Jedną z wydanych, przez wydawnictwo Ostoja broszur Adama Doboszyńskiego, jest publikacja pod tytlem „Konspiracje". Publikacje opatrzył wstępem i przypisami dr Norbert Wójtowicz. Jak informuje wydawca „wznowiony tu tekst Doboszyńskiego »Konspiracje« stanowi, zgodnie z umieszczoną na stronie tytułowej informacją fragmenty pracy pt. »Ustrój Narodowy«. Jej pisanie zapoczątkował autor jeszcze w więziennym zaciszu, lecz ze względu na wybuch wojny praca ta nigdy nie została ukończona. Podejmując się tak kontrowersyjnego tematu, Doboszyński od samego początku musiał liczyć się z mogącą pojawić się krytyką. Nie przerażało go to jednak, gdyż uważał problem za na tyle ważki, by zaryzykować. Na pierwszy rzut oka autor pisał w swej pracy o pewnym ogólnym mechanizmie funkcjonowania konspiracji. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w istocie przedstawiał on na tym tle własne poglądy na działalność masonerii. Ostrzegał przy tym przed przenikaniem zaczerpniętego od tych struktur konspiracyjnego sposobu działania do innych, często niezwiązanych z masonerią w sposób bezpośredni, organizacji".

 

Adam Doboszyński twierdził, „że udział we wszelkiej konspiracji jest zasadniczo sprzeczny z obowiązkami katolika [...]. Przyjęcie zasady, że bez konspiracji nie może się obyć żadna działalność organizacyjna – prowadzi automatycznie do zmasonizowania społeczeństwa. Wszelka konspiracja to swoista masoneria. [...] Jeśli nawet jakaś konspiracja jest szczerze antymasońska, to jednak wychowując ludzi przy pomocy metod konspiracyjnych, przygotowuje grunt pod masonerię".

 

Dziś, kiedy jesteśmy zaszokowani tym, co się dzieje na prawicy, obserwacje Adama Doboszyńskiego są szokujące aktualne. Ideolog polskiego nacjonalizmu pisał, że „od lat trzydziestu, regularnie co kilka lat, odłamuję się jakiś fragment od konspiracyj narodowych i rzuca się w objęcia masonerii. Tragiczny błąd, polegający na tym, że O. W. P. (tak już manifestacyjnie antymasoński) utworzono również według tego samego szablonu konspiracyjnego, doprowadził do utraty większości przywódców tej organizacji na rzecz kół obracających się w orbicie wpływów masońskich. Trudno o lepszy przykład, jak dalece forma organizacji łączy się z treścią ideową. Organizacje oparte na kośćcu konspiracyjnym będą stale wychowywały przyszłych masonów, choćby akcentowały Bóg wie jak silnie hasła katolickie i antymasońskie. Demoralizujące skutki konspiracji wezmą zawsze górę nad najbardziej nawet wzniosłą ideologią".


Zdaniem Adama Doboszyńskiego przyjęcie zasady, że „konspiracja jako stała forma organizacyjna (a nie dla celów ściśle doraźnych) jest sprzeczna z etyką katolicką, stałoby się początkiem wielkiej akcji, z której masoneria wyszłaby ostatecznie pokonana. Przeprowadzenie tej zasady w Polsce pozwoliłoby nam przełamać wreszcie ten zaczarowany krąg, w którym bezwładnie kręcą się czynniki katolickie i narodowe, oddając masonerii co chwila wartościowe jednostki, wychowane w tych konspiracjach, które, mając być sztabami akcji antymasońskiej, są w rzeczywistości przedsionkami Świątyni Hirama, przedszkolami dla przyszłych ''dzieci Wdowy''".


Według nacjonalistycznego ideologa „we wszystkich społeczeństwach, w których u podstawy wszelkich zbiorowych poczynań leżą konspiracje (jak np. w Polsce do ostatnich czasów), awans społeczny prowadzi z konieczności poprzez konspirację. Przez to sito przedostają się w górę: 1) urodzeni konspiratorzy, 2) karierowicze i hochsztaplerzy, 3) ludzie mniej podatni do konspiracji, którzy się jednak do niej naginają, inaczej mówiąc, którzy pozwalają konspiracji przerobić się na jej kopyto. Sito eliminuje najwartościowsze jednostki, nie chcące iść na kompromis ze swym sumieniem".


Autor „Konspiracji" uważał, że „tak zrekrutowana elita wyciska na życiu społecznym specyficzne piętno. Przede wszystkim narzuca swe obyczaje organizacyjne. W społeczeństwach antykatolickich, gdzie wszystkie konspiracje są jednokierunkowe, łączą się one rychło w jeden schemat, co ułatwia zadanie rządzących. Natomiast w społeczeństwie katolickim, istnienie równoległe konspiracyj prokatolickich i antykatolickich oraz form pośrednich prowadzi do praktycznego uniemożliwienia konsolidacji całego Narodu, do rozbicia go na kliki i mafie, do wytworzenia nieprzebytych zapór (pod postacią przysiąg i tajemnic) między ludźmi, którzy skądinąd mogliby się łatwo z sobą porozumieć. Pisząc te słowa miałem lat trzydzieści trzy, a zdążyłem już stracić szereg kolegów i przyjaciół przez to, że z chwilą ich wstąpienia do takiej czy innej konspiracji z naszych stosunków wzajemnych znikała od razu nuta szczerości, bez której nie ma mowy o prawdziwej przyjaźni i owocnej współpracy. Jeśli mimo szybkiego rozszerzania się idei narodowej w Polsce rozbicie Narodu nie maleje, to zawdzięczamy to tej manii konspiracyjnej, skutkiem, której przypominamy Czerwonoskórych tropiących się nawzajem na ścieżce wojennej i polujących – w żydowskim interesie – na skalpy swych najbliższych".

 

Dla Adama Doboszyńskiego „drugi skutek tej selekcji konspiracyjnej to sztuczny rozdźwięk między elitą narodu a głębiej pojętym katolicyzmem, i chroniczna niemożność wyprowadzenia katolicyzmu w życie społeczne i gospodarcze poza tradycyjną ambonę. Człowiek, który uformował się w łonie konspiracji i przez jej sito przedostał się do hierarchii rządzącej, nie nadaje się na leadera katolickiego społeczeństwa, choćby był nawet żarliwym katolikiem. Jest spaczony, instynkty jego grają inaczej, zawodzi intuicja. Społeczeństwo kierowane przez takich ludzi nie znajdzie w sobie siły do oporu przeciw ukrytym siłom, podgryzającym jego korzenie".

 

Jak zauważa zamordowany przez komunistów narodowiec „owocem konspiracyjnej selekcji jest osobliwy typ działacza społecznego, którego zasługi są niewidoczne dla ogółu, który może kroczyć od gaffy do niepowodzenia, od niepowodzenia do wpadunku, od wpadunku do skandalu, a mimo to awansuje w hierarchii jawnej i tajnej, w nagrodę za ślepe wykonywanie poleceń otrzymywanych od nieznanych zwierzchników. Jeśli widzimy kogoś, kto fatalnie nie dorasta do powierzonych mu funkcyj, a mimo to wydaje się nieusuwalny ze stanowiska w oczywisty sposób przerastającego jego zdolności, to możemy być pewni, że jest to człowiek, którego talenty konspiracyjne równoważą jego ujawnione braki. W społeczeństwie opanowanym przez konspiracje odwraca się hierarchia zdolności: jawne uzdolnienia ważą mało wobec tajnych znakomitości. Zupełnie inni ludzie wybijają się, inne są kryteria zasługi i geniuszu. Możliwe, że za sto lat nasi prawnukowie dowiedzą się o rządzących światem w naszej epoce znakomitościach, nieznanych swym współczesnym nawet z nazwiska. Świat konspiracyj ma swych wodzów proroków, swych Mahometów i swych Napoleonów; oni to piszą naszą historię. Zbyteczne dodać, że historia ta pisze się na naszej skórze".

 

Jan Bodakowski