Niepomiernie mnie dziwi, że środowiska lewicowe w Polsce tak awersyjni reagują na naturalną obecność religii w życiu społecznym, która realnie nie wpływa na ich życie – Polska to nie Izrael, gdzie nie ma cywilnych sądów rodzinnych i prawo rodzinne podlega rabinom, co skutkuje dyskryminacją kobiet.

 

Na antyPisowskim portalu Oko Press ukazał się artykuł „Ku Rzeczpospolitej Katolickiej. Ekspert: Prawdziwym zwycięzcą tych wyborów będzie Kościół" autorstwa dr hab. Pawła Boreckiego, prawnika, specjalisty prawa wyznaniowego, nauczyciela akademickiego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Tekst ewidentnie wskazujący, że lewicowe postulaty ''świeckiego państwa'' sprzeczne są z Konstytucją. Może to świadczyć, że wydawcy lewicowego portalu nie zrozumieli nic z publikowanego przez siebie artykułu.

 

Co zaskoczy wielu katolików, zdaniem autora tekstu na antyPiSowskim portalu rządy PiS „charakteryzowały się nasileniem procesu wprowadzania elementów wyznaniowych do sfery działania państwa i w życiu publicznym. We współczesnej Polsce nie funkcjonuje ustawowa zasada państwa świeckiego, neutralnego wobec religii i przekonań. Katolicyzm w praktyce nabrał znamion religii oficjalnej".

 

Zdaniem autora tekstu „w wymiarze politycznym Kościół instytucjonalny okazał się potężną i skuteczną grupą lobbingową, wręcz siłą współrządzącą". Ma to miejsce „przy nieskoordynowanych i nie zawsze przemyślanych wystąpieniach w sprawach wyznaniowych antyklerykalnej części opinii publicznej i niektórych ugrupowań opozycyjnych".

 

Takiemu procesowi ma sprzyjać to, że Konstytucja z 1997 roku mają dwoisty rodowód ideowy, zakorzenione są „w katolickiej nauce społecznej oraz w doktrynie liberalnej", a „to utrudnia ich jednoznaczną wykładnię w kierunku zagwarantowania rozdziału Kościoła i państwa".

 

Konstytucja ustanawia „przyjazny rozdział państwa i Kościoła. [...] Prawodawca nie sprecyzował jednak [...] sfer owej niezależności i autonomii". Zdaniem autora tekstu z antyPiSowskiego portalu grozi „ograniczeniem suwerennych uprawnień państwa pod hasłem ochrony niezależności i autonomii Kościoła".

 

Lewicy nie podoba się w Konstytucji „obowiązek współdziałania państwa i Kościoła w imię tak ogólnych celów, jak dobro człowieka i dobro wspólne. Szczególnie to ostatnie pojęcie rodzi wątpliwości, ponieważ wywodzi się katolickiej nauki społecznej i ma wyraźnie religijny sens. Cele współdziałania zostały tak ogólnie sformułowane, że umożliwiają przenikanie się państwa i Kościoła w szerokim zakresie. To sprzyja wyznaniowej instrumentalizacji państwa przez Kościół, zwłaszcza sięganiu przez podmioty konfesyjne do środków publicznych".

 

Z artykułu jednoznacznie więc wynika, że rzekome katolickie działania PiS, są jak najbardziej zgodne z Konstytucją, a postulaty lewicy rugowania katolicyzmu pod szyldem „świeckiego państwa" są sprzeczne z Konstytucją. Widać więc, że obrońcy Konstytucji z groteskowej nie znali zapisów Konstytucji – bo nie podejrzewam ich, by nosili koszulki z napisem „konsTYtucJA" jako wyraz sympatii do katolicyzmu.

 

Według eksperta anyPiSowskiego portalu „w przepisach wyznaniowych Konstytucji można spotkać także sformułowania oryginalne jak zasadę bezstronności władz publicznych w sprawach przekonań religijnych światopoglądowych i filozoficznych (art. 25 ust. 2). Zasada ta jest jednak mniej jednoznaczna niż zasada neutralności światopoglądowej państwa, której sprzeciwił się w swoim czasie Episkopat. Bezstronność dopuszcza pewne zaangażowanie władz publicznych w sprawach wyznaniowych. Nie dotyczy przy tym całości państwa, jego instytucji, a ponadto władze publiczne mają gwarantować swobodę wyrażania przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych w życiu publicznym, czyli również państwowym. W praktyce zasada bezstronności światopoglądowej władz publicznych nie okazała się barierą dla nadawania państwu cech wyznaniowych".

 

Ekspert w swoim artykule wskazał, że „Trybunał Konstytucyjny począwszy od początku lat 90-tych okazał się wyraźnie życzliwy dla Kościoła katolickiego i religii w ogólności, legitymizując w swoim orzecznictwie kolejne etapy nadawania państwu znamion wyznaniowych".

 

Zwolennicy ''świeckiego państwa'' niezwykle cierpią, bo „po 2015 roku, szczególnie pod względem symboliczno-ceremonialnym, Polska nabrała cech państwa katolickiego" co przejawia się tym, że w oficjalnych pomieszczeniach wiszą krzyże, w paszportach jest dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna", a zgodnie „z Prawem Oświatowym z 2016 roku system oświaty publicznej winien respektować chrześcijański system wartości".

 

Reakcję awersyjną u zwolenników ''świeckiego państwa'' wywołuje potraktowanie przez Sejm objawień fatimskich jako faktu obiektywnego, katolicka oprawa państwowych uroczystości, uznawanie świętych za regionalnych patronów, wspieranie przez państwo ewangelizacji za granicą poprzez finansowanie „w stu procentach składki na ubezpieczenie społeczne misjonarzy w okresie ich pracy misyjnej", wsparcie finansowe dla Światowych Dni Młodzieży i budowy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

 

Lewica głosi też, że przeciwstawianie się katolicyzmowi prowadzi „do środowiskowego ostracyzmu, czy nawet realnych sankcji. Niewierzący i przedstawiciele konfesji mniejszościowych (nierzymskokatolickich) mają prawo w takich warunkach czuć się stłamszonymi obywatelami drugiej kategorii". Ekspert przy tym w sposób ewidentnie sprzeczny z polityczną poprawnością stwierdził, że „jest tylko jedna mniejszość wyznaniowa, z którą rządzący względnie się liczą – Żydzi, a to jak, można przypuszczać, z uwagi na wpływy diaspory żydowskiej w Stanach Zjednoczonych".

 

Zwolennicy świeckiego państwa mają za złe to, że „system prawa jest niejednokrotnie inspirowany normami religijnymi", ciekawe czy są też za likwidacją zakazu kradzieży z racji na to, że wynika on z siódmego przykazania dekalogu „nie kradnij".

 

Przejawem tego, że Polska stała się rzekomo państwem wyznaniowym ma być to, że „na niektórych uczelniach świeckich [...] prawo kanoniczne stało się obowiązkowym przedmiotem nauczania; [...] większość sejmowa konsekwentnie przeciwstawiała się liberalizacji ustawodawstwa antyaborcyjnego; zupełnie nie podjęto w kończącej się kadencji problematyki legalizacji związków partnerskich; minister zdrowia skutecznie ograniczył dostępność tzw. antykoncepcji awaryjnej, wprowadzając wymóg wystawienia recepty na odpowiedni lek; katecheci [...] niejednokrotnie pełnią funkcje wychowawców klas; w okresie rządów PiS prawo do organizowania adopcji zagranicznych przyznane zostało tylko organizacjom katolickim. Te zaś wymagają, aby rodzice adopcyjni byli katolikami".

 

Zwolennicy ''świeckiego państwa'' mają więc za złe, że uczenie świeckie kreują swoje programy nauczania zgodnie z oczekiwaniami runku, a nie antyklerykalnymi obsesjami, że zamiast odbierać prawa człowieka wszystkim dzieciom w Polsce, odbiera się tylko części, które zgodnie z przepisami można bezkarnie mordować, zgodnie z Konstytucją uznaje się za małżeństwo tylko związek kobiety i mężczyzny, minister zdrowia dba o to by szkodliwe dla zdrowia substancje, były wydawane tylko na recepty, nie dyskryminuje się katechetów, a katolickie dzieci nie są oddawane do adopcji islamistom.

 

Zwolennikom ''świeckiego państwa'' nie podobają się transfery z budżetu do instytucji kościelnych, choć katolickie instytucje opiekuńcze o wiele efektywniej gospodarują środkami niż instytucje świeckie (czyli za te same pieniądze pomagają o wile większej ilości osób). Ze sprzeciwem zwolenników ''świeckiego państwa'' spotykają się też kapelani.

 

Choć „Jarosław Kaczyński, nie zdecydował się na penalizację tzw. aborcji eugenicznej, pomimo presji fundamentalistycznej części Kościoła" to „Jarosław Kaczyński wykreował się na jedynego skutecznego obrońcę praw religii i Kościoła w naszym kraju. Kościół instytucjonalny odwdzięcza się mu, udzielając faktycznego poparcia kandydatom Prawa i Sprawiedliwości szczególnie na prowincji w kolejnych kampaniach wyborczych".

 

W opinii eksperta „nawet w wystąpieniach Lewicy akcenty antyklerykalne uległy wyciszeniu, nie mówiąc już o innych komitetach wyborczych. Obawa przed konfliktem z potężną strukturą religijną, pozostającą w sojuszu politycznym z PiS, może wręcz sprzyjać kolejnym koncesjom na rzecz Kościoła".

 

Ekspert przewiduje, że w wypadku wygranej PiS, PiS będzie miał większość konstytucyjną i wykorzysta ją do zmiany Konstytucji, wprowadzi: „Invocatio Dei w preambule; [...] sformułowanie, iż Rzeczpospolita Polska strzeże chrześcijańskiego dziedzictwa Narodu; [...] zostanie wyeliminowana zasada bezstronności światopoglądowej władz publicznych, a [...] prawo do zachowania w tajemnicy przekonań religijno-światopoglądowych oraz zakaz zmuszania do uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Powyższe przypuszczenia uzasadnia zwłaszcza lektura projektu Konstytucji autorstwa PiS z pierwszej dekady XXI wieku".

 

Ekspert przewiduje, że PiS sprawi, że „w godle państwowym orzeł otrzyma koronę z krzyżem. Młodzież szkolna zostanie pozbawiona możliwości dokonywania wyboru negatywnego w dziedzinie edukacji religijno-etycznej. Będzie mogła uczęszczać albo na religię, albo na etykę. Katecheci bez żadnych przeszkód będą mogli zostać wychowawcami klas, zaś do obowiązków szkolnych młodzieży katolickiej włączone zostaną praktyki religijne. Z czasem w ankietach urzędowych pojawi się pytanie o wyznanie, oczywiście z możliwością wstawienia stygmatyzującej „kreski". Dyskretnie, ale konsekwentnie nasilać się będzie presja, aby jedynie praktycznie dopuszczalnym do otwartej, publicznej manifestacji światopoglądem był światopogląd katolicki. Inne konfesje i światopoglądy realnie rzecz biorąc, będą mogły, być kultywowane w pomieszczeniach zamkniętych, tzn. w murach nielicznych świątyń, w zaciszu domów i mieszkań prywatnych".

 

Artykuł opublikowany na Oko Press PiS powinien powielić i rozdawać pod kościołami. Katolicy septyczni co do tego, że PiS jest taki katolicki, jak go kreślą zwolennicy świeckiego państwa, mogą zaś przeczytać artykuł i pomarzyć jak to byłoby fajnie, gdyby tezy artykułu odzwierciedlały rzeczywistość.

 

Jan Bodakowski