Epikur, starożytny grecki filozof, który uważał, że celem życia jest przyjemność i uważany jest za twórcę "Ewangelii z tego świata" także nie potrafił skonfrontować się z problemem cierpienia. Radził on swoim zwolennikom, żeby nie myśleli o cierpieniu. Niewielkie cierpienie jest bowiem łatwe do zniesienia. Cierpienie przewlekłe ma być związane z jakąś przyjemnością. Natomiast cierpienie wielkie nie trwa długo, bo kończy się śmiercią. Wyjaśnienie to jest tak naprawdę jedynie ucieczką od problemu, jego zręcznym, choć bardzo niedoskonałym, ominięciem.

Dopiero Chrystus potrafił stawić czoła cierpieniu. Nie bagatelizował go uznając za realne. W Ogrójcu, kiedy pocił się krwawym potem, co jest oznaką nadludzkiego wysiłku, uznał, że zsyła mu je Ojciec i prosił Go: "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!" (Łk 22, 43). Dowodzi to, że sam musiał staczać ze sobą walkę, aby przetrwać ból fizyczny i duchowy, którego doświadczał.

W ciągu swojego życia Chrystus zresztą doświadczał wielu różnych rodzajów cierpienia. Wśród nich było niezrozumienie, odrzucenie, próby zabójstwa, prześladowania, ośmieszanie, samotność, wyczerpanie, kuszenie itd. Całe życie Zbawiciela upływało pod znakiek trudnych wydarzeń. Narodził się w grocie, bo nie było dla Niego miejsca w gospodzie. Następnie Jego rodzice musieli uciekać z Nim do Egiptu, kiedy Herod próbował Go zamordować. Ostatnie trzy lata życia, kiedy nauczał, było wypełnione bólem. Przyczyniło się do tego choćby morderstwo Jana Chrzciciela, który Go przepowiadał i ochrzcił. Można jednak powiedzieć, że całe życie Chrystusa takie było, do czego przyniła się świadomość tego, że musi umrzeć na krzyżu. Zbawiciel mówił o tym wieloktronie przygotowując na to swoich uczniów. Doskonale znał on przepowiednie proroków i wstrząsające opisy cierpiącego sługi Jahwe, które pozostawił prorok Izajasz. Wiedział, co go czeka i już sam ten fakt musiał napełniać go tak po ludzkie niewysłowionym bólem i obawą. Katarzyna Emmerich, mistyczka, której wizje stały się podstawą dla filmu "Pasja" Mela Gibsona, zwróciła uwagę, że w ogrójcu najbardziej dotkliwy nie był wcale ból fizyczny. Tym, co miało bowiem doprowadzić Pana Jezusa do dramatycznej prośby o "oddalenie kielicha goryczy" w ogrójcu były wizje grzechów wszystkich ludzi, ich lekceważenia Jego Ofiary i jej wyśmiewania.

Chrystus, jako najdoskonalszy z ludzi, nie mający żadnej winy, został potraktowany jak przestępca, odepchnięty przez ludzi i zniesławiony. Mimo to wytrwał mówiąc do swoich uczniów: Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec? (J 18, 11). Jego Ofiara nie tylko odkupiła upadłą ludzkość. Sprawiła bowiem także, że nagle cierpienie, które same w sobie wydaje się czymś bezsensownym, stało się wartościowe. Nabrało bowiem bowiem mocy oczyszczającej i uświęcającej. Od czasu zmartwychwstania każdy kto cierpi może odnaleźć siłę i moc w Ofierze Chrystusa. Może utożsamić się ze Zbawicielem i podobnie jak On ofiarować swoje trudy za innych. Niewątpliwie jest to trudne, ale nie niemożliwe. Potwierdza to przykład wielu świętych, którzy wręcz dziękowali za cierpienie. Nie potrzeba jednak do tego świętości. Także i dzisiaj wielu ludzi wierzących przeżywa cierpienie podobnie, odnajdując w nim sens i przyjmując je z pokorą. Sam znałem osobę, która cierpiała na przewlekłą chorobę. Kiedy nie mogła już znieść bólu powtarzała: "Panie Boże, czemu Ty mnie tak kochasz?". W słowach tych kryło się wyczerpanie, ale także świadomość, że Bóg uświęca człowieka poprzez cierpienie. Nie jest więc tak, że godziny i dni spędzony na łóżku, kompletnie bezczynnie, są bezwartościowe. Pan Jezus pokazał bowiem, że Ofiara z własnego życia znaczy więcej niż cuda i największe nauki. Gdyby tak nie było Chrystus nauczałby jeszcze wiele lat, uzdrawiając przy tym i dobrze czyniąc.

Chrześcijaństwo naucza, że Bóg nie stworzył zła i cierpienia. Jest ono skutkiem grzechu, odwrócenia się od Boga. Syn Boży poprzez śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie zgładził grzechy świata. Mimo to pozostawił skutki grzechu w postaci cierpienia i śmierci. Zamiast je zlikwidować zrobił coś znacznie większego. Nadał sens temu, co było tylko brakiem dobra. To, co było znakiem upadku i odejścia od Stwórcy uczynił drogą do zbawienia i raju. Nigdy byśmy nie wiedzieli, jak bardzo Bóg nas kocha, gdyby nie poświęcił swojego Syna i nie wydał Go na Ofiarę.

Rozważanie męki Pańskiej nie jest rodzajem masochizmu, ale sposobem na zobaczenie, jak wiele można dokonać przez pokorne przyjęcie cierpienia za innych. Chrystus chciał zresztą żebyśmy pamiętali, że mamy Go naśladować w jego drodze: "Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 38). Tylko Bóg mógł dokonać tak wielkiego dzieła, żeby sprawić, że to co nienaturalne i najbardziej znienawidzone przez człowieka, zostaje przez niego zaakceptowane i przyjęte. Nie dzieje się to zresztą łatwo i mechanicznie. Wymaga to wiele wiary, wysiłku i ćwiczeń. Jest to znacznie trudniejsze niż antyczne stwierdzenia, że cierpienia nie ma, albo trwa krótko. Jest to jednak postawa, która pozwala stanąć w prawdzie i pokonać strach przed cierpieniem, który przed przyjściem Chrystusa, sprowadzał rozpacz i rezygnację.

Nadanie sensu cierpieniu jest jednym z największych dokonań chrześcijaństwa. Ludzie pragną bowiem przede wszystkim sensu. Mogą bardzo wiele znieść, ale muszą widzieć, że ich ofiara czemuś służy. Chrystus dał im cel i siły, by mogli go osiągnąć. Obiecał im też, że po śmierci spotkają się z nim, Zmartwychwstałym i ich cierpienia zostaną wynagrodzone.