Czytamy w komunikacie: "W związku z możliwością pojawienia się koronawirusa na terenie Polski, zachęcam duchowieństwo i wiernych do zachowania zwiększonej ostrożności. W ewentualnych ogniskach tego zjawiska należy – w kościołach i pomieszczeniach parafialnych – przez czas jego trwania starać się o pomniejszenie ryzyka zachorowań poprzez zwrócenie szczególnej uwagi na zachowywanie podstawowych zasad higieny".

Dalej następuje zadziwiający środek zaradczy: "Ponieważ istnieje wiele dróg przenoszenia się tego wirusa – a komunikacja między ludźmi jest dzisiaj bardzo intensywna – trzeba, aby księża biskupi w swoich diecezjach, w ośrodkach, w których pojawiłoby się takie zagrożenie, przekazali wiernym informację o możliwości przyjmowania na ten czas Komunii świętej duchowej lub na rękę".

Arcybiskup wyjaśnił, na czym polega Komunia duchowa: "Komunia duchowa jest to akt modlitewny, którego celem jest osiągnięcie takiego zjednoczenia z Jezusem, jakie daje nam przyjmowanie Go w sakramencie Jego Ciała i Krwi, lecz poza przestrzenią sakramentalną. Składa się ona z trzech elementów: wzbudzenia wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, miłości skierowanej ku Niemu oraz pragnienia, aby Jezus zechciał duchowo wejść w nasze życie".

Praktyka komunii duchowej jest znana w Kościele od wieków, ale była rozpowszechniana w czasach, kiedy stawiano tak surowe warunki przyjmowania Komunii świętej wiernym, że mogli oni pozwolić sobie na to niezwykle rzadko.W  związku z tym proponowano im komunię duchową, która ma znaczenie bardziej symboliczne i nigdy nie była równoznaczna z Komunią sakramentalną. Mistrzowie życia duchowego zachęcali do przyjmowania komunii duchowej osoby, które z powodu grzechu nie mogły przyjąć Komunii sakramentalnej, albo takie, które znalazły się z dala od kościołów i Mszy świętej, lub też takie, które chciały odczuć obecność Pana Jezusa (o ile bowiem Komunię sakramentalną można przyjąć góra dwa razy dziennie, o tyle duchową ile razy kto pragnie).

Jest to praktyka chwalebna, godna zalecania i warto, aby każdy z nas codziennie z niej korzystał. Nie zastąpi ona jednak Komunii sakramentalnej i w warunkach, kiedy możliwe jest przyjmowanie Komunii sakramentalnej, komunia duchowa ma wymiar symboliczny. Wezwanie przewodniczącego KEP jest więc w praktyce zachętą do nieprzyjmowania Komunii świętej.

Propozycja, aby ewentualnie przyjmować Komunię na rękę jest dla wielu katolików nie do przyjęcia. Jest to bowiem praktyka w Kościele nowa (istniała w pierwotnym Kościele, ale wówczas na rękę wiernego kładło się specjalną chustę, więc de facto nie dotykało się Ciała Pana Jezusa. Z biegiem czasu Kościół z niej zrezygnował rozwijając kult Najświętszego Sakramentu i obawiając się profanacji), która pojawiła się w ramach nadużycia, które zostało przez Watykan zaakceptowane w drodze wyjątku. Dla wielu jest to jednak wciąż profanacja i niegodne przyjmowanie tego, co święte. Kapłan dotyka Hostii, ale ma konsekrowane ręce i obmywa je w czasie Mszy świętej. Czy więc z powodu wirusa mamy niegodnie przyjmować Pana Jezusa?

Abp Gądecki napisał też: "Kto ma obawy przed zarażeniem, ten nie powinien w tym czasie korzystać z wody święconej umieszczonej w kropielnicach".

Jest to kolejny zdumiewający wniosek. Przez wieki traktowano wodę święconą jako remedium na zagrożenia, a teraz sam biskup ostrzega przed jej używaniem.

Na końcu apelu znalazły się słowa, które zdają się przeczyć temu, co było wcześniej w nim napisane: "Pamiętajmy, że w czasie każdego zagrożenia życia społeczności ludzkiej odwoływano się zawsze do mocy gorącej modlitwy i skuteczności sakramentów. Dlatego zachęcam wszystkich do ożywienia głębokiej wiary w moc Eucharystii i polecania Panu Bogu tej sprawy w modlitwie powszechnej".

Abp Gądecki mówi więc o tym, że zawsze pokładano wielką wiarę w moc sakramentów, zwłaszcza Eucharystii, a jednocześnie ostrzega przed jej przyjmowaniem, bo można się w ten sposób nabawić choroby!

Niedawno ks. prof. Paweł Bortkiewicz powiedział, że odwoływanie Mszy świętych niedzielnych przez biskupów we Włoszech z powodu koronawirusa wynika z braku wiary w modlitwę. Teraz to samo można by odnieść do polskich biskupów. W Kościele rozprzestrzenia się wirus, ale jest znacznie groźniejszy od koronawirusa. Ten pierwszy zabija bowiem ducha, a ten pierwszy najwyżej ciało.