Jak informuje ekspert podczas spotkania we „Władywostoku doszło do pierwszego w historii spotkania twarzą w twarz pomiędzy prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem i przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Każda ze stron była zainteresowana doprowadzeniem do takiego wydarzenia, każda z odmiennych powodów, choć oba kraje wiele łączy – w tym zwłaszcza wrogość do USA oraz borykanie się z międzynarodowymi sankcjami. Dla Moskwy nieprzewidywalna, choć niechaotyczna w działaniach Korea Północna jest wygodnym partnerem do rozmów, ponieważ stanowi naturalne pole nacisku w globalnej rozgrywce z USA i pośrednio z Chinami. Z kolei dla Pjongjangu Rosja może być dogodnym partnerem i częściowo stanowić alternatywę dla chińskich wpływów (w sferze gospodarczej i wojskowej)”.

Zdaniem eksperta „Moskwa wykorzystuje kryzys na Półwyspie Koreańskim przede wszystkim jako kolejny instrument w palecie narzędzi służących do wywierania nacisku na Waszyngton (obok m.in. zaangażowania na Ukrainie, Syrii, Wenezueli czy w Afryce). Przed spotkaniem strona rosyjska sugerowała, że jest zainteresowana reanimacją i powrotem do formatu rozmów sześciostronnych z lat 2003–2007 (czyli negocjacji między oboma państwami koreańskimi oraz USA, ChRL, Rosją i Japonią). Oznaczałoby to de facto wzrost znaczenia Rosji w procesie pokojowym na Półwyspie Koreańskim, choć należy podkreślić, że w rosyjskim interesie jest utrzymanie możliwie dużego stopnia suwerenności Pjongjangu względem Chin i uzyskanie dostępu do koreańskich zasobów naturalnych. Warto dodać, że Rosja jest oskarżana przez USA o łamanie międzynarodowych sankcji m.in. przez umożliwienie pracy ok. 10 tysiącom nowych północnokoreańskich robotników oraz przemyt i nielegalny przeładunek węglowodorów na wodach międzynarodowych. Zgodnie z rezolucją ONZ nr 2397 z 2017 roku, wszyscy robotnicy mają powrócić do swojej ojczyzny do 22 grudnia 2019 r., a handel surowcami energetycznymi został zakazany”.

Według eksperta „Kim udał się na spotkanie z prezydentem Federacji Rosyjskiej jako niekwestionowany przywódca Korei Północnej, co potwierdził jego ponowny wybór w kwietniu tego roku na kluczowe decyzyjne stanowisko przewodniczącego Komisji Spraw Państwowych. Gest w stronę Moskwy wynika z faktu, iż Korea Północna znajduje się pod presją sankcji, dodatkowo dwa kolejne lata słabych zbiorów oraz ciężka miniona zima dotkliwie dotknęła poddanych komunistycznej monarchii Kimów. Korea Północna ostatnio wielokrotnie zwracała się do ONZ i organizacji pozarządowych z prośbami o pomoc żywnościową dla mieszkańców wsi. Spotkanie z prezydentem Rosji było też w sposób oczywisty „prztyczkiem w nos” dla Waszyngtonu i wysłaniem jasnego sygnału, że USA są wyłącznie jednym z wielu aktorów, z którymi Pjongjang będzie prowadził negocjacje w sprawie zniesienia międzynarodowych sankcji. W interesie Pjongjangu jest status quo – utrzymanie własnego arsenału atomowego i trwanie w niekończących się negocjacjach pokojowych z >>wielkimi tego świata<<”.

W opinii eksperta „USA pomimo przewagi militarnej nie posiada narzędzi skutecznego wpływu na Koreę Północną, co więcej, wraz ze wzmocnieniem przez obecną amerykańską administrację anty-chińskiego kursu szanse na wykorzystanie wpływów Pekinu, by pozytywnie wpłynąć na stanowisko Pjongjangu, spadły niemal do zera. Jako zagranie va banque należy odczytywać inicjatywę prezydenta Donalda Trumpa nawiązania bezpośrednich kontaktów z przywódcą Korei Północnej. Jak do tej pory, jednak i ta próba przełamania „błędnego koła” wokół koreańskiego programu atomowego i testów broni dalekiego zasięgu spaliła na panewce. Choć doszło do dwóch spotkań Trump-Kim, (w Singapurze w czerwcu 2018 roku oraz w Hanoi w lutym tego roku), to nie dały one żadnych wyraźnych rezultatów, a ostatnie spotkanie zostało wręcz określone przez ekspertów jako klapa – po jego zakończeniu Korea Północna w marcu tego roku przystąpiła do odbudowy infrastruktury służącej do testów rakiet dalekiego zasięgu w Sohae oraz poinformowało o przeprowadzeniu w kwietniu testu rakiet średniego zasięgu. Sytuacja, w której Pjongjang nie posiada realnych możliwości zagrożenia terytorium USA jest korzystna z punktu widzenia Waszyngtonu, ponieważ ułatwia uzasadnianie i rozszerzanie amerykańskiej obecności w regionie. Ponadto obecna sytuacja jest także pretekstem, by uzasadniać wzrost potencjału sił zbrojnych Japonii i Korei Południowej”.

Zdaniem eksperta „jako kontekst warto jeszcze przywołać dwa fakty, ilustrujące nieustannie tocząca się „grę” między najpotężniejszymi podmiotami międzynarodowymi. Kilka dni temu po raz pierwszy od 2016 roku na Morze Śródziemne wpłynęły jednocześnie dwa amerykańskie lotniskowce wraz z eskortą, „podwożące” amerykańskiego ambasadora w Moskwie. To w świetle poważnych problemów technicznych jedynego rosyjskiego lotniskowca stanowi jasny wyraz amerykańskiej polityki zagranicznej prowadzonej przy pomocy w sumie 200 tysięcy ton dyplomacji. Po drugie, 26 kwietnia, prosto ze spotkania z Kim Dzong Unem Wladimir Putin udał się na drugi szczyt „Pasa i Szlaku” do Pekinu – głównego „rozgrywającego” w kwestii Półwyspu Koreańskiego. W tym samym czasie prezydent Donald Trump przyjął premiera Japonii Shinzo Abe. Przedmiotem rozmów w Białym Domu oprócz taryf na produkty rolne była kwestia powstrzymania północnokoreańskiego programu atomowego”.

Według eksperta „obecnie trudne do wyobrażenia wydaje się istnienie gwarancji bezpieczeństwa, które mogłyby doprowadzić do dobrowolnego wyrzeczenia się przez Pjongjang broni atomowej. W dłuższym horyzoncie równie mało prawdopodobne wydaje się zaprzestanie testów międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Innymi słowy, nic nie wskazuje, by sytuacja na Półwyspie Koreańskim uległa radykalnej zmianie. USA nie poświęcą własnego interesu narodowego – ustępstw na rzecz Pekinu i Moskwy na rzecz bezpieczeństwa sojuszników w Seulu i Tokio. Niestety, najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada trwanie „błędnego koła” i „tyranii status quo” tzn. wciąż będzie powtarzał się utarty schemat – gróźb Korei Północnej połączonych z demonstracjami siły, oraz drobnych ustępstw wspólnoty międzynarodowej połączonych z nieszczelnością systemu sankcji ze strony Pekinu i Moskwy. Najsmutniejszy w tym wszystkim jest jednak los zwykłych obywateli Korei Północnej”.

 

Jan Bodakowski