We wrześniu 1939 r., w rejonie Szczucina w Małopolsce, cofająca się Armia „Kraków” toczyła ciężkie walki z Niemcami. Po rozbiciu polskich oddziałów wielu żołnierzy dostało się do niewoli.

Kilkudziesięciu jeńców, w tym rannych i chorych, zgromadzono w gmachu szczucińskiej szkoły powszechnej. Byli to oficerowie i żołnierze 4. Pułku Strzelców Podhalańskich i 20. pułku piechoty. Poza jeńcami umieszczono tam uchodźców cywilnych powracających do swych domów znajdujących się na teraz na terenach zajętych przez Wehrmacht.

12 września w jednej z sal, w której Niemcy prowadzili przesłuchania, doszło do tragicznego wydarzenia. Znieważony polski oficer por. Bronisław Romaniec korzystając z nieuwagi Niemców, schwycił leżący na stole pistolet i zastrzelił przesłuchującego go niemieckiego sierżanta. Chwilę później sam popełnił samobójstwo.

Wydarzenie to stało się pretekstem do odwetu na wszystkich przetrzymywanych w gmachu Polakach. Niemieccy żołnierze otoczyli szkołę i przez otwarte okna zaczęli strzelać i wrzucać granaty. Ostrzelani zostali również żołnierze próbujący wydostać się z płonącego budynku, wyskakując przez okna.

Z pogromu zdołało się uratować jedynie dwóch jeńców, woźny szkolny oraz rodzina szczucińska, ukrywająca się w szkolnej piwnicy, którą wypuścił niemiecki żołnierz.

W płomieniach lub od kul zginęło około 40 jeńców oraz 30 uchodźców. Kilka dni później Niemcy sprowadzili na miejsce zbrodni grupę ok. 25 Żydów ze Szczucina, których zmusili do wykopania dwóch dołów, a następnie do pogrzebania w jednym z nich ciał pomordowanych Polaków. Po ukończeniu pracy Żydzi zostali skatowani, a następnie rozstrzelani i wrzuceni do drugiego grobu.

W styczniu 1940 r. za zgodą okupacyjnych władz niemieckich ekshumowano ciała ofiar zbrodni, które zostały następnie pochowane na cmentarzach katolickim i żydowskim. Udało się zidentyfikować jedynie cztery ofiary.

W 1959 r., w miejscu, gdzie przed spaleniem stała szkoła podstawowa w Szczucinie, społeczeństwo lokalne ufundowało pomnik upamiętniający tragiczne wydarzenia.