Na czym polega więc według antyfaszystki walka w rzeczonym faszyzmem?

"Jeżeli wspierasz kobiety, dajesz równe płace w swojej firmie, jesteś antyfaszystą. Jeżeli wspierasz niepełnosprawnych, żeby mieli równe szanse - jesteś antyfaszystą. Za każdym razem, kiedy stajesz po stronie skrzywdzonego albo dajesz komuś szansę - jesteś antyfaszystą"

- twierdzi Lidia Domańska i semantycznie ma nieco racji...

A więc, dla przypomnienia, faszyzm to ruch stworzony we Włoszech i kojarzony oczywiście z Benito Mussolinim. Później, komuniści upowszechnili znaczenie słowa faszyzm rozciągając je na hitleryzm, a więc lewicową ideologię narodowo-socjalistyczną. Wystarczyło być wrogiem stalinizmu, by z automatu stać się rasowym faszystą. 

Dzisiaj wystarczy, jak wspomniała Domańska, że przykleją ci łatę (słusznie bądź nie) osoby dyskryminującej inne ze względu na przekonania czy religię (np. co do orientacji seksualnej czy aborcji) i zostajesz faszystą.

Mało tego, pani Lidia powinna dodać, że każdy zwolennik noszenia naturalnych futer, przeciwnik adopcji dzieci przez homoseksualistów, a może nawet kreacjonista i satyryk szydzący z biznesu na globalnym ociepleniu może stać się faszystą. W tym tempie, niedługo faszystami staną się wszyscy nie wegetarianie...

Stąd zrozumiałe, że tacy ludzie jak antyfaszyści widzą w 250 tys. Polaków na Marszu Niepodległości li tylko faszyzm, faszyzm i faszyzm, ale - na Boga - ta mania musi być uleczalna, bo mówimy chyba już o jednostce chorobowej.