Na chwilę obecną doktryna wojenna Stanów Zjednoczonych zakłada między innymi używanie bombowców dalekiego zasięgu B-29. Za ich pomocą w rejonie Pacyfiku Amerykanie mają możliwość spuszczania na spadochronach min. Dzięki zapalnikom akustycznym oraz magnetycznym pozwoliły one na zasianie paniki wśród Japończyków. Operacja Zagłodzenie okazała się sukcesem dla marynarki USA. Dzięki niej w okresie drugiej wojny światowej pokonała jedno z państw osi.

Za pomocą zaminowania podejścia w okolicy Wonsan podczas wojny koreańskiej wiele statków uległo zatopieniu. Również sytuacja z wojny w Zatoce Perskiej irackie miny uszkodziły Tripoli oraz Princeton. Pomimo swej względnej prostoty pływające bomby dalej mają zastosowanie. Chińczycy wyciągnęli wnioski z porażek Amerykanów i uczynili miny elementem doktryny wojennej. Zwłaszcza, że są one w Państwie Środka używane od czasów starożytnych.

Współczesne podejście do tematu na łamach chińskiego magazynu Nauka Uzbrojenia i Technologii ukazał się wywiad z profesorem z Akademii Okrętów Podwodnych Qingdao. Zauważył, co stanowi klucz do problemu: „nawet łódź rybacka po wykonaniu drobnych modyfikacji nadaje się do efektywnego zaminowania. Po zaistnieniu łodzi podwodnych okazały się wręcz doskonałą metodą umieszczania min. (…) wyspecjalizowany system urządzeń może być użyty do poprawy ładowności min w okrętach podwodnych od jednego do dwóch razy”.

Oznacza to nic innego, że Chiny szykują się do pozbywania się przeciwnika za pomocą okrętów podwodnych w inny, mniej widoczny sposób. Cytowany periodyk posuwa się dalej. Sugeruje ataki nie na okręty wojenne, ale na węzły transportowe. Tym samym rejon działań z wybrzeży Stanów Zjednoczonych uległ by przesunięciu nawet na zachodni i środkowy Pacyfik,  i również na Atlantyk. W ocenie Chińczyków amerykańskie porty są słabo zabezpieczone. Zaminowanie za pomocą okrętów podwodnych stanowi furtkę do zagrożenia ekonomii Stanów Zjednoczonych już za pomocą pojedynczego okrętu podwodnego.

Wykorzystanie min do wywierania nacisków politycznych zaproponował w 2015 roiku już chiński magazyn Współczesne Okręty. Wedle oceny Państwa Środka do zablokowania Tajwanu potrzeba rozmieszczenia w ciagu od czterech do sześciu dni między pięć a siedem tysięcy min morskich. Jest to więcej niż zastosowali Amerykanie podczas II wojny światowej przeciwko Japonii. Chińczycy oceniają, że minowanie w tempie dwóch tysięcy min na dzień nie stanowi wyzwania dla ich marynarki oraz lotnictwa.

Do przeprowadzania takiej operacji wedle oceny Chin potrzeba około pół tysiąca jednostek lotnictwa oraz marynarki. Do tego wyliczenia, jak wskazali Chińczycy, nie potrzeba koncentrowania się tylko na okrętach wojennych, bo również cywilne nadają się doskonale do tego celu.

Od 2014 Chińczycy pracują nad koncepcją miny morskiej z detonatorem laserowym. Nowość w tym wypadku polega na tym, że eksplozja następuje nie w chwili znalezienia się w zasięgu, ale po prostu wypuszcza rakietę z bliskiej odległości. Akademia Morska Dalian uważa, że takie rozwiązanie ograniczy czas reakcji na zagrożenie. Tym samym amerykańskie środki MCM (tzn. wymierzone w zaminowanie), a oparte między innymi na zwiadzie, badaniu za pomocą lotnictwa położenia min, czy łodzi podwodnych skierowanych do atakowania innych jednostek tego typu - nie sprawdzą się.

Sytuacja podczas konfliktu w Wietnamie nie otworzyła oczu Stanom Zjednoczonym na problem zaminowania szlaków handlowych. Wpływ na ekonomie jest nie do przecenienia, jak to ocenił profesor Lyle Goildstein z Instytutu Studiów Chińskiej Marynistyki. Redaktor Kris Osbron wskazał, że od 2002 roku Amerykanie przeznaczyli na działania przeciwko minom  morskim przeciwnika trzydzieści siedem miliardów dolarów w ramach programu łodzi LCS. Jednakże okazał się on pozbawiony zębów.

  Śmigłowce SH-60B Seahawk oraz Lamps III wraz z niewidzialnymi bombowcami F-117 stanowią przykłady platform do zaminowania w rękach Stanów Zjednoczonych. Obok jednak samego umieszczanie min ważne jest neutralizowanie ich wpływu w rękach przeciwnika.  Miny okazują swoją potęgę. Nie potrzeba tutaj konstrukcyjnych majstersztyków, aby na kolanach znalazło się wrogie mocarstwo. W ręku obecnego rządu USA leży, czy zlikwiduje swoją piętę Achillesa, czy uda, że jej po prostu nie ma.

Jacek Skrzypacz