Ministerstwo Rolnictwa potwierdziło, że 38 sztuk świń ubitych na Barbadosie trafiło do firmy z woj. kujawsko-pomorskiego, a 24 świnie pojechały do woj. łódzkiego. Do przetwórni niedaleko Łodzi trafiło także 9,9 ton mrożonych wieprzowych serc. Część mięsa zatrzymano i przekazano do utylizacji. Jak widać cwaniacy z Belgii sprzedali nam tony skażonej wieprzowiny z Barbadosu i zrobili świetny interes na głupich Polaczkach. Czemu służby weterynaryjne wciąż mają na celowniku polskich rolników, którzy są masowo kontrolowani w sprawie bioasekuracji przed ASF, a tym syfem nikt się nie zajmie?

- Jakim cudem taka transakcja dochodzi do skutku? Jaki chłam musi przepływać przez Atlantyk, aby opłacało się sprzedać to w Polsce. Kilogram wieprzowiny kosztuje u nas ok. 4 zł, cena najlepszej jakości mięsa ze świeżego uboju to ok. 5 zł. Furtkę do importu wieprzowiny otworzyła afera z epidemią ASF. Zabito setki tysięcy również zdrowych świń. Ponieważ wielkie zakłady potrzebują surowca, w jeden rok do kraju wjechało 8 mln sztuk świń zza granicy.  - grzmiał wówczas były wicepremier i minister gospodarki w rządzie PO-PSL Janusz Piechociński.

Otóż w bardzo prosty. Jednym z waszych "sukcesów" w czasie rządów poprzedniej ekipy (choć i obecna pod tym względem nie jest lepsza) była masowa "prywatyzacja" firm z branży rolno-spożywczej. Choć to nie była żadna prywatyzacja, tylko odsprzedanie za grosze zachodnim koncernom z branży produkcji żywności owych zakładów. Niestety nie pomyślano, żeby przejął to polski kapitał, w tym mieli także udziały produkujący ową żywność rolnicy, czy spółdzielnie rolnicze. A że zachodni kapitał jest w Polsce całkowicie bezkarny, więc skupują za grosze polskie świnie, czy krowy i wysyłają je do Belgii, czy Niemiec. Za to stamtąd przyjeżdża o wiele gorsze mięso (które często można określić mianem padliny i odpadów poprodukcyjnych) do przerobu i sprzedaży na polski rynek. Ot i cała tajemnica.

W drugim półroczu 2018 roku do Polski miało trafić 65 tysięcy partii żywności. Z tego przebadano jedynie... 297. Ze skontrolowanych 29 dostaw mięsa, 9 nie spełniało norm, czyli jedna trzecia. Jak widać nadzór nad przywożonym do Polski żarciem jest praktycznie żaden.

- Chętnie zajęłabym się firmami, które wprowadziły to mięso na nasz rynek. Wyśledzeniem dostawców, potem gorliwymi kontrolami każdej partii żywności importowanej z Belgii.Teraz to Polska powinna rozkręcić międzynarodową aferę, bronić konsumentów i naszego rynku przed niebezpiecznymi produktami. Oskarżać, tak jak oskarżane są w tej chwili polskie firmy. Polscy urzędnicy nie umieją się zachować wobec kryzysu. O aferze jest cisza, a powinniśmy już nękać kontrolami belgijskie firmy. W ten sam sposób służby z połowy europejskich krajów naskoczyły na polskich dostawców, gdy ujawniono aferę z ubojem chorych krów.

- skomentowała pracownica Inspekcji Weterynaryjnej, która opisała sprawę na prywatnym blogu. Nie liczyłbym na to - państwo polskie ma rolę usługową wobec obcego kapitału. I nikt pańci nie pozwoli. To są grube miliony w kieszeniach zachodnich "przedsiębiorców", a pewnie i niektórych polskich polityków i urzędników, a że my jemy szajs. Cóż było się czas przyzwyczaić przez te 30 lat wolnej Polski. Dalej jesteśmy państwem kartonowym. Któremu mogą grozić rozmaici cwaniacy z takich potęg gospodarczych, jak Belgia, Dania, Czechy, czy Holandia, bo o Niemczech, Stanach, czy Izraelu już nie wspomnę.