Skoro jest tak dobrze, tak wysoki wzrost gospodarczy, skoro stać państwo na kolejne przywileje społeczne, to pora ruszyć do ataku. Nie ma sensu czekać na realizację podwyżek 3x po 5 proc., realizowany przez resort edukacji, a poprzednio zaakceptowany przez samych nauczycieli. To nie wystarcza. Trzeba żądać więcej i więcej.

Od zawsze wiadomo było, że nauczyciele zbyt mało zarabiają, że jest to praca specyficzna, wymagająca dużego zaangażowania, inwencji, odporności na stres, praca która nie kończy się po wyjściu ze szkoły, ale wymaga jeszcze dodatkowych godzin na sprawdzanie prac, tworzenie konspektów lekcji. Tylko pytanie, czy w dzisiejszych czasach istnieje praca, która kończy się po ośmiu godzinach, która nie wymaga dodatkowych godzin. Inne grupy społeczne drażnią ciągłe wyliczanki nauczycieli, ile muszą ponieść wysiłku i czasu, aby wykonywać swój zawód. Ale to tak na marginesie.

Jedno jest pewne, zarobki nauczycieli są za niskie. Z tym się każdy godzi. Tylko pytanie: kiedy i jakimi środkami walczyć o podwyżki. Zapowiedź obecnego strajku, który został wyznaczony na 8 kwietnia jest wyjątkowo kontrowersyjna. Związek Nauczycielstwa Polskiego celowo wybrał taki termin, aby postawić rząd pod ścianą. Zbliża się termin egzaminów do liceów, pierwszy tak ważny sprawdzian dla uczniów, który jest bardzo istotnym krokiem w przyszłej karierze zawodowej. Dzieci są bardzo nim przejęte i teraz zostali poddani dodatkowemu stresowi, stając się zakładnikami w rękach nauczycieli, którzy chcą wymusić na rządzących podwyżkę o 1000 złotych. Wieloletni, chyba dożywotni przewodniczący ich związku Sławomir Broniarz wie, co robi, prowadząc ich do takiego strajku. W swoich kolejnych wypowiedziach podbijał poprzeczkę strachu i wyliczał do czego może dojść, w wypadku niespełnienia żądań nauczycieli: mogą nie udzielić promocji uczniom, mogą skazać dzieci i młodych ludzi na zmarnowanie czasu, życie w totalnym chaosie. Wszystko mogą w tym gorącym okresie. Tylko dlaczego siedzieli cicho, gdy minister poprzedniego rządu Joanna Kluzik-Rostkowska mówiła, że w nadchodzącym wówczas roku 2016 podwyżek nie będzie, bo nie ma na to pieniędzy. Broniarz był cały w lansadach przed tamtejszą władzą.

Sławomir Broniarz jest osobliwą postacią, która zawsze protestuje przeciwko zmianom w oświacie. Wprowadzano gimnazja – protestował, rozwiązywano gimnazja – protestował. A teraz prowadzi nauczycieli w walce po kasę. Już nawet nie próbuje do postulatu płacowego dołączyć żądań zmian systemowych. Liczy się tylko pieniądz. No cóż, rozpoczął już swoją kampanię wyborczą. W listopadzie tego roku będzie walczył o kolejną reelekcję. A rządzi już 21 lat i jak do tej pory niczego jeszcze nie wywalczył dla swojego środowiska. Zwietrzył najlepszą porę dla takiego protestu, w gorącym okresie wyborczym, przed wyborami do europarlamentu i październikowymi wyborami do naszego Sejmu i Senatu. Walczy jak terrorysta, biorąc zakładników, nie wiadomo tylko dlaczego oburzyła go okładka „Gazety Polskiej” przedstawiająca go jak o terrorystę z kałachem w ręku, trzymającego dzieci jako zakładników. Zapowiedział nawet pozew sądowy w tej sprawie. Czysta hipokryzja.

W środowiskach nauczycielskich wrze. W każdej szkole trwa glosowanie: czy jesteś za przystąpieniem do strajku. Dotychczasowe wyniki są jednoznaczne. Podobno poparcie dla protestu zgłosiła zdecydowana większość nauczycieli. Samorządy dużych miast, a głównie Warszawy, stoją w pełnej gotowości. Powołuje się sztaby kryzysowe, majce zapewnić opiekę dzieciom podczas strajku. Zbiera się do tego wolontariuszy i emerytowanych oraz bezrobotnych nauczycieli. Ilu się ich zbierze, nie wiadomo. Aż strach pomyśleć, jakie osobniki mogą się prześlizgnąć w tej zbieraninie i komu zostanie powierzone bezpieczeństwo dzieci. Do strajku staną również przedszkola i szkoły specjalne. Zwłaszcza w tych ostatnich strajk jest skandalem. Dzieci niepełnosprawne będą miały przerwany tok nauczania, a to w ich wypadku jest wyjątkowo niekorzystne.

Cały ten protest opiera się na emocjach, a podgrzewanie ich jest idealne dla opozycji. Tylko, że walka emocjami może się niedobrze skończyć nie tylko dla rządzących, ale także dla strony przeciwnej. Nigdy nie wiadomo, w jakim kierunku może pójść wzburzenie społeczeństwa.

A na koniec jeszcze jedna uwaga: jeżeli nauczyciele tak ciężko pracują, dlaczego wyniki ich pracy są tak mizerne? Włosy dęba stają nad poziomem wiedzy naszych maturzystów, którzy potem zasilają szeregi studentów. Wystarczy zwykła sonda uliczna pod bramą UW, aby przekonać się do katastrofalnej wiedzy młodych ludzi. Nie wiedzą, gdzie leży województwo lubuskie, według nich sąsiadujemy z okręgiem stalinogradzkim. I tak jest w każdej dziedzinie, brak wiedzy historycznej, językowej. A do swojej niewiedzy przyznają się bez żenady.

No cóż, jacy nauczyciele, tacy ich wychowankowie.

Iwona Galińska