"Przyjęcie" jest to komedia, w której głównym bohaterem jest mierny hinduski aktor Hrundi V. Bakshi. Wyrzucony z planu filmowego za nieudolność zbiegiem okoliczności trafia na przyjęcie do nowoczesnego modernistycznego domu organizowane przez magnata z branży filmowej, który zresztą finansował film, w którym Hindus miał wystąpić.

W głównej roli został obsadzony Peter Sellers, który zdążył już wtedy zagrać w dwóch filmach z serii o Różowej Panterze (w 1963 r. i 1965 r.). Sposób gry i gagi komediowe są bardzo zbliżone w tej produkcji właśnie do tych znanych z filmów o Różowej Panterze. Jest to humor nie dla każdego, ale potrafi urzec swoim optymizmem, prostotą, kulturą i brakiem znieważania kogokolwiek.

Dla wielu może to być komedia jak inne, nawet nie do końca oryginalna. Wyróżnia ją jednak głębia przekazu (choć też ideologia) i wielowartwowość, jeśli chodzi o wymowę.

Warstwa dosłowna i uniwersalna

W najbardziej dosłownym przesłaniu jest to uniwersalny film o ludzkim zakłamaniu, obłudzie, zwierzęcych rządzach, które ludzie ukrywają pod płaszczykiem konwenansów. Główny bohater Hrundi V. Bakshi jest Hindusem, który nie zna się za bardzo na zachodniej etykiecie (zaczynając od tego, że zjawia się na wieczornym przyjęciu w jasnym garniturze). Trafia na przyjęcie wyższych sfer, gdzie brylują ludzie filmu i sportu. Nie za bardzo potrafi się zachować, przez co jest odpychany i marginalizowany. Niechcący doprowadza do chaosu i kompletnej destrukcji przyjęcia. Jednocześnie twórca filmu pokazuje, że tylko on jest w gruncie rzeczy uczciwy i szczery. Reszta to bufony, kombinatorzy, z których część myśli tylko o tym, jak wykorzystać atrakcyjne kobiety, czy załatwić sobie kontrakt. Na Hindusie poznaje się tylko początkująca aktorka, której kariera się szybko kończy, kiedy jej menadżer próbuje ją wykorzystać, a ona go odrzuca. Z pomocą przychodzi jej właśnie Hindus, który ją pociesza. W tej interpretacji film ten opowiada o tym, że należy być prostym i szczerym, nie przejmować się obłudą innych i żyć z podobnymi sobie.

Warstwa obyczajowa i kulturowa

Filmu tego jednak nie można odczytywać tylko w warstwie uniwersalnej. Powstał bowiem w USA w określonym momencie - w roku 1968, kiedy przez Stany i Europę przewalała się rewolucja obyczajowa. Ewidentnie goście z przyjęcia są obrazem warstw wyższych, burżuazji, pewnego porządku amerykańskiego, hierarchii, wartości kapitalistycznych. Gospodarz przyjęcia jest milionerem, człowiekiem grubym, który nawet cały w pianie wciąż pali cygaro - do złudzenia przypomina kapitalistę z rysunków komunistów. Gościom przeciwstawiony jest nie tylko Hindus, pacyfista, który nie stosuje używek, ale też początkująca aktorka i córka gospodarzy wraz ze swoimi przyjaciółmi - są to protestujący hippisi, którzy wpadają na przyjęcie ze słoniem wymalowanym rewolucyjnymi hasłami roku 68. Są przedstawieni jako ludzie pełni energii i szczerzy, którzy wraz z Hindusem niszczą przyjęcie - w ten sposób niszczą stary tradycyjny świat - w wizji reżysera - oparty na obłudzie i zakłamaniu.

Warstwa polityczna

Trzecią warstwą jest opis sytuacji politycznej w USA. Gospodarz przyjęcia nazywany jest "generałem" i symbolizuje amerykański antykomunizm i konserwatyzm. Kiedy do domu przybywają zaproszeni Rosjanie z baletu (których sprowadziła żona gospodarza), którzy też przyczyniają się do demolki, gospodarz wypowiada znamienne słowa pod adresem hippisów: "Najpierw Rosjanie, teraz to". W tym ujęciu z jednej strony jest tradycyjny amerykański świat, a z drugiej komunistyczni Rosjanie i hippisi jako te siły, które zmierzają do jego zniszczenia. Reżyser nie płacze jednak po tym świecie, bo jak się rzekło - jest obłudny i zakłamany.

Warstwa filozoficzna

Hrundi V. Bakshi jest człowiekiem nie tylko nie zorientowanym w etykiecie, ale dość mało inteligentnym, żeby nie powiedzieć nawet - lekko upośledzonym. Jest to pozytywny głupek, nieudolny i słaby aktor, który ma do zaoferowania ludziom "tylko" swoją życzliwość i dobre serce. Reżyser przeciwstawia go ludziom inteligentnym, którzy są cyniczni. Hrundi V. Bakshi, chcąc pocieszyć młodą aktorkę, potem kiedy zerwał z nią menadżer, przytacza takie przysłowie, rzekomo hinduskie: "Cechą starszych jest mądrość, ale to dzieci są niewinne". W ten sposób twórca filmu chce powiedzieć, że rozum wiąże się ze złem, prowadzi do nieprawości, a dobroć tkwi w irracjonalnych uczuciach, w tym, co nieskażone wiedzą i doświadczeniem. Jest to teza najpierw Rousseau, potem Oświecenia i marksistów kulturowych, którzy pisali o "instrumentalnym rozumie". Zwracali oni uwagę, że rozum i pracę trzeba porzucić na rzecz emocji i zabawy. Ruch hippisowski doskonale spełniał te postulaty.

Na przyjęciu wspomniana młoda aktorka (w tej roli wspaniała Claudine Longet) wykonuje utwór "Nothing to lose" - "Nic do stracenia". Śpiewa w nim: "Nic do stracenia/jeśli jesteśmy mądrzy/nie spodziewamy się kolorowej tęczy na niebie" ("Nothing to lose/If we are wise/We're not expecting rain-bow colored skies...). Dalej śpiewa, że nic nie mamy stracenia, a tyle do zyskania, kiedy kochamy... W tym też pobrzmiewa hippisowska dewiza "make love, not war". Film ewidentnie pokazuje pewną lewicową utopię, w której odejście od rozumu, pracy, bogacenia się i zwrócenie się ku pozytywnym emocjom doprowadziłoby nas do szczęścia.

Podsumowanie

W warstwie dosłownej w tym filmie mamy do czynienia z udaną komedią, w której za świetną muzykę odpowiedzialny był doskonały kompozytor muzyki filmowej Henry Mancini. W warstwie kulturowej, politycznej i filozoficznej dominuje spojrzenie ideologów lewicowych, ale fakt, że reżyser potrafił tak wiele przekazać w tak prostej fabule, zasługuje na docenienie. Nie zgadzam się z wymową tego filmu, ale może on stanowić manifest działaczy 68 r., bo oddaje w pełni ich poglądy.