Falkowski zaczął podważać istotę i największy sens polskiej oświaty na Litwie oraz nauczanie wszystkich przedmiotów w języku polskim. Pod koniec sierpnia Mikołaj Falkowski w polskojęzycznych lewicowo-liberalnych mediach podjął próbę zdyskredytowania naszego tradycyjnego, polskiego systemu nauczania na Wileńszczyźnie, który od pokoleń jest skutecznym gwarantem zachowania polskiej tożsamości na Ziemi Wileńskiej oraz nośnikiem polskiej mowy, kultury i historii. Falkowski w sposób niedorzeczny wezwał litewskich Polaków, by porzucili „trwanie przy swoim” oraz stwierdził, że Polacy na Wileńszczyźnie powinni „dostosować się do zmian” biorąc za wzór liberalne koncepcje multikulturowe. Natomiast polski system oświaty na Litwie nazwał w sposób arogancki i pogardliwy „rachitycznym przeżytkiem”. Sugerował branie przykładu z polskiej szkoły w Dyneburgu na Łotwie, zachwalając przy tym jej wielonarodowy charakter jako rzekomo lepszy od systemu polskiej oświaty na Litwie, sugerując jednocześnie przyjęcie tego rozwiązania. Jest to wypowiedź niedorzeczna, gdyż nie bierze w ogóle pod uwagę historycznych uwarunkowań dotyczących polskości na Kresach i wynikających z tego faktu różnic. Z drugiej zaś strony jest to wypowiedź niebezpieczna, a podany przykład szkoły w Dyneburgu chybiony, ponieważ wiosną ubiegłego roku Łotwa w ramach reformy oświaty zadecydowała, że w ciągu kilku lat w szkołach średnich w tym kraju nauczanie będzie się odbywać wyłącznie w języku łotewskim. Zastosowanie tego modelu na Litwie, do którego nakłania Falkowski, oznaczałoby nieuchronną depolonizację Wileńszczyzny oraz bezwzględną asymilację polskiej społeczności, a w konsekwencji tych procesów doszłoby do jej wynarodowienia.

Takie wypowiedzi i propozycje Mikołaja Falkowskiego to niedopuszczalny przejaw zwalczania polskości na Kresach. Zwłaszcza, że stoją one również w sprzeczności z Traktatem polsko-litewskim, w którym obie umawiające się strony zobowiązały się do „zapewnienia odpowiednich możliwości nauczania języka mniejszości narodowej i pobierania nauki w tym języku w przedszkolach, szkołach podstawowych i średnich”. Ponadto wypowiedzi te są niezgodne z Konwencją Ramową Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, w której mniejszości autochtoniczne, a do takiej zaliczają się Polacy na Litwie, są pod szczególną ochroną w zakresie szkolnictwa i praw językowych. Zastosowanie skandalicznych propozycji Falkowskiego skutkowałoby obniżeniem statusu polskiej Wspólnoty oraz oznaczałoby jej niedopuszczalny regres prawny, na co nie pozwalają choćby zalecenia Komisji Weneckiej. Falkowski, jako urzędnik zajmujący się Polonią i Polakami za granicą powinien o tym wiedzieć, a jeśli tak, to jego działania odbierać należy jako celowe szkodzenie Polakom na Wileńszczyźnie, zwłaszcza że w tym samym wywiadzie poddał w wątpliwość liczbę Polaków mieszkających na Litwie, co jest kolejnym przykładem jego złej woli.

Niestety nie jest to pierwszy raz, gdy Mikołaj Falkowski jako prezes Fundacji PPnW występuje na szkodę Polaków na Litwie. Szeroko w mediach odbiły się jego niedawne wywiady i konferencje prasowe, na których brutalnie atakował oficjalne polskie organizacje, przede wszystkim Związek Polaków na Litwie. W tej sprawie protesty składali europosłowie Prawa i Sprawiedliwości pisząc między innymi o tym, że fundacja pod rządami Falkowskiego zamiast pomocą bardziej zajmuje się ściganiem Polaków na Wschodzie. Protestowali także działacze polonijni z całego świata. Nie na tym powinna polegać aktywność i działalność prezesa tak ważnej fundacji, który zamiast skupienia się na pomocy i wspieraniu jedności środowisk polskich i polonijnych, bardziej rozbija i dezintegruje polskość, zwłaszcza na Kresach, uprawiając własną, szkodliwą politykę.

Całą sprawę mocno komentowali internauci w Polsce i na Litwie, a nawet za oceanem. Warto w tym miejscu, jako podsumowanie, zacytować kilka wpisów. Oddają one najlepiej ocenę szkodliwych dla polskości „wyskoków” prezesa Falkowskiego.

Niestety, przykład tego wywiadu prezesa Fundacji przypomina, że wciąż są tacy, którym kresowa polskość najwidoczniej dokucza. Falkowski jako wzorcową podał przykład szkoły w Dynenburgu na Łotwie. To całkowicie chybione. Zmiany sytemu oświatowego zakładają, że w ciągu kilku lat w szkołach średnich w tym kraju nauczanie będzie się odbywać wyłącznie w języku łotewskim. Czy tego chce pan Falkowski także na Litwie?

A dopiero co niejaki Mikołaj Falkowski, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, na antenie polskojęzycznego lewicowo-liberalnego Radia ZW wzywał Polaków z Litwy do porzucenia „trwania przy swoim” oraz zawyrokował, że mają „dostosować się do zmian” na wzór liberalnych koncepcji multi-kulti.

Ponadto pogardliwie określił polskie szkolnictwo na Litwie „rachitycznym przeżytkiem”.
Ten szokujący głos urzędnika państwowej fundacji musi oburzać, gdyż w istocie jest wezwaniem do porzucenia polskości i dobrowolnej lituanizacji.

Wypowiedź Falkowskiego stoi w całkowitej sprzeczności ze wszystkim, co jest drogie sercom Wilniuków: umiłowania polskości, wierności wielowiekowemu dziedzictwu przodków, dbaniu o teraźniejszość i przyszłość polskości na Kresach – czego polskie szkolnictwo jest ważną częścią i niemal warunkiem niezbędnym.

Wielka szkoda, że polski urzędnik albo tego nie rozumie, albo – co gorsza – świadomie głosi fałszywe i szkodliwe herezje.

Nie udało się sajudzistom zniszczyć polskich szkół, my, Wilniucy, obroniliśmy się poprzez swoją determinację. To teraz urzędnik z Warszawy niejaki Falkowski wyskoczył ze swoim cynicznym i podstępnym, a zdradliwym w stosunku do Wilniuków wyskokiem. To niesmaczne i żenujące.


Polacy na Litwie z niepokojem obserwują te kolejne z rzędu bulwersujące i skandaliczne wypowiedzi i działania Mikołaja Falkowskiego, które szkodzą zachowaniu polskości na Wileńszczyźnie, a mówiąc szerzej, szkodzą zachowaniu polskiej tożsamości na Kresach. Od początku kierowania Fundacją Falkowski zamiast wzmacniania oficjalnych polskich organizacji i szkolnictwa na Litwie, wielokrotnie publicznie atakował je oraz podważał w mediach i poddawał nieuzasadnionej krytyce system polskiego szkolnictwa na Litwie, które z tak wielkim trudem, pomimo wielu przeciwności, udało się nam zachować, a dzieci i młodzież mogą nadal kształcić się w języku ojczystym, języku swoich przodków. Niestety, ten wielki wysiłek naszej polskiej Wspólnoty konsekwentnego dbania o polskie szkoły na Litwie jest teraz niszczony przez prezesa fundacji, która wbrew swojej nazwie zamiast pomagać szkodzi polskiej sprawie. Pytanie, czy robi to na własny rachunek, czy wykonuje polecenia Rady Fundacji kierowanej przez posła Jana Dziedziczaka? Jakkolwiek by nie było, Polacy na Litwie dziś, tak jak i w przeszłości, na pewno obronią swoją tradycyjną polską szkołę na Wileńszczyźnie.

Wiktor Jusiel