Jak zwykle w tego typu kalce (a widziałem co najmniej kilkadziesiąt tego typu filmów: francuskich, niemieckich, belgijskich, holenderskich, choć najwięcej i najgłupszych było nakręconych filmów brytyjskich za rządów Partii Pracy), to zła (tutaj francuska) Policja i nienawistne (francuskie) państwo nie pozwala tej jakże uzdolnionej i wspaniałej młodzieży rozwinąć skrzydeł. Ta młodzież jest tak uzdolniona jak niektórzy cygańscy "mechanicy" z Rumunii po 1989 roku. O których mówiono dowcipy, że potrafią ukraść koła z samochodu pod warunkiem, że nie jedzie on szybciej, niż 60 kilometrów na godzinę.

Cóż reżyserem i scenarzystą filmu (debiutującym w tej roli) jest urodzony we Francji Murzyn Ladj Ly. A sam tytuł nawiązuje do  powieści Victora Hugo z 1862 roku. Zresztą to nawiązanie ma także charakter co do miejsca zdarzenia. Słynnego, podparyskiego Montfermeil.

Gdzieś, bodajże na Onecie przeczytałem, że  "Dzieciaki z kolorowych dzielnic traktowane są przez policję jak mali bandyci. W ich świecie nie ma miejsca na szczeniackie wybryki, są przestępstwa. Do dziecka można strzelić, poniżyć go, upokorzyć. Biały policjant uważa, że to on stanowi prawo. Ale poniżanie nie jest bezkarne, zmienia chłopców w bezlitosnych buntowników".

Cóż na świecie są trzy prawdy. Święta prawda, też prawda i g...no prawda. Ten cały powyższy wywód należy do prawdy numer trzy. To są całe dzielnice, gdzie wszyscy mają wszystko gdzieś. Gdzie ojciec - patriarcha rodu (nieważne czy Murzyn, czy Arab) oczywiście niepracujący, przepraszam "trwale wykluczony z rynku pracy" narobił ze swoimi żonami i konkubinami masę dzieci, bierze mnóstwo pieniędzy z socjalu, a wychowanie całej tej gównażerii ma głęboko gdzieś.

O ile dla normalnej rodziny wychowywanie i kształcenie swoich pociech to duży wysiłek – także finansowy, to dla niektórych stanowi czysty zysk. Przykłady idą z Zachodniej Europy. W trakcie prywatnej rozmowy kolega pracujący we Francji i wracający na święta do domu stwierdził: „Mnie jako murarzowi zostaje na czysto 1000 Euro, każdy Murzyn i Arab, który mieszka we Francji dostaje 500 Euro tylko za to, że ma legalne prawo pobytu. Jeżeli chce 500 Euro to robi swojej kolejnego bachora. Dlatego niektórzy z nich mają po dziewięć, dziesięć, jedenaście dzieciaków. Oczywiście o wychowywaniu swoich potomków już nie myśli, więc włóczą się całymi bandami, kradną i napadają, a jak się uda to i jakąś zgwałcą, albo kogoś zabiją. Nikt ich nie wychowuje. Ważne, że ich stary ma za nie kasę”.

I w tym jest cały problem. Który zaczyna już być widać u nas. Ci wszyscy "wykluczeni" to nierób w nieroba. Są za cwani, żeby legalnie pracować. Cóż wcale im się nie dziwię. Akurat każde państwo, w tym także francuskie i polskie zabiera w podatkach ciężko pracującym i często (po rozkradzeniu dużej części przez polityków) rozdaje marginesowi społecznemu.

Drugą kwestią jest brak szacunku dla prawa i jego funkcjonariuszy. W filmie słyszymy, jak małolaty opowiadają sobie różne historie z wyjazdów do rodzinnej Afryki i jeden ze zgrozą opisuje, jak w afrykańskiej wsi za kradzież skutera jego rówieśnika złapano, polano środkiem łatwopalnym i spalono, tak, że został z niego tylko popiół. A potem ci sami smarkacze napadają na francuską Policję i są ciężko zdziwieni i oburzeni, że ta potrafiła do nich w samoobronie otworzyć ogień. Cóż każdy kto napada na przedstawicieli prawa powinien się liczyć z możliwością zastrzelenia, albo spałowania. I to nie jest żaden rasizm. Tymczasem otworzenie ognia z gładkolufowej "pompki" do agresywnego Murzyniątka i nagranie tego zdarzenia przez innego małolata uruchamia całą sekwencję zdarzeń. Policjanci za wszelką cenę muszą odzyskać film, żeby nie zeżarły ich wszelkiej maści organizacje praw człowieka i zwalczania rasizmu.

Sam film paradoksalnie jest niezły. Pokazuje całkiem wiernie realia życia "wykluczonych" przedmieść i kwiat tamtejszej młodzieży. Gorszy jest jego odbiór. Przez cały lewicowy dydaktyzm. Bredzenie o wykluczeniu, nierównościach społecznych i konieczności jeszcze większych transferów od tych co jeszcze coś mają (bo pracują), do tych co im się kompletnie nie chce robić.