Ziemkiewicz uważa, że kwestie priorytetowe dla rządzących, jak reforma sądów stoją w miejscu, a te, które były wtórne, jak gospodarka rozwijają się. Jarosław Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy mieli bowiem oddać gospodarkę w ręce ludzi pragmatycznych jak Mateusz Morawiecki, uznając, że ani się na niej nie znają, ani ich ona nie interesuje.

Tłumaczenie to jednak stawia pod znakiem zapytania same kompetencje rządzących, skoro to, co dla nich najważniejsze, okazuje się być źle przeprowadzone, a to, co ich nie interesuje - ma się dobrze. Pomijając to już jednak, taka hipoteza nie wytrzymuje krytyki z innego powodu. Jarosław Kaczyński i PiS interesują się gospodarką i to, przynajmniej według liberałów gospodarczych, stanowczo za bardzo.

Zamiast bowiem zostawić przedsiębiorców samym sobie, obniżyć im jeszcze podatki, żeby mieli większe pole do popisu (samo zmniejszenie ZUS-u nie wystarczy), rząd bardzo interesuje się działalnością gospodarczą Polaków, dorzucając im nowe regulacje. Ma to oczywiście pozytywną stronę, bo pozwala walczyć z mafiami VAT-owskimi, uszczelniać system podatkowy, przynosić więcej pieniędzy do budżetu. Niestety, jest też problemem dla uczciwych przedsiębiorców, którzy mają coraz więcej na głowie i są traktowani jako potencjalni złodzieje - stąd ogranicza się transakcje gotówkowe, wprowadza split payment (podzieloną płatność) itd.

W tym wszystkim pobrzmiewa socjalistyczne spojrzenie na gospodarkę - ukrócić prywaciarzy, ściągnąć jak najwięcej pieniędzy od ludzi i rozdzielać je przez właściwych urzędników.