Gołym okiem widać, że PiS próbuje wchłonąć całą prawicę, a to co zostaje poza nim, zdyskredytować i zniszczyć. W ten sposób chce stać się monopolistą po tej stronie sceny politycznej. Media kontrolowane przez PiS, albo sprzyjające mu, głoszą od dawna narrację, że kto nie głosuje na PiS, nawet jeśli głosuje na prawicę, w praktyce wspiera PO, bo rzekomo odbiera głosy i może spowodować, że PiS nie będzie miał większości. Problem w tym, że jest to fałszywa narracja, bo prawicowe partie są naturalnymi koalicjantami dla PiS-u i mogą mu zapewnić większość parlamentarną.

Tłumaczenie zwolenników PiS-u miałoby sens, gdyby uznać, że każdy kto głosuje na Konfederację, Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin, ruch Marka Jurka itd., gdyby nie miał wyboru, z pewnością zagłosowałby na PiS. Nie jest to jednak prawda, bo jest wielu wyborców, którzy do PiS-u się zrazili i wolą zostać w domu, niż głosować na tę partię. Prawicowe partie, choćby nawet małe, nie powinny być postrzegane jako wrogowie PiS-u, ale potencjalni koalicjanci, języczek u wagi, którzy w sytuacji zbyt małej wygranej PiS, mogą mu pomóc sprawować rządy.

Fiasko myślenia w kategorii dwupartyjności obserwujemy w samorządach. W niektórych regionach, gdzie nawet wygrał PiS, partia ta nie rządzi, dzięki powstaniu koalicji wszystkich przeciwko PiS-owi. PiS nie ma w samorządach nikogo, z kim mógłby wejść w koalicję, ale w dużej mierze jest to wina tej partii, która wchłania lub niszczy wszystko na prawicy.

Działania TVP pomijające Konfederację lub ją dyskredytujące nie służą więc PiS-owi. Może dzięki temu PiS zyska 1-2 procent, ale straci potencjalnego koalicjanta, który m.in. przez te działania prawdopodobnie nie przekroczy progu wyborczego. Jeśli PiS nie zyska odpowiedniej większości, straci władzę. Dzisiaj wydaje się to mało prawdopodobne, ale PiS-owi zagraża jego własny sukces czy też propaganda sukcesu. Wyborcy PiS-u upojeni wygraną już przed wyborami mogą po prostu nie pójść na wybory dość licznie i to wystarczy, aby spełnił się czarny scenariusz Jarosława Kaczyńskiego. Myślenie w kategoriach "Wszystko albo nic" może doprowadzić do tego, że pozostanie mu właśnie "nic".