruchy młodzieży, zgromadzenia charytatywne). Możemy więc dostrzec:

    – silny nacisk na aktywne uczestnictwo w ceremoniach parafialnych (szafarze, ministranci i ministrantki, lektorzy diakoni, itp.),

    – działalność charytatywna najbardziej potrzebujących,

    – Ewangelizacja w miejscach w misjach, duszpasterstwach, pomocy krajom Trzeciego Świata.

    Obok jednak takich działań, w Ruchu Charyzmatycznym występują formy tylko dla niego specyficzne i charakterystyczne. Na pierwszy plan wysuwa się praktyka spotkań modlitewnych, chrztu w Duchu Św., charyzmatów, życia świeckich we wspólnocie charyzmatycznej, bez względu na ich stan cywilny, bliska współpraca i wzajemne przenikanie się z charyzmatykami z wyznań protestanckich i żydowskich (wspólne nabożeństwa, zjazdy, spotkania, współuczestnictwo we wspólnocie). Spotkanie modlitewne jest najczęstszym miejscem pierwszego kontaktu ludzi z Ruchem. Co dzieje się na tych cotygodniowych spotkaniach? Trwają one przynajmniej 2 godziny, często aż do 4-5 godzin. Nie ma żadnych obrzędów ani ceremonii.

    Przewodnik spotkania, świecki, nazywany katechetą czy pasterzem, otwiera seans. Według danego mu charyzmatu przewodnictwa kieruje wiernych na spotkanie z Duchem Świętym. W bardzo spontaniczny sposób ludzie podnoszą głos, modlą się, śpiewają, raz indywidualnie, raz wspólnie, od czasu do czasu ktoś czyta tekst z Pisma Świętego, inny daje świadectwo o tym jak czuje w sobie Ducha Św. Albo widzi przed sobą Chrystusa… Mówią oni, że w ten sposób słyszą Ducha Św., który mówi przez uczestników i ich spontaniczne zachowania i gesty. To wszystko prowadzi uczestników do żywego doświadczenia obecności Ducha Św. Coraz więcej ludzi czuje obecność Ducha Św., który daje im swoje charyzmaty: nagle ktoś mówi albo śpiewa w nieznanym języku (nazywają to „darem języków”), w ten sam sposób również cała grupa może mruczeć albo śpiewać.

    Duch Św. przychodzi więc na spotkanie w sposób zmysłowy; ludzie czują i doświadczają Jego obecność, przede wszystkim przez mowę uczestników, przez charyzmaty i przez tzw. zesłanie Ducha Św., albo przez chrzest w Duchu Świętym.

    Punktem szczytowym spotkania modlitewnego i przy tym całego Ruchu jest wlanie albo inaczej, chrzest w Duchu Świętym. Chrzest w Duchu Św. nie jest sakramentem, lecz dla charyzmatyków jest aktem ważniejszym nawet, niż sakrament bierzmowania, bo w tym chrzcie wierny przyjmuje całą pełnię Ducha Św., pełnię w żywym doświadczeniu, przemieniającą całego człowieka.

    Świadomość i przeżycie obecności Boga i jego mocy, uczucie Ducha Św. wewnątrz własnego serca – oto fundament Ruchu Charyzmatycznego, bo z tego fundamentu uczuć wychodzą charyzmaty i inne znaki nadzwyczajne, i tak bardzo, że życie tych, którzy otrzymują ten chrzest jest potem zupełnie zmienione. Powoduje zdecydowaną przemianę jednostki, jakby chodziło o nowe narodzenie. Mówią, że żyją teraz na innym świecie. Zdaje się, że życie na ziemi jest tylko cieniem, iluzją i snem.

    Cieszą się jeśli w spotkaniach zatracą poczucie czasu i przestrzeni, czekają z coraz większą intensywnością na tę atmosferę błogosławionego transu, który daje im tak dużo sił . Do tego chrztu w Duchu Św. trzeba się przygotować. Po pewnym okresie wprowadzania w praktyki i szczególną duchowość Ruchu (w każdej wspólnocie reguluje to wewnętrzny regulamin), przewodnik albo inna osoba, która sama już przyjęła chrzest w Duchu Św., podczas uroczystego spotkania modlitewnego nałoży ręce na głowę aspiranta i natychmiast Duch Św. przychodzi: zaznacza bowiem swoją obecność przez charyzmaty, które są udzielane otrzymującemu chrzest oraz innym zgromadzonym osobom.

    To święto i atmosfera wielkiej radości i uczucia miłości, wyraża się w tańcach, krzykach, ruchach ciała, itd. Charyzmaty otrzymywane są przede wszystkim po chrzcie w Duchu Św. najczęściej można zauważyć charyzmat „mówienia językami”: charakterystyczną jego cechą jest całkowite niezrozumienie tego co się mówi czy śpiewa. Może to nie być nawet prawdziwy język, lecz tylko dźwięki i liryczne modulacje bez wewnętrznego znaczenia. Ks. Rene Laurentin twierdzi, że chodzi tutaj o nadzwyczajną formę chwały i czci Bożej .

    Często inna osoba w trakcie modlitewnego transu powie, że rozumie ten język, zatem otrzymuje inny charyzmat: „tłumaczenie nieznanych języków”. Te osoby są najczęściej pasterzami i przywódcami, którzy cieszą się wielkim szacunkiem wszystkich członków wspólnoty, bo w nich bezpośrednio objawia się Duch Św. Inny charyzmat to proroctwo, tzn: mówienie czegoś w imieniu Boga. Na przykład Kiko, założyciel Neokatechumenatu wołał: Mówię do was w imieniu Kościoła, w imieniu Biskupów, wśród was jestem Janem Chrzcicielem, nawróćcie się, bo Królestwo Boże jest blisko… Daję wam życie poprzez Słowo Boże we mnie złożone: To ja wyjaśniam Słowo… my jesteśmy waszą pomocą, jak Mojżesz na pustyni. Ten charyzmat jest dany szczególnie pasterzom i katechetom, którzy głoszą jakieś kazanie. Nieraz jest to nawet prawdziwe proroctwo, rozumiane jako przepowiedzenie przyszłości.

    W ten sposób np. Ojciec Vlasik, proboszcz z pewnej parafii w Jugosławii, otrzymał dla siebie następujące proroctwa podczas spotkania znanych charyzmatyków: proroctwo siostry Bridge MacKenna, że zasiada na tronie, a z tego tronu wypływają strumienie wody na cały świat; proroctwo Ojca Tardiffa: „moja matka przyjdzie do ciebie!” Dwa tygodnie później w parani zaczęty się objawienia „Matki”. Ta parafia nazywa się Medjugorie . W ciągu trzech lat o. Vlasik stał się duchowym przywódcą pielgrzymek do Medjugorie. „Najwspanialszy” charyzmat, to „dar uzdrawiania”.

    Charyzmatycy utrzymują, że wiele chorób ustąpiło, szczególnie po otrzymaniu chrztu w Duchu Św. Również wiele osób zaświadcza o swoim własnym uzdrowieniu. W czasie nabożeństw dla chorych „healing service”, wielcy charyzmatycy uzdrawiają chorych. Jednak dotychczas nie ma ani jednego potwierdzonego uzdrowienia, które zostałoby przebadane przez lekarzy specjalistów w sposób metodyczny i medyko-krytyczny, w taki sposób, jak Kościół praktykuje to w procesach kanonicznych (kanonizacyjnych), czy np. w Lourdes. Nie można znaleźć dokumentów, które świadczyłyby, że właśnie tacy uzdrowieni przez charyzmatyków byli regularnie badani, by stwierdzić efekt uzdrowienia po upływie dłuższego czasu. Istnieje tylko świadectwo samych uzdrowionych i świadectwo uczestników, którzy potwierdzali nadzwyczajne rzeczy u chorych (ludzie o kulach mogli chodzić bez nich, sparaliżowani odzyskiwali władze, itp.).

    Nawet Monique Hebrard oskarża „zbiurokratyzowanych” kapłanów i biuro medyczne, że uznaje jeden cud zaledwie raz na dziesięć lub dwadzieścia lat! Życie wspólnotowe jest przyrównywane do reguł zakonnych. W istocie są to nowe zakony, z tą wszakże różnicą, że pod jednym dachem przebywają mężczyźni i kobiety, osoby samotne, świeccy, zakonnicy i księża, dorośli i dzieci. Cały Lud Boży w swojej rozmaitości . To życie, w jakiś sposób w doskonałości, to ostatnia inicjacja życia charyzmatycznego. Po pierwszym kroku uczestnictwa w spotkaniach modlitewnych, aspirant otrzymał pierwszą inicjację w chrzcie w Duchu Św. Żył pewien czas w okresie próbnym (np. w neokatechumenacie 7 lat), i w końcu zostaje zaakceptowany jako pełnoprawny członek wspólnoty. Od tej chwili podporządkowuje się surowej regule życia, planu duchowego kierowanego przez przełożonego wspólnoty czy przez radę starszych członków. To od wspólnoty zależy, czy zaangażowanie jest ślubem zakonnym, czy raczej dobrowolną działalnością charytatywną czy apostolską. Wiele wspólnot posiada coś w rodzaju reguły tajemnej.

    Istnieją książki przeznaczone tylko dla członków. Tę cechę tajemniczości można odnaleźć przede wszystkim w Neokatechumenacie, gdzie podręcznik wychowywania i formacji nie jest znany nie tylko poza wspólnotą, ale nawet wśród wielu członków. Książka ta nosi tytuł „Katecheza” i jest zapisem spotkań prowadzonych przez Kiko i Carmen w lutym 1972 roku. Często powtarza się tam słowa: „Nic o tym nie mówcie”, „To, co teraz powiem nie jest po to byście o tym mówili ludziom, ale by wam służyło za bazę, za podstawę”.

    Inna nowość Ruchu polega na tym, że te wspólnoty pretendują do bycia miejscami doskonałości, więc dlatego mają prawo panowania ponad wszystkimi instytucjami prawa naturalnego i nadprzyrodzonego jak np. rodziny, zakony… Każdy żyje w swoim stanie życia, lecz wszyscy muszą być posłuszni regulaminom wspólnoty, nawet jeśli istnieje konflikt między regułą wspólnoty a prawem naturalnym. W ten sposób np. wspólnota decyduje, ile dzieci rodzina żyjąca we wspólnocie może mieć, czy pewien członek może studiować czy pracować, albo wyjechać w podróż czy kupić coś. Często (np. w Neokatechumenacie) członkowie wspólnoty muszą oddawać wszystko to co mają na własność.

    Jeśli chcą wstąpić powinni sprzedać wszystkie dobra. W takich wspólnotach istnieje często kolejność zaangażowania, czy kroki inicjacji. Np. w neokatechumenacie 7 lat przed-katechumenatu i 7 lat katechumenatu. Potem żyją już w stanie doskonałości: Jeśli w czasie przed-katechumenatu otrzyma się polecenie sprzedaży dóbr, trzeba je sprzedać wszystkie… nie można bowiem inaczej wejść do królestwa ani nawet do Katechumenatu. („Katecheza”) Działalność ekumeniczna, czyli wysiłki na rzecz jedności wszystkich chrześcijan, a nawet wszystkich wyznań, jest też darem Ducha Świętego. Kardynał Suenens mówi: Jasne, że Odnowa Charyzmatyczna jest ekumeniczna ze swej natury. Celem tego rodzaju ekumenizmu jest jedność wszystkich ludzi w Duchu Świętym. Grupy modlitewne i wspólnoty są międzyreligijne, każdy z członków zachowuje swoją odrębność i swoją wiarę – a wszyscy modlą się razem, żyją razem ze świadomością, że są dziećmi tego samego Ojca. W takich wspólnotach tworzy się jedność chrześcijan. Kiko (Neokatechumenat) mówi: Nie staramy się nikogo zdobywać, nie głosimy chrześcijaństwa „prozelickiego”, bo zbawienie nie zależy od tego lub innego wyznania, lecz od przyjęcia przez wiarę i głoszenia „dobrej nowiny”. Zbawienie to cierpliwa miłość względem drugich. Neokatechumenat nawet mówi, że to oni, którzy są strażnikami Słowa, są zarazem obecnością Boga w świecie, są Kościołem, wspólnotą braci… Tam zbawia się świat.

    Sprawdzianem ekumenizmu Ruchu są spotkania międzyreligijne, zjazdy ekumeniczne, liczące często więcej niż 2000 ludzi, np. w Strasburgu w 1982 roku było ponad 20.000 uczestników (świadectwo dawali księża katoliccy, pastorzy protestanccy, prawosławni a nawet rabin). Tam też swoją działalność zaprezentował ks. Blachnicki (Ruch Światło-Życie). Współpraca z charyzmatykami protestanckimi jest bardzo intensywna: czasopisma, wydawnictwa, filmy, zjazdy, obozy wakacyjne, pielgrzymki do ośrodków charyzmatycznych (Taize, Paray le Monial, Medjugorie, New York, El Paso). Ten ekumenizm praktykuje się szczególnie z Żydami (np. wspólnota „Lew z Judy”).

    Różne wspólnoty obchodzą również niedzielę oraz sobotę jako dni pańskie, mieszają święta chrześcijańskie ze świętami synagogi, śpiewają i modlą się po hebrajsku. Często zapraszają rabinów do głoszenia rekolekcji i wykładów. W programie nauki i lekcji religii znajdują się: midrasz, Talmud i żydowska kabała. Pośród owych ukrytych pereł niosących nadzieję trzeba wskazać na „Montees de Jerusalem” (Wstępowanie do Jerozolimy)… Chrześcijanie z różnych krajów i z różnych wyznań… mieszkają u rodzin chrześcijańskich lub żydowskich z ruchu mesjanistycznego, modlą się z nimi, dostarczają im egzemplarze Biblii. Dlaczego Jerozolima? Michele Theond-Longis, która jest z jednym z przewodników, tłumaczy, że „wszelki ekumenizm musi się spotkać z tajemnicą Izraela. Na pewno nie znam żadnej wspólnoty Ruchu Odnowy w Duchu Św., która nie prowadziłaby intensywnej działalności ekumenicznej.

    Tendencje i cechy charakterystyczne charyzmatyzmu

    Po przeglądzie działalności charyzmatyków można stwierdzić, że cały Ruch Charyzmatyczny ma następujące cechy charakterystyczne, które znajdują się we wszystkich tak różnych wspólnotach. Na plan pierwszy wysuwa się uczucie bezpośredniego związku z Duchem Świętym. Bóg staje się tak bliski i łatwo dostępny dla wiernych, że w czasie modlitwy wydaje się, że oni bez przerwy są w osobistym kontakcie z Nim; często w swoich świadectwach mówią: Bóg mi powie! Czuję Boga, który mówi we mnie…? Bóg objawił mi…! Duch Św. kieruje moimi słowa…! Pan Bóg pokazał mi moją przyszłość. Są przekonani, że Bóg nieomylnie objawi się im. Przede wszystkim przywódcy (liderzy), pasterze, katecheci, kierownicy Ruchu czują się bezpośrednio inspirowani i natchnieni; od Boga otrzymują w każdej chwili charyzmat kierownictwa, od Boga mają misję kierownictwa. Na przykład w Neokatechumenacie: Daję wam życie poprzez Słowo Boże we mnie złożone, my jesteśmy waszą pomocą: dajemy wam Ducha Świętego. Katecheci Neokatechumenatu posiadają charyzmat potwierdzony przez biskupów. Wszyscy zostaliście wskazani palcem przez Boga. Żadna wspólnota założona przez nas nie upadla: zapewniam was, że Bóg jest tutaj! („Katecheza”). Doświadczenie religijne jest bardzo ważne: czuć Boga w sobie. Wielu widzi Chrystusa, rozmawia z Nim, czuje Go w sobie. To dla nich znak wielkiej doskonałości. Mówią, że te uczucie Boga w sobie przewyższa wszelkie doświadczenia rozumu. Odnowa jest:

    wspólnotą uczuciową, która proponuje swoim członkom przestrzeń wolności od owej duszącej kurateli rozumu, w której możliwość bezpośredniego i odczuwalnego doświadczenia obecności Bożej może być odnaleziona.

    Daniele Hervieu-Leger

    Szukają nadzwyczajnych, sensacyjnych zdarzeń: charyzmaty, cuda, atmosfera znaków przychodzących z nieba. W Medjugorie na przykład:

    Dar uzdrawiania jest znakiem, iż Bóg nas nawiedza.

    o. Michael Scanian

    Uzdrowienia są częścią głoszenia Królestwa.

    Abp Coffy

    W oczach Charyzmatyków najważniejsze jest to, że dana osoba, dzięki temu znakowi i za pośrednictwem modlitwy oraz miłości ze strony braci, a także ewentualnie sakramentowi pokuty, pojednała się z sobą i z Bogiem.

    (…)

    Przyczyny sukcesu ruchu charyzmatycznego

    Wielu ludzi, ubogich czy bogatych, czuje się źle w dzisiejszym świecie, w którym panuje technokracja, biurokracja, walka o pieniądze… Znajdują w Ruchu atmosferę miłości i przyjaźni, która pozwoli im wytrzymać obojętność świata wobec wiary i Boga (Raport episkopatu Francji). Wierni czują pustynię nawet w Kościele, są zawiedzeni po reformach posoborowych. Zamiast modlitwy i uwielbienia panuje teraz duch polityczny, humanitarny i socjalny w kazaniach i działaniach. Szukają więc czegoś innego. Nadejdzie dzień, że ludzie będą mieć tak dość mówienia o ludziach, że rozpłaczą się z radości, kiedy ktoś zacznie im mówić o Bogu. Niektórzy tracą wiarę, inni idą do wschodnich lub protestanckich sekt. Odnowa w Duchu Św. prezentuje tutaj idealne rozwiązanie problemów, bo prezentuje się jak synteza tradycyjnego życia kościelnego i także czegoś nowego. Z tradycyjnego życia kościelnego ruch ofiaruje życie modlitwy i adoracji, entuzjazm religijny, sesje formacyjne… Nowością ruchu jest takie zaangażowanie i gorliwość młodych ludzi, wolnych od starych i tradycyjnych instytucji. Zresztą, idea syntezy zawsze fascynowała ludzi: ruch charyzmatyczny pokazuje taką syntezę, jednocząc Tradycję Kościoła z nowymi ideami, i nawet z ideami innych wyznań. Prawie cała prasa katolicka popiera ruch charyzmatyczny. Panuje prawdziwa moda na zamieszczanie artykułów publicystów związanych z ruchem charyzmatycznym. Kardynałowie i biskupi nie tylko uczestniczą w zjazdach ruchu, lecz są również członkami międzynarodowych komitetów charyzmatyzmu. Papieże Paweł VI (19 V 1975 r.) i Jan Paweł II (11 XII 1979 r. i wiele razy później) przyjmują na audiencjach charyzmatyków i pochwalają ich działalność. W 1984 roku w Rzymie w rekolekcjach organizowanych przez ruch charyzmatyczny wzięło udział 80 biskupów i ponad 6000 księży ze 120 krajów świata. W wieku materializmu i sensualizmu ludzie tracą umiejętność logicznego, chłodnego rozumowania i spokojnego rozmyślania. Szukają w sensacjach czegoś, co wabi zmysły. Reklama całkowicie polega na zmysłach. Na poziomie religijnym też znajduje się jakiś urok zmysłów: to uczucie religijne, uczucie szczęścia, zatopienie się w rozkoszach wewnętrznych (charyzmatycy nazywają to uczuciem Bożej obecności albo darem Ducha Św.), łaskotanie cudownych zdarzeń (charyzmaty, uzdrowienia…). W żadnym wypadku nie można dzisiaj wyobrazić sobie duchowości np. świętego Jana od Krzyża, który potępił takie szukanie uczucia Boga. Cała religia jest dla ludzi najpierw wyrażeniem religijnych uczuć, pochodzących z podświadomości. Inni szukają uzdrowień fizycznych lub moralnych. Dla nich Ruch jest środkiem rozwiązania psychicznych problemów i innych osobistych trudności. Szukają przede wszystkim zadowolenie dla samego siebie. W tym sensie ruch charyzmatyczny jest tak atrakcyjny jak religie Wschodu (Zen, Joga…). Tam zresztą też można znaleźć te same cudowne zdarzenia, nawet bardziej intensywne jak w ruchu.

    Jeśli porówna się świadectwa charyzmatyków ze świadectwami np. uczestników w koncertach rockowych (AC/DC, Pink Floyd), można stwierdzić, że wewnętrzne uczucia i doświadczenia są te same! Różnica polega tylko na tym, że charyzmatycy nazywają te uczucia „obecnością Bożą”, natomiast miłośnicy takich koncertów przypisują ich uczucia szczęścia atmosferze w sali i umiejętnościom grupy.

    KRYTYKA

    Pozytywne punkty

    Do takich niewątpliwie zaliczyć trzeba:

    – Apostolat bez wstydu ludzkiego. Entuzjazm i gorliwość członków.

    – Działalność charytatywną. Wielu członków to prawdziwi bohaterowie miłości bliźniego. Pomoc humanitarna niesiona w wielu krajach świata.

    – Tradycyjną aktywność religijną: pielgrzymki, procesje, adoracja Najświętszego Sakramentu, atmosfera modlitwy i miłości bliźniego: „Miłujcie się wzajemnie, jak ja was umiłowałem!”.

    – Wychowywanie, formacja: wprowadzanie do czytania Pisma Świętego, wprowadzenie do duchowości Kościoła, do życia mistycznego, wzorowanie życia prywatnego na postępowaniu świętych.

    – Wskrzeszenie i odnowienie życia duchowego w parafiach.

    Negatywne punkty

    Illuminizm

    W historii Kościoła pojawiało się wiele ruchów, wspólnot mających dokładnie takie same cechy jak charyzmatyzm: gorliwość, entuzjazm, intensywna modlitwa, sukces apostolacie, szybki rozwój, charyzmaty, przywódcy uważający, że są bezpośrednio inspirowani przez Boga. Takimi ruchami w Kościele były:

    – Montaniści w II wieku,

    – Waldensi w XII wieku,

    – Bracia Ducha Wolnego,

    – Alumbrados w XVI wieku,

    – Kwietyści w XVII i XVIII wieku.

    Rozwój tych zgromadzeń zawsze przebiegał w prawie ten sam sposób. Najpierw założyciel odczuwa potrzebę mocniejszego i żarliwszego życia duchowego. Czuje, że Pan Bóg powołuje go do życia bardziej ewangelicznego: służby, ubóstwa, umartwienia… Następnie odczuwa potrzebę przekazania swojego doświadczenia Boga innym ludziom. Zaprasza więc do „doświadczania” tych samych uczuć. W ten sposób wtajemnicza małe zgromadzenie uczniów w swoje osobiste doświadczenie. Następuje wspólna modlitwa i intymna atmosfera, które przygotowują grupę na otrzymanie charyzmatów, do doświadczania Boga. Na skutek tego grupa żyje w ciągłym entuzjazmie, podnieceniu pełnym wzniosłych uczuć. Entuzjazm ten z nieprawdopodobną szybkością udziela się innym ludziom doprowadzając do szybkiego rozwoju wspólnoty. (Np. Valdo – przywódca Waldensów – po 5 latach działalności mógł doliczyć ponad 5 milionów uczniów). Co ważniejsze członkowie tych wspólnot są przekonani, że ich doświadczenie jest gwarancją prawdziwości ich nauki. Depozyt wiary, dogmat, abstrakcyjna reguła wiary są niczym w porównaniu z ich własnymi doświadczeniami. I tak na przykład Neokatechumenat mówiąc o rzeczywistej obecności Chrystusa w tabernakulum twierdzi, że: Kościół Katolicki został opętany ideą rzeczywistej obecności do tego stopnia, że dla niego rzeczywista obecność jest wszystkim. Obsesyjne dyskusje teologiczne nad kwestią czy Chrystus jest faktycznie obecny w chlebie i winie są śmieszne. W pewnym momencie, trzeba było akcentować rzeczywistą obecność, aby przeciwstawić się protestantom, ale obecnie nie jest to wieczne i nie należy już przy tym obstawać… („Katecheza”). Jeśli w takich sytuacjach hierarchia Kościoła interweniuje i pokazuje błędy lub przynajmniej niebezpieczne tendencje ruchu, wtedy w imię Ducha Św. buntują się przeciw niej. Potępieni przez Magisterium kończą w fanatyzmie. Taka postawa nieuchronnie prowadzi do coraz większych błędów dogmatycznych i uchybień moralnych.

    Charyzmatyzm jest ruchem illuminizmu

    Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na dwa bardzo ważne wydarzenia będące wręcz podręcznikowym przykładem illuminizmu. Pierwsze jest związane z ruchem Jamaa (burza) z Zairu. Franciszkanin, ojciec Placide Temples założył „Ruch nowego zesłania Ducha Świętego” („Burza Ducha Św:’). Ruch przeszedł przez typowe stopnie illuminizmu: nowe życie w kościele, entuzjazm, tajemniczość ruchu i różne inicjacje (typowe dla Afryki), fala „nawróceń”, charyzmaty, dużo ludzi w Kościele. W 1972 roku ruch został potępiony przez abp z Kinshasa za heretyckie nauczanie, straszne uchybienia moralne: wspólnota dóbr a nawet osób oraz całkowite zniszczenie instytucji rodziny i małżeństwa. Drugie wydarzenie, znaczenie bardziej znane to przypadek o. Vlasika, charyzmatycznego proboszcza w Medjugorie i 6 dzieci, którzy twierdzą, że mają regularnie, codziennie objawienia Matki Bożej. O. Vlasik i jego charyzmatyczni przyjaciele propagują te objawienia mimo, że nie przeprowadzono żadnego kanonicznego badania objawień, nie wypowiedzieli się kościelni eksperci (egzorcyści, specjaliści procesów kanonizacyjnych). Twierdzą oni, że dla prawdziwości objawień wystarczającym dowodem są cuda i charyzmaty. Jednak miejscowy biskup z Mostaru zarządza wymagane prawem kanonicznym badanie tych zdarzeń. Wynik jest negatywny: za dużo błędów dogmatycznych, sprzeczności w świadectwach wizjonerów, niedorzeczne wypowiedzi Matki Bożej, niewystarczające znaki nadprzyrodzonego objawienia. Contra factum non est argumentum!

    Są jednakże tacy, którzy się pospieszyli, uprzedzając osąd Kościoła. Ogłosili „cuda i zjawiska nadprzyrodzone”, a z ołtarza głosili prywatne objawienia, co jest zakazane aż do czasu, gdy Kościół uzna te objawienia za autentyczne. Z tego też względu wiele środowisk wstrzymało się z organizowaniem pielgrzymek, czekając na osąd Kościoła. Najpierw, Komisja ds. Medjugorie 24 marca 1984 r. wysłała ostrzeżenie. Bez rezultatu. Potem Konferencja Biskupów, w październiku tego samego roku, zakazała organizowania oficjalnych pielgrzymek do Medjugorie („oficjalnie” oznacza organizowanie wspólne i zbieranie osób). Bez skutku. Następnie, w Rzymie, Kongregacja Doktryny Wiary, 23 maja 1985 r. wysłała do Konferencji Biskupów Włoskich list z prośbą o podejmowanie wysiłków w celu ograniczenia pielgrzymek organizowanych z Włoch do Medjugorie… a także wszelkiego rodzaju propagandy. Również bezskutecznie. Wreszcie, J.E, kard. Franjo Kuharic i ja osobiście, w imieniu Konferencji Biskupów Jugosławii, 9 stycznia 1987 r. ogłosiliśmy publicznie deklarację: „Nie jest dozwolone organizowanie pielgrzymek i innych manifestacji motywowanych nadprzyrodzonym charakterem, który mógłby być przypisywany wydarzeniom w Medjugorie”. Jest to deklaracja najwyższej wagi kościelnej i winna być respektowana .

    Na wyniki tego badania zareagowali wszyscy ważniejsi przywódcy ruchu charyzmatycznego (Tardiff, siostra Bridge McKenna, O. Daniel Ange, Laurentin), którzy ręczą wbrew opinii biskupa za prawdziwość objawień i świętość o. Vlasika. Biskupi zakaz pielgrzymek do Medjugorie i polecenie przeniesienia proboszcza zostały pogardliwie zlekceważone. Kilka lat później o. Vlasik porzuca sutannę i rozpoczyna wspólne życie z byłą zakonnicą. Ale ile razy w objawieniach w Medjugorie „Matka Boska” go broniła i uroczyście deklarowała jego niewinność!!! We wszystkich wspólnotach ruchu charyzmatycznego widać tendencję do bezpośredniego kontaktu z Duchem Św. Towarzyszy temu pewność, że słyszane głosy, objawienia i zmysłowe rozpoznawanie Boga są prawdziwe. Każda inspiracja i każde szczególne uczucie religijne jest w ich przekonaniu związane z Bogiem. Podświadomość staje się nieomylnym głosem Boga. Psychologia uczy jakie myśli, słowa, obrazy funkcjonują na poziomie podświadomości: uczucia zemsty, instynkt seksualny, intensywne obrazy (albo niezwykle atrakcyjne, albo niezwykle odrażające), sympatie wywołane miłym wrażeniem albo antypatie wywołane niemiłym wrażeniem. Jeśli brakuje zewnętrznego sędziego, który zadecyduje z autorytetem rozumu i przykazań boskich o tym, co jest dobre i złe w tym wewnętrznym życiu uczuć, doświadczeń i wrażeń, to wtedy sam człowiek staje się samemu sobie najwyższym autorytetem i twierdzi, że te uczucia są charyzmatem, są głosem Ducha Św. Dlatego właśnie św. Jan od Krzyża i wszyscy znawcy życia mistycznego jednogłośnie mówią, jak niebezpieczne jest myśleć, iż te wewnętrzne głosy pochodzą od Boga. W 90% przypadków chodzi o autosugestię, w 9% to wpływ diabła. Nawet papież Paweł VI, który wiele razy chwalił Odnowę w Duchu Św., dostrzegał fałszywy dar proroctwa:

    Gdyby Duch Św. bez przerwy był do dyspozycji tych ludzi, gwarantując swoje błogosławieństwo i nieomylność zawsze i wszędzie (a ludzie ci twierdzą, że ich osobiste doświadczenie, ich subiektywne i chwilowe inspiracje są sprawdzianem oraz kryterium prawdziwości religii i kanonu, według których cala nauka religijna powinna być interpretowana) to byłoby to ponownym wprowadzeniem protestanckiego fundamentu wolnej inspiracji lub subiektywizmu, w którym każdy przyjmuje swoją wiarę i swoje nauczanie od Ducha Św. (24 IX 1969 r.)

    Subiektywizm oznacza, ze wszystko jest odnoszone do podmiotu, do ducha człowieka, który bezpośrednio decyduje o tym, w co chce wierzyć. Nie ma już innego autorytetu na ziemi, tylko jego własne sumienie i inteligencja. W ten sposób człowiek czyni z siebie samego Pana, który jest sam w sobie sędzią i prawem. On sam decyduje, jak należy interpretować Pismo Święte i w jaki sposób się modlić. Magisterium i autorytet Kościoła nie mają nawet najmniejszego wpływu na charyzmatyzm. Dla ruchu nowym „magisterium” jest charyzmat proroctwa, przy tym głos pasterza czy przywódcy wspólnoty jest traktowany jak bezpośrednie objawienie Boże. Dlatego prawdziwym autorytetem charyzmatyków już nie jest proboszcz parani czy biskup diecezji, lecz przywódca ruchu, wspólnoty, ojciec chrztu w Duchu Św.

    Fundament charyzmatyzmu

    Cała duchowość charyzmatyzmu ma jako fundament: doświadczenie religijne oraz głębokie uczucie obecności Boga. Im więcej tych doświadczeń tym doskonalszy jest człowiek. ” Św. Jan od Krzyża (Droga na Górę Karmel II. 10) bardzo szeroko mówi o tej sprawie. Zasadą życia duchowego, życia wewnętrznego jest to, że Pan Bóg i jego jakość daleko przewyższają możliwości percepcji naszych pięciu zmysłów. Bóg jest duchem i zmysły nie mogą sięgnąć realności ducha. Dlatego zmysły nie są instrumentami przystosowanymi, zdolnymi do poznania rzeczywistości niebiańskiej. Bóg jest tak wielki, że zmysły pewno nie mogą doświadczyć czegoś od Niego. Rozum może pośrednio poznać istnienie Boga badając stworzenie (Rz l, 20) i w ten sposób stwierdzić jedynie Jego istnienie, i kilka przymiotów doskonałych jak np. to, że jest stworzycielem, Najwyższym Dobrem, Celem wszystkich stworzeń, że jest Wieczny, wszechmogący. Jedynie wiara może sięgnąć do jego życia wewnętrznego, przekonać, że wszystko to co nam objawił jest prawdą, nawet jeśli nie , możemy tego wiedzieć i doświadczyć. Próba ogarnięcia Boga przez zmysły i przez doświadczenia zmysłowe grozi wielkim niebezpieczeństwem. Po pierwsze często takie doświadczenia są tylko iluzją i błędem. Po drugie uczucia „obecności Bożej” powodują, że dusza jest zadowolona z samej siebie i sądzi że już jest bardzo bliska Panu Bogu, może nawet już jest święta. To pycha przychodząca od szatana, który wie, że pycha jest najstraszniejszym z wszystkich grzechów. I dlatego z chęcią używa swoich możliwości wywierania wpływu na zmysły człowieka by zwodzić go fałszywymi uczuciami. Dlatego nigdy nie wolno twierdzić, że dusza pragnie tych uczuć, wręcz przeciwnie, jeśli takie uczucia są, musi ona uwolnić się od nich i zachować się w czystym i prostym akcie wiary… Po trzecie dlatego, że te uczucia są niebezpieczeństwem dla wiary. Wiara jest wielką cnotą, polega na trwałej zgodzie i mocnym przekonaniu, że to co Pan Bóg objawił jest prawdą, jedyną prawdą i w tej prawdzie powinien człowiek żyć, powinna ona przenikać wszystkie myśli, słowa, czyny aż do śmierci. Jeśli sprowadzi się wiarę jedynie do uczucia albo zmysłowych doświadczeń, to religia przestaje być sprawą rozumu, inteligencji, duszy, ducha lecz staje się sprawą instynktu, uczuć, podświadomości. W tym momencie religia straci swoją istotę, swoją więź z Bogiem, stanie się tylko częścią psychologii, sprawą ludzkiej wiedzy i nic więcej. Oto fundament całego modernizmu potępionego przez papieża św. Piusa X:

    W uczuciu religijnym – jeśli je głębiej zbadamy -wykryjemy łatwo pewną intuicję serca, przez którą człowiek bez żadnego pośrednictwa doświadcza rzeczywistości pierwiastka Bożego i w ten sposób powstaje pewność o istnieniu i obecności Boga. (…) I to jest owo prawdziwe doświadczenie, przewyższające wszelkie doświadczenie rozumowe. (…) Według modernistów, gdy ktokolwiek to doświadczenie osiągnie, staje się prawdziwie wierzącym .

    Takie doświadczenie nie pomaga, lecz raczej przeszkadza wierze. Zamiast pogłębiać wiarę, tzn. przekonanie i życie w świetle boskich objawień, pogłębia się życie według własnych zmysłów i przekonanie o własnej wartości, innymi słowy: pychę.

    Poszukiwanie sensacji

    Nie chodzi tutaj o podstawowe przekonanie, że uczucia obecności Bożej są znakami doskonałości i świętości, zasadą naszej religii. Tutaj chodzi o samą istotę aktu religijnego, modlitwy i nabożeństwa! Jak ma się kształtować nabożeństwo i modlitwa? Co to jest? Kto stoi w centrum nabożeństwa? Uwielbienie Pana Boga, kult Chrystusa czy coś innego? Dla charyzmatyków to przede wszystkim „doświadczenie charyzmatyczne”, uczucie, żywe wrażenie aż do łez. Nadzwyczajne rzeczy dzieją się w głębokościach naszego serca. Żyjemy trochę naszym snem! Modlitwa to rodzaj samorealizacji, szukanie euforii i radości. To żywe świadectwo wiernych o Bogu. Jeśli osiągnie się to szczęście, wtedy czuje się kontakt z Bogiem: ekstaza, dar łez, języków. Uczucie lekkości, otwarcia się na wszystko. „Byłem naprawdę otwarty, zupełnie otwarty. Ale do czego?” Ta samorealizacja chce wyrażać się w dowolnych gestach i tańcach, w tworzeniu własnych spontanicznych modlitw… Dokładnie ten sam rodzaj wyrażania własnych religijnych uczuć znajdujemy w religiach wschodnich. Więź charyzmatyzmu z Jogą, Zen, Krishną jest bardzo bliska. Zawsze chodzi o własne „JA”. To bardzo niebezpieczne dla zbawienia, jeśli w centrum życia religijnego już nie stawia się Boga i życia wiecznego w niebie, lecz człowieka i szczęśliwe życie na ziemi. Pragnienie nadzwyczajnych zdarzeń jest cechą charakterystyczną charyzmatyzmu. Jest to dla nich sprawdzenie błogosławieństwa o obecności Ducha Św. jak już to stwierdziliśmy, jest to jedna z przyczyn sukcesu ruchu. Komentarze świętych np. św. Wincentego z Ferrier podkreślają, że pragnienie uczuć i nadzwyczajnych doświadczeń jak wizje, ekstazy, cuda, zmysłowe doświadczanie Boga jest strasznym niebezpieczeństwem dla duszy. Dlaczego? Dlatego, że takie pragnienia przychodzą z próżnej ciekawości wobec majestatu Bożego, z braku wiary, a może nawet z żądania pysznej, szczególnej bliskości z Bogiem. Dlatego też, diabeł korzysta z tego pragnienia i pokazuje duszy błędne wizje i objawienia, bo on ma naturę anielską i może wywierać wpływ na zmysły, fantazję, i wyobraźnię. Skutkiem takich pragnień jest pycha, duchowy egoizm i utrata wiary. Bowiem w końcu własne uczucia stają się ważniejsze niż nauczanie Kościoła. (Zob. św. Wincenty z Ferrier, „Życie duchowne”, VIII.1) W ten sam sposób św. Jan od Krzyża nazywa te pragnienia dziełem diabła:

    Trzeba zaś wiedzieć, że… nigdy nie wolno im ufać ani ich dopuszczać, trzeba raczej od nich uciekać, nie badając nawet, czy są dobre czy złe. Im bardziej bowiem są zewnętrzne i cielesne, tym mniej niepewne jest ich pochodzenie od Boga. Dla Boga bowiem bardziej właściwe i zwyczajne jest udzielanie się w duchu, w czym jest więcej bezpieczeństwa i korzyści dla duszy niż przy udzielaniu się zmysłowym, w którym zazwyczaj jest wiele niebezpieczeństwa ułudy, ponieważ zmysł cielesny chce być sędzią i rozjemcą w sprawach duchowych, uważając je za takie, jakimi je odczuwa, podczas gdy one są tak różne, jak różne jest ciało od duszy, a zmysły od rozumu. Albowiem zmysły ciała jeszcze mniej pojmują rzeczy duchowe, aniżeli zwierzę pojmuje rzeczy rozumne… Ponadto w duszę przeżywającą te nadprzyrodzone rzeczy wkrada się często tajemne przekonanie o swej wartości przed Bogiem, co jest przeciwne pokorze. Także i szatan sprytnie ukazuje jej zmysłom często zjawy, przedstawiając wzrokowi postacie świętych i blaski najwspanialsze; słuchowi łudzące słowa; powonieniu zapachy mile i słodkości ustom a dotykowi rozkosz. I znęciwszy w ten sposób zmysły, wtrąca je w wielkie nieszczęście… Pożądanie tych objawień otwiera drogę szatanowi, by mógł duszę oszukiwać innymi widziadłami, które umie on bardzo dobrze naśladować i przedstawiać je duszy jako dobre. Mówi bowiem Apostoł, że diabeł może się przemienić w anioła światłości (2 Kor 11.14)

    (…)

    Pochodzenie charyzmatów – boskie czy szatańskie

    Charyzmatycy uważają, ze nadzwyczajne zdarzenia są znakiem i sprawdzianem obecności Ducha Św. To nowe doświadczenie wszechmocy Bożej w duszy, prawdziwa Odnowa życia duchowego. Ale jeśli to prawda, to jak Kościół mógł istnieć przez ponad siedemnaście wieków bez tego zasadniczego środka uświęcenia i zbawienia. Tak zresztą otwarcie twierdzi neokatechumenat: Historia Kościoła kończy się edyktem cesarza Konstantyna (313 r.) i zaczyna się na nowo dopiero dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu. („Katecheza”) Ruch otrzymał ryt „chrztu” od zielonoświątkowców. Tym samym po raz pierwszy w historii protestancki rytuał znalazł się we wnętrzu Kościoła Katolickiego i jest nawet traktowany jako najważniejszy znak obecności Bożej. Czy więc protestantyzm jest i był prawdziwą religią a katolicyzm przez cały czas tkwił w błędzie? Charyzmaty są identyczne u protestantów, żydów i katolików. Czyżby więc Bóg dawał swoją łaskę wszystkim religiom i potwierdzał prawowitość wszystkich wyznań poprzez swoje cuda? Byłby więc Bóg nielogiczny i w sprzeczności z samym sobą potwierdzając wykluczające się wzajemnie nauczania dotyczące Jego jakości, działalności i Jego życia wewnętrznego? Chrzest w Duchu Świętym jest udzielany poprzez nałożenie rąk. Jest to rytuał i gest inicjacji, przekazania władzy i mocy. Pierwszym ogniwem tego łańcucha jest nie-katolik. Skąd przychodzi nakaz przekazywania? Jeśli ani nie z Pisma Świętego, ani z Tradycji Kościoła, ani nawet z historii protestantyzmu, to zaczął się on 1 I 1900 r. Co to oznacza? Takie rytuały istnieją w różnych tajemnych zgromadzeniach praktykujących inicjacje: masoneria, różokrzyżowcy, kabała, religie animistyczne… W kodeksie prawa kanonicznego (kanon 1258) jest sformułowany zakaz uczestniczenia w ceremoniach niekatolickich pod karą ekskomuniki. A jeśli ktoś nie tylko uczestniczy w rytuale, ale nawet przyjmuje sam istotny ryt tych sekt? Aż do roku 1960 żaden teolog katolicki nie uznawał mówienia obcymi językami, prorokowania, uzdrawiania za owoce Ducha Świętego. Wręcz przeciwnie. W Rituale Romanum jest napisane, że mówienie w nieznanym języku jest pierwszym z zewnętrznych znaków diabelskiego opętania. Co do cudów uzdrawiania, to też istnieją one w sektach heretyków a nawet w religiach wschodnich. (Zob. Mt 24, 24: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych”.) „Po owocach ich poznacie!” Jeśli nie ma istotnych różnic między cudami u charyzmatyków a cudami sekt heretyckich, spirytyzmu i magii, to znaki te na pewno są diabelskie. Teologia określa moc diabła na podstawie słów św. Pawła, że diabeł ukazuje się jako anioł światłości. Może objawić się pod zewnętrzną postacią Jezusa Chrystusa, N.M.P, anioła czy świętego. Zwykle zjawia się pod piękną postacią i wabi duszę iluzją, że tak piękny może być jedynie Bóg. Może symulować dary nadprzyrodzone: ekstazy, lewitacje. Stygmaty, uzdrowienia, przemieszczanie w przestrzeni rzeczy lub osób, fenomen światła, muzyka, niezwykłe dźwięki, zaskakujące wypowiedzi, objawianie najskrytszych tajemnic serca innemu człowiekowi, mówienie rzeczy które przekraczają rozum człowieka. Cała historia misji Kościoła Katolickiego i nauka demonologii są pełne takich zdarzeń. Kościół zawsze brał pod uwagę rozróżnienie między nadzwyczajnym zjawiskiem a prawdziwym nadprzyrodzonym cudem. Ten kto tego nie odróżnia popada w błąd. Uważa bowiem, że wszelkie nadzwyczajne zjawiska przychodzą od Boga. Pod postacią anioła światłości może ukazywać się diabeł. W ten sposób łatwiej wprowadzić wiernych w błąd. Dlatego tak długo jak to tylko możliwe próbuje ukryć swoją twarz. Ludzie mają wierzyć, że chodzi o natchnienie Boga. Nie jest problemem dla niego pójść na ustępstwa zakładając, że w końcu osiągnie swój cel: wprowadzi dusze w błąd i zaszkodzi Kościołowi Świętemu. Nie waha się więc prawić pobożnych kazań, zapraszać do modlitwy, do pokuty, do postu a nawet do przyjmowania sakramentów. Nie waha się trochę przegrać aby potem wygrać wszystko. (By doprowadzić Lutra do pychy zachęcił go do straszliwej pokuty. W wielu ruchach heretyckich jest tak samo: dużo pokuty, modlitwy i z początku lepsze życie). Moc diabła jest ogromna ale nie bezgraniczna. Można więc poznać drzewo po owocach. Wcześniej czy później można stwierdzić, że to nie sprawa Pana Boga. Pan Bóg jest czystym światłem, nie ma w Nim ciemności. Zaledwie drobny znak ciemności (byłby on sprzeczny z Bożą godnością) wystarczy by dostrzec, że ten ruch, objawienia… nie są dziełem Boga. A jeśli nie są dziełem Boga mogą być jedynie dziełem szatana. Dlatego Kościół zawsze nakazuje kanonicznie sprawdzać każdy przypadek gdy mają miejsce takie nadzwyczajne zjawiska. W ruchu charyzmatycznym nigdy takiego badania nie przeprowadzono!!! Podstawową zasadą, fundamentem takiego badania jest zasada: „bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu” (dobro wynika z całkowitej przyczyny, zło wynika z jakiegokolwiek braku). Ponieważ Pan Bóg jest najwyższym dobrem („całkowitą przyczyną”), nie może być w nim braku, wady czy błędu. Jeśli więc istnieje choćby mały błąd czy wada czy tylko brak integralności dobra, to nie pozostaje nic innego jak uznać, że przyczyną takiego niepełnego dobra czy zjawiska jest diabeł. W charyzmatyźmie jest całe mnóstwo rzeczy na pewno niezgodnych z wolą Boga i prawdziwą religią.

    Moralne uchybienia

    We wspólnotach charyzmatycznych dochodzi nie rzadko do wielu uchybień moralnych. Kwestionowane są naturalne i nadprzyrodzone instytucje: rodzina, reguły zakonne, kapłaństwo. W niektórych wspólnotach decyzję o ilości dzieci podejmuje ogół członków. Oni również decydują o wychowaniu dzieci. Wspólnota dostosowywuje reguły zakonne do swoich potrzeb i demokratycznych opinii członków. Tym samym zakonnik czy zakonnica będący członkiem wspólnoty służy dwóm panom: wspólnocie i zakonowi. Jest to sprzeczne z prawem kanonicznym, które stanowi, że zakonnik podlega tylko regułom zakonnym i prawu kościelnemu. Również ponad kapłanem znajduje się wspólnota. Władza kapłana we wspólnocie nie wynika ze święceń lecz z nadania wspólnoty. Najczęściej przełożonymi są ludzie świeccy. Jest to wbrew hierarchicznej strukturze Kościoła. Charyzmatyzm tworzy system w którym to on a nie hierarchia jest najwyższym sędzią i prawem dla tych, którzy angażują się w życie ruchu. Przywódcy wspólnot charyzmatycznych posługują się kłamstwem by zjednać sobie przychylność Kościoła. Neokatechumenat nigdy nie poinformował ani Pawła VI ani Jana Pawła II o istnieniu „Katechezy”, której treść jest jawnym odrzuceniem katolickiej nauki. Pozycja ta jest przeznaczona tylko dla zaufanych członków wspólnoty. Ezoteryzm obecny we wspólnotach charyzmatycznych prowadzi do pychy i pogardy dla nauki i prawa Kościoła. Podsumowując te krótkie rozważania o ruchu charyzmatycznym który prowadzi do pogardy dla wiary katolickiej, protestantyzuje. Kościół, owocuje obojętnością religijną budowaną na modernizmie, stanowi element budowania przy pomocy masonerii religii ogólnoświatowej, otwiera poprzez chrzest w Duchu Św. serca członków na bezpośredni wpływ diabła, nie można zapominać, że wszystko to odnosi się do samego ruchu, jego zasad i metod działania. Nie przekreśla on oczywistych faktów, że w ruchach odnowy charyzmatycznej, tak jak i w wielu innych religiach, działają ludzie wspaniali, bezinteresowni i głęboko pobożni.

    ZAKOŃCZENIE

    Nie ma wątpliwości, Odnowa musi nastąpić. Odnowa musi przyjść od Ducha Świętego. Ale jak będzie działał Duch Święty? Sam Jezus Chrystus daje nam odpowiedź: Pocieszyciel Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu. On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co ja wam powiedziałem. (J 14, 26) Dzieło zbawienia dokonuje się przez wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa. To On przyniósł nam całą Prawdę, to On pokazał nam ostateczną drogę do wiekuistego szczęścia. Dzieło Ducha Świętego będzie docierało na cały świat i do wszystkich ludzi dobrej woli właśnie z tą Prawdą, z tą łaską zbawienia. Tak więc nie może być innej ewangelii Ducha Świętego, innej nowiny, której nie ma w ewangelii Jezusa Chrystusa. Nie może być nowego chrztu w Duchu Świętym, nowego rytu nie ustanowionego przez Jezusa Chrystusa. Duch Święty działa w Prawdzie Jezusa Chrystusa przypominając tylko to, czego nauczał Jezus Chrystus i nic innego. Odnowa przychodząca od Ducha Świętego jest przywróceniem wiecznej i niezmiennej Wiary, świętych instytucji ustanowionych przez Jezusa Chrystusa: Mszy Wszechczasów, ważności sakramentów, głębokiego duchowego nauczania Kościoła. Jednym słowem jest odnową Świętej Tradycji Kościoła. Tradycji od której w ciągu ostatnich 30 lat Kościół odchodzi coraz bardziej. Powoduje to, że katolicy są jak dzieci, które utraciły kontakt z rodzicami i korzeniami własnej rodziny. Są jak gałęzie odcięte od pnia i korzeni drzewa. Nic dziwnego, że są zdezorientowani, że każdy mówi coś innego o religii i odnowie życia chrześcijańskiego. Dzisiaj nazywamy to pluralizmem, wielkim słowem, które zdaje się odpowiadać wolności człowieka a w rzeczywistości jest całkowitym fiaskiem zdrowego rozsądku, odrzucając możliwość istnienia Prawdy obiektywnej. Odnowa musi przynieść przede wszystkim odnowę naszej Wiary. Wiary rozumianej nie jako rodzaj nierzeczywistego religijnego uczucia, ale jako przekonanie, że Pan Bóg przemawiał i działał i, że zesłał swojego własnego Syna i, że wszystko co Jezus Chrystus, Syn Boży, mówił i czynił jest prawdziwe, jest jedyną i wieczną Prawdą. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. (J 17, 3) Powinniśmy więc również odnowić naszą wiedzę o wierze. Musimy usiąść i znów nauczyć się, czego nauczał nas Bóg poprzez nieomylne magisterium Kościoła, Pismo Święte i Tradycję Apostolską. Jasność powróci do naszego umysłu i będziemy mogli umocnić się dzięki Prawdzie i solidnym fundamentom wiedzy. Powinniśmy zawsze pamiętać, że nikt nie może kochać tego, czego nie zna. Im bardziej kogoś poznamy tym bardziej możemy go kochać. Ta wiedza oświetli sytuację w której sami się znajdujemy: nasze życie doczesne jest zawieszone „między dwoma wiecznościami”, a na nas spoczywa odpowiedzialność za własną duszę, albo ją zbawimy albo potępimy. Obietnica wiecznego szczęścia i niebezpieczeństwo wiecznego potępienia jest jedną z podstawowych prawd całego chrześcijaństwa. Jeśli ktoś w to nie wierzy to może spalić swoją Biblię, ponieważ niemal na każdej jej stronie można znaleźć potwierdzenie tej prawdy.Trzeba odrodzić również Miłość. Prawdziwą! Tę, która to Pana Boga a nie MNIE (z moimi uczuciami, instynktami, wrażeniami, z przywiązywaniem wagi do rozwoju własnej osobowości) stawia w centrum całego życia. Skupiona na Bogu duchowość jest obecna w całym nauczaniu i doświadczeniu świętych. Trzeba odnowić sposoby wyrażania miłości ku Bogu i zjednoczenia z Nim: Mszę Świętą znów pojmować jako Ofiarę Krzyżową Jezusa Chrystusa powtarzaną w czasie i przestrzeni, składaną Bogu w akcie najwyższego uwielbienia, dziękczynienia, zadośćuczynienia i błagania. To w Mszy św. można odnaleźć samego Boga i Jego bijące jedynie miłością do Ojca i do nas serce. To tu odkrywamy źródło przebaczenia i siły do walki z codziennymi trudnościami, nadzieję w rozpaczy i pocieszenie w cierpieniu. Prawdziwa odnowa nie nadejdzie bez pośrednictwa i nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Nie chodzi o sentymentalną pobożność lukrowanych obrazków czy powierzchownych piosenek. Chodzi o prawdziwie głęboką miłość dziecka do duchowej matki, która odkryje przed nim niezwykłe piękno tego wszystkiego co czyste, szlachetne i święte. Spróbujmy dokonać takiej odnowy. Ocaliła ona już Kościół od arianizmu, wyrwała z głębokiego upadku X i XI wieku, uratowała od protestantyzmu, racjonalizmu i filozoficznego liberalizmu XIX wieku… Dlaczego obecnie nie mogłaby dokonać tego samego?

    ANEKS

    Modernistyczny Pseudomistycyzm

    Ostatnimi czasy możemy obserwować mnożące się jak grzyby po deszczu „objawienia” i „wizje”. Publikują je nawet wydawnictwa katolickie, zasłaniając się dekretem Kongregacji Doktryny Wiary potwierdzonym 14 października 1966 r. przez Pawła VI (A.A.S. nr 58/16), który zwalnia książki na temat zjawisk nadprzyrodzonych z obowiązku posiadania nihii obstat. Co o tym sądzić? W normalnych czasach sprawa byłaby prosta: dzieci Kościoła winny iść za przykładem swej świętej Matki, która nie wyklucza objawień prywatnych, ale żąda pewnych gwarancji, że nie ma do czynienia ze złudzeniem lub, co gorsza, z oszustwem albo też, w najgorszym wypadku, z mamieniem szatańskim. Pierwsza z tych gwarancji, to zgodność „objawień” z Bożym Objawieniem, którego depozytu Kościół strzeże od dwu tysięcy lat. Powinniśmy jednak posługiwać się rozumem i nauką ewangeliczną – pisze św. Jan od Krzyża – w taki sposób, że gdyby cos zostało nam objawione w sposób nadprzyrodzony, czy tego chcemy czy nie, powinniśmy zeń przyjąć tylko to, co zgodne z rozumem i prawem ewangelicznym . Z pomocą tej podstawowej zasady dałoby się osądzić przytłaczającą większość współczesnych objawień. Jednak fakt, że obecna mnogość zjawisk pseudomistycznych jest tak ściśle powiązana z neomodernistycznym kryzysem, który wstrząsa Kościołem, sprawia, że rzecz wymaga dłuższego potraktowania.

    (…)

    „Stracić trochę, aby zyskać wiele”

    Istnieje jednak inny motyw, który może wyjaśnić mniej lub bardziej jawną przychylność modernistów w hierarchii dla rozwijającego żagle „pseudo-mistycyzmu”. Kiedy wydawało się, że dawny modernizm jest już martwy, A. Loisy tak wyjaśniał przyczynę klęski: „Mniej czynnika rozumowego, a więcej religijnego entuzjazmu, a byłby silniejszy” („Choses pases”, str. 355). Moderniści to bowiem w istocie rzeczy intelektualiści i nawet jeśli ich sofizmy i język zdołały zafascynować jakieś „elity”, to dla mas pozostały niezrozumiałe (jakiś czas temu kard. Ratzinger skarżył się w identyczny sposób odnośnie „nowych teologów”). Zatem nie ma nic lepszego od „mistyków” i ruchów „charyzmatycznych”, by wzbudzić u zwykłych wiernych ów „entuzjazm religijny”, którego tak potrzebuje neomodernizm, aby nie stać się również „sztabem bez wojska” (J. Riviere), skazanym po raz kolejny na przegraną. Nawet Teilhard de Chardin S. J., jeden ze „świętych ojców” neomodernizmu, pragnął, aby jego „nowa Wiara dla Ziemi” rozwijała się w łonie dawnego chrystianizmu „wychodząc od cudownej rzeczywistości Jego „Chystusa Zmartwychwstałego”: nie jak abstrakcyjna całość, ale jak przedmiot szerokiego prądu mistycznego, nadzwyczaj żywotnego i potrafiącego się przystosować” (list do pewnego dominikanina – apostaty, który go zachęcał do oficjalnego wystąpienia z Kościoła; p. „Courrier de Rome”, czerwiec 1994). Nie będzie rzeczą zuchwałą wysnuć przypuszczenie, że obecni modernistyczni członkowie hierarchii widzą we wszelkiego rodzaju ruchach „charyzmatycznych” i w różnych ekumenicznych „mistykach” skuteczne narzędzie dla rozprzestrzeniania modernizmu wśród mas, a także dla usprawiedliwienia „z nieba” nowego kierunku Kościoła. Zaś lud chrześcijański, podwójnie wprowadzony w błąd, nawet sobie nie wyobraża, że poprzez „mistyczno-charyzmatyczne” mgliste obłoki w postaci zachęty do miłości, modlitwy i pokuty (w tym i postu), popychany jest na drogę apostazji. Jak bardzo prawdziwa jest zasada, że szatan „wie, że trzeba stracić trochę, aby zyskać wiele” (bł. Maria Acarie, założycielka Karmelu we Francji). W tym przypadku stawka jest wielka i decydująca. Papieże ostrzegali wielokrotnie: „podstawa, na której opiera się [ruch na rzecz jedności między chrześcijanami] ma tę właściwość, że wywraca od stóp do głów Boską konstytucję Kościoła” – pisał Pius IX do angielskich biskupów (16 września 1884), zaś Pius XI ostrzegał katolików, że przystępując do ruchu ekumenicznego lub udzielając mu swego wsparcia, „przydaliby wagi do fałszywej religii, różnej całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusowego” („Mortalium animos”), Nie należy się dziwić, że Szatan używa wszelkich środków dla poparcia współczesnego ruchu ekumenicznego.

    Jak się obronić?

    Jak widać, oszustwo „mistyków” i wszelkiego rodzaju ruchów „charyzmatycznych” (do tej kategorii zaliczamy także tzw. „nowe ruchy kościelne”, wszystkie mniej lub bardziej skażone pietyzmem), jest zjawiskiem o wiele poważniejszym, niż przeróżni fałszywi mistycy, przed którymi Kościół od czasu do czasu zmuszony był się bronić. Widać też jasno, że nasza walka sytuuje się na płaszczyźnie doktrynalnej, ponieważ zwalczając błędy neomodernizmu, sięgamy korzeni obecnego pseudomistycyzmu. Co by nie było, tak na płaszczyźnie doktrynalnej, jak i w stosunku do rzekomych „objawień”, postawa dzieci Kościoła powinna być w istocie taka sama: trzymać się nieugięcie tego, co Kościół nauczał od dwu tysięcy lat, co tak streszcza Tanquerey odnośnie zjawisk mistycznych: Wszelkie objawienie przeciwne wierze lub dobrym obyczajom powinno być odrzucone bez litości, zgodnie z jednomyślną nauką mistrzów duchownych, opartą na tych słowach św. Pawła:

    „Ale choćby my, albo anioł z nieba przepowiadał wam mimo to, cośmy wam przepowiadali, niech będzie przeklęty.”

  6. Hania

    5 lipca 2018 at 20:57

    bp Siemieniewski powinien pozamykać zabytkowe kościoły i udać się na lotnisko w Toronto by tam pozaznawać ” darów ducha ( nie) świętego
    Polecam urywek z zapisów tego dobra, o którym ks biskup mówi:

    https://www.youtube.com/watch?v=NQiK_hMVC2k

  7. Marian

    5 lipca 2018 at 21:53

    @Piotrx, no bardzo fajnie, że wklejasz te długie teksty, ale tak się składa, że znam ruch charyzmatyczny z dość bliska i bardzo mnie dziwi, że w całym tym „och i ach” i „płaczu nad rozlanym mlekiem” brakuje jednej podstawowej informacji – mianowicie, że 60-80% uczestników Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, to ludzie „z korzeniami” albo tzw. judeochrześcijanie. To nie przypadek, że pani HGW była jedną z czołowych liderek tego ruchu w Warszawie. To reguła. – Dlaczego krytycy ruchu charyzmatycznego o tym nie mówią?
    Jeśli 500 judeochrześcijan z jakiejś grupy odchodzi z Kościoła Katolickiego, to wprawdzie jest to jakiś tam problem, ale oni i tak nigdy w tym Kościele nie byli. – Może to i lepiej, uczciwiej, że odeszli… przynajmniej nie udają katolików. Robią co im się podoba, poszli swoją drogą…

  8. michu

    6 lipca 2018 at 22:46

    Tu też znikają wpisy.

  9. Stanley

    13 lipca 2018 at 09:04

    nie „John”, ale Chares Parcham, tak naprawdę gej oraz przyjaciel twórcy syjonozmu teodora Hrzla. To wyjasnia żródła finansowania tych „nowoczesnych chrześcijan”. Może ks. bskupowi podoba się dziesięcina, którą płacą na rzecz swego zgromadzenia żieloni ??
    to wszystko jest bardzo smutne, jeśli patzry się i słucha większości hierarchów.
    Pocieszające jest to, że wielu Polaków nie przejmuje się tym wcale i ma swoje tzreźwe spojrzenie na to.
    Najlepszym lekarstwem jest POWRÓT DO TRADYCJI I TRADYCJNA MASZA ŚWIETA TRYDENCKA !!!

  10. Pingback: cmt875nttbchdjwx4wctve4656

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra