W filmie ukazana jest historia Bernadette Fox (granej przez Cate Blanchett), która „ma kochającego, choć zapracowanego męża (Billy Crudup) oraz wspaniałą córkę, nastolatkę Bee (Emma Nelson), dla której jest najlepszą przyjaciółką. Uważana w kręgach designu za genialną rewolucjonistkę w dziedzinie architektury, Bernadette jest kobietą ekscentryczną, nie unikającą konfliktów z otoczeniem. Pewnego deszczowego dnia znika w dziwnych okolicznościach. Bee, która postanawia za wszelką cenę ją odnaleźć, stopniowo odkrywa zaskakujące fakty z życia matki". Wbrew tej zapowiedzi, nie jest to ponury skandynawski kryminał psychologiczny, ale bardzo sympatyczna, pełna humoru, radosna historia familijna.


Obraz powstał na podstawie powieści Marii Semple cenionej powieściopisarki, scenarzystki i producentki telewizyjnej. Jej „została bardzo ciepło przyjęta przez krytykę. Podkreślano niezwykle zręczne połączenie ironicznego poczucia humoru, psychologiczną przenikliwość w kreśleniu barwnych postaci i nieco dziwacznych sytuacji oraz umiejętność budzenia wzruszeń bez popadania w naiwny sentymentalizm. Pisano o niewymuszonej błyskotliwości i umiejętności przykuwania uwagi czytelnika bez uciekania się do emocjonalnego szantażu".

 

Film należy docenić za sympatyczne ukazanie tego, jak ważna jest rodzina, wzajemna miłość rodziców, związek emocjonalny rodziców z dziećmi. Ogromną zaletą filmu jest celna kpina z new age, politycznej poprawności amerykańskich burżujów ulegających histerii wielokulturowości, bezkrytycznego ulegania fanaberiom psychiatrów. Twórcy z sympatią ukazują zalety i wady swoich bohaterów, co bardzo kontrastuje z nienawiścią i pogardą polskojęzycznych twórców filmów do swoich polskich bohaterów. Film jest wolny od wszelkiej lewicowej, homo, a nawet konsumpcjonistycznej propagandy (sympatyczna nastolatka jest zainteresowana nauką, a nie ciuchami czy chłopakami, a jej rodzice odnajdują satysfakcje nie w posiadaniu, ale w kreacji, tworzeniu technologii potrzebnej ludziom).


Niezwykle wzruszający i oryginalny jest, wyświetlany w warszawskim kinie Amondo, melodramat „Dusza i ciało" w reżyserii i według scenariusza Ildikó Enyedi, świetnie zagrany przez: Morcsányi Géza, Alexandra Borbély, Zoltán Schneider.

 

Obraz „Dusza i ciało" „to bardzo oryginalna historia miłosna, która urzeka subtelnością, humorem i niezwykłym podejściem do tematu alienacji. Film najczęściej porównywany jest ze słynną "Amelią" [...] i jest pierwszym od 18 lat pełnometrażowym obrazem cenionej węgierskiej reżyserki Ildikó Enyedi. Pokazywany na wielu światowych festiwalach obraz, obsypany został wieloma nagrodami".

 

Bohaterką filmu jest Mária (grana przez Alexandre Borbély), która „zaczyna pracę jako kontroler jakości w rzeźni w Budapeszcie. Jest młodą dziewczyną, obdarzoną genialną pamięcią, skrytą i bardzo zamkniętą w sobie. Z rosnącą fascynacją obserwuje ją Endre (Morcsányi Géza), dyrektor finansowy firmy". W trakcie śledztwa po włamaniu do rzeźni okazuje się, że nie w pełni sprawnego mężczyznę i niezbyt normalną kobietę, przeciętnych Węgrów wiodących nudne życie, łączy wspólnie śniony sen.

 

Twórcy filmu należy pogratulować niezwykle orginalnego pomysłu na niebanalną historię, opowiedzianą w bardzo interesujący sposób, połączenia realizmu z fantazją, uniknięcia wszelakiej lewicowej propagandy (co zapewne kusi węgierskich filmowców, od których zachód nienawidzący Orbana i Fideszu zapewne oczekuje lewicowych deklaracji politycznych). „Dusza i ciało" to kolejny strasznie fajny, pełen romantyzmu, film, oparty na doskonałym pomyślę, który nie został dostrzeżony w naszym kraju.

Jan Bodakowski