Odwiedzając gabinety lekarskie zaobserwowałem, że coraz częściej pracują w nich lekarze w wieku wskazującym na to że albo powinni oni znajdować się już na emeryturze albo są tuż przed nią. I nie żebym wytykał komuś wiek, bo przecież każdy z nas wcześniej czy później będzie w tym wieku. Problem leży w tym, że choć z jednej strony takich leciwych lekarzy można docenić za posiadane doświadczenie, to niestety z drugiej strony są to ludzie, którym nie chce się już dokształcać i rozwijać. Medycyna tymczasem systematycznie w wielu działach robi ogromne postępy, co wymaga od lekarzy systematycznego dokształcania się.

 

Dlaczego spotykam głównie leciwych lekarzy z których część zatrzymała się w rozwoju zawodowym dekadę temu? Ano dlatego, że Ci młodsi pracują w prywatnych przychodniach lub wyjeżdżają do pracy zagranicę. Już jest źle a ma być jeszcze gorzej, bo wkrótce braknie nawet tych emerytowanych. Koszt wykształcenia jednego studenta medycyny na lekarza, to kwota około pół miliona złotych. Możesz więc wykształcić się drogi czytelniku na lekarza za publiczne pieniądze, a potem sobie po prostu wyjechać w poszukiwaniu lepszych zarobków. Zaraz pewnie usłyszę, że nie mam prawa takiemu młodemu lekarzowi ograniczać możliwości wyjazdu, to nie moja sprawa. Otóż myślę że jak najbardziej moja, bo z moich podatków taki delikwent był kształcony.

 

Jako nastolatek uwielbiałem oglądać amerykański serial Przystanek Alaska. Głównym bohaterem serialu był lekarz, który rozpoczął swoją praktykę lekarską na Alasce. Delikatnie mówiąc nie uważał Alaski za wymarzone miejsce, w którym chciałby żyć i pracować. Czemu jednak musiał wybrać Alaskę? Ano dlatego, że studiował medycynę bezpłatnie ale w zamian musiał się zobowiązać, że po studiach kilka pierwszych lat swojej przygody zawodowej spędzi w jakiejś zabitej dechami dziurze, do której nie chciałby wyjechać w innych okolicznościach żaden inny amerykański lekarz. Żerująca od dekad na innych państwach bogata Ameryka potrafiła wprowadzić rozporządzenie, które obywatelom umożliwia skończenia elitarnych studiów bezpłatnie, ale w zamian obywatele muszą spłacić dług wobec swojego państwa. Przypomnijmy, że rzecz się dzieje w Stanach, w państwie, którego wolnościowe ideały stały się wręcz globalną legendą i jakoś nikt się tam nie bulwersuje zobowiązaniami nałożonymi na młodych lekarzy. Tymczasem w dużo biedniejszej Polsce lekką ręką kształci się z pieniędzy podatników lekarzy na potrzeby Norwegii czy Wielkiej Brytanii. Tacy wykształceni młodzi lekarze, to w tych bogatych krajach prawdziwy skarb. Pozyskuje się bowiem wyjątkowo cennych fachowców nie dokładając nawet korony czy funta do ich wykształcenia. Przecież jeśli jako państwo decydujemy się na stan w którym wszystkie kierunki studiów, łącznie z tymi lukratywnymi, są bezpłatne, to robimy to nie daleko, że nie wiemy co z forsą robić ale dlatego że uważamy, iż wykształceni za pieniądze podatników obywatele będą przydatni państwu. Ich praca przyczyni się do pomnażania dobrobytu i poziomu życia wszystkich obywateli. Tylko wtedy bezpłatne kształcenie studentów medycyny ma sens jeśli potem przynajmniej przez kilka lat będziemy mogli korzystać z pracy lekarzy wykształconym dzięki naszym podatkom. Oczywiście jeśli mimo wszystko jakiś młody lekarz postanowi opuścić Polskę, to wystarczy, że zwróci państwu koszty swojego wykształcenia. Nie stać nas bowiem na takie prezenty dla innych państw, tym bardziej, że prezenty te dotyczą tak newralgicznej kwestii jak bezpieczeństwo zdrowotne państwa.