Polacy bardzo często wyrażają swoją niechęć do polityki, uznając, że wszyscy politycy są nieuczciwi, sejm i senat to stajnia Augiasza, wszystkie partie są populistyczne i myślą przede wszystkim o władzy. Bardzo wielu naszych rodaków nie głosuje (w tych wyborach było to prawie 40%), co jest najlepszym argumentem za tym, co myślą o demokracji i jej święcie.

Gdybyśmy jednak zastanowili się nad źródłem tej niechęci Polaków i rozłożyli ją na części pierwsze, to okazuje się, że jest to niechęć konkretna - do polityki w wydaniu demokratycznym i do jej instytucji oraz elementów składowych - wyborów, sondaży, sejmu, wybieralnych posłów, debat.

Polityka jest stałym elementem w życiu wspólnoty, jest troską o dobro wspólne i będzie istnieć tak długo, jak istnieć będą wspólnoty ludzkie. Gdybyśmy jednak przez moment wyobrazili sobie, że żyjemy np. w monarchii - wszystkie te rzeczy, których Polacy nie znoszą, a które kojarzą im się z polityką, zniknęłyby.

Totalna opozycja walczy z rządem pod hasłami obrony demokracji (sławetny KOD) i konstytucji. Tymczasem dla większości Polaków nie są to żadne wyznaczniki. Demokracja, której bronią totalsi, jest bowiem dla nich jedynie mechanizmem wspierającym liberalne elity, a trybunał konstytucyjny i konstytucja są narzędziami do konserwowania układu pookrągłostołowego. W tej postaci nie mają one dla Polaków większego znaczenia, bo też nie przynoszą im większego dobra.