W dobie najnowszych technologii XXI wieku, w dobie bardzo szybkiego obiegu informacji w zasadzie nic tajnego w takich sprawach długo się nie ukryje.

Tym razem oskarżono wiceministra Łukasza Piebiaka, który według „genialnych dziennikarzy śledczych” z Onetu miał stać za zmasowanym hejtem na stowarzyszenie „Iustitia” oraz na sędziego Krystiana Markiewicza, prezesa tego stowarzyszenia.

Jak się jednak okazało, informacje na temat sędziego Markiewicza przekazywał inny sędzia Jakub Iwaniec, już były pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości. Miał on dostarczać „internetowej hejterce Emilii haki na Krystiana Markiewicza, szefa stowarzyszenia Iustitia”.

Onet napisał, że: „W korespondencji podawał dokładne informacje o dziecku Markiewicza, a także wysyłał telefony jego rzekomej kochanki i jej męża.”

 

Minister Ziobro skrócił delegację sędziego Iwańca, po tym jak sprawa stała się jasna. Sam sędzia – jak poinformował rzecznik rządu Piotr Müller - do sprawy jeszcze się nie odniósł. Rzecznik podkreślił też, że nie są to standardy pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości.

W związku z całą sytuacją należałoby zapytać, czy o całej sytuacji Onet nie wiedział, czy wiedział i świadomie kłamał? A może Onet włącza się w kampanię polityczną przeciwko obecnemu rządowi? Czy może była to wspólna akcja ze środowiskiem sędziowskim przeciwnym PISowi?

Można to też sprowadzić do pewnej groteski i porównać portal z niemieckim kapitałem do Radia Erewań. Tyle tylko, że tamto radio było dużo skuteczniejsze, a niemiecki portal nie nadąża za zmianami w środkach masowego przekazu, nie nadąża za technologią i zmianami społecznymi. A może to tylko kwestia najsłabszego ogniwa?

Czyli z niewolnika nie masz robotnika.