Marsz Niepodległości, antypolonizm lewicy - Rozmowy bez cenzury - Bodakowski i Paszko

 

W związku z wydarzeniami we Wrocławiu Jacek Międlar stwierdził w „komunikacie organizatorów marszu 11 listopada we Wrocławiu, że „podczas manifestacji NIE PADŁY ŻADNE ANTYSEMICKIE HASŁA, co z łatwością można zweryfikować. Znamiennym jest fakt, że żadne z mediów nie wskazują na konkrety w tym zakresie. Podczas marszu skandowano standardowe hasła: „Wielka Polska Niepodległa", „Bóg, honor i Ojczyzna", „Duma, duma, narodowa duma", „Precz z komuną", „Tu jest Polska a nie Polin" itd.
 

Zanim rozpoczął się marsz zaplanowany na godzinę 19, kwadrans wcześniej doszło do antypolskiej prowokacji wrocławskiego magistratu korzystającej z usług funkcjonariuszy policji, która nie dopuściła do udziału w manifestacji profesjonalnego nagłośnienia przymocowanego do samochodu. Swoją decyzję argumentowano „niedyspozycją techniczną" pojazdu, co w rzeczywistości jest istną bzdurą. Takie zachowanie uczestnicy marszu skomentowali okrzykami „policyjna prowokacja". Nic więcej. Przy użyciu jednego, zapasowego głośnika otworzyliśmy patriotyczne zgromadzenie w 101. rocznicę odzyskania niepodległości.
 

Na sam początek przemówił raper Stopa i Wojciech Podjacki. Potem Jacek Międlar odczytał listę ojców niepodległości. Wśród nich znalazł się „Jan Mosdorf, zamordowany w Auschwitz za pomoc niewdzięcznym i tchórzliwym Żydom, którzy nienawidzili organizacji, z której ten się wywodził". Mowa o przedwojennym Obozie Narodowo-Radykalnym, który do dnia dzisiejszego jest atakowany przez środowiska żydowskie, a którego założyciel oddał życie pomagając starozakonnym w niemieckim obozie koncentracyjnym. Po tym wspomnieniu polskiego bohatera, podjudzana przez Bartłomieja Ciążyńskiego urzędnik miasta Agata Bukowska, udzieliła pierwszego ostrzeżenia twierdząc, że artykułowanie faktów, także może być uznane za „mowę nienawiści". Po odczytaniu listy ojców niepodległości marsz wyruszył wyznaczoną trasą.
 

W czasie niezwykle spokojnego marszu padały standardowe hasła. W tłumie niesiono setki biało-czerwonych flag, transparent dedykowany Nieletnim Obrońcom Grodna oraz z hasłem „Żeby Polska była Polską". 100 metrów po wymarszu uczestnicy marszu byli świadkami rozmowy grupki policjantów. Padły tam słowa: „Jeszcze kilka metrów i zaraz będziemy ich sprzątać".
 

Jak dowiedzieliśmy się z tyłu marszu (jako organizatorzy byliśmy na samym czele), a potem zweryfikowaliśmy na dostępnych nagraniach, urzędnik reprezentująca Jacka Sutryka zdelegalizowała manifestację w 60 sekund po odpaleniu pierwszej racy, nie dając tym samym szans, by organizator mógł zwrócić uwagę kilku uczestnikom. Zwłaszcza, że przed rozpoczęciem manifestacji zarekwirowano pojazd z profesjonalnym nagłośnieniem do imprez masowych, co uniemożliwiało nam wywarcie wpływu na odpalających race, które w istocie nikomu nie szkodą i tworzą piękną atmosferę podczas zgromadzeń.

 

Od tego momentu policja rozpoczęła pacyfikację. Na samym czele wielu z nas zostało „spałowanych", a przez ponad 20 minut gaz unosił się w powietrzu. W momencie odśpiewywania hymnu narodowego policja użyła armatek wodnych. Co znamienne, na początek wycelowano nią w Jacka Międlara zachęcającego uczestników marszu do głośnego śpiewania Mazurka Dąbrowskiego. Na ulicy lała się krew. Funkcjonariusze policji przepychali nie tylko osoby dorosłe, ale także dzieci. Przez cały czas było słychać donośny płacz najmłodszych.
 

W tłumie można było zaobserwować zamaskowanych mężczyzn w zielonych „kominach" z pałkami teleskopowymi w ręku. Byli to policjanci, którzy kwadrans później, ramię w ramię z „białymi kaskami" nie szczędzili sił w okładaniu deprecjonowanych polskich patriotów.
 

Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że rozwiązanie Marszu Polaków, to była zaplanowana prowokacja, a policja była przygotowana na to, że będzie pałować, gazować i polewać ludzi. Nie mamy wątpliwości, że prezydent miasta Jacek Sutryk z pełną premedytacją poszedł na konfrontację ze środowiskiem, które za grosz nie darzy go sympatią. Nie mamy wątpliwości co do tego, że 11 listopada 2019 na ulicach Wrocławia rozegrał się wielki gigantyczny skandal, który nie może przejść bez echa".
 

Zarzuty przedstawione przez Jacka Międlara bardzo podobne są do doświadczeń narodowców z Marszów Niepodległości z czasów PO, dlatego powinny stać się przedmiotem badań specjalnej komisji sejmować wraz z tym, co się działo za rządów PO w czasie Marszów Niepodległości.

 

Jan Bodakowski