Żydokomuna w II RP nienawidziła polskich policjantów. Było to zrozumiałe bo zdominowany przez Żydów ruch komunistyczny w II RP był sowiecką agenturą zainteresowaną zniszczeniem Polski, i wszelkie instytucje państwa polskiego. Znienawidzona przez komunistów policja przeszkadzająca komunistom w ich działalności szpiegowskiej i terrorystycznej, co budziły odrazę komunistów, w tym i Żydów stojących na ich czele. W II RP policjantów nienawidzili też liczni żydowscy kryminaliści. A cała społeczność żydowska darzyła Polskę, Polaków, w tym i polską policję, pogardą jako obcą instytucje niższych gatunkowo goi.

 

 

Nie może więc dziwić, że dziś Żydzi, wyrośli albo środowiska żydokomuny albo środowiska żydowskiej rasistowskiej pogardy dla Polaków, szkalują Polskę, przypisują Polakom zbrodnie, i negatywnie oceniają postawę polskich policjantów w czasie wojny. W żydowskiej narracji, wyrosłej z hagady, nie liczą się fakty a przesłanie zgodne z interesem żydowskim (a interes jest taki by oczernić Polaków, by móc na nich wymusić realizacje roszczeń żydowskich).

 

 

Jednymi z ofiar tej antypolskiej propagandy są polscy policjanci, którzy kontynuowali swoją służbę i walkę z terrorem kryminalnym pod niemiecką okupacją – wielu zapomina, że w czasie wojny kryminaliści, złodzieje, mordercy czy gwałciciele, nie brali sobie wolnego, tylko aktywnie wykorzystywali sytuacje do czerpania zysków z krzywdy Polaków.

 

 

Już na mocy kapitulacji zawartej 27 września 1939 roku między poddającymi się Polakami z Warszawy a Wehrmachtem warszawscy policjanci zachwali prawo do broni palnej i mogli pozostać na ślubie. Niemiecki okupant we własnym interesie nie chciał by Warszawa pogrążyła się w terrorze kryminalnym i chaosie.

 

 

Taka polityka niemieckiego okupanta okazała się właściwa, więc już 30 października 1939 roku okupant niemiecki nakazał wszystkim policjantom powrót do służby – nie podporządkowanie się rozkazom niemieckiego okupanta zagrożone było śmiercią (polscy policjami mieli więc do wyboru albo bezsensowne bohaterstwo i śmierć, albo realistyczną dalszą walkę z kryminalistami pod rozkazami okupanta niemieckiego). Niemcy by życie społeczne się nie załamało pozostawili nie tylko struktury Policji ale i samorządu, straży pożarnej, sądów, poczty, banku emisyjnego, instytucji pomocy socjalnej takich jak PCK.

 

 

Pod niemiecką okupacją działały dwa piony granatowej policji – zwykły i kryminalny. Polscy policjanci na terenach sowieckiej okupacji zostali wymordowani, a na ziemiach polskich włączonych do Rzeszy obowiązki przejęła niemiecka policja. Po 1941 roku na terenach wyzwolonych przez Niemców spod sowieckiej okupacji sprawami kryminalnymi zajmowali się polscy policjanci, a sprawami prewencji Ukraińcy.

 

 

Komendantem warszawskich struktur był Marian Kozielski (brat Jana Karskiego). Kadeci szkoleni byli w szkole policyjnej w Nowym Sączu. W Generalny Gubernatorstwie jednostki policji liczyły 15.000 funkcjonariuszy. Polscy policjanci nie zgodzi się brać udziały w niemieckich zbrodniach.

 

 

Problemem były głodowe pensje, które zmuszały policjantów do brania łapówek i haraczy – policjanci nie mogli porzucić służby i podjąć innej pracy, za dezercje z przymusowej służby groziła kara śmierci. Od 1943 roku za dezercje funkcjonariusza całą jego rodzinę Niemcy wysyłali na śmierć do niemieckich obozów koncentracyjnych.

 

 

Niemieckie dowództwo zmuszało polskich policjantów do walki ze szmuglem żywności, zbierania kontyngentów, tropienia nielegalnej hodowli zwierząt (naziści tak jak Unia Europejska nie tolerowali nielegalnej hodowli zwierząt), wyłapywania na roboty.

 

 

Niemcy byli świadomi współpracy granatowych policjantów z Polskim Państwem Podziemnym (choć nie tego, że w konspiracji działała połowa z nich), nie ufali więc Polakom, szczegółowo ich kontrolowali i inwigilowali. Wielu funkcjonariuszy granatowej policji za polski patriotyzm trafił jako więźniowie do niemieckich obozów koncentracyjnych. W strukturach granatowej policji działała tajna konspiracyjna policja Polski Korpus Bezpieczeństwa, który współpracował ściśle z wywiadem Armii Krajowej.

 

 

Swoją pozycje granatowi policjanci wykorzystywali do niszczenia donosów, ustalania kto donosił Niemcom, ostrzegania przed aresztowaniami, umożliwiania ucieczki, pomocy w składaniu zeznań, obrony Polaków. Działalność granatowych policjantów była tak korzystna dla Polaków, że dowództwo AK zakazało rozbrajać policjantów, a sowiecka agentura z PPR i Armii Ludowej mordowała policjantów (komuniści kontynuowali po wojnie mordowani granatowych policjantów).

 

 

Kiedy w 1940 roku Niemcy odseparowali warszawskie getto od miasta, getto było pilnowane przez od zewnątrz przez polskich policjantów, którzy permanentnie ignorowali przemyt żywności do getta, ucieczki Żydów z getta (choć zdarzały się przypadki zabijania uciekinierów lub brania od nich haraczy – warto pamiętać, że AK zabijała przedstawicieli marginesu społecznego trudniących się szmalcownictwem czyli wyłapywaniem żydowskich uciekinierów). Wielu policjantów pomagało Żydom.

 

 

Granatowi policjanci są dziś oskarżani o zabijanie na prowincji żydowskich uciekinierów. Nie należy jednak traktować tego zawsze jako zbrodnie. Po pierwsze dla tego, że złapani Żydzi bardzo chętnie mówili Niemcom o Polakach, którzy ich ratowali skazując setki Polaków i Żydów przez nich ukrywanych na śmierć. Ważne było też to, że Niemcy mieli swoją żydowską agenturę, która udawała uciekinierów z getta by rozpracowywać polskie siatki Pomocy Żydom, by Niemcy mogli Polaków wyłapać i wymordować.

 

 

W uznanej przez wielu historyków za nierzetelną i kłamliwą książce „Dalej niż noc” Barbara Engelking i Jan Grabowski (co bezkrytycznie cytuje Piotr Zychowicz w swojej pracy „Żydzi 2” wydanej przez Rebis) głoszą, że granatowi policjami pomagali w likwidacji gett, tropili ukrywających się Żydów, mordowali ich i kradli ich mienie, z własnej woli brali udział w obławach na okrywających się Żydów, podczas których z własnej inicjatywy i bez rozkazu chętnie zabijali Żydów.

 

 

Jan Bodakowski