Portal internetowy "Yale Daily News" donosi, że jest to odpowiedź na niezadowolenie wielu studentów - wykład miał idealizować zachodnią sztukę, będącą produktem "w przeważającej mierze białej, heteroseksualnej, europejskiej, męskiej grupy artystów".

Zajęcia z historii sztuki zostaną zastąpione innymi o podobnej tematyce. Nowe wykłady będą kłaść nacisk na związek europejskiej sztuki z tradycjami z całego świata, brać pod uwagę powiązanie sztuki z kwestią płci, klasy społecznej i ras, a także omawiać jej udział w zachodnim kapitalizmie. Nie zabraknie również nawiązań... do globalnego ocieplenia i zmian klimatu.

„Dział historii sztuki w Yale jest głęboko zaangażowany by reprezentować intelektualną różnorodność swoich studentów i wykładowców, i uważamy, że zajęcia wprowadzające są niezbędną okazją do dalszego kwestionowania, przemyśliwania i przepisywania narracji dotyczących historii zaangażowania w sztukę, architekturę , obrazy i przedmioty w różnych czasach i miejscach ”- skomentowała tę sprawę Marissa Bass, dyrektor studiów licencjackich Yale. „Obecne zajęcia, a także te, które będziemy rozwijać w przyszłości, zostały opracowane w uznaniu zasadniczej prawdy: że nigdy nie było tylko jednej historii sztuki.”

Sprawę skomentował profil facebookowy Fundacji „Ratio et Dignitas”: „Dziś bronienie dorobku cywilizacji łacińskiej nie jest już dyskusją z małymi radykalnymi grupami - korozja następuje nawet (a może przede wszystkim) na uniwersytetach.”

Nie ulega wątpliwości, że widzimy kolejny akt zapadania się cywilizacji Zachodu pod własnym ciężarem. Cywilizacja ta, w oparach absurdu zwanego postmodernizmem, zwraca się przeciwko własnej historii – w tym przypadku historii sztuki, a zarazem obiektywnej wartości jaką jest Piękno. Nie może to prowadzić do niczego innego, niż do epoki nowego barbarzyństwa.