Ewa Kurek o książce Sumlińskiego


Przykładem antypolskiej żydowskiej kampanii kłamstw jest, zdanie Ewy Kurek, kwestia zamordowania Żydów przez Niemców w miasteczku Jedwabne. Mord ten, wbrew faktom, został przez Żydów przypisany Polakom i stał się symbolem rzekomego polskiego antysemityzmu.

 

Gross oparł się tylko na jednej relacji i na liście rzekomego światka pogromu Całki Migdał do ministra sprawiedliwości. Zdaniem Ewy Kurek „Jan Gross na pewno nie ma pojęcia o historycznym warsztacie naukowym" i „nie potrafi prowadzić rzetelnych badań historycznych". Jego „Sąsiedzi" wpisali się w trwającą od dekad antypolską narrację Żydów. W opinii Ewy Kurek książka Grossa „wpisuje się [...] w żydowski biblijny etos, który nakazuje żydowskim autorom wyolbrzymiać winy gojów i milczeć o zbrodniach żydowskich". Jak informuje Ewa Kurek, Jan Gross wyemigrował z PRL z rodzicami w 1969 roku. W 1975 na Uniwersytecie Yale ukończył socjologię, od 1984 pracował na Yale jako socjolog, a w 2003 roku uzyskał tytuł profesora na Princeton.

 

Książka Grossa „Sąsiedzi" ukazała się w 2000 roku. Nagłośniły ją media i władze w III RP. W tym czasie „premierem był Jerzy Buzek, a ministrem spraw zagranicznych był Bronisław Geremek". Lech Kaczyński, który zablokował ekshumacje w Jedwabnem, był, zdaniem Ewy Kurek, filosemitą, który zainicjował „budowę drugiego już Muzeum Żydów w Warszawie, wprowadził zwyczaj świętowania Chanuki w Pałacu Prezydenckim oraz [...] cieszył się z powrotu do Polski żydowskiej loży para-masońskiej Bnai Brith".

 

Kłamstwa na temat polskiej odpowiedzialności za eksterminację Żydów, zdaniem Ewy Kurek, powielił, wpisując się w narracje o Jedwabnem, w 2012 roku Pasikowski w swoim filmie „Pokłosie". Według Ewy Kurek świat wykreowany w filmie nie odzwierciedlał rzeczywistości, Żydzi nie zajmowali się rolnictwem (a według filmu w jednej z białostockich wsi Polacy wymordowali żydowskich rolników, by przejąć ich własność). Umiejscowienie filmowej wsi i temat filmu ewidentnie nawiązywał do Jedwabnego, który leży w tym samym rejonie. Film przemilczał, że w 1939 roku Żydzi poparli terror sowieckiego okupanta, i, że w 1941 roku ataki na Żydów mogły być spowodowane ich kolaboracją z sowietami. Jak informuje Ewa Kurek „Pokłosie" sfinansował „Polski Instytut Sztuki Filmowej, rosyjska firma producencka Metrafilms Artioma Wasiliewa (który twierdził, jak informuje »Wprost«, że za współfinansowanie »Pokłosia« była odpowiedzialna rosyjska rządowa Fundacja Kina).


Jak przypomina Ewa Kurek, sprawa Jedwabnego zaczęła się od książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi". Książkę tę poprzedził film dokumentalny Agnieszki Arnold „Gdzie jest mój starszy syn Kain". Ta, w opinii historyków, urągająca faktom książka była promowana przez władze i uniwersytety. Jej autor, nie mając żadnych dowodów, stwierdził, że w Jedwabnem Polacy zaeordowali 1600 Żydów. W 2001 roku IPN rozpoczął ekshumacje w Jedwabnym, by ustalić liczbę ofiar i to jak zostały zabite, co pozwoliłoby określić, kto był sprawcą zabójstw. Niestety pod wpływem rabinów minister sprawiedliwości Lech Kaczyński polecił wstrzymać ekshumacje, treść tego polecenia jest do dzisiaj tajna.


O powszechnej kolaboracji Żydów z sowietami mówią liczne świadectwa mieszkańców Jedwabnego. Żydzi w Jedwabnem kolaborowali z sowieckim okupantem, brali udział w deportacjach Polaków, wchodzili w skład sowieckiej milicji, odpowiadali za torturowanie Polaków, brali czynny udział w deportowaniu Polaków, demonstracyjnie popierali sowietów. Wbrew twierdzeniom obrońców Żydów, że Żydzi chronili się u sowietów przed nazizmem, przed atakiem Niemiec na sowiecką Rosję, sowieci byli sojusznikami niemieckich nazistów.


23 czerwca Jedwabne zostało zajęte przez Niemców. 10 lipca, czyli po kilkunastu dniach niemieckiej okupacji, Niemcy otoczyli Jedwabne i wymordowali część Żydów. Nie wszystkich, bo część trafia do nowo utworzonego getta w Jedwabnem. Pozostali przy życiu Żydzi z getta w Jedwabnem w listopadzie 1941 trafili do getta w Łomży, a potem do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Treblince, gdzie zostali przez Niemców zamordowani.

 

W 2000 roku ukazała się książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi" rzekomo traktująca o mordzie w Jedwabnem. Jej autor wbrew faktom twierdził, że za mord w Jedwabnem odpowiadają Polacy. Swoją nieprawdziwą teorię oparł na zeznaniach Szmula Wasersztajna (którego opowieści były też podstawą donosu Żydowskiego Instytutu Historycznego do prokuratury, który stał się podstawą zatrzymania w Jedwabnem 15 Polaków). Co ważne swoją relacje Wasersztajn złożył w jidysz i według dopisku na polskim tekście, polskojęzyczny tekst relacji to dowolne tłumaczenie. Oryginał w jidysz nie jest znany i można podejrzewać, że różni się od tłumaczenia, które bezpieka potrzebowała do szkalowania Polaków, by uzasadnić komunistyczną okupację Polski. Dodatkowo większość Żydów z II RP nie znała języka polskiego, ci co ''znali'' niemiłosierni go kaleczyli tak, że trudno było takiego ''po polsku'' mówiącego Żyda z ziem polskich zrozumieć, więc tłumacz Wasersztajna mógł popuścić wodze fantazji, bo zasymilowani Żydzi (tacy jak ci, którzy angażowali się w ruch komunistyczny) często nie znali jidysz, a nie zasymilowani Żydzi nie znali polskiego.

 

Według Szmula Wasersztajna po wejściu Niemców do Jedwabnego, Polacy 25 czerwca 1941 roku, rzekomo rozpoczęli mordowanie Żydów. Mordy były zorganizowane, Polacy mieli rzekomo zarzynać Żydów nożami i profanować ich zwłoki. Żydówki miały same topić swoje dzieci i siebie, by uniknąć sadystycznej śmierci z rąk Polaków. Ci Polacy, którzy nie mordowali Żydów, mieli być rzekomo rozbawieni mordami dokonywanymi przez swoich rodaków. Polacy mieli zmusić też część Żydów do zburzenia pomnika Lenina, potem Żydów torturować i zabić, i ich zwłoki pochować razem z resztkami pomnika. W finale Polacy mieli rzekomo spalić większość Żydów w stodole, spalenie Żydów w stodole miało być uprzednio zaplanowane. Złapane żydowskie dzieci, Polacy mieli rzekomo wiązać w snopki i żywce wrzucać do płonącej stodoły. By zagłuszyć jęki palonych żywcem Żydów, Polacy mieli rzekomo grac skoczną muzykę.


Szmul Wasersztajn twierdził też, że podczas spotkania Polaków z Niemcami, Niemcy usiłowali bezskutecznie przekonać Polaków, by ci nie mordowali Żydów. Z ciał pomordowanych Polacy mieli rzekomo wyrywać złote zęby. Relacja Wasersztajna jest wątpliwa, był on w 1941 młodym żydowskim chłopakiem i nikt by go nie dopuszczał do rzekomej rozmowy Polaków i Niemców o zabijaniu Niemców.


Grossa krytykowali też tacy historycy jak cytowany przez Ewe Kurek Piotr Gontarczyk. Zdaniem Piotra Gontarczyka „Gross uważa, że holocaust był w historii wydarzeniem tak wyjątkowym, że wymaga od nas zupełnie nowych metod badania historii". Gross nakazuje afirmacje i odrzucenie krytycznego podejścia, wobec źródeł żydowskich. „Oznacza to de facto etnicznych kryteriów klasyfikacji źródeł i ich etniczne uprzywilejowanie". Jest to sprzeczne z historycznym rzemiosłem, należy wszystkie rodzaje źródeł historycznych traktować z jednakowym dystansem. Gross odrzuca rzetelne badania naukowe i postuluje metody znane z sowieckiej historiografii, która nakazywała na wiarę przyjmowanie słów partii (Gross nakazuje na wiarę przyjmowanie żydowskich relacji). Rzetelne badania historyczne wymagają rzetelnego badania źródeł historycznych. Gross w swoich badaniach korzysta tylko z tych źródeł, które zgodne są z jego pierwotną tezą, a przemilczał źródła sprzeczne z jego założeniami. Opisując swoją prace Gross, pokazuje, jak nie należy prowadzić badań historycznych – wiele świadectw dotyczących Jedwabnego zaprzecza tezom Grossa. Gross opiera się na relacjach osób, które były w innych miejscowościach (jak Łukomski), których nie było w Jedwabnym (jak Eliasz Grabowski), które od lat przed II wojną światową znajdowały się w Ameryce Południowej (jak Całka Migdał).

 

Według informacji zawartych w pracy Ewy Kurek, Jan Tomasz Gross w swojej książce stwierdził, że (w rzeczywistości mieszkający od 1938 roku w Ameryce Południowej) Całka Migdał (który w 1947 w liście do ministra sprawiedliwości okupowanej przez komunistów Polski z Ameryki Południowej) pisała, że był świadkiem, jak proboszcz z Jedwabnego rzekomo miał przyjąć haracz, by powstrzymać pogrom, i, że rzekome polskie władze Jedwabnego rzekomo zawarły układ o współpracy z Niemcami.


W swej pracy Ewa Kurek zwraca uwagę, że świadkowie opisywanej przez Grossa rzekomej umowy Polaków z gestapo nie mogli być świadkami, Gross oskarża o udział w pogromie osoby uniewinnione przez komunistyczny sąd. Gross pisze o 95 uczestnikach pogromu, podczas gdy sądzono w 1949 roku w Łomży 21 osób, z których, 9 uniewinniono, 11 skazano na kary od 8 do 15 lat, a tylko jedną osobę na karę śmierci.


Według Ewy Kurek liczba 1600 Żydów zamordowanych w Jedwabnem została wzięta z sufitu. Nie wiadomo, na jakiej podstawie w 1962 roku komunistyczny ZBOWiD umieścił taką liczbę na pomniku w Jedwabnem. Nie wiadomo, na jakiej podstawie Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich stwierdziła, że Niemcy zamordowali w Jedwabnem 900 osób. W PRL nie przeprowadzono niezbędnej ekshumacji. Nie wiadomo, na jakiej podstawie IPN w 2002 roku stwierdził, że w Jedwabnem zabito 350 Żydów. Wiadomo, że w stodole nie mogło się zmieścić 1600 Żydów („stodoła w Jedwabnem miała 19 metrów długości i 7 metrów szerokości, zaś znajdująca się w stodole mogiła, w której pochowano szczątki spalonych ludzi, ma wymiary 7,5 x 2,5 m [...], gdyby zabito 1600 osób, to na 1 metr stodoły musiałoby się znajdować 12 osób"), a tylu Żydów nie było w Jedwabnem w czasie pogromu.


Zdaniem Ewy Kurek ekshumacja w Jedwabnem jest niezbędna. Nakazuje ja artykuł 209 i 210 Kodeksu Postępowania Karnego. W 2001 roku ekshumacje w Jedwabnem miał przeprowadzić profesor Andrzej Kola z Uniwersytetu Kopernika w Toruniu, który przeprowadził ekshumacje w Charkowie i Bykowni. Naukowcom, niezbędnej w myśl przepisów o postępowaniu karnym, ekshumacji, przeprowadzić nie pozwolili Żydzi. „Decyzje o wstrzymaniu badań historyków podjął jednak minister sprawiedliwości prokurator generalny RP prof. Lech Kaczyński", nadzorujący nie wiedzieć czemu IP (prezesem, którego wówczas był Leon Kieres).


W częściowo odsłoniętej jamie grobowej znaleziono 46 łusek do niemieckiego karabinu MG34, które były w 1941 roku na wyposażeniu armii niemieckiej, co świadczy o tym, że Żydów zamordowali Niemcy. Według raportu profesora Andrzeja Koli liczba ofiar była o wiele mniejsza, zablokowanie ekshumacji nie pozwoliło na stwierdzenie rzeczywistej liczby ofiar, nie było innych masowych mogił w miejscach wskazanych przez świadków.


Według cytowanego za tygodnikiem „Najwyższy Czas", przez Ewe Kurek, raportem profesora Andrzeja Koli, ekspedycja Instytutu Archeologii i Etnologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, od 21 maja do 4 czerwca 2001 roku, działająca na zlecenie Rady Pamięci Walk i Męczeństwa, odsłoniła ziemie nad jamą grzebalną tylko na głębokość 30 centymetrów. Tak zdecydował na zlecenie Żydów minister sprawiedliwości Lech Kaczyński. Na żądanie Żydów nie przeprowadzono badań też i w innych miejscach. We wskazanych przez rzekomych świądów miejscach nie znaleziono rzekomych innych miejsc pochówku. Naukowcom zakazano prowadzenia badań bez udziału żydowskich rabinów.

 

Jak informuje Ewa Kurek, w Żydowskim Instytucie Historycznym zachowało się wiele dokumentów o licznych ekshumacjach Żydów pomordowanych przez Niemców, do których przez lata PRL Żydzi nie wnosili żadnych zastrzeżeń. W 1949 roku Naczelna Rada Religijna Żydów w Polsce przeznaczyła zyski z dzierżawy synagog między innymi na ekshumacje Żydów. Ekshumacjami zajmowała się Centralna Komisja Mieszana przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce i Żydowskiej Kongregacji Wyznaniowej. Amerykańska organizacja żydowska pomagająca Żydom w innych krajach przekazała Komisji Mieszanej 2 miliony dolarów. Pojedyncze ekshumacje trwały do lat 80 XX wieku.


Według Ewy Kurek wielu rabinów uważa, że należy dokonać ekshumacji. Zgodnie z judaizmem ekshumacje należy dokonać, by ponownie pogrzebać zwłoki w Jerozolimie, gdy grób był tymczasowy, grób został zniszczony lub ograbiony, zwłoki pochowano poza cmentarzem. Jama grzebalna, w której Niemcy zakopali zwłoki pomordowanych w Jedwabnem Żydów, według Talmudu nie jest grobem. Talmud naucza, że grobem jest miejsce, w którym pochowano Żydów zgodnie z judaistycznym rytuałem pogrzebowym (zwłoki muszą być pochowane na plecach i nie mogą się ze sobą stykać). Masowe pochówki w jamach nie są więc według judaizmu grobem i dlatego należy przeprowadzić ekshumacje, by spełnić ostatnią powinność wobec pomordowanych Żydów. W Izraelu dozwolone jest pobieranie ze zwłok DNA.


Cytując stanowisko Bnai Brith, Ewa Kurek stwierdziła, że nie ma jednego judaizmu, każdy rabin ma prawo do swojej opinii, więc nie można stwierdzić, że judaizm nie pozwala na ekshumacje.

 

W swej pracy Ewa Kurek przypomniała, że Lech Kaczyński dziękował Żydom za życzliwość w sprawie Jedwabnego. Kiedy zorganizowano zbiórkę podpisów pod żądaniem przeprowadzenia ekshumacji, lider Światowego Kongresu Żydów, miał jak informuje Ewa Kurek, zażądać by prezydent Polski zabronił organizacji zbiórki takich podpisów. Przeciwko ekshumacji wystąpił też Tadeusz Płużański.

 

Jan Bodakowski