BBC podała, że sobotnia manifestacja "żółtych kamizelek" rozpoczęła się pokojowo, a zamieszki wybuchły dopiero po południu. Zgromadzeni zaczęli rzucać różnymi przedmiotami w stronę policjantów, którzy odpowiadali gazem łzawiącym.

Niepokoje przeniosły się także do biura rzecznika rządu. Benjamin Griveaux oraz jego współpracownicy zostali ewakuowani z budynku po tym, jak weszli tam demonstranci. Manifestujący mieli wybić szyby w oknach i niszczyć zaparkowane w pobliżu samochody.

Szef resortu spraw wewnętrznych  Christophe Castaner poinformował, że w sobotę w całym kraju protestowało około 50 tys. osób. Był to wynik wyższy niż tydzień temu, ale rekord padł w listopadzie, gdy manifestantów było 280 tys.

Francuzi protestują przeciwko rosnącym cenom paliwa. W ciągu ostatniego roku wzrosły one o 23 proc. Zapowiadane są kolejne podwyżki. W środę 14 listopada Emmanuel Macron w wygłoszonym przemówieniu twierdził, że taka sytuacja odpowiada cenom na światowym rynku paliwa. Podkreślił, że rząd będzie kontynuował swoje reformy.

Według sondażu przeprowadzonego przez instytut Elabe jeszcze miesiąc temu protesty "żółtych kamizelek" popierało blisko 75 proc. Francuzów, a niemal 70 proc. domagała się cofnięcia podwyżki podatków.