Jednym z najbardziej przerażających aktów ekumenizmu było podpisanie „Wspólnej Deklaracji o Usprawiedliwieniu” przez Światową Federację Luterańską i Papieską Radę ds. Jedności Chrześcijan. W jej wstępie mowa jest o tym, że problem usprawiedliwienia jest centralnym zagadnieniem luteranizmu, który zawsze różnił protestantów i katolików. Następnie podkreślony jest cel deklaracji: „Chce ona ukazać, że na podstawie dialogu Kościoły luterańskie i Kościół rzymskokatolicki są teraz w stanie reprezentować wspólne rozumienie naszego usprawiedliwienia przez Bożą łaskę w wierze Chrystusa. Nie zawiera ona wszystkiego, co w każdym Kościele naucza się na temat usprawiedliwienia; stanowi jednak konsens w podstawowych prawdach nauki o usprawiedliwieniu oraz ukazuje, że istniejące nadal różne podejścia nie są już powodem do formułowania potępień doktrynalnych”[1].

Dalej mowa jest o tym, że:

Dominującą rolę odgrywa tu jednak przekonanie, że przez uczestnictwo w historii Kościoły nasze uzyskują nowe przeświadczenia, i że zachodzą procesy, które nie tylko umożliwiają, lecz jednocześnie domagają się od nich zrewidowania i ujrzenia w nowym świetle kwestii i potępień będących powodem rozłamu (…) Do tych nowych przeświadczeń doszliśmy dzięki wspólnemu sposobowi wsłuchiwania się w Słowo Boże w Piśmie Świętym[2].

Spotykamy się tutaj z przedziwnym niekatolickim podejściem. Katolicy porozumieli się z protestantami, co do wspólnego rozumienia nauki o usprawiedliwieniu po wspólnej lekturze Biblii. Wskazywałoby to na to, że Kościół zmienił swoje poglądy. Zaznaczyć trzeba, że Kościół katolicki zawsze nauczał, że jest jedynym właściwym interpretatorem Pisma Świętego. Poza tym Pismo Święte jest tylko jednym filarem Objawienia obok Tradycji katolickiej. Nie można więc sprowadzać nauki katolickiej jedynie do Biblii.

Następnie szczegółowo opisane jest stanowisko Kościoła katolickiego i luteranów wobec omawianego problemu. Na końcu zamieszczone są wnioski:

Z wywodów przedłożonych w niniejszej Deklaracji wynika, że między luteranami i katolikami istnieje konsens w podstawowych prawdach dotyczących nauki o usprawiedliwieniu. W świetle tego konsensu różnice, które nadal istnieją, są różnicami dopuszczalnymi (…) dotyczą one języka, teologicznej formy i odmiennego rozłożenia akcentów w rozumieniu usprawiedliwienia. Toteż można powiedzieć, że luterańskie i rzymskokatolickie rozwinięcia usprawiedliwiającej wiary, mimo cechujących je różnic, nie są sobie przeciwstawne i nie naruszają konsensu w podstawowych prawdach. W konsekwencji potępienia doktrynalne XVI stulecia, na ile odnoszą się do nauki o usprawiedliwieniu, jawią się w nowym świetle: potępienia Soboru Trydenckiego nie dotyczą nauki Kościołów luterańskich przedłożonej w tej Deklaracji. Potępienia luterańskich ksiąg wyznaniowych nie dotyczą nauki Kościoła rzymskokatolickiego przedłożonej w tej Deklaracji[3].

W dokumencie tym przedstawiona jest luterańska wizja usprawiedliwienia jako do przyjęcia przez katolików. Jest to diametralna zmiana wobec Soboru Trydenckiego, który potępiał te same twierdzenia. Pokazuje to następująca tabelka:

 

Sobór Trydencki

Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu

Gdyby ktoś powiedział, że człowiek niesprawiedliwy jest usprawiedliwiany przez samą wiarę w takim sensie, że do współdziałania w otrzymaniu łaski usprawiedliwienia potrzebna jest wyłącznie wiara, oraz że zgoła nie jest konieczne, aby człowiek z własnej woli przygotował się i przysposobił do tej łaski – niech będzie wyklęty” (Sesja VI, kanon 9).

W ujęciu luterańskim człowiek nie jest zdolny do współdziałania w ratowaniu siebie, gdyż jako grzesznik przeciwstawia się aktywnie Bogu i Jego zbawczemu działaniu” (par. 21).

 

Gdyby ktoś powiedział, że ludzie są usprawiedliwiani, czy to przez samo przypisanie im sprawiedliwości Chrystusa, czy też przez samo tylko odpuszczenie grzechów, z wyłączeniem łaski i miłości wlewanych przez Ducha Świętego w ich serca, w których trwają, albo też, że łaska naszego usprawiedliwienia – to tylko życzliwość Boga – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 11).

Obu aspektów oddziaływania łaski Bożej nie wolno od siebie oddzielać. Należą one do siebie w tym sensie, że człowiek we wierze zostaje zjednoczony z Chrystusem, który w swojej osobie jest naszą sprawiedliwością (1 Kor 1, 30): zarówno odpuszczeniem grzechów, jak i uświęcającą obecnością Boga” (par. 22).

Gdy luteranie podkreślają, że sprawiedliwość Chrystusa jest naszą sprawiedliwością, to chcą przede wszystkim wyrazić, że grzesznikowi przez obietnicę przebaczenia darowana zostaje sprawiedliwość przed Bogiem w Chrystusie i że jego życie zostaje odnowione tylko w łączności z Chrystusem. Gdy powiadają, że łaska Boża jest przebaczającą miłością (życzliwością Boga), nie negują przez to odnowy życia chrześcijanina, lecz chcą wyrazić, że usprawiedliwienie zachowuje niezależność od ludzkiego współdziałania i nie jest też zależne od przyczyniającego się do odnowy życia działania łaski w człowieku” (par. 23).

Gdyby ktoś powiedział, że człowiek raz usprawiedliwiony nie potrafi już grzeszyć, ani nie może utracić łaski, a więc że gdy ktoś upada i popełnia grzechy, to znaczy że nigdy nie był rzeczywiście usprawiedliwiony (...) – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 23).

Gdyby ktoś powiedział, że wiara usprawiedliwiająca polega wyłącznie na ufności w miłosierdzie Boga, który odpuszcza grzechy z powodu [zasług] Chrystusa (...) – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 12).

Zbawienie to zostaje mu darowane przez Ducha Świętego w chrzcie jako fundament całego życia chrześcijańskiego. Człowiek w usprawiedliwiającej wierze pokłada ufność w łaskawą obietnicę Boga, która obejmuje zaufanie i miłość do Niego” (par. 25).

Gdyby ktoś zaprzeczał, że wina grzechu pierworodnego jest odpuszczana mocą łaski Pana naszego, Jezusa Chrystusa, udzielanej podczas chrztu, albo twierdził również, że ta łaska nie daje odpuszczenia wszystkiego, co ma w prawdziwym i właściwym sensie naturę grzechu, ale że tylko osłabia grzech, albo powoduje, że grzech już nie obarcza winą – niech będzie wyklęty” (sesja V, kanon 5).

 

Jest w pełni sprawiedliwym, ponieważ Bóg przez słowo i sakrament przebacza mu grzechy oraz przyznaje sprawiedliwość Chrystusa, która we wierze staje się jego własnością i czyni go w Chrystusie sprawiedliwym przed Bogiem. Natomiast dzięki zakonowi poznaje, że nadal pozostaje grzesznikiem i że grzech jeszcze w nim mieszka” (par. 29).

Gdyby ktoś powiedział, że ludzie są usprawiedliwiani, czy to przez samo przypisanie im sprawiedliwości Chrystusa, czy też przez samo tylko odpuszczenie grzechów, z wyłączeniem łaski i miłości wlewanych przez Ducha Świętego w ich serca, w których trwają, albo też, że łaska naszego usprawiedliwienia – to tylko życzliwość Boga – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 11).

Mimo grzechu chrześcijanin nie jest już oddzielony od Boga, gdyż jemu, jako narodzonemu na nowo przez chrzest i Ducha Świętego, w codziennym powrocie do chrztu zostaje odpuszczony grzech, tak że jego grzech już go nie potępia i nie grozi mu wieczną śmiercią” (par. 29).

Gdyby ktoś powiedział, że człowiek raz usprawiedliwiony nie potrafi już grzeszyć, ani nie może utracić łaski, a więc że gdy ktoś upada i popełnia grzechy, to znaczy że nigdy nie był rzeczywiście usprawiedliwiony (...) – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 23).

Gdyby ktoś powiedział, bez specjalnego objawienia, że z całkowitą i z nieomylną pewnością będzie posiadał ten wielki dar wytrwania aż do końca – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 16).

Gdy katolicy podkreślają, że usprawiedliwiony jest zobowiązany do przestrzegania przykazań Bożych, to nie negują przez to, że Bóg przez Jezusa Chrystusa w miłosierdziu swym obiecał łaskę wiecznego życia dzieciom Bożym” (par. 33).

Ufając Bożej obietnicy jest pewny swego zbawienia, aczkolwiek gdy spogląda na siebie, to nigdy nie uzyskuje pod tym względem poczucia bezpieczeństwa” (par. 35).

Mimo całej wiedzy o własnej zawodności, wierzący może być pewny tego, że Bóg chce jego zbawienia” (par. 36).

Gdyby ktoś powiedział, że (...) usprawiedliwiony nie może przez dobre uczynki, spełnione z pomocą łaski Bożej i przez zasługi Jezusa Chrystusa (którego jest żywym członkiem), prawdziwie zasłużyć na wzrost łaski, życie wieczne i jego osiągnięcie (gdy tylko umrze w stanie łaski) oraz na wzrost chwały – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 32).

Gdyby ktoś powiedział, że dobre dzieła usprawiedliwionego człowieka są w takim sensie darami Bożymi, że nie są również dobrymi zasługami tego usprawiedliwionego (...) – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 32).

Gdyby ktoś powiedział, że uzyskana sprawiedliwość nie daje się utrzymać, oraz że również nie zwiększa się wobec Boga, przez dobre uczynki, ale że te uczynki są tylko owocami i znakami uzyskanego usprawiedliwienia, ale że nie są także przyczyną wzrostu tego usprawiedliwienia – niech będzie wyklęty” (sesja VI, kanon 24).

Dobre uczynki chrześcijanina luteranie uważają za owoce i znaki usprawiedliwienia, nie za własne zasługi, natomiast życie wieczne – zgodnie z Nowym Testamentem – rozumieją jako niezasłużoną zapłatę w znaczeniu spełnienia wobec wierzących Bożej obietnicy” (par. 39).

 

W tych okolicznościach nie dziwi, że papież Franciszek pojechał do Szwecji, aby tam „dziękować za dary Reformacji”.

O. Edward Hanahoe jeszcze przed Soborem Watykańskim II podkreślał, że katolicki ekumenizm musi uwzględniać cztery podstawowe zasady:

1) Kościół katolicki jest wyjątkowy. Jest to jedyny prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa;

2) Kościół katolicki nieprzerwanie cieszy się nadaną mu przez Boga konstytucją i jednością i będzie się nią cieszył do końca czasów. Oznacza to, że nie można spodziewać się jakiegoś nowego modelu Kościoła w przyszłości;

 3) Aby pojednać się z Kościołem katolickim trzeba wierzyć nadprzyrodzoną wiarą we wszystko, czego Kościół naucza na temat autorytetu i prawdomówności Boga. Wiąże się to z uznaniem Kościoła jako nieomylnego nauczyciela;

 4) Kościół katolicki jest konieczny do zbawienia[4].

Obserwując posoborowe działania ekumeniczne widać, że zdradzono te zasady i w praktyce opowiadano się często za protestancką koncepcją jedności. Polega ona na tym, żeby szukać jakiegoś nieokreślonego jeszcze nowego modelu kościoła, w którym odnajdują się różne wspólnoty. Można podejrzewać, że ten nowy kościół to nic innego niż ezoteryczne chrześcijaństwo różokrzyżowców.

Warto wiedzieć, że to kard. Walter Kasper, znany z tego, że poparł udzielanie Komunii Świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach, podpisał „Wspólną Deklarację o Usprawiedliwieniu” wraz z australijskim kard. Idris Cassidim.

Kardynał ten w swoim dziele pt. „Jezus Chrystus” napisał chociażby, że Jezus czyni cuda, ale jednocześnie dodał, że większość cudów opisanych w Ewangeliach to legendy. Uznał, że było coś takiego jak zmartwychwstanie, ale podkreślił, że nie był to jakiś fakt historyczny, w którym Pan Jezus wstał z grobu i pokazał się Apostołom, ale doświadczenie duchowe pierwotnego Kościoła. Sam Jezus Chrystus jest Bogiem i człowiekiem. Jednocześnie jednak Pan Jezus jest przedstawiany jako „miejsce objawienia się Boga” i pełnego człowieczeństwa. W. Kasper stanowczo odrzucił „scholastyczny” (a tak naprawdę katolicki) podział na osobę Odkupiciela i samo odkupienie. Tym samym uznał, że to nie Chrystus przynosi zbawienie, ale On sam jest zbawieniem. Człowiek otwierając się na Niego, otwiera się tak naprawdę na boskość, w której ma swój udział. Dzięki temu np. każdy wierzący może czynić cuda dzięki własnej wierze, która polega na uczestniczeniu we wszechmocy Boga. W takiej teologii musi zatrzeć się podział na Stwórcę i stworzenie, Boga i człowieka. W. Kasper nie zgodziłby się na uznanie go panteistą, ale celowo używał rozmytego języka, który doprowadza do ruiny całą tradycyjną teologię[5].

 

[1] Tutaj i dalej: Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu, s. 5: źródło: http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20030114163017308.htm.

[2] Tamże, s. 7-8.

[3] Tamże, s. 40-41.

[4] J. Vennari, ks. D. Pagliarani FSSPX, Problemy „hermeneutyki ciągłości”, Warszawa 2012, s. 21-22.

[5] Zob. W. Kasper, Jezus Chrystus, tł. B. Białecki, Warszawa 1983.