Pozostaje faktem, że polskie uniwersytety są bardzo mocno zideologizowane, a rządzą na nim ludzie lewicy. Trudno się jednak dziwić, skoro nie przeszły one żadnej lustracji, a ich pracownicy jedynie zmienili sztandar rewolucji komunistycznej na sztandar rewolucji genderowej i tęczowej. W ostatnim czasie rektorzy polskich uczelni zaproponowali karanie pracowników naukowych, którzy będą krytykować LGBT. Na Uniwersytecie Warszawskim, na wydziale filozofii, dawni marksiści wykładają teraz Hegla, na którym także Marks się opierał. Nie musieli więc nawet uczyć się nowych rzeczy. Gdzie indziej jest podobnie.

Czy Gowin to zmieni? Nie. Sam mówił, że będzie bronił gender jak Rejtan. Wicepremier wywodzi się z PO, zawsze reprezentował liberalny katolicyzm i z pewnością nie będzie teraz budował bastionów katolickiego i polskiego myślenia.

W jaki sposób więc zmienia uniwersytety? Gowin forsuje zmiany, które już wchodzą w życie, a które osłabiają samorządność uczelni. Robi to poprzez ingerencję w autonomię uczelni, narzucanie przepisów, które osłabiają rady wydziałów, oddając ich kompetencje rektorom. Władzę samych rektorów chce natomiast ograniczyć poprzez umieszczenie przy nich rad, wśród której członków będą także ludzie spoza uczelni, kto wie, może nawet wyznaczeni w ten lub inny sposób przez rząd. W ten sposób, jak się wydaje, Gowin chce wprowadzić ręczne sterowanie na uniwersytetach - najpierw podporządkować wszystko rektorom, a potem wybrać nowych rektorów.

Problem w tym, że nawet gdyby udało się mianować porządnych rektorów, to "przy okazji" zniszczyłoby się same uniwersytety. Tam gdzie uczelnie wyższe nie mają autonomii i samorządnośći, tam w zasadzie przestają istnieć. Od samego początku uniwersytety cieszyły się wolnością i chociaż w liberalnych demokracjach to ukrócono, to PiS zamiast ją przywracać, jeszcze bardziej ją ogranicza.

Co więcej, chociaż słychać głosy krytyki reformy Gowina, nie widać zmasowanego buntu. Nie dokonuje się proces podobny do tego, który znamy z sądownictwa - profesorowie nie wychodzą na ulicę, rektorzy nie jeżdżą do Brukseli itd. Może wynikać to z tego, że wiedzą oni doskonale, że chociaż teraz będzie po nowemu, to będzie po staremu tylko jak nigdy dotąd. Obecnie rektorzy, jak widać to z ich wypowiedzi o LGBT, reprezentują najbardziej postępowe, a nawet postępackie poglądy. Fakt, że Gowin daje im większą władzę do ręki niż kiedykolwiek, tylko ich cieszy. Porządni naukowcy mają w tej sytuacji mniej do powiedzenia niż kiedykolwiek. Jeśli nawet Gowin myśli, że w swoim czasie ich zastąpi, to może się srogo zawieść. Zresztą PiS nie zawsze będzie rządził... Polskiemu szkolnictwu potrzebne są zmiany systemowy, przy poszanowaniu natury uniwersytetów, a nie ręczne sterowanie.