As polskiego wywiadu w Republice Weimarskiej rtm. Henryk Sosnowski, ewakuowany z więzienia polskiego kontrwywiadu na wschód, miał zostać zastrzelony 16 września 1939 roku przez konwojentów w okolicach Jaremcze. Niektóre źródła podają, że stało się to 17 września w okolicach Brześcia nad Bugiem. Miało się to stać na mocy ustnego polecenia dla polskich Służb Więziennych, ażeby w razie wybuchu wojny po cichu „zlikwidować” więźniów, których uwolnienie – wskutek działań wojennych, bądź przez obcy wywiad – mogło być niebezpieczne dla państwa polskiego. Sosnowski stał się najpewniej ofiarą prowokacji niemieckiej, w które władze sanacyjne uwierzyły. Inna wersja mówi, że przeżył i współpracował później z Sowietami.

Mała chlubną polską kartą byłą ewakuacja internowanych obywateli polskich narodowości niemieckich (listy tworzono od 1937 r.)., które propaganda niemiecka nazwała "marszami śmierci". Zmuszono do udziału w wyczerpujących marszach śmierci, wynosiła 10 000 do 15 000 osób, głównie inteligencji. Polscy strażnicy, policjanci rozstrzeliwali tych co nie mieli już siły iść. Obecnie liczbę ofiar po stronie niemieckiej mniejszości zgodnie szacuje się w badaniach polskich i niemieckich na 4500 osób. Należy zaznaczyć, iż w tej liczbie ujęto także ofiary, których śmierć została spowodowana działaniami bojowymi.

W Zaleszczykach, na granicy z Rumunią, przy słynnej później zaleszczyckiej szosy, miejsca przekraczania granicy przez polskiej oddziały po załamaniu się koncepcji "przedmościa rumuńskiego", co róż słychać było samobójcze strzały z pistoletów, dokonywane przez wojskowych. A przecież "Jeszcze Polska nie ginęła póki my żyjemy".

Pułkownik Ludwik Bociański, który chcąc bronić honoru polskiego żołnierza, miał krótką i nerwową dyskusję z marszałkiem Rydzem-Śmigłym w Kutach nad granicą w Rumunii dnia 17 września. Zirytowany marszałek odsunął ręką swego podwładnego, jakby torując sobie drogę. Bociański w akcie desperacji, wyjąwszy pistolet, próbował popełnić samobójstwo, strzelając sobie w serce. Jak się później okazało płk Bociański przeżył, kula szczęśliwie nie drasnęła nawet serca, choć leczył się kilka miesięcy w szpitalach.

W jednej z willi w Zaleszczykach 17 września popełnił samobójstwo legionista kpt. Tadeusz Dąbrowski (1895-1939), artysta malarz.

18 września 1939 roku, po dotarciu informacji o wkroczeniu Sowietów, Stanisław Ignacy Witkiewicz ps. artystyczny Witkacy popełnił samobójstwo, podcinając sobie tętnicę szyjną i zażywając weronal. Towarzysząca mu Czesława Oknińska również próbowała odebrać sobie życie, lecz pomimo zażycia dużej dawki lekarstwa została odratowana.

Stu oficerom polskiej Flotylli Rzecznej (dawniej: Pińskiej) wziętych do niewoli przez Sowietów, odebrano płaszcze i ekwipunek i wyprowadzono z szeregów jeńców. Pozostali marynarze usłyszeli strzały. Usłyszeli od Sowietów: "To wasze pany są rozstrzelane w lesie w Mokranach".

Zbrodnie w Lerypolu i Budowli (powiat grodzieński). Grupa kilkunastu mężczyzn z czerwonymi opaskami na rękawach – złodzieje, bandyci i zindoktrynowani chłopi – z bronią palną, szablami i siekierami zabierała kilkunastu polskich osadników na "zebranie". Kiedy już ich ograbiono z tego, co się dało, byli zabijani (w Budowli niezwykle brutalnie), a rodziny znajdowały ich zwłoki gdzieś w okolicy.

Po Tarnopolem polskich sąsiadów zaatakowali ukraińscy chłopi. Miejscowy właściciel ziemski został przywiązany do słupa. Darto zeń pasami skórę, rany posypano solą. Jeszcze żywy musiał patrzeć, jak zabijają jego rodzinę.

I tak dalej i tak dalej.

opr. Piotr Błaszkowski

źródła: onet/interia/wikipedia/nto.pl