Bocian. Nasz ptak narodowy. Mimo że płochliwy, najchętniej gniazduje obok ludzkich siedzib, głównie blisko terenów bogatych w łąki, rzeki, stawy, jeziora, gdzie łatwiej o żaby, owady, mięczaki, robaki. Gniazdo buduje zawsze w tym samym miejscu, a czyni to bardzo staranie. Musi być stabilne, dobrze wymoszczone, bezpieczne dla przyszłego, skromnego zresztą potomstwa, liczącego od 3 do 5 młodych. Karmione przez oboje rodziców, po dwu miesiącach usamodzielnia się, jest gotowe do lotu. Aby utrzymać równowagę populacji, bociany objęto ścisłą ochroną.

Zrósł się na stałe z polskim krajobrazem. U nas zakłada rodzinę i wychowuje młode, tu ma dom. Do swojskiego widoku bociana tęskniły pokolenia emigrantów, co przejmująco wyraził Cyprian Kamil Norwid.

Tęskno mi Panie.../Do kraju tego, gdzie wina jest dużą/

Popsować gniazdo na gruszy bocianie/ bo wszystkim służą...

Gniazd rzeczywiście nie „psowano”. Wręcz odwrotnie, starano się przysporzyć ich jak najwięcej. Jeszcze przed wiekiem we wsiach nad Bugiem ich liczba przekraczała parokrotnie liczbę chat; ptaki zakładały bowiem swe domostwa gdzie się dało, nawet wśród drzew czy w rozrośniętych krzewach – byle bliżej człowieka. Mieć bociana w obejściu, było nie tylko szczęściem ale i zaszczytem. Mawiano, że „gdzie bocian tam pokój”. Zwiastował powodzenie dla domu i urodzaj. Rozwijała się więc sztuka wabienia. Na dachy, wysokie słupy lub na drzewa wciągano koła od wozu, stare brony; wykładając je słomą albo sianem. Kładziono tam też rozmaite błyszczące przedmioty, byle zwrócić uwagę ptaka na to właśnie gniazdo.

Zwano go boćkiem, busłem i Wojtkiem - od św. Wojciecha, pradawnego patrona Polski. Mawiano, że „W dzień Wojciecha świętego ptaki przylatują jego”. I choć data 23 kwietnia nie pokrywa się z terminem ich powrotu, może dawniej pojawiały się właśnie wtedy. Przez tysiąc lat wiele się wszak w przyrodzie zmieniło. Z Wojtka wylęgło się także powiedzenie: „dokoła Wojtek” oznaczające uparte kręcenie się wokół różnych spraw. Jego źródłem było zawołanie, mające skłonić do zasiedlenia gniazda. Gdy wiosną pojawiał się nad wioską i, krążąc, szukał najlepszego, wabiono go okrzykami: Do koła! Wojtek! Do koła!

Bociek był szczególnie pożądany tam, gdzie oczekiwano potomstwa. I choć owa bociania akuszeria dziś śmieszy, niegdyś wiara w nią była powszechna. Wynikała zarówno z dawnych wierzeń, że dusze nienarodzonych czepiają się bocianich skrzydeł i są niesione do ludzi, jak i z jego niezwykłej opieki nad potomstwem, rodziną oraz niedołężnymi towarzyszami z innych gniazd. Ślepych seniorów karmią osobniki zdrowe. W porze odlotu stare słabe ptaki podobno niesione są na skrzydłach przez silniejsze.

Wpływ na przydaną im rolę dzieciotwórcy miała też demografia. W porze ich przylotu rodziło się najwięcej dzieci; efekt zwyczajowego zawierania małżeństw tuż po żniwach. Ale że akurat zjawiały się boćki, cóż prostszego jak to im za potomstwo dziękować.

O Wojtku wzruszająco pisał Norwid. Gniazdo uwił mu w strofach „Pana Tadeusza” Mickiewicz, zaś Słowacki unieśmiertelnił w poemacie ”Smutno mi Boże”: ”Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem/ Widziałem lotne w powietrzu bociany/ Długim szeregiem./ Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,/ Smutno mi Boże!...”.

Trzepot bocianich skrzydeł dobiega ze skarbczyka ludowych przysłów i porzekadeł. ”Jak bociek przyleci, mogą wyjść na dwór dzieci”, „Na święty Józef bociek przyleci, to na skrzydłach resztki śniegu przynosi”, „Na Zwiastowanie zlatują się bocianie”; „Na świętego Franciszka zielenią się łany i ze swego zimowiska wracają bociany”. Odlatywały, wedle przysłów, nawet w początku sierpnia, ale na pewno 24: „Na Bartłomieja Apostoła bocian do drogi dzieci woła”. Zbieranie się do drogi nazywano „sejmikiem bocianim”.

Bocian to szczęście dla domu. Nikt tak jak on nie ustrzeże przed powodzią i piorunami. Kto żyw ustawiał więc gniazda - koła, czekając na Wojtka. Ta wspaniała tradycja przetrwała do dziś. I oby nie zginęła.

Zuzanna Śliwa