Integracja z Unią Europejską zablokowała rozwój Polski, celem była ochrona gospodarek zachodniej Europy przed konkurencją polskiej gospodarki, zapewnienie zachodnim koncernom rynków zbytu w Polsce, i skłonienie milionów młodych Polaków do pracy za grosze na zachodzie.


Szkodliwość UE nie jest jakąś tajemnicą. Ukazało się kilka interesujących opracowań na ten temat. Jedną z nich jest książka wydana przez wydawcę portalu Najwyższy Czas praca „Socjalizm według Unii" autorstwa Tomasza Cukiernika.


W wywiadzie, jaki udzielił mi Tomasz Cukiernik („Socjalizm według Unii. Polska nie powinna się skupiać na dotacjach" portal Wolność 24), autor pracy „Socjalizm w Unii" stwierdził, że jeżeli „Polska – skoro na chwilę obecną nie można opuścić tych struktur – powinna po prostu wykorzystać swoje członkostwo w UE, tak jak to robią państwa typu Niemcy czy Francja, a nawet wspomniany Luksemburg, nie oglądając się na interes innych krajów UE. Bo polityka gospodarcza państwa nie może polegać na służeniu innym krajom. Wydaje się, że rządy PO bardziej dbały o interes Berlina i dobry pijar w Brukseli niż o polską gospodarkę, tak jak dla władców PRL ważniejszy był interes Moskwy. Prywatyzacja odbywała się na korzyść zagranicznych inwestorów, a wprowadzane przepisy były niekorzystne dla polskich firm, a dobre dla międzynarodowych koncernów. Na dodatek państwowe służby – jak urzędy skarbowe, służba celna, Sanepid, PIP i inne, nie wspominając o policji, prokuraturze i sądach – często działały tak, by wykosić z rynku polską konkurencję. Ale polityka gospodarcza państwa nie może też polegać na etatyzmie, co z kolei robi PiS: podnoszenie podatków, nacjonalizacja ukryta pod pojęciem repolonizacji, coraz to nowsze zakazy uderzające w przedsiębiorczość. Rozwiązaniem jest przyjmowanie regulacyjnego (obowiązkowego) minimum z Brukseli i nic ponadto. Tymczasem niejednokrotnie polscy politycy i urzędnicy są gorsi od tych unijnych i nowe przepisy z Brukseli wykorzystują jako pretekst do nakładania jeszcze surowszych regulacji niż to unijne minimum. To samo dotyczy podatków – patrz podatki od energii elektrycznej".


Według Tomasza Cukiernika „nie powinno się skupiać na unijnych dotacjach, których wartość w porównaniu z całością gospodarki jest znikoma (ok. 3 proc.), a które na dodatek więcej kosztują, niż są warte, i co gorsza, demolują całe branże (np. szkolenia, rynek usług internetowych), wyciągając je spod działania sił rynkowych i wpychając we władanie urzędnicze. Na dodatek dotacje powodują utratę niezależności, gdyż coraz częściej stają się narzędziem szantażu. Ostatnio odebraniem unijnych srebrników Polsce groził prezydent Francji Franciszek Hollande, a kanclerz Austrii Krystian Kern opowiedział się za ograniczeniem funduszy unijnych dla krajów, które nie chcą przyjmować nielegalnych imigrantów czy też uprawiają tzw. dumping podatkowy lub socjalny. Członkostwo w UE poza wolnym przepływem ludzi, towarów, usług i kapitałów powinno też służyć umacnianiu geopolitycznej pozycji Polski oraz bezpieczeństwa narodowego".


Zdaniem Tomasza Cukiernika „Polska powinna jednocześnie lobbować za rozwiązaniami rynkowymi i antyetatystycznymi, aby w tym kierunku reformować całą UE. Jednak zarówno od poprzednich rządów PO, jak i od obecnych PiS trudno tego oczekiwać. Skoro nie potrafią realizować korzystnej dla Polski polityki wewnętrznej, to tym bardziej nie będą potrafili prowadzić korzystnej dla naszego kraju polityki w ramach UE. Problem też w tym, że trzeba mieć pomysł na państwo, którego nasi rządzący nie mają. Ich pomysłem nadal jest stare „TKM"".

 

Tomasz Cukiernik przyznał w wywiadzie, że jego praca „ma na celu przede wszystkim uświadomienie Polakom, że – wbrew panującej propagandzie – zarówno unijne regulacje, jak i unijne dotacje są szkodliwe. Niektórzy są zdania, że skoro te pieniądze i tak są grabione podatnikom, to trzeba ich jak najwięcej odzyskać. Niestety to nie jest właściwe podejście, bo jak wspomniałem wyżej, a o czym piszę w książce, dotacje niszczą konkurencję, powodują nierynkowe zachowania, uzależnienie od biurokracji, alokują zasoby w sposób nieoptymalny, uskuteczniają korupcję, a także zachowania przestępcze i klienckie, szczególnie w sytuacji wydawania pieniędzy unijnych przez urzędy. Do tego trzeba dodać efekt w postaci gigantycznego zadłużenia, jakie jest rezultatem brania dotacji przez samorządy na często niepotrzebne inwestycje".


Jan Bodakowski