Lata ukazywania się serii wydawniczej „Kapitan Żbik”, czyli okres od 1967 do 1982 roku to w rzeczywistości czas trwania i systematycznej degrengolady ustroju komunistycznego. Ustroju w którym IX sztuka została ograniczona wyłącznie do roli bardzo atrakcyjnego nośnika propagandowych treści. Dodajmy, że w pełni zgodnych z linią polityczną Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nigdy wcześniej, ani później komiks nie miał aż takiej wymowy propagandowej. Cóż faktem jest, że ten okres to w historii polskiego i światowego komiksu jest na wyjątkowy. Gdy chodzi o skalę manipulacji to w przypadku europejskiego i światowego komiksu jest to prawie całkowicie pozbawiony precedensu. Owszem jeśli chodzi o skalę manipulacji można ją porównywać do tego, co zrobiono z fotografią i filmem w czasach istnienia III Rzeszy, początkach Związku Radzieckiego, czy w Chińskiej Republice Ludowej zaraz po Rewolucji Kulturalnej. Tak późny i schyłkowy „PRyL” potraktował szlachetną sztukę, jaką jest komiks.

Co do popularności serii nie ma dziś żadnych wątpliwości, świadczy o tym chociażby szesnastoletnia obecność na rynku wydawniczym. I nie wynikała ona bynajmniej z faktu, że rynek wydawniczy gazet, książek, a zwłaszcza komiksów był w PRL-u wyjątkowo ubogi. Miała ona także znaczenie, którego nie da się przecenić. Jej siła oddziaływania na młodzież była zarówno wynikiem czynników fabularnych, jak i propagandowo-dydaktycznych przy ogólnej dominacji tych drugich. Postać kapitana Milicji Obywatelskiej stawała się powoli ikoną kultury masowej lat siedemdziesiątych. W okresie, kiedy MO, a zwłaszcza jej przybudówek ORMO i ZOMO po prostu nienawidzono. Tak potrzebny był bohater pozytywny z MO. Zarówno w książce, jak i filmie. A także w komiksie. Wystarczy obejrzeć odcinki „07 zgłoś się”, czy „Przygód psa Cywila”, żeby zdać sobie sprawę, jak wówczas PRL-owska propaganda przedstawiała ówczesnych „stróżów prawa”. Ciekawe, że część przygód kapitana Żbika przeniesiono do rozmaitych filmów i seriali tego okresu. Są przykładowo odcinki „07 zgłoś się”, które jawnie nawiązują do pewnych rozwiązań scenariuszowych z „Kapitana Żbika”.

Ten bohater z cechami polskiego romantyka, a jednocześnie profesjonalista w wykonywanym fachu (całkowite zaprzeczenie większości PRL-owskich milicjantów, zwłaszcza niższego i średniego szczebla, choć i na najwyższych stanowiskach idiotów nie brakowało. Zupełnie jak teraz) stawiany jest obok kapitana Klossa, Janosika, czy czterech pancernych i innych popularnych bohaterów tego okresu. Których przygody również adaptowano na język filmu i komiksu. Dlatego idealnie wpisywał się w konsumpcyjne realia propagandy sukcesu „dekady Gierka”. Z drugiej strony tytuły pokroju „Kapitana Żbika” zniekształciły obraz komiksu w Polsce, co jeszcze wciąż jest widoczne w podejściu polskiego społeczeństwa do tej formy sztuki. Podczas gdy czytelnicy w Europie Zachodniej traktują go na równi z malarstwem, poezją, powieścio i dramatopisarstwem, fotografią czy filmem, to w Polsce wciąż pokutuje o komiksie jakże niesprawiedliwa opinia, jako „strawie dla dzieci i umysłowo niesprawnych”.

Cóż owe podejście ma swoje przyczyny. Jedną z nich tkwiła w uległości rodzimych twórców piszących i rysujących pod dyktando władzy. W końcu takie były czasy i warunki, w jakich przyszło im polski komiks kreować, jako nowy rodzaj sztuki. Który bez tych zgniłych kompromisów w ogóle mógłby w Polsce nie zaistnieć do lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia.