Kultura i historia

„Każda epoka ma swoje wady, które sumują się z wadami epok wcześniejszych”

Swego czasu pisałem o książce traktującej o życiu uczuciowym królowej Elżbiety II i, mówiąc szczerze, nie byłem nią zachwycony. Dzisiaj ponownie skupimy się na miłosnym życiu rządzących, jednak omawiana książka nie jest pracą naukową czy popularnonaukową, ale zbiorem korespondencji między Janem III Sobieskim a królową Marysieńką.

Małżeństwa króla Jana i królowej Marii Kazimiery z domu d’Arquien nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Każdy słyszał o ich miłosnej korespondencji, która pokazywała, że król Jan był nie tylko żołnierzem i dowódcą, ale też „(pre)romantykiem” posługującym się piękną polszczyzną.

,,Listy okresu odsieczy wiedeńskiej” to zbiór listów króla Sobieskiego do żony oraz jedyne dwa zachowane listy królowej Marysieńki z tego okresu. Widzimy więc czułość i ciepło między małżonkami, ale też ludzie z końca XVII wieku stają się bardziej… ludzcy niż po przeczytaniu suchych informacji o  życiu władcy i jego małżonki. Także język tych listów jest niezwykle meandryczny, a jego archaiczność nic nie ujmuje jego ponadczasowości. Cóż z tego, że Sobieski posługuje się czasem zaprzeszłym, którego nie ma już w języku potocznym? To  także piękna lekcja języka ojczystego.  Historia jest w niej teraźniejszością a my możemy wreszcie ujrzeć listy, które poprzez swą ornamentykę emocjonalną mają charakter ponadczasowy.

Drugą książką nad którą pochylę się dziś będzie pozycja również dotycząca historii Polski, lecz tym razem nie człowieka czy pary, ale miasta, a konkretniej –  Warszawy. ,,Historie warszawskie nieznane… …wstydliwe” autorstwa Rafała Jabłońskiego to zbiór opowieści – ciekawostek o Warszawie. Wszystkie jednak łączy „węzeł tematyczny” historii stolicy Polski.

Autor pokazuje więc swoistą ulicę – widmo, opowiada warszawskie historie, te niedawne i odleglejsze w czasie, których świadkowie już od dawna nie żyją. Emocjonująco pisze ludziach, wydarzeniach i budynkach.

Książka jest niezwykle ciekawa, ma jednak jedną bardzo poważną wadę – brak bibliografii. Autor podkreśla, że sięgał do dawnych gazet i owszem, czasami w tekście padają ich tytuły, niekiedy dni, w których się ukazały. Jednak ,,czasem” nie znaczy ,,zawsze” i w rezultacie ciężko dowiedzieć się z jakich źródeł korzystał autor.
Obie książki są zupełnie różne, są opowieścią o historii i historią jako teraźniejszością. Obie są nad wyraz ciekawe, jednak tej drugiej zabrakło ostatecznego szlifu w postaci bibliografii.

Wróćmy jednak do wątku, który inaugurował dzisiejsze „wieści: z biblioteczki pasjonata. Życie uczuciowe władców nierozerwalnie wiązało się z polityką. Małżeństwa były nad wyraz często przemyślane jako sojusze z innymi państwami, a kryzys w związku mógł szybko przerodzić się w kryzys polityczny.

Jednocześnie małżeństwa władców stanowiły element obyczajowości i intryg na dworze. Jest to temat – rzeka, na ten temat napisano niejedną książkę, jak zapewne Państwo pamiętają w jednym z moich felietonów pisałem o książce poświęconej małżeństwom w dynastii Jagiellonów. Dziś przywołam jeszcze jedną książkę – tym razem poświęconą małżeństwom w królewskiej rodzinie Windsorów. Co może nam ona powiedzieć o krewnych królowej Elżbiety II?

,,Królewskie małżeństwa” autorstwa Colina Campbella okładką jak i tytułem może wprowadzać czytelnika w błąd, wydawałoby się bowiem, że traktować będzie o małżeństwach władców Anglii na przestrzeni dziejów.

W rzeczywistości, niczym w żartach o radiu Erewań nie jest to książka o małżeństwach monarchów, ale o małżeństwach ich i nie na przestrzeni wieków, ale w wieku XX i na początku XXI wieku.
Autor pokazuje perypetie miłosne rodziny Windsorów, mowa tu na przykład o księciu Karolu i jego burzliwym związku z księżną Dianą (ale nie tylko z nią) i innych.

Choć w książce tkwi potencjał na coś więcej niż plotkarskie opowieści (w końcu rodzina królewska to symbol Wielkiej Brytanii) to niestety książka nie ma żadnej bibliografii.

Kolejna  książka do której wracam  to ta dotycząca mieszkańców Wolnego Miasta Gdańska. Nie jest to jednak opowieść o wielkich oraz wpływowych, jak rodzina Windsorów, ale o Polkach, które tam mieszkały – napisana przez nie same. Jest to o tyle ważne, że Wolne Miasto Gdańsk było – o czym  rzadko  pamiętamy – swoistym poligonem doświadczalnym dla nazistowskiego rasizmu wymierzonego w Polaków – zachowały się relacje o obrzucaniu kamieniami przez Niemców ich polskich sąsiadów.

,,Polki w Wolnym Mieście Gdańsku” autorstwa Gabrieli Danielewicz, Marii Koprowskiej i Mirosławy Walickiej to zbiór biografii-wspomnień o odchodzącym już wtedy (lata 80) pokoleniu żyjącym w Gdańsku na przełomie XIX i XX wieku. Autorki rozmawiały ze znajomymi tych osób, zbierając informacje i tworząc obraz Gdańska z tamtych czasów.

Autorki należy pochwalić za zamysł i jego realizację, patrząc z perspektywy lat. Dziś już żyje niewiele osób pamiętających Gdańsk przed II wojną światową, nie ma już nikogo, kto pamiętałby miasto z końca XIX wieku. Książka pokazuje, jak ważne są relacje świadków historii. Tę książkę przeciwstawiam posiadającej duży potencjał, ale źle przygotowanej pod kątem merytorycznym książce o Windsorach.
Pamiętajmy o świadkach historii. Pamiętajmy o okazywaniu historii szacunku.Wszak „Każda epoka ma swoje wady, które sumują się z wadami epok wcześniejszych – i to właśnie nazywamy dziedzictwem ludzkości”  – jak stwierdził Heinrich Heine.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

2 komentarze

2 Komentarzy

  1. internet

    20 września 2018 at 15:40

    Marysia zaraziła Sobieskiego kiłą.

  2. dgrgr

    25 września 2018 at 09:17

    his experience where I learned that the skills didn’t matter so much as the ability to learn and adapt to new situations and codebases. It thoroughly changed my mind about anyone needing to have specific technical skills for a job.

    It feels dumb to type t

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra