- Zosiu, skąd znasz takie trudne słowo, przecież jesteś jeszcze malutka? – zdziwiła się jej babcia.
- Po pierwsze, wcale nie jestem malutka; mam już 5 lat –wnuczka z dumą wyprostowała się na całą swoją mizerną wysokość - a po drugie, to powiedzieli w telewizorze – dodała.


- Chyba chciałaś powiedzieć w „ telewizji” – uśmiechnęła się Maria.


- Może być – Zosia łaskawie zgodziła się z babcię.- To co z tym dziwnym słowem?


-  Trochę potrwa, zanim to wyjaśnię. Może przeniesiemy się na nasz ulubiony fotel?
 Co o tym myślisz, Zosiu?


- Myślę, że to super pomysł – dziewczynka, niczym fruwająca wróżka,  przemknęła przez pokój. Maria pomyślała, że jej wnuczka ma taką niespożytą energię od urodzenia.

Ciekawe, czy w dorosłym życiu też będzie taka szybka? – uśmiechnęła się rozbawiona i usadowiła się wygodnie w fotelu, a  Zosia umościła się na jej kolanach.


- Zosieńko, powiedz mi,  kochasz swoich rodziców i rodzeństwo?


- No jasne, że kocham. I ciebie też, i babcię Anię i dziadka Józka.


- Jestem ciekawa, czy można kochać kogoś, kto nie jest człowiekiem? – drążyła Maria, licząc na inteligencję  wnuczki.


- Pewno, że można – odparła z przekonaniem dziewczynka. – Na przykład naszego psa Sabę i kota Filemona.


- To prawda, skarbie. A coś, czego nie widać, można kochać?


Dziewczynka zmarszczyła brwi,  palec wetknięty do buzi ułatwiał myślenie.
- Nie, nie da się –  zdecydowała.  – Poza tym, jak się kocha, to trzeba się przytulać… no i jeszcze znać tego kogoś – dodała z powagą.


 Maria z dumą popatrzyła na Zosię, jakie te moje wnuczęta są zdolne – cała szóstka gadatliwa i taka mądra.


- Widzisz, kochanie, trochę masz racji, a trochę nie masz – podsumowała wypowiedź wnuczki.


- Ale babciu, co ty mówisz? Przecież nie można trochę mieć, a trochę nie mieć! – zaprotestowała mała mądrala.


- A chcesz się przekonać, że jednak można?- zaśmiała się  kobieta. I zaczęła snuć opowieść o dawnych, bardzo dawnych czasach, gdy nawet jej nie było jeszcze na świecie.
- Moja babcia, a twoja praprababcia Eugenia miała 8 lat, gdy została harcerką.


- Tak jak Antek i Mikołaj? – wtrąciła Zosia.


- Zgadza się, tak jak twoi bracia. Wtedy harcerze też wyjeżdżali na biwaki i obozy, zdobywali sprawności i uczyli się różnych umiejętności przydatnych w życiu. Przy ogniskach śpiewali  piosenki, a wiele z nich poświęconych było ojczyźnie.


- Zosiu, wiesz, co to ojczyzna?- zapytała nagle Maria.


- Nie za bardzo, babciu – wyznało dziecko.


- Ojczyzna to cały, wielki obszar – Polska, na którym mieszkają ludzie mówiący po polsku, tak jak my. To miejsce jest dla nas tak ważne, jak dla ciebie twój pokój z wszystkimi zabawkami. Złościsz się, kiedy wpada tam twój młodszy braciszek – Staś, prawda? I nie pozwalasz mu tam bałaganić, mimo, że go kochasz?


- No tak, bo to jest przecież chłopak, a oni nie wiedzą, jak bawić się lalkami. Poza tym, Staś jest nieznośny, bo zawsze chce sprawdzać, co moje lalki mają w środku! – oburzyła się Zosia.


- To faktycznie okropnie o nim świadczy – zażartowała babcia.-  Ale wracając do tematu, nie chciałabyś, żeby ktoś zły wszedł do naszego domu, powynosił wszystko, co tylko zechce, a nas pobił, wtrącił do więzienia lub nawet zabił?


- No pewno, że nie, ale nie martw się babciu, nikomu na to nie pozwolę – odważnie zapewniła dziewczynka.


- Wiem, kochanie. Dokładnie tak samo myślała twoja praprababcia. Kiedy zaczęła się wojna, wraz z innymi harcerzami walczyła, jak umiała, żeby z naszej ojczyzny wypędzić złych ludzi. Tak bardzo kochali ojczyznę, że woleli zginąć w walce, niż patrzeć, jak ich ukochana Polska jest okradana a Polacy – zabijani. Teraz już rozumiesz, że można pokochać coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka, no i nie da się przytulić takiej ojczyzny, to fakt. Ale można ją poznać, ucząc się jej dziejów, a wtedy nie da się jej nie pokochać. Bo „patriotyzm”, moja maleńka, to nic innego, jak miłość do ojczyzny,


- Ach, rozumiem, patriotyzm to miłość do Polski.


- Niezupełnie, Zosiu. Patrioci to ci, którzy kochają swoje ojczyzny, czyli miejsca, gdzie mieszkają: Francuzi kochają Francję, Anglicy – Anglię, a my kochamy Polskę.


Długą chwilę panowała cisza. Dziecko zmagało się ze swoimi myślami,
- Szkoda, babciu, że nie ma wojny, to mogłabym też zostać patriotą – wymyśliła Zosia.


- Ależ skarbie, nie wolno tak mówić. To bardzo dobrze, że nie ma wojny, zwłaszcza, że zawsze można być patriotą. Trzeba żyć tak, aby dbać o Polskę, pracować dla niej i pilnować, żeby znów ktoś nie chciał zrobić jej krzywdy – mocno podkreśliła Maria. W popłochu pomyślała, że  krętymi drogami przebiega rozumowanie dziecka.


Zosia, z niezwykłą dla niej powagą, wpatrywała się w  babcię, wreszcie westchnęła i wyznała: - No dobrze, skoro tak, to nie będę czekać na żadne wojny i już teraz zostanę patriotą.


 Maria, świadoma powagi chwili, z trudem powstrzymała się od śmiechu. Ucieszona przyznała,  że niełatwe rozmowy udało im się skończyć optymistycznym akcentem.