W 1963 roku ogólnoświatowy konwent Wspólnoty anglikańskiej zaakceptował posługę uzdrawiania i uznał, że „Bóg nie chce naszych chorób”. W 1972 roku z kolei ogólnoświatowe zgromadzenie „kościołów” prezbiteriańskich uznało że z „lektury Nowego Testamentu jasno wynika, że zdrowie ciała, ducha i duszy jest ostateczną wolą Boga”.

Z katolickiego punktu widzenia nie sposób zgodzić się z tymi stwierdzeniami, które mają uzasadniać otwartość na ruch charyzmatyczny i pokazywać jego istotę. W Ewangeliach ani razu Zbawiciel nie wspomina o tym, że wolą Bożą jest to, abyśmy byli zdrowi. Mówi natomiast wielokrotnie o czymś wręcz przeciwnym: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Chrześcijanin jest wezwany do naśladowania Chrystusa, który powiedział o czekającym Go cierpieniu: „Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,11). Jezus mówił też o tym, że uczeń nie jest większy od swego Pana, a więc, że ci, którzy idą za Nim, będą musieli zmagać się z tym, co On, m.in. z cierpieniem.

Nie oznacza to oczywiście, że człowiek wierzący nie może starać się walczyć z cierpieniem, a nawet prosić o uzdrowienie. Ma takie prawo i widzimy w Ewangeliach, że chorzy przychodzili do Jezusa, a On ich uzdrawiał. Sam Jezus ukazuje jednak, że nie każdy doznaje uzdrowienia przez Boga: „I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman” (Łk 4,27). Dzisiaj także wielu jest chorych, a jednak stosunkowo nieliczni zostają cudownie uzdrowieni. Nie wynika to z tego, że moc Boga jest ograniczona, ani z tego, że ludzie źle się modlą. Wolą Bożą po prostu nie jest to, aby każdy chory doznał uzdrowienia, bo przykład krzyża pokazuje, że cierpienie też może być drogą prowadzącą do zbawienia. Widzimy też to na przykładzie życia wielu świętych, jak św. o. Pio, którzy wiele chorowali, a swoje choroby przypisywali działaniu Boga.

Przekonania, że „Bóg nie chce naszych chorób” i „zdrowie ciała jest ostateczną wolą Boga” pochodzą od starotestamentalnych Żydów, którzy wbrew Objawieniu uważali, że Bóg pragnie zdrowia i dobrobytu dla człowieka i da mu to, o ile ten będzie Mu posłuszny. Każde cierpienie jest więc karą za grzech bądź efektem działania demona. Tak myśleli choćby przyjaciele cierpiącego Hioba, który jednak przeciwstawił im się i kiedy spotkało go nieszczęście, powiedział: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1,21).

W gruncie rzeczy cała teologia sukcesu, która wyrosła w ruchu zielonoświątkowym, ruchu charyzmatycznym wyrasta z tej samej żydowskiej herezji. Wiele grup charyzmatycznych się od niej odcina, ale nie dostrzega, że u źródeł samego ruchu charyzmatycznego leży fundamentalne przekonanie na temat Boga i Jego woli względem człowieka.